Autor Wątek: Literatura  (Przeczytany 50540 razy)

0 użytkowników i 2 Gości przegląda ten wątek.

Offline Justek

  • Moderator Globalny
  • *****
  • Wiadomości: 2302
  • Płeć: Kobieta
  • we are only the sun
  • Wyróżnienia:
Literatura
« dnia: Listopad 10, 2013, 13:30:06 »
Kontynuacja :)

Przeczytałam ostatnio "Manitou" Grahama Mastertona. Jej, jaka przyjemna książka! Znaczy dobrze, może patrząc na treść, to jednak mało przyjemna, bo obrazy dość... drastyczne, pobudzające wyobraźnię, ale czyta się świetnie. Zaczęłam przy wyjeździe z Warszawy, a skończyłam w Częstochowie. Już dawno nie przeczytałam nic jednym tchem. :) W ogóle już dawno doszłam do wniosku, że jest mi bardzo po drodze z fantasy różnego rodzaju. Jednak miałam racje, kiedy mówiłam, że ze mnie to taki konglomerat - i poezja, i thriller, i fantasy, i kryminały, i obyczajówka mi się trafia, a nawet (o dziwo!!) historyczne wpadają. Nie gardzę literaturą poważną, ale zaliczyłam też sporo lekkich poczytajek niskiego lotu. Lubię różnie i tyle.

W "Manitou" historia intryguje. Jest krwawa, przerażająca, ale zgrabnie prowadzona. Nie ma zbędnych opisów, nie ma przeciągnięć, nie ma spadków akcji/napięcia... :) No i nie jest to opasłe tomisko, do którego ciężko się zebrać, bo człowiek nie wie, czy skończy w tym miesiącu. (Znaczy nie mam nic do opasłych tomów, ale... czasami mając 2 wolne wieczory wolę coś, co wiem, że dam radę, a nie coś, co wiem, że dojdę do połowy i dalej kilka dni będzie mnie zjadać ciekawość). Oj no... na plus i tyle. :)

Wypożyczyłam sobie 2 kolejne książki tego autora. Z czego z jedną muszę się wstrzymać, bo wstrzeliłam się w serię jakąś, a akurat dostałam ostatnią część, więc może poczytam ją od początku, a drugą dziś zaczęłam i też zapowiada się fajnie :)

Przeczytałam ostatnio "Manitou" Grahama Mastertona.

Tytuł i autor jakby znajomy. Chyba czytałam we wczesnej młodości. I... wystraszyłam się na tyle skutecznie, że horrorów nie czytam (jedyny gatunek, którego nie ma w mojej osobistej bibliotece) <jezyk>
Bo o ile nie pomyliłam z czymś innym, to Manitou to nie fantasy, a właśnie groza. Brrr... <boi_sie>

Ale zgadzam się z Tobą, literatura dobrego sortu.



Post Merge: [time]nie, 3 lis 2013, 13:06:27[/time]
Ja właśnie skończyłam książkę z gatunku "literatury kobiecej" ;D


W dzisiejszych czasach wszystkie historie o miłości określa się jako banalne. Czyżby uczucie to zostało zdewaluowane do czegoś mało ważnego? Czyżby miłość stała się nudna? Nikt już nie chce kochać do szaleństwa i być obdarzonym miłością prawdziwą, nie taką na dwa, trzy lata? Czyżby już nikt nie miał marzeń z nią związanych? Czy czytanie literatury opowiadającej o tym pięknym uczuciu musi być czymś wstydliwym? Dla mnie nie. O ile napisane będzie z sensem.
Bogna Ziembicka snuje nam opowieść o miłościach, które mają wiele obliczy i wcale nie łatwych, nie ckliwych, nie cukierkowych. Wręcz przeciwnie, całkiem realnych. Bo czyż dziś nie ma gdzieś takiej Zosi, której to najwyższej wagi uczucie idealnie obrazuje pojęcie "ślepej miłości"? Ślepej i, powiedziałabym nawet bardziej dosadnie, żebrzącej, takiej która powoduje, iż dziewczyna odrzuca własną dumę, gotowa upokorzyć się, aby "kupić" choć chwilę "bycia z nim razem".
Są też zapewne kobiety, którym przydarzyła się miłość "forever and ever". Tak kochała siedemdziesięcioletnia dziś Zuzanna, przez całe życie skrywając uczucie głęboko w sercu. Niespełniona miłość nie załamywała jej, paradoksalnie dodawała sił w dramatycznych chwilach jej życia.
Są też takie jak Marianna, czterdziestolatka - singielka. Pełna życia, radosna, trzeźwo i często z humorem patrząca na świat, inteligentna, świetna obserwatorka, w mig rozszyfrowująca mężczyzn. Czy wie, co to znaczy prawdziwie kochać? Wie. Wie też, co może czuć kobieta, która się zawiodła na ukochanej osobie.

