Autor Wątek: Literatura  (Przeczytany 50563 razy)

0 użytkowników i 2 Gości przegląda ten wątek.

Offline El

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1261
  • Płeć: Kobieta
  • zagubiona w czasie...
  • Wyróżnienia:
Odp: Literatura
« Odpowiedź #105 dnia: Wrzesień 21, 2014, 21:52:37 »
Artur podsuwa mi od jakiegoś czasu "Dziewczynę z sąsiedztwa" Ketchuma, mówiąc, że to podobny klimat. Może przeczytam w końcu. Jak "usunie" posmak filmu "Kwiaty na poddaszu", to może sięgnę po książkową wersję.
Możemy nosić chińskie ciuchy, jeździć czeskimi autami, patrzeć w japońskie telewizory, gotować w niemieckich garnkach hiszpańskie pomidory i norweskie łososie. Co do kultury, to jednak wypadałoby mieć własną.
Andrzej Sapkowski

Offline Jean

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 2669
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Literatura
« Odpowiedź #106 dnia: Wrzesień 21, 2014, 22:00:38 »
O, to i ja dziękuję za podsunięcie kolejnej książki na kolejną ciekawą noc (trzeba mieć kuku na muniu, żeby zarywać noce, bo się czytać chce  ;D).
Skuś się El, ja czasami się kuszę na jakieś retro, i czasami na literaturę kobiecą, więc i Ty przeżyjesz;) Swoją drogą "Kwiaty na poddaszu" znalazłam na półce pod hasłem "literatura kobieca"  <smiech> Pewnie z gatunkami książkowymi jest podobnie jak z numeracją butów :)

Offline mindreader

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 379
  • Wyróżnienia:
Odp: Literatura
« Odpowiedź #107 dnia: Wrzesień 21, 2014, 23:31:59 »
Gdyby Sienkiewicz był dzisiaj królem seriali to ja bym była bardzo szczęśliwa ;D.
Zapewne wszyscy już czytali (dawno nawet przeczytali) - "Kwiaty na poddaszu"?

Podziwiam! Ja nie dałam rady. Odrzucił mnie język tej lektury. Nie wiem, czy to wina tekstu oryginalnego, czy tłumacza, ale po 30 stronach niestety porzuciłam z niesmakiem. Takie to było... nieskładne, nieładne, jak wypracowanie czwartoklasisty. I nawet obiecująca akcja (a czytałam, co to za zacne dzieło) nie przekonała mnie do czytania dalej. Części są jeszcze dwie, albo nawet cztery, ale tak szybko, jak zaczęłam, tak szybko skończyłam przygodę z serią.

Mam jednak tendencję do dawania drugiej szansy, więc nie wykluczam, że kiedyś wrócę i do tego. Póki co zaczytuję się Murakamim... ale o tym, kiedy będę miała dłuższą chwilkę :)

Offline Jean

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 2669
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Literatura
« Odpowiedź #108 dnia: Wrzesień 22, 2014, 08:11:34 »
Gdyby Sienkiewicz był dzisiaj królem seriali to ja bym była bardzo szczęśliwa ;D.
Zapewne wszyscy już czytali (dawno nawet przeczytali) - "Kwiaty na poddaszu"?
Podziwiam! Ja nie dałam rady. Odrzucił mnie język tej lektury. Nie wiem, czy to wina tekstu oryginalnego, czy tłumacza, ale po 30 stronach niestety porzuciłam z niesmakiem. Takie to było... nieskładne, nieładne, jak wypracowanie czwartoklasisty. I nawet obiecująca akcja (a czytałam, co to za zacne dzieło) nie przekonała mnie do czytania dalej. Części są jeszcze dwie, albo nawet cztery, ale tak szybko, jak zaczęłam, tak szybko skończyłam przygodę z serią.

Nie wiem jakie wydanie miałam w ręku, ale na 30 stronie rodzina dopiero wyrusza w podróż. Można powiedzieć, że pierwsze 30-40 stron to nuda i infantylizm narratorki, która żyła sobie beztrosko, czekając na piątkowe powroty tatusia. A język? Nie wiem, narracja jest prowadzona przez 13-latkę, w dodatku amerykańską. Dziwnym byłoby gdyby posługiwano się się językiem  Mickiewicza, Hemingwaya czy nawet Margaret Mitchell. Język jest prosty, przystępny i czyta się szybko - owszem, nie było tam genialnych stwierdzeń, wyrafinowanych środków stylistycznych, ale chyba nie o to chodziło. Chyba lepiej powiedzieć, że się w takiej literaturze nie gustuje po prostu. <mysli>
Opowiedziana historia szokuje, ma szokować i to jest całe clou. Gdyby mama Madzi z Sosnowca wyglądała na taką, która czasami sięga po słowo pisane, mogłabym nawet doszukiwać się u niej książkowych inspiracji  :P

