1. Myśląc o chałturkach bardziej stawiałam, szczerze mówiąc, na jakieś może nowoczesne piosenki Marylki. Natomiast "Sing, sing" czy "Małgośka" to dla mnie utwory warte uwagi podobnie jak inne (poważniejsze), tylko, jak mówi El, są one bardziej rozluźniające, gdzie publika się świetnie bawi. Piosenką "Sing sing" Marylka bisowała w 1976 roku kilka razy.
2. Mnie się występ Natalii Niemen podobał, ale, nie ukrywam, zadziałało na mnie to śpiewanie z tatą. Takie połączenia zawsze robiły na mnie wrażenie - jak Anna jantar i Natalka Kukulska na przykład. Też się wzruszyłam słysząc pierwszy raz - pomimo, że Natalia oczywiście musiała hip hopem dowalić

Ale w takich momentach akurat cieszę się, że możliwości techniczne czy realizacyjne poszły do przodu.
3. "Czyja to szyja?" jest w necie nie do znalezienia, dopóki TVP nie będzie łaskawa powtórzyć tamtego koncertu. No bo tekst tekstem, nuta nutą...ale ta choreografia

Ja uwielbiam Szcześniaka z tych jego początków. "Przed śniadaniem"

Albo...
Stoję czy leżę to wierzę, ech
ja w ciebie wierzę aż strach mnie bierze, że tak
że tak cię słucham, że tak ci ufam
że ja do ciebie taką słabość mam 
I przy okazji Lorę Szafran też lubię

4. Nie wiem która była bardziej frapująca: Genowefa Pigwa czy Pelagia?
Chciałabym dodać, że wszystkie powstające kiedyś utwory posiadały sensowny tekst a jeżeli poziom festiwalowy był jednak zbyt niski, jury nie przyznawało żadnej nagrody...właśnie tak swoją decyzję argumentując. Mówię cały czas o "Premierach" gdzie najważniejsza jest piosenka i to ona podlega ocenie.
Jest kilkadziesiąt piosenek, które nie odnosiły sukcesu i nie zdobyły popularności, ale uczta dla uszu jest niesamowita, kiedy teraz można tego posłuchać, niekiedy pierwszy raz w życiu.