"- Za jednego o mało nie wyszłam za mąż.
- Opowiedz mi o tym, błagam!
- Innym razem. Powiem ci tylko tyle, że rozstaliśmy się, bo miałam dość kłótni na tle religijnym.
- Był ortodoksyjnym Żydem? Muzułmaninem? Może Hindusem?
- Uważał, że jest Bogiem."

"Drogę do Różan" czytałam z przyjemnością, bowiem autorka powieści nie tylko ciekawie namalowała portrety trzech kobiet, ale umieściła je w bliskim mi klimacie: piękna, zabytkowa wiejska posiadłość pełniąca dziś funkcję mini pensjonatu, "botaniczne" pasje Zosi i kulinarne Zuzanny (dzięki czemu mamy rozeznanie w gatunkach kwiatów oraz kilka ciekawych przepisów na potrawy), urokliwe zakątki Krakowa, czy polskich gór, a w tle snującej się opowieści usłyszeć można Ninę Simone, Barry White'a, Minnie Riperton i samą królową Ellę Fitzgerald.
Tak więc, dwa wieczory z Różanami nie były czasem straconym, zachęciły mnie do sięgnięcia po drugą odsłonę, czyli "Wiosnę w Różanach".

Jednym z moich zadań projektowych było stworzenie okładki do książki Franza Kafki pt. ?Proces?. Wiadomo, nie wypada tworzyć czegoś takiego bez przeczytania (chociaż niektórzy próbowali), a akurat ta książka nie była moją lekturą szkolną, więc tak naprawdę nie wiedziałam nic na temat treści.
Zaczęłam czytać, doszłam do 140 strony i tyle. Nie mogę jej skończyć. Tak jak zawsze pochłaniam książki, czytam to, co wpadnie mi w ręce, tak w tym wypadku odpycha mnie. Ciągle zastanawiam się co jest takiego w tej książce, co nie potrafi mnie przyciągnąć. Przyznaję, że początek czytało mi się świetnie, a później? niespodziewany koniec. Całkowicie przestało mnie do niej ciągnąć. Fabuła mi się podoba i do mnie przemawia i mnie ciekawi. Skąd ten efekt? Nie mam pojęcia.


Offline Jean

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 2669
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Literatura
« Odpowiedź #1 dnia: Listopad 11, 2013, 19:16:37 »
 Zanim prawda włoży buty, kłamstwo obiegnie Ziemię - powiedział kiedyś Mark Twain. A mechanizm plotki jest taki, żeby zniszczyć człowieka, ale to już pada z ust bohatera książki.
"Pamiętaj o Róży", cenionej przeze mnie autorki - Ewy Ostrowskiej, to właśnie historia o tym jak dobrze ustawiony człowiek w ludowej ojczyźnie (sam nie bez winy), wzbudzający powszechny szacunek, niszczy kobietę, która kiedyś była jego żoną i która powiedziała dość. A przepis na sukces to :najpierw trochę bólu fizycznego, potem szczypta zastraszenia a reszta do plotka do smaku. I tyle, bo przecież otoczenie wyciągnie "swoje" wnioski.
Niech jednak nie zwiedzie opis - ta książka nie jest jakimś studium psychologicznym, czy dramatem, to czysty kryminał. Jest trup, są tajemnicze anonimy, ciekawa i niezbadana przeszłość jednego z głównych bohaterów, dochodzenie, którym zajmuje się bardzo empatyczny pan prokurator ;)
Uwaga! Książeczka bardzo wciąga. Przed użyciem zastanów się ile możesz nie przespać, żeby nazajutrz normalnie funkcjonować ;D