Offline mindreader

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 379
  • Wyróżnienia:
Odp: Literatura
« Odpowiedź #109 dnia: Wrzesień 22, 2014, 19:20:32 »
W zasadzie nie chodziło mi o gustowanie, czy nie... Nie wiem, w czym gustuję, bo czytuję różne rzeczy. Czasami po prostu leży mi styl, sprawnie mi się czyta, innym razem odrzuca, bo drażni. Tym samym wyjątkowo spasowała mi Kalicińska, u której górnolotnie nie jest, a zupełnie nie uniosłam Grocholi, którą się ludzie zaczytują, od "Samotności w sieci" uciekłam z krzykiem i porzuciłam "Kwiaty na poddaszu". Mój tata uważał, że nie da się czytać Chmielewskiej, bo ma straszny styl, a dla mnie Chmielewska... to Chmielewska. Nie szukam w literaturze jedynie górnolotnych tekstów, czy mistrzów słowa jak Mickiewicz, bo łatwe, proste i przyjemne bardzo lubię. Aktualnie zakochałam się w "Dożywociu" Marty Kisiel, które to z literaturą wysokich lotów nie ma wiele wspólnego, a bawi i odpręża, jak już dawno nic. Wiem, że to z punktu widzenia dziecka i, że daleko nie doszłam, ale po prostu nie spasowało mi. Nie pierwsza i nie ostatnia książka :) Wyżej wspomniana "Samotność w sieci" jest w czołówce książek połowy Polski, a dla mnie wybitnie niestrawne od samego początku, do pewnie też jakiejś 30-40 strony, bo dalej nie doszłam :) Kiedyś planuję do Wiśniewskiego wrócić, może dorosłam już, a może pozostanie na liście niestrawnych, obok Żeromskiego i Cobena :)

Offline Jean

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 2669
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Literatura
« Odpowiedź #110 dnia: Wrzesień 22, 2014, 20:21:25 »
W sumie jestem w stanie to zrozumieć. Czasami nawet  jeden autor może mieć 10 porządnych książek a jedną taką, której się czytać nie da. Z własnego doświadczenia wiem jednak, że czasami odtrącając książkę zbyt wcześnie można dużo stracić. Ile to razy miałam rzucić książką w kąt a kilkanaście stron później byłam nią zachwycona.
W każdym razie ja namawiam do przełamania się jeśli chodzi o "Kwiaty na poddaszu", dla samej historii :)

Offline mindreader

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 379
  • Wyróżnienia:
Odp: Literatura
« Odpowiedź #111 dnia: Wrzesień 22, 2014, 21:36:55 »
Nie skreśliłam całkiem... Może kiedyś wrócę. Gdybym nie miała takich tendencji, to nie byłoby w moim życiu Chmielewskiej. Dawno, dawno temu, kiedy mama i Michał już się nią zaczytywali, ja chwyciłam moje ukochane teraz "Wszystko czerwone" i też odłożyłam na półkę po 50 stronach. Potem mi mama podsunęła Janeczkę i Pawełka, potem Tereskę i Okrętkę, a potem świadomie już zakupiłam w dniu premiery "Harpie" (bo o Dorotce) i dopiero po tym wszystkim wróciłam do "Wszystko czerwone" i pokochałam. I tak 16 lat to już trwa. :) Pewnie też muszę dojrzeć, bo w gruncie rzeczy historia mnie ciekawi. Póki co... 1:0 dla książki.


Offline mindreader

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 379
  • Wyróżnienia:
Odp: Literatura
« Odpowiedź #112 dnia: Listopad 09, 2014, 23:06:48 »
Jak ja ostatnio nie mogę trafić na coś, co zachwyci mnie od początku do końca. Aż smutno.

Lackberg z każdą książką rozczarowuje mnie bardziej. Tomiska 500 stron, a w tym sprawy kryminalnej 100. Reszta to kupki, dupki, diety, siostry, bracia, cmokanie z ukochanym i dzieci, dzieci, dzieci.. Rodzą się jak dzikie, jest ich na pęczki. Wszystko super, dzieci to skarby, ale może nie w kryminałach? Toż tam mają być zbrodnie i próba ich rozwikłania, a nie teksty rodem z książek o żłobkach i przedszkolach. Zawód!

