Na placu masz wykonać łuk i górkę. No i powiedzieć instruktorowi gdzie są jakie światła w samochodzie i co znajduje się pod maską.
A no to ja nie mam pytań więcej... I dziw się tu człowieku, że jeździć nie umieją 
Kolejny absurd - co jest pod maską to my nie musimy wiedzieć - no ewentualnie w którą dziurkę sobie płynu dolać od spryskiwaczy i jak olej sprawdzić. Resztę ma wiedzieć mechanik a nie zwykły kierowca. Gdzie są jakie światła? Z przodu przednie, z tyłu tylne a po bokach lampki od kierunkowskazów. Głupie to jakieś....
Kierowca zaś musi umieć jechać prosto do przodu, prosto do tyłu, po łuku do przodu, po łuku do tyłu, parkować w tył, parkować w przód i w "kopercie" a także ruszyć pod górkę "z ręcznego".
Taki też komplet manewrów wykonywało się za "moich czasów".
Wiesz, niegdyś połowę godzin na kursie spędzało się na placyku, żeby ćwiczyć to wpasowywanie między te pachołki, słupki czy inne koperty... Teraz przynajmniej bardziej liczą się sytuacje z jakby 'prawdziwego' życia, bo plac zredukowano na rzecz jazdy po mieście - jednak trochę bardziej użytecznej umiejętności. A z kompletu manewrów, które wymieniłeś, właściwie wszystkie wykonywane są i teraz: jazda po łuku w przód i w tył, ruszanie "z ręcznego" pod górkę, natomiast parkowanie przeniosło się na miasto, na prawdziwe miejsca parkingowe.
Czy ja wiem, czy to taki absurd wiedzieć co auto ma pod maską? I czy to aż taki problem to pokazać? Tak samo ze światłami, czasem jednak wypada wiedzieć jak się które nazywają (chociażby jak doszło do stłuczki i musisz komuś wytłumaczyć co się stało, które światło pękło etc.).
Nie twierdzę, że jest idealnie teraz, bo nie jest, a 80% ludzi, którzy zdało egzamin i tak dopiero będzie uczyć się jeździć. Ale też nie demonizujmy i nie przesadzajmy w drugą stronę. Kiedyś mniej osób podchodziło do prawka, mniej było samochodów, było inaczej... Teraz jest moda i wielki boom na prawo jazdy, plus takie wymogi współczesności... Więc liczbowo nic dziwnego, że jest więcej kierowców, którzy nie umieją jeździć. Ale nie obwiniałabym za to tego, że na egzaminie muszą pokazać chłodnicę czy włączyć światła przeciwmgielne.
Żeby nie było - dziewczyny, absolutnie nie piję do żadnej z Was. Z własnego doświadczenia wiem, że kurs uczy tego, jak zdać egzamin. A żeby nauczyć się jeździć, to trzeba wyjechać na ulicę po prostu samemu
Ja parkowałam chyba 2 razy na mieście, w tym raz to było takie parkowanie do zawrócenia jakby

Swoją drogą, najbardziej stresującym egzaminem jest nie ten pierwszy czy piąty, ale ten pierwszy po odebraniu prawka, jak musisz przejechać się z rodzicem na siedzeniu obok, to dopiero stres xD