Offline Jean

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 2669
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Literatura
« Odpowiedź #2 dnia: Listopad 14, 2013, 19:19:38 »
Gorąco polecam kryminały i thrillery Jonathana Kellermana - jak choćby "Kłamstwa" na początek. I nawet nie chodzi o zawiłość zagadki kryminalnej (które, na marginesie, są niezłe) a o sposób prowadzenia fabuły i błyskotliwe, często zabawne, dialogi. Naprawdę trudno coś zacytować, aby nie było za bardzo wyrwane z kontekstu. Miało sens...

- Kochaliśmy się.  Nie regularnie, co jakiś czas. Bez żadnych emocji, dla zabawy.
- Dla zabawy - powtórzył Milo (to główny bohater - detektyw. Jest jeszcze drugi, bardziej główny, psycholog..."niańka z doktoratem" - przyp. autora)
- Żeby odreagować stres. Godzina po niekończącej się godzinie  z idiotami. Łatwiej nam było zapomnieć.
- Więc...kiedy ty i Elis zaczęliście swój program walki ze stresem?
- Bez obaw, byłem pełnoletni.
- Ja się nie boję, synu, ja szukam szczegółów.


Polecam również, z całą odpowiedzialnością, "Przemilczenia" Sue Eckstein. To książka psychologiczna a fabułę stanowią przemyślenia i wspomnienia dwóch kobiet. (W opisach książki  wymienia się pięć kobiet, ale to nie jest tak jak się wydaje po przeczytaniu tegoż opisu) Bardzo interesująca, nie pozwala się nudzić od początku...no dobra...od jakiejś 8 strony ;P Proste słownictwo. Dobitnie, ale bez dramatyzmu, przedstawione Niemcy za Hitlera...bo i do tamtych czasów się w książce zagląda. Nie wiem czy nie przeczytam jej jeszcze raz, bo już mi tej historii brakuje :P