Murakami. Przeczytałam "1Q84". Pierwszy tom super, drugi tom super, 2/3 trzeciego tomu super. I nagle... nagle koniec. Autorowi brakło pomysłu, jak podomykać postaci, jak zakończyć historię, jak wytłumaczyć wszystko. Urwał, przeskoczył, zakończył i pozamiatane. Zawód!

Hrabal. "Zbyt głośna samotność" była oryginalna, ale w sumie wrażenia pozostały na plus. Spróbowałam (chwalonego!) "Czułego barbarzyńcę". I zdecydowanie nie mój klimat. Zmęczyłam, nie wsiąkłam. Zawód!

Aneta Jadowska i jej cykl o wiedźmie Dorze Wilk. Co prawda z 6 tomów, przeczytałam 2/3 pierwszego, ale.. rety, jaki "fanfic"! Pani doktor polonistyki powinna jednak prezentować poziom wyższy, bo miłosne opowieści osadzone w świecie wiedźm, wampirów, wilkołaków i tym podobnych, to mogę snuć ja... To miało być fantasy. Z fantasy wiele wspólnego nie ma, a miejscami przypomina moją własną twórczość z przeszłości pisaną pod wpływem miłości do głównych bohaterów serialowych. Zawód!

"Niebezpieczne związki". Jak dobrze mi się czytało tę książkę. Jakie to było piękne stylowo, jakie podniosłe, jak cudnie o miłości... jak o przebiegłości, jak o nienawiści... jak jedna manipulowała połową świata... Naprawdę super. Tylko też 3/4 książki. Końcówka bez wyrazu. Pośród dramatycznych wydarzeń dramatyzm nie był wyczuwalny. Skończyło się nijak, przeciętnie. Szkoda. Zawód!

Tess błagam, napisz kolejną wyśmienitą książkę, bo tęsknię za czymś, co mnie pochłonie do reszty, co kupię w całości i czym się będę delektować do ostatniej strony. Głupia byłam, że wyczytałam wszystko Gerritsen. Mogłam sobie zostawić na takie czasy, kiedy wszystko inne zawodzi.

Offline El

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1261
  • Płeć: Kobieta
  • zagubiona w czasie...
  • Wyróżnienia:
Odp: Literatura
« Odpowiedź #113 dnia: Listopad 16, 2014, 12:39:32 »
W końcu udało mi się dokończyć napoczętą lekturę :)


Od razu zaznaczę, że powieść nie należy do gatunku awanturniczo-przygodowego, z którego wszyscy znają tajemniczego bohatera w masce. W innych pozycjach, zarówno literackich jak i filmowych, ukazany jest on raczej z przymrużeniem oka, wykreowany trochę na jakiegoś pajaca. U Allende ("Dom duchów", "Suma naszych dni", "Portret w sepii" i parę innych świetnych pozycji - jedna z ulubionych moich pisarek)) z kolei poznajemy Zorro jako człowieka z krwi i kości, choć nieraz w otoczce realizmu magicznego - niemal stałego elementu jej wszystkich powieści.
Jak sam tytuł mówi, obserwujemy życie Zorro od narodzin, a nawet ciut wcześniej, bo od momentu poznania się jego rodziców. W dalszej części mamy okazję dowiedzieć się co wpłynęło na młodego de la Vegę, że stał się legendą w walce z niesprawiedliwością. Pięknym literackim językiem pisarka opisuje tło społeczne (hiszpańscy kolonizatorzy kontra ludność tubylcza), kulturowe (zwyczaje i obrzędy niektórych plemion indiańskich) oraz historyczne. Uprzedzam, iż dialogów jest mało, ale nadzwyczajny talent Allende snucia opowieści w ciekawy sposób pozwala wciągnąć się czytelnikowi w historię kalifornijskiej legendy z początków XIX wieku.
W mojej ocenie to bardzo dobra powieść.
Możemy nosić chińskie ciuchy, jeździć czeskimi autami, patrzeć w japońskie telewizory, gotować w niemieckich garnkach hiszpańskie pomidory i norweskie łososie. Co do kultury, to jednak wypadałoby mieć własną.
Andrzej Sapkowski

Offline El

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1261
  • Płeć: Kobieta
  • zagubiona w czasie...
  • Wyróżnienia:
Odp: Literatura
« Odpowiedź #114 dnia: Listopad 23, 2014, 14:02:21 »

