O, ludzie! Toż to temat dla mnie stworzony, zwłaszcza jeśli chodzi o dawniejsze Opole

Chyba dla nikogo nie będzie zaskoczeniem, że właśnie tamte festiwale bardziej mnie interesują i to o tamtych koncertach jestem w stanie "gadać, gadać i gadać"

Ja najbardziej lubię słuchać o festiwalach od strony kulis, jakieś ciekawostki. Rajcują mnie takie drobiazgi jak: pęknięte spodnie Kory, mikrofon upuszczony przez Majewską (ach, z jakim wdziękiem podnosiła, nawet większość nie zauważyła), zapominanie tekstu i niezgranie się z orkiestrą Rynkowskiego. To jest takie ludzkie, zwyczajne, dodaje naturalności w czasach ripleja i fotoszopów 
No to rzućmy kilkoma ciekawostkami. Być może są znane, ale chyba raczej starszemu pokoleniu

Wspomniana Irena Santor na przykład wcale nie chciała śpiewać "Powrócisz tu". Uważała, że to nie jej klimaty, że ona raczej lirycznie, spokojnie, romantycznie, a tu trzeba zaśpiewać mocno, nieco ostrzej. Podobno piosenkarka najbardziej zezłościła się, gdy kompozytor tejże piosenki absolutnie nie reagował na jej wątpliwości, sugestie.
I dopiero na pierwszej próbie, gdy Santor usłyszała orkiestrowy wstęp, zakochała się w tym wdzierającym się w serce kawałkiem. Zaśpiewała tak przejmująco, że utwór otrzymał nagrodę w kategorii "Premiery" i "Przebój sezonu".
Na dodatek piosenka niemal doprowadziła do zgrzytu międzynarodowego, którego stronami było RFN i NRD

. Przedstawiciele tych krajów chcieli śpiewać ją na festiwalu sopockim w części poświęconej polskim utworom i żadna strona nie chciała ustąpić. Organizatorzy uciekli się do małego kłamstwa, uprzedzając strony, że już ktoś sobie wybrał wcześniej "Powrócisz tu" no i te państwa solidarnie zrezygnowały

Kto ją z zagranicy zaśpiewał, i czy w ogóle ktoś zaśpiewał to nie pamiętam. Wiem, że wystąpiła w tym repertuarze sama Irena Santor

Pozostańmy przy tematyce patriotycznej.
"Biały krzyż" Czerwonych Gitar - zawsze, ale to zawsze, gdy tego słucham ciarki mnie przechodzą, dreszcz wywołuje ten przepięknie zaśpiewany hołd poległym w czasie II wojny światowej. Krzysztof Klenczon włożył w wykonanie tego utworu całe serce, bo on śpiewał dla swojego ojca, członka AK, który po wojnie został aresztowany przez UB. Miał być przesłuchiwany "z wolnej stopy", więc zanim do przesłuchania doszło uciekł i ukrywał się przez 10 lat (do ogłoszenia amnestii). Dorastający Krzysztof musiał kłamać władzy, że ojciec nie żyje. To ojciec wpoił mu patriotyzm, miłość do ojczyzny, która wielokrotnie pojawiała się w utworach Krzysztofa (zwłaszcza w nostalgicznych powstałych na obczyźnie), czy w uczestnictwie w ruchach polonijnych powstałych w czasach rodzącej się Solidarności)
"Biały krzyż" i gest Klenczona pod koniec piosenki zapadł w pamięć wszystkim widzom. A wiązanka róż pozostała pod jednym z mikrofonów aż do końca koncertu
Czerwone Gitary - Biały Krzyż (Opole 1969)Ogromnie stresujące przeżycia miał wspomniany
Ryszard Rynkowski w związku z występem w Opolu w 1994 roku, kiedy to Włodzimierz Korcz zaproponował mu zaśpiewanie piosenki do skomponowanej przez niego muzyki. Tekst miał napisać Jacek Cygan, ale tekściarz tak zwlekał, że z każdym dniem przybliżającym piosenkarza do koncertu, Rynkowski wpadał w coraz większą rozpacz. Gdyby nie podtrzymywanie na duchu Korcza, dawno już by z tej piosenki zrezygnował. Nawet kilka "głębszych" nie pomogło na stres

Być może i na czas festiwalu Ryszard ukryłby się, w którejś z opolskich knajpek, by utopić w kieliszku przerażającą wizję końca kariery (skandal jak się patrzy - Rynkowski nie występuje, bo wybrał piosenkę, której... nie miał

), gdyby na dwa dni przed występem Cygan nie podesłał mu tekstu. Dwa dni!!! Rynkowski z duszą na ramieniu wyszedł na estradę, zasiadł do fortepianu (tylko ten instrument mu towarzyszył) i zaśpiewał niezwykle mocną w swej wymowie piosenkę
"Mrok".
Sorry, za urwany fragment w poniższym kawałku, ale nie mogłam znaleźć nic innego, a chciałam, żeby to było właśnie z Opola.
Ryszard Rynkowski - Mrok (Opole '94)Po występie, wprost ze sceny, skierował się do najbliższej knajpy, sądząc, że właśnie dokonał artystycznego żywota. I tam dogoniła go wiadomość, że dostał nagrodę "Grand Prix" i musi szybko wracać na koncert laureatów. Chyba jeszcze nie zaczął trosk swych topić, bo na "wczorajszego" nie wyglądał

I znów powróćmy do jednego z pierwszych festiwali.
Jerzy Połomski z piosenką
"Daj". Piosenka nagrody nie otrzymała, co spotkało się z oburzeniem publiczności. Wspominam ją, bo to był pierwszy erotyk na festiwalowej estradzie. I jeszcze dlatego, że "bohater" wyśpiewuje taką piękną miłość, że tylko się rozpłynąć

Połomski nie bardzo miał odwagę z nią wystąpić, podobno był nieśmiałym człowiekiem. No ale jakoś się zmobilizował

Jeśli chodzi o "erotyzm" utworu, to dla dzisiejszego młodego pokolenia pojęcie to może wydawać się trochę przesadzone, jednak w obecnych czasach erotyka "staniała, zwulgaryzowała się", jak sam pan Jerzy to określił. Wtedy, to była naprawdę mocna pod tym względem piosenka
Jerzy Połomski - Daj (Opole 1968)Daj mi to miejsce przy sobie
Które jest puste o świcie
Ja sobie z tego zrobię
Długie ciekawe życie...Piękne!

Tekst podobno zainspirowany fragmentem fraszki Jana Kochanowskiego o smakowaniu życia:
"Daj, czegoć nie ubędzie, byś najwięcej dała.
Daj, czego próżno dawać potym będziesz chciała"