Offline mindreader

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 379
  • Wyróżnienia:
Odp: Literatura
« Odpowiedź #3 dnia: Listopad 27, 2013, 23:43:41 »
Przybywam opowiedzieć o jednej książce... Troszkę się jej obawiałam - głównie z tego względu, że znam datę urodzenia autorki i widziałam, jakie lata jej życia obejmuje. Otóż niedawno (w październiku) wyszły "Dzienniki" Agnieszki Osieckiej, pierwszy tom obejmuje jej zapiski z lat młodości, kiedy to miała 13-14 lat (i mniej, tylko tego mniej jest niewiele, a głównie opublikowane są dwa ostatnie lata). Szybko przekonałam się, że chociaż miejscami tekst jest infantylny i rzuca się w oczy, że pisał to jakiś podlotek, to generalnie stylu tej młodej dziewczynie może pozazdrości niejeden dorosły. Fantastyczne porównania, opisy, bezpośredni i przystępny sposób przedstawiania myśli. "Dzienniki" urzekają. Zawsze lubiłam czytać taką literaturę i tym razem też wsiąkłam na dobre (a jest w co wsiąkać, bo pierwszy tom ma prawie 500stron).
"Ewa doszła do nader mądrego wniosku, że nie chciałaby być stara. Brrr... Nie mogę o tym myśleć. To straszne nie móc widzieć tego wszystkiego i nie móc chlapać się, tarzać w piasku, łazić po krzakach, mieć rozdrapane nogi i brudne ręce i patrzeć w słońce! Jak ktoś tego nie może robić, to chyba to jest takie przygotowanie do śmierci! Nie cierpię ludzi, którzy traktują Słońce jako środek do opalania, albo tych, co je uważają za zło konieczne, a już najgorzej [!] to takich, którzy go w ogóle nad sobą nie zauważają. To bardzo nieprzyjemne musi być przejść przez życie, patrząc na przemian albo w siebie, albo w ziemię. Myślę, że najlepiej patrzeć w siebie, ludzi i w niebo, a w ziemię tylko tyle, żeby się nie potknąć"
Jest kilka uderzających rzeczy... np. stosunek Agnieszki do kolegów, do miłości, do przyjaźni. Uderzające jest, jak ten podlotek czerpał radość z życia, żył beztrosko. Da się odczuć, że sytuacja w domu (także mocno opisywana w "Dziennikach") bardzo mocno odbiła się na podejściu Agnieszki do świata, do mężczyzn. Śmiało wygłasza ona poglądy o związkach, miłości, sama bawiąc się uczuciami i raniąc. To wszystko chwilami przeraża (bo miejscami ma się wrażenie, że to dziecko jest w gruncie rzeczy złe, perfidne), chwilami bawi (kiedy pojawiają się takie typowe, dobrze znane z własnych pamiętników, czy listów do koleżanek oświadczenia, wyznania miłości, opisy pierwszych wzlotów), a chwilami wymaga, żeby się na chwilę zatrzymać i pomyśleć, czy to dziecko przypadkiem nie ma racji, czy jej pogląd ukształtowany przez taki a nie inny system, taką a nie inną rodzinę, nie jest właściwy i godny pochwały. Sama Agnieszka powtarza z uporem maniaka, że nie ma jeszcze ukształtowanych poglądów, że jest zmienna, że nie jest uparta i właściwie to wszystko da się wyczytać, kiedy z dnia na dzień zdanie zmienia diametralnie, kiedy rano czuje inaczej, a wieczorem inaczej.

Polecam. Naprawdę warto przewędrować z Agnieszką przez jej pamiętnik, poznać przyjaciół, marzenia, plany i dzięki temu, spróbować zrozumieć, czemu w późniejszym życiu Agnieszka była taka, a nie inna.

Offline Jean

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 2669
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Literatura
« Odpowiedź #4 dnia: Grudzień 08, 2013, 19:35:47 »


Tam tararam ;D
Pierwsza książka znaleziona na półce pod hasłem "literatura kobieca", która mi się podobała. Więcej, pochłonęła mnie. Jednak ja bym jej w takiej kategorii nie umieściła - jak dla mnie takie powieści są lżejsze i mniej ambitne. A ta? Owszem fabuła dotyczy losów kobiet trzech pokoleń jednej rodziny ale w tle jest Urugwaj XX wieku, tak bardzo interesująco przedstawiony i Argentyna za czasów Perona...
No i w końcu wiem dlaczego stolica Urugwaju nazywa się tak a nie inaczej. Może wreszcie przestanę się dopatrywać pochodzenia w technologii fizycznych nośników filmów :D

Offline Mintek

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1047
  • Płeć: Mężczyzna
  • Polski faszysta
  • Wyróżnienia:
Odp: Literatura
« Odpowiedź #5 dnia: Grudzień 09, 2013, 09:48:17 »
"Wieczna wojna" Joe Haldemann.

Już dawno Wam chciałem to polecić.
Napiszę na początku, żeby nie było - książka jest w konwencji S-F, nawet "Military S-F" - co pewnie niektórych odrzuci, ale gorąco polecam zapoznanie się z nią.
Początek XXI wieku. Fizycy właśnie odkryli efekt "skoku kollapsarowego", dzięki któremu realne stały się podróże międzygwiezdne. Statki kosmiczne z osadnikami wyruszyły w różne części kosmosu. Gdy jeden z nich zostaje zniszczony w kontakcie z nieznaną formą życia - rozpoczyna się tytułowa "Wieczna wojna" ludzkości z tajemniczymi Tauranami.
Bohaterem jest młody fizyk William Mandella wcielony do Sił Kosmicznych ONZ. Elitarna armia po morderczym treningu ma wyruszyć w kosmiczną pustkę walczyć z pozaziemskim wrogiem.
Ale to tylko pierwsze "dno" powieści.