12 maja 1883 roku flaga Niemiec zaczęła powiewać na wybrzeżu Afryki Południowo-Zachodniej, dzisiejszej Namibii. Kiedy osadnicy przystąpili do odbierania ziem rdzennym mieszkańcom, ludy Herero i Nama podniosły bunt, a Niemcy rozpętały wojnę na wyniszczenie. Zbudowano obozy koncentracyjne, w których więźniowie byli głodzeni i zmuszani do pracy ponad siły, co doprowadziło niemal do eksterminacji obu plemion.
Wiele lat później w powstaniu nazizmu role odegrali zarówno żołnierze i biurokraci, którzy zarządzali tymi obozami, jak również teorie rasowe, którymi się inspirowali. Olusoga i Erichsen odkryli niesamowite związki łączące nazistów i zbrodnie popełnione w Afryce. Dziś, kiedy na namibijskiej pustyni odkrywane są groby ofiar, przypomnienie o holokauście, którego dopuścili się cesarz Wilhelm i jego poddani, podaje w wątpliwość przekonanie, że zbrodnie nazistów były ewenementem w dziejach Europy.
(notka na okładce)

Książka może stanowić nie lada gratkę dla miłośników historii, tej bez zbytniego nagromadzenia dat. Za to przedstawionej zrozumiałym, prostym (nie mylić z prostackim), upodobnionym do powieściowego stylu językiem. I za to wielki plus dla autorów, bo wiem jaki stosunek mają młodzi ludzie do nieodpowiedniej formy przekazu dziejów świata w szkole. A "Zbrodnia kajzera" stanowi doskonały przykład na to, że historia może zaciekawić, można uczyć się jej z przyjemnością, a nawet z wypiekami na twarzy.
Oprócz wydarzeń bezpośrednio związanych z zagarnianiem ziem należących do Herero i Namz, autorzy książki przedstawiają nam także dzikość, i zarazem piękno terenów Nambii, elementy tradycji i kultury obu plemion oraz... to, czego brakowało ich tyranom - cywilizowanym Niemcom - mądrość i honor tych "dzikusów".
Na koniec mojej opinii mała łyżka dziegciu. Brak mapek, czy zdjęć. W tego rodzaju opracowaniach są one niezbędne, o czym prawdopodobnie wydawnictwo zapomniało. Opisy miejsc były tak obrazowo przedstawione, że inspirowały wyobraźnię do odtwarzania ich w moim umyśle. Jednak trzeba było gdzieś w Afryce je umiejscowić. Dlatego podczas czytania towarzyszył mi laptop :)

Możemy nosić chińskie ciuchy, jeździć czeskimi autami, patrzeć w japońskie telewizory, gotować w niemieckich garnkach hiszpańskie pomidory i norweskie łososie. Co do kultury, to jednak wypadałoby mieć własną.
Andrzej Sapkowski

Offline El

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1261
  • Płeć: Kobieta
  • zagubiona w czasie...
  • Wyróżnienia:
Odp: Literatura
« Odpowiedź #115 dnia: Grudzień 12, 2014, 22:41:12 »

Notka na okładce anonsuje nam tę książkę jako "powieść sensacyjno-historyczną osnutą na tle autentycznej afery, która miała miejsce w okresie miedzy wojennym. Bohater tytułowy, „polski jeździec” – oficer kawalerii, o którego losach opowiada z perspektywy blisko pół wieku jego przyjaciel – jest agentem polskiego wywiadu, działającym na terenie Trzeciej Rzeszy."