Drugim są przeżycia osobiste Mandelli, jego osamotnienie i rosnące wątpliwości. Dzięki relatywistycznym efektom wielu przebytych podróży międzygwiezdnych jego wiek liczy się w setkach lat (w statku kosmicznym pędzącym z prędkością rzędu prędkości światła upływa np. 5 lat, na Ziemi w tym samym czasie 150 - przykładowo), gdy w połowie książki trafia na Ziemię - nie jest to już świat, który pamięta, jako tradycjonalista jest zagubiony na przeludnionej, pełnej cynizmu i zepsucia planecie. Czując się obco i będąc traktowany jak "rzadki okaz" wraca do wojska, leci na kolejne "planety przejścia", trenuje rekrutów, bierze udział w kolejnych walkach. Znowu przybywa mu lat, znowu świat się zmienia. W efekcie książka się kończy gdy Mandella ma przeszło 1000 lat, jest najstarszym człowiekiem na świecie.
 
Trzecia sprawa - to zetknięcie człowieka z Obcą formą życia. Pierwszy kontakt z Tauranami kończy się bezlitosną rzezią dokonaną na "kosmitach". I tak cały czas. Nie ma miejsca na pakty, pertraktacje - jest ślepa agresja. Aż do kompletnej zmiany ludzkiej mentalności...

Zakończenie książki jest jednak pozytywne, aczkolwiek nieco zaskakujące. Ale to już poczytajcie sobie sami.

Ciąg dalszy historii Williama Mandelli opisuje książka "Wieczna wolność" - gdzie William i jego towarzysze doznają kontaktu z prawdziwym Nieznanym, chciałoby się rzec - z "Bogiem"...
« Ostatnia zmiana: Grudzień 09, 2013, 10:55:04 wysłana przez Mintek »
"Kłótnia z idiotą jest jak gra w szachy z gołębiem. Możesz być lepszy ale gołąb i tak poprzewraca figury, nasra na szachownicę i będzie się cieszył, że wygrał"

Offline Jean

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 2669
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Literatura
« Odpowiedź #6 dnia: Grudzień 21, 2013, 16:37:43 »
"Kwiat śniegu i sekretny wachlarz" Lisy See

Nie jak dla kogo innego, ale dla mnie to była wstrząsająca książka opisująca  życie kobiet w XIX wiecznych Chinach, zwłaszcza tych na głębokiej prowincji. Może gdzieś kiedyś słyszałam o zwyczaju krępowania stóp, ale nie uczepiło się to mojego umysłu. Dopiero teraz gdy czytałam niemalże  fotograficzne  opisy i potem oglądając dostępne zdjęcie tego w necie, dotarło to do mnie. To makabra jakaś. Taki zabieg pozwalał ( o ile nie wdała się infekcja i go przeżyłaś) na w miarę dobre zamążpójście w przyszłości - rodzice mogli się sprzedać za dobrą cenę przyszłemu mężowi. Kontrakty spisywano na kilka lat przed zaślubinami. Ale to nie koniec ustalania twej pozycji na świecie - ona potem zaczynała zależeć od tego, ile dzieci płci męskiej jesteś w stanie urodzić. Nie licząc mniejszych, opisanych w książce pobieżnie obyczajów. Szokujące naprawdę.

Offline El

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1261
  • Płeć: Kobieta
  • zagubiona w czasie...
  • Wyróżnienia:
Odp: Literatura
« Odpowiedź #7 dnia: Grudzień 21, 2013, 21:44:38 »
Chińskie zwyczaje i tradycje pokazała Lisa See także w "Miłości Peonii".


I na mnie też wstrząsające wrażenie zrobiło wspomniane przez Jean krępowanie stóp. Jakie to miało znaczenie? Krepowanie stóp ma pomóc w byciu delikatniejszą, drobniejszą i bardziej uległą - mówi jedna z członkiń rodziny Peonii. To także wyraz walki z obcym najeźdźcą (Mandżurowie), który krytykuje ich zwyczaje.
Chińska XVII-weczna tradycja to także:
- trzy zasady posłuszeństwa: córki wobec ojca, żony wobec męża i wdowy wobec syna,
- konkubinat, ważne aby żona sama wybrała i odpowiednio się do nich (konkubin) odnosiła "nigdy ich nie bij, pozwól, aby to twój mąż wymierzał im karę".
- nie wolno bez pozwolenia pana (ojca, męża) opuszczać posesji domu - za złamanie zakazu można było na miesiąc zostać zamkniętym we własnym pokoju.
I wiele innych "dziwactw", które dla nas są szokujące, dla tamtych kobiet wydają się być naturalną koleją ich życia.

Ale powieść Lisy See to nie tylko dramat (tu ukazała także Wielki Kataklizm, czyli agresję Mandżurską na Chiny i związane z nią okropności). To opisane pięknym, niemalże poetyckim językiem dzieje miłości Peonii i Wu Rena, silniejszej niż śmierć  - ciekawie ukazana wędrówka trzech dusz, które po śmierci człowieka podążają do nowych siedzib, mieszczących się w innym świecie, w grobie i na specjalnej tabliczce.
Do tego oryginalne nazewnictwo. Pomieszczenia domowe: Wiosenny Pawilon, Sala Wielkiej Elegancji, Pawilon z Widokiem Na Księżyc. Imiona bohaterów: Kwiat Lotosu, Nefrytowa Panna, określenia erotyczne: deszcz i chmura, czyli akt spełnienia miłosnego.

Magia "Miłości Peonii" silnie na mnie podziałała. Gdy skończyłam ją czytać, czułam się jakaś taka uduchowiona <jezyk>. Jakby człowiek przez chwilę żył w oderwanym od rzeczywistości świecie. I nie dlatego, że poznawał cząstkę Dalekiego Wschodu. Raczej ten piękny literacki język i ta magiczna miłosna historia to spowodowała.

"Comiesięczne krwawienie nie czyni z dziewczyny kobiety, nie przeistaczają jej także zaręczyny albo zdobycie nowych umiejętności... To miłość sprawiła, że dojrzałam i stałam się kobietą" - mówi Peonia.

Dzięki Jean za przypomnienie Lisy See. Już zapisałam sobie w moim czytelniczym notesiku kolejną pozycję ;D
Możemy nosić chińskie ciuchy, jeździć czeskimi autami, patrzeć w japońskie telewizory, gotować w niemieckich garnkach hiszpańskie pomidory i norweskie łososie. Co do kultury, to jednak wypadałoby mieć własną.
Andrzej Sapkowski

Offline Jean

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 2669
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Literatura
« Odpowiedź #8 dnia: Grudzień 22, 2013, 20:15:14 »
"Miłość Peonii" nie jest przypadkiem kontynuacją "Kwiatu Śniegu..."?  <mysli> Peonia to żona najstarszego wnuka bohaterki przeze mnie cytowanej książki - bohaterki o imieniu Lilia. Może to własnie ta jedna z członkiń rodu Peonii o której Ty wspominasz, El? Nie bardzo się orientuje w wydarzeniach historycznych będących tłem, ale akcja"Kwiatu Śniegu..."obejmuje, mniej więcej, lata 1823 - 1875. Czy więc możliwe by "Miłość Peonii" kontynuowała losy rodziny Lu?
Czy Peonia miała swoją laotong? Czy wspomina się, iż jest wnuczką Kwiatu Śniegu...czy to faktycznie całkowicie inna historia?