Nie jest to powieść z wartką, pełną napięcia akcją. Zdawałoby się, że takie hasła jak "agent" i "wywiad" powinny ją gwarantować. Działalność jednego z najlepszych, choć całkowicie zapomnianych polskich szpiegów II Rzeczpospolitej jest przez autora powieści potraktowana raczej po macoszemu. Z drugiej strony nie ma się co dziwić, bowiem narrator powieści (alter ego autora książki) o misji Jerzego Brzozowskiego wiedział tylko tyle ile sam "polski jeździec" mu opowiedział (a opowiedział niewiele, nie chcąc narażać przyjaciela na kłopoty) lub czego był świadkiem.
Mimo wszystko wystawiam tej pozycji bardzo dobrą ocenę. Dlaczego? Podobał mi się sposób sportretowania międzywojennych realiów kilku państw, będących areną "pracy" naszego agenta. Z reporterskim zacięciem, krótko ale bardzo ciekawie Grzędzielski, przybliża czytelnikom klimat wewnątrzpaństwowych i międzynarodowych rozgrywek politycznych oraz atmosferę życia kulturalno-towarzyskiego Polski, Republiki Weimarskiej później Trzeciej Rzeszy, Francji, Wielkiej Brytanii, Węgier. Swoją relację dziennikarz wzbogaca o sławne nazwiska z dziedziny nauki, literatury, teatru, kabaretu i związane z nimi ciekawostki, anegdoty. Autor powieści umiejętnie tworzy z tych postaci bohaterów trzeciego planu konstruowanej przez siebie fabuły. Pojawia się w niej także nienachalny wątek miłosny, który ściśle łączy się z pracą wywiadowczą polskiego szpiega.
"Polski jeździec" to bardzo dobra pozycja dla amatorów historii, którzy dzięki niej mogą do listy polskich bohaterów dopisać jeszcze jedno nazwisko - Jerzy Sosnowski. Nie wcale nie pomyliłam nazwisk. Postać agenta tak mnie zaintrygowała, że głębiej poszperałam w sieci (czułam się jak śledczy ;D) i doszukałam się pewnych informacji na jego temat. Okazuje się, że Grzędzielski zmienił nazwiska bohaterów i "polski jeździec" w rzeczywistości nazywał się Jerzy Sosnowski (końcowy etap jego życia to dopiero zagadka - ogromne pole do popisu dla badaczy historii).

Zarówno "Polski jeździec" jak i wyszperane przeze mnie materiały pokazują, że Sosnowski vel Brzozowski bohaterem był nie byle jakim, bo kto wie, jak potoczyłyby się losy Europy (w kontekście II wojny światowej), gdyby II Oddział Sztabu Generalnego, czyli centrala polskiego wywiadu, nie zlekceważył dostarczonych przez swego agenta materiałów.

Ów agent w życiu się nie spodziewał w jaki sposób pracodawcy podziękują mu za miłość do ojczyzny.

Możemy nosić chińskie ciuchy, jeździć czeskimi autami, patrzeć w japońskie telewizory, gotować w niemieckich garnkach hiszpańskie pomidory i norweskie łososie. Co do kultury, to jednak wypadałoby mieć własną.
Andrzej Sapkowski

Offline mindreader

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 379
  • Wyróżnienia:
Odp: Literatura
« Odpowiedź #116 dnia: Styczeń 05, 2015, 11:50:00 »
Narzekałam ostatnio, że nie mogę trafić na dobrą książkę. Jednak trafiłam. I to nawet na kilka.
Za poleceniem Madzi sięgnęłam po książki o wilkach Marii Nurowskiej. "Nakarmić wilki" i "Requiem dla wilka", to dwie genialne pozycje - piękne krajobrazy bieszczadzkie, ładnie skonstruowani bohaterowie i obcowanie z naturą, spokój, jaki bije z każdej strony. Dla mnie była to bardzo przyjemna ucieczka od kryminałów, od thrillerów, od fantasy, czyli tego, co tam ostatnio plącze mi się po biblioteczce. Przyjemna i udana ucieczka. W pierwszej książce główną bohaterką jest studentka Kasia, która wyjeżdża w Bieszczady, aby iść tropami wilków, przeprowadza swoje badania do pracy, poznaje dwóch fantastycznych badaczy, od których się uczy jak żyć i przeżyć w spartańskich warunkach. W drugiej części główną bohaterką jest Joanna, która przypadkiem dowiaduje się o pewnym tragicznym wypadku i stara się dowiedzieć, co naprawdę się wydarzyło. Naprawdę bardzo piękne i wartościowe książki.

Kolejną bardzo dobrą książką, która wpadła mi w łapki, jest "Wybór Zofii" Williama Styrona. Historia Zofii Zawistowskiej, jej burzliwego związku z żydowskim schizofrenikiem Natanem, pełna wspomnień z obozu w Oświęcimiu, który Zofia przeżyła. Smutno-tragiczna historia opowiedziana z punktu widzenia pisarza Stingo, który zaprzyjaźnia się zarówno z Zofią, jak i z Natanem. Po przeczytaniu książki, obejrzałam film z cudowną Meryl. Nie dziwię się, że dostała za tę rolę Oskara - chociaż generalnie film strasznie spłyca fabułę powieści. Najgorszym momentem jest wyznanie Zofii, które dotyczy wyboru - wyboru, którego musiała dokonać. Dwa razy brakło mi tchu - raz, przy czytaniu, drugi raz, przy oglądaniu. Już dawno nic nie wywołało we mnie takiej fali smutnych i przerażających emocji. Dorzuciłabym tę książkę (a przynajmniej film), to pozycji obowiązkowych dla każdego.