Offline El

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1261
  • Płeć: Kobieta
  • zagubiona w czasie...
  • Wyróżnienia:
Odp: Literatura
« Odpowiedź #9 dnia: Grudzień 23, 2013, 12:31:02 »
Jean, to dwie odrębne pozycje. "Miłość Peoni" dzieje się wcześniej, w XVII wieku.
Możemy nosić chińskie ciuchy, jeździć czeskimi autami, patrzeć w japońskie telewizory, gotować w niemieckich garnkach hiszpańskie pomidory i norweskie łososie. Co do kultury, to jednak wypadałoby mieć własną.
Andrzej Sapkowski

Offline BlackTiger

  • Zaawansowany
  • ****
  • Wiadomości: 705
  • Wyróżnienia:
Odp: Literatura
« Odpowiedź #10 dnia: Grudzień 29, 2013, 23:13:03 »
Nadal przebywam w kręgu kryminałów. Znowu powróciłam do twórczości skandynawskiej. Tym razem sięgnęłam po coś z samej północy Finlandii, z Laponii... czyli krąg polarny i te sprawy. Zimno, ciemno, mróz... jak się ociepli to - 14 aż ciarki przechodzą. :D Przynajmniej klimat zimy odczułam w ten nasz wiosenny czas.

Co prawda autor nie jest rodowitym Finem. Pochodzi z USA, ale w Finlandii mieszka od lat 13, więc już trochę zapoznał się z tamtejszą kulturą.
Książka, którą przeczytałam nosi tytuł "Anioły Śniegu". Autor: James Thompson.

Bohaterem książki (pierwszej z cyklu) jest inspektor Kari Vaara. Ma on za sobą tragiczne przejścia, ale właśnie rozpoczął nowy związek z Amerykanką- Kate, która spodziewa się ich dziecka. (Autor jak wspomniałam Amerykanin za to jego żona jest Finką, bohaterowie książki na odwrót. :P ) Wygląda na to, że wszystko będzie miło, przyjemnie, zbliżają się Święta, więc tym bardziej każdy powinien pałać do siebie dobrocią i miłością.
No ale niestety. Jak to w kryminałach bywa różowo być nie może. W spokojnej małej lapońskiej miejscowości zostaje zamordowana aktorka, z pochodzenia Somalijka... Podejrzewa się zabójstwo na tle rasowym. W trakcie śledztwa ożywają demony z przeszłości Vaary, ponadto depresyjność nocy polarnej nie wpływa dobrze na śledztwo jak i na ludzi zamieszkujących tamte tereny. Każdy raczej jest pobudzony i agresywny.

Kryminał jest mroczny, dość ostry, autor nie przebiera w słowach i opisach, ale z drugiej strony przesady nie ma. Czyta się przyjemnie, więc akcja musi być wartka, dość ciekawie została całość poprowadzona. Jak to zwykle u skandynawów bywa nie ma tu bohaterów hi manów a ludzie z krwi i kości, którzy mają wady i którym nie zawsze wszystko wychodzi. Ba! Mogą coś zawalić.
Podobała mi się ta historia i chyba sięgnę po kolejną część jeżeli będzie taka możliwość.
Oczywiście sprawa została zakończona, więc pewnie w kolejnym tomie jedynie wątek prywatny może zostanie pociągnięty dalej. Sprawa zapewne inna.
Plusem jest też to, że właściwie nie ma opisów, ale nie jest to książka prostacka. Autor pokazał dość dokładną charakteryzację fińskiego społeczeństwa, bez zbędnych słów.

Minus to polskie wydanie. Zawiera ono wiele błędów stylistycznych i literówek. Nie wiem czy ktoś nie sprawdzał tego... Aż dziwne, że w takim stanie książkę puszczono w obieg.

Offline Jean

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 2669
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Literatura
« Odpowiedź #11 dnia: Grudzień 31, 2013, 08:00:54 »
Somalijka w Laponii... <mysli> Już dla samego tego, ciekawego,  zestawienia warto sięgnąć po tę pozycje, co zapewne uczynię. Lubię skandynawską surowość. Nie czytałam tego jeszcze dużo, ale historie z Kurtem Wallanderem były mega :)
Co do polskich wydań książek - niestety zauważyłam to samo. Dwie czytane przeze mnie    w ubiegłym roku książki zawierały kilkanaście literówek. W kilku przypadkach zmieniało to zupełnie sens zdania (podam tytuły tychże jak tylko je sobie przypomnę). I potem powiedz dziecku: "Czytaj książki a nie będziesz robił/a błędów"  ;D

Offline BlackTiger

  • Zaawansowany
  • ****
  • Wiadomości: 705
  • Wyróżnienia:
Odp: Literatura
« Odpowiedź #12 dnia: Grudzień 31, 2013, 09:31:28 »
Somalijka w Laponii... <mysli> Już dla samego tego, ciekawego,  zestawienia warto sięgnąć po tę pozycje, co zapewne uczynię.

A okazuje sie że to wcale nie aż taka egzotyka... podobno w Finlandii żyje dość spora grupa uchodźców, emigrantów z Somalii . Po którejs z wojen domowych tam trafili.
Owszem jest to dziwne bo mi się też Finlamdia zawsze kojarzyla z człekiem białym, o jasnyh włosach a tu proszę. Od ilus tam lat nawet czarnoskórzy tam trafili. :)

Offline mindreader

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 379
  • Wyróżnienia:
Odp: Literatura
« Odpowiedź #13 dnia: Styczeń 01, 2014, 20:45:25 »
Skończyłam niedawno czytać "Inferno". Znowu Robert Langdon na tropie... a w zasadzie Robert Langdon w ukryciu, uciekający przed...
Książka na dostateczny plus. Akcja jak to u Browna - wymyślna (zbyt), pełna zwrotów, pełna niespodzianek, pełna zamieszania... Tylko czytając to wszystko miałam takie poczucie dłużenia się. Ile można robić to samo, tylko w innej scenerii? Dwa momenty mnie naprawdę zaskoczyły, kilka wątków przebiegłam z zainteresowaniem, przy kilku miałam ochotę zamknąć i już nie wrócić. Nie porwało, ale też nie było złe. Na tle innych powieści Browna... taki przeciętniak. Wydaje mi się, że lepiej oglądałoby mi się to w ekranizacji.
Jednak muszę przyznać, że postaci same w sobie naprawdę fajnie stworzone. Poza Langdonem, który jest w każdej książce taki sam. W zasadzie od początku do końca nie było wiadomo, kto jest kto, kto jest dobry, kto zły, kto komu podlega... :) Ten aspekt podobał mi się. Poza tym... jak to u Browna - mnóstwo opisów - Wenecja, Florencja... Dla miłośników sztuki i historii, to na pewno gratka, dla mnie po prostu opisy, ale zachęcające do zwiedzania, nie powiem, że nie ;)

Nawet nie wiem, czy polecam. Myślę, że jak ktoś zna Browna, czytuje i wie, jaki to rodzaj książek, to sięgnie tak czy siak... chociażby z ciekawości, jak ktoś nie zna, to polecam zacząć od wcześniejszych :P

Offline mindreader

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 379
  • Wyróżnienia:
Odp: Literatura
« Odpowiedź #14 dnia: Styczeń 05, 2014, 22:59:49 »
"Ciało" Tess Gerritsen. Przeczytałam coś lekkiego, jednodniowego... thriller medyczny z domieszką miłosnego ff średnich lotów. Wyczytałam, że jest to książka, którą Tess zrobiła przeskok z romansów do thrillerów. Dobrze, że zrobiła, bo faktycznie te typowe thrillery dużo, dużo, DUŻO lepsze. Miłosne książki przeczytałam dwie, albo trzy i niektóre sceny (a właściwie zwroty z nich) nasuwały mi moje własne ff popełniane jakiś czas temu. To jednak zły znak przy czytaniu jednej z ulubionych autorek...

Sama sprawa dość przyjemna (o ile morderstwa mogą być przyjemne), lekka, akcja nawet nie dłużyła się, chociaż nie zawierała spektakularnych zwrotów akcji... ot taka poczytajka na sobotni wieczór ;)