Polecam też "Zabawy poufne" Agnieszki Osieckiej. Zbiór felietoników-opowiadań na tematy damsko-męskie, zapisane w formie wykładów. Zabawne, lekkie i przyjemne. Typowy dla Agnieszki styl pisania, typowe poczucie humoru. Miejscami trafne i bardzo adekwatne spostrzeżenia, całość jako karykatura kącików porad psychologicznych z kolorowych gazet. Krótkie i na jeden wieczór, ale jak ktoś lubi agnieszkową twórczość, to zdecydowanie warto.

Nie warto natomiast zawracać sobie głowy heksalogią o wiedźmie Dorze Anety Jadowskiej. Mierne książki, o niczym. A nie, przepraszam, o wszechcudowności, genialności i piękności głównej bohaterki, która głównie podkreśla, jaka jest wspaniała, mizia się z wszystkimi i skupia na sobie całą uwagę. Żeby było śmieszniej bez tej bohaterki nikt sobie nie potrafi poradzić, ona umiera i odradza się, jest jedynym wybawieniem dla wszystkich aniołów, diabłów, z Gabrielem i Lucyferem na czele (u Jadowskiej taka ciekawostka - Gabriel uchodzi za kawał wrednego Anioła, który zachowuje się jakby połknął kij, natomiast Lucyfer jest miłym, starszym panem, serdecznym i godnym zaufania. To Gabriel czyni zło, a Lucyfer wręcz przeciwnie). Dora przyjaźni się z wnukami powyższych, mizia się z nimi, śpią w trójkę, potrzebują się cały czas dotykać, a jak uprawia seks z jednym, to drugi jest w jej głowie i odczuwa dokładnie to, co ona, tudzież dokładnie to, co ten drugi - coś w ten deseń. Witki opadają.). Poza tym wyżej wymieniona Dora jest matką wampirów, alfą wilczego stada, wyżej wymieniony Gabriel bije jej pokłony, a wszystkie magiczne stwory są od niej i od jej działań zależne (a zależy zawsze ich życie!). Na dodatek dodatków zawiązuje się triumwirat między naszymi trzema miziającymi się bohaterami, a, że anioł i anioł upadły mają skrzydła, to wiedźmie naszej też się pojawiają! W postaci tatuażu na plecach, który to delikatnie się porusza (taki trzepot skrzydeł), a przy dotyku czuć piórka... Wszystko pisane stylem pod niedorosłych, jakby właśnie w takich kręgach Jadowska chciała zrobić karierę... Przeczytałam 3 tomy tegoż arcydzieła, bo byłam ciekawa, jak opisała konsumpcję pewnego związku - a pech chciał, że konsumowali na końcu trzeciego tomu. Masochistyczna praktyka to była. Strońcie. Zdecydowanie.

Offline El

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1261
  • Płeć: Kobieta
  • zagubiona w czasie...
  • Wyróżnienia:
Odp: Literatura
« Odpowiedź #117 dnia: Styczeń 07, 2015, 21:47:45 »
Za poleceniem Madzi sięgnęłam po książki o wilkach Marii Nurowskiej. "Nakarmić wilki" i "Requiem dla wilka", to dwie genialne pozycje - piękne krajobrazy bieszczadzkie, ładnie skonstruowani bohaterowie i obcowanie z naturą, spokój, jaki bije z każdej strony.

Marię Nurowską i jej "wilki" mam w planach czytelniczych. I jej parę innych powieści. Nurowska nie wszystkim "podchodzi", ale mi się podoba jej styl.

A co ja niedawno czytałam?


Opowieść miłosna i opowieść o miłości, a także magii, przyjaźni, wspaniałym jedzeniu, orkiestrze dętej, włoskiej czarownicy i potężnym prawniku.
W miasteczku Kropka leżącym na odludnych wybrzeżach Bałtyku mieszka Tibo Krovic, dobry i uczciwy burmistrz. Dba o mieszkańców, którzy w zamian darzą go szacunkiem. Do pełni szczęścia brak mu tylko jednego... Kocha się sekretnie w swojej sekretarce, pięknej, samotnej, ale niestety zamężnej, Agathe Stopak. Tibo wie, że w spokojnym i szacownym miasteczku, jakim jest Kropka, nie może liczyć na spełnienie swej miłości, lecz pewnego dnia, gdy kobieta przypadkiem wrzuci swoje drugie śniadanie do fontanny, wszystko się zmieni.
(z okładki)

Och, co za urzekająca opowieść o samotności w pojedynkę i samotności we dwoje, i o miłości różnie pojętej. Opowieść w której „liczy się raczej samo opowiadanie, niż rzeczy które się dzieją” (s.442).
Tak właśnie jest. Choć sama historia jest piękna, to właśnie sposób przekazu odciska w umyśle czytelnika największy ślad, powodując, iż długo po przeczytaniu ostatniego zdania nie może on wrócić do rzeczywistości, nie może otrząsnąć się z onirycznego klimatu „Dobrego człowieka”, w którym świat realny miesza się ze światem sennych majaków. A granica między nimi jest bardzo cienka.

Powieść tylko dla miłośników realizmu magicznego, dla innych wyda się... beznadziejna. Ja byłam nią zauroczona.

Potem sięgnęłam po coś lekkiego, zabawnego, czyli... :)


Luizę od zawsze wychowywał Tatuś. Dbał o nią jak mógł i utrzymywał z tego, na czym sam znał się najlepiej - z hazardu i drobnych przekrętów. W dniu jej dwudziestych pierwszych urodzin postanowił wprowadzić córkę w fascynujący świat gier. Niestety, szczęście im nie sprzyja - przegrywają duże pieniądze. W dodatku cudze. Zemsta jest nieunikniona, chyba że zwrócą dług. Najlepszym pomysłem na szybkie zdobycie forsy wydaje im się... oszustwo matrymonialne. Następuje teraz szereg przezabawnych perypetii będących udziałem tytułowej bohaterki, która wcale nie ma zamiaru wpadać w ramiona podstarzałego nuworysza, próbuje więc zdobyć pieniądze w inny, niekoniecznie legalny sposób. (z okładki)

"Czeski western" tak określił wydarzenia dziejące się w tej książce jeden z bohaterów. I zgadzam się z tym w stu procentach mając na myśli oczywiście konstrukcję fabuły. To istna komedia pomyłek, która nie pozwala czytelnikowi nudzić się ani przez chwilę. Na dodatek sprawnie "sfinalizowana".
Humor sytuacyjny (lekcja w gimnazjum - "Balladyna" Słowackiego jako niezły kryminał)wspomagany przez humor językowy ("Bóg, ojczyzna i kiszone ogórki", "wyspowiadać się komuś do gołej podszewki", "po kościach nic się nie rozejdzie, chyba że reumatyzm") co rusz powoduje salwy śmiechu.
Jest komedia, jest tajemnica, jest też miłość.

Jednym słowem - bardzo dobra rozrywka! Podobnie jak w przypadku "Pod dwiema kosami, czyli przedśmiertne zapiski Mariana Żywotnego" tejże autorki, o której to pozycji kiedyś tu wspominałam.

No i jak zwykle u mnie absolutny literacki miszmasz, więc na koniec będzie sensacja, czyli...


Zakrojone na wielką skalę manewry wojskowe na Białorusi „Zachód 2009” stały się początkiem inwazji na Polskę. Niespodziewany atak, poprzedzony akcjami dywersyjnymi na gruncie politycznym i wojskowym, stawia naszą armię w równie trudnej sytuacji, jak wojska hetmana Żółkiewskiego pod Kłuszynem w 1610 roku. Okazuje się, że słowa słynnego wodza sprzed czterystu lat cały czas są aktualne: Nadzieja w męstwie, ratunek w zwycięstwie!

Vladimir Wolff przedstawił śmiałą wizję współczesnego konfliktu zbrojnego rodem ze sztabowych map zimnowojennych strategów. Z tą tylko różnicą, że teraz Polacy znajdują się po drugiej stronie żelaznej kurtyny…
(z okładki)

Moja pierwsza książka tego autora, choć o nim samym sporo już słyszałam. Cieszę się, że wreszcie zapoznałam się z jego... wyobraźnią. Tak realnie przedstawia literacką rzeczywistość, że człowiek zaczyna się naprawdę bać. Do tego stopnia, iż niektórzy zaczną się zastanawiać "a może afera taśmowa to prowokacja...?", "a ta manifestacja to może też...?", "i ten incydent też...?
Intrygujące rozgrywki polityczne związane z naszą wschodnią granicą, znajomość współczesnego środowiska militarnego na dobrym poziomie (przynajmniej w odczuciu zwykłego, "prostego" czytelnika, posiadającego jakieś tam rozeznanie:)), styl językowy przystępny, wciągający czytelnika w kreowany świat, odrobina obyczajówki - to wszystko sprawia, że Vladimir Wolff razem z Marcinem Ciszewskim tworzą u mnie literacki oddział specjalny o bardzo wysokim stopniu wyszkolenia. ;D
Możemy nosić chińskie ciuchy, jeździć czeskimi autami, patrzeć w japońskie telewizory, gotować w niemieckich garnkach hiszpańskie pomidory i norweskie łososie. Co do kultury, to jednak wypadałoby mieć własną.
Andrzej Sapkowski

Offline Jean

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 2669
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Literatura
« Odpowiedź #118 dnia: Styczeń 12, 2015, 09:32:36 »
El - czy TY nie czytałaś czegoś autorstwa Marka Krajewskiego? To wrocławianin, który akcję swoich książek umieszcza właśnie w tym mieście. Mogłabym przysiąc, że gdzieś kiedyś czytałam u Ciebie o "Końcu świata w Breslau"  ale po przejrzeniu obu wątków na tym forum się poddałam. Ja właśnie czytam tę książkę a mam za sobą "Władcę liczb" (to najnowsza książka, z 2014 roku), która to książka mnie wbiła w fotel. Bardzo dobry kryminał, z elementami..hmm..powiedzmy "demonicznymi" a w tle Wrocław lat 50-tych XX wieku.
Ale po przejrzeniu wątków mogę powiedzieć, że powieści Nurowskiej są bardzo dobre i że również przeczytałam "Wysokie okno" Chandlera i oczywiście moją uwagę przyciągnęły te same fragmenty, które zacytowałaś :D Zresztą, ja uwielbiam Chandlera :zawstydzony1:

Offline El

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1261
  • Płeć: Kobieta
  • zagubiona w czasie...
  • Wyróżnienia:
Odp: Literatura
« Odpowiedź #119 dnia: Styczeń 12, 2015, 21:58:42 »
Oczywiście, że czytałam :)
A nie mogłaś nic mojego na ten temat znaleźć, bo pisałam o Krajewskim na ifilmie <jezyk>
Krajewski ma dwie serie kryminałów z dwoma detektywami - Edwardem Popielskim (czytałam "Erynie", które dzieją się we Lwowie w 1939 roku, widocznie później, we "Władcy liczb" Popielski przeniósł się do Wrocławia - powojenne przesiedlenia może <mysli>) oraz Eberhard Mock (z nim czytałam "Koniec świata w Breslau" o którym wspominałaś i "Śmierć w Breslau" i jak nazwa miasta wskazuje rzecz dzieje się w przedwojennym... Wrocławiu ;D).
Faktycznie Krajewski pisze mocne kryminały. U niego wszystko jest mroczne, "dekadenckie". Nawet wspomniani detektywi jakby wyjęci z marginesu społecznego.
Podoba mi się też u niego to, że opisuje miasta bardzo plastycznie, niemal ze szczegółami. Czytelnik ma wrażenie jakby naprawdę poruszał się po tych miejscach.

A ja czytam właśnie "Ziele na kraterze" Wańkowicza.


Przecudowna.
Pisarz ma niezwykłą umiejętność wciągania czytelnika w dzieje swojej rodziny. Styl literackiej gawędy, którą ubóstwiam. To tak, jakby znalazło się na strychu, w zapomnianej szufladzie starej komody, dziennik pisany ręką powiedzmy dziadka. Poznaje się radosne, sielskie chwile rodziny Wańkowiczów, ale też dramaty i tragedie (m.in. Wańkowicz bardzo przeżył śmierć córki Krystyny, która walczyła w powstaniu warszawskim, sanitariusza batalionu "Parasol"- jego emocje przeniosły się na mnie). W ogóle obraz Warszawy z czasów II wojny światowej jest w tej powieści opisany bardzo sugestywnie. Czytałam na ten temat sporo książek, ale ta Wańkowicza jest naprawdę pod tym względem rewelacyjna.
Możemy nosić chińskie ciuchy, jeździć czeskimi autami, patrzeć w japońskie telewizory, gotować w niemieckich garnkach hiszpańskie pomidory i norweskie łososie. Co do kultury, to jednak wypadałoby mieć własną.
Andrzej Sapkowski