dwa - dodatkowe badania psychofizyczne dla kobiet, plus przedłużanie prawa jazdy co 5 lat połączone z dodatkowym egzaminem i badaniami.
Dla facetów oczywiście bezterminowo. Z doświadczenia wiem, ze kobiety jeżdżą nieobliczalnie. Faceci jeżdżą szybciej, ale uważniej. Kobiety wolniej - ale stanowią o wiele większe zagrożenie, z powodu swojej nieobliczalności i innego sposobu myślenia niż u facetów.
A to się nazywa szowinizm.
Dodam - cięższe egzaminy, testy psychologiczne etc. - spoko, ale dla wszystkich. W końcu, skoro faceci mają takie predyspozycje do jazdy i tak bardzo ostrożniej jeżdżą, to powinien to być dla nich pikuś, czyż nie?
Widzisz Mintku, ja cię rozumiem - wiele kobiet jeździ niepewnie, nieobliczalnie, wolno, ale niekoniecznie ostrożnie. Ale nie wszystkie. Tak samo jak też wiem, że mężczyźni czują się pewniej, wiedzą jak zachować się w kryzysowych sytuacjach etc. Ale też nie wszyscy. Wielu ponosi brawura, uważają się za "panów na drogach" bo co to nie oni, nikt nie umie jeździć, szczególnie te "baby", tylko oni najlepsi kierowcy.
Nie ma idealnego rozwiązania, zawsze znajdzie się jakaś mniejszość, która skutecznie psuje opinię większości. Po prostu to nie od płci zależy, czy z kogoś będzie dobry kierowca czy nie, na to ma wpływ wiele różnych czynników!
Co do podniesienia wieku - też jestem za. Poza tym, tak już czysto nawet ekonomicznie patrząc, i to nawet po sobie - ilu z was miało czym jeździć jak już ten egzamin zdało?

Zwykle to prawko jest potrzebne po to, żeby a to odwieźć rodziców, a to ewentualnie gdzieś szybko podskoczyć... Nie łudźmy się, w wieku 18-stu lat mało kogo stać na własny samochód... Już nie wspominając o tym, że to jest bardzo głupi wiek tak naprawdę, imprezy i inne spotkania, a potem się słyszy, wypadek, młody kierowca, x promili we krwi...
Rowerzystów też nie cierpię

Ze ścieżkami doświadczenia nie mam, ale "uwielbiam", jak jest ruchliwa trasa, obok chodnik, o ścieżce nie wspominając, a taki rowerzysta jedzie środkiem jezdni, i nie wiadomo, wyprzedzać czy nie, często się nie da, a on też nie sygnalizuje, czy zaraz nie wyjedzie dalej, nie skręci czy coś...
Z pieszymi nie mam jakby większego problemu ;] Ale nienawidzę przejeżdżać koło rynków itp., szczególnie u nas jeden z rynków w centrum, przystanki autobusowe, wokół przejścia dla pieszych, a ci wysiadają z autobusu i idą środkiem ulicy. Albo wychodzą na środek patrzeć, czy autobus nie jedzie. A jak już dojdą do przejścia, to często chyba nie widzą świateł albo stoją nie na chodniku, a na jezdni. A szczególnie, że to rynek, to aż niemal się gotuję jak widzę osoby starsze, często idą o lasce, ledwo idą i pakują się prosto pomiędzy te auta jak wysiadają z autobusu, nawet nie patrzą, no proszę was... Jean, ja rozumiem, starsza osoba, nie idzie szybko i w ogóle, ale widzi, ruchliwa ulica, sporo samochodów, to naprawdę można dojść te paręnaście metrów do przejścia (z sygnalizacją!) i przejść o wiele bezpieczniej, niż samemu prosić się o wypadek...
Oczywiście, to nie tylko osób dużo starszych się tyczy, ale też tych około 40-50 i innych...
Cal - mnie zawsze uczono, że lepiej założyć, że pieszy ma zawsze pierwszeństwo - bo nawet jeśli by do czegoś doszło, to mnie w aucie nic się nie stanie, a z nim może być kiepsko...

I zgadzam się, za granicą wygląda to zupełnie inaczej, nie tylko w Anglii, ale np. w Belgii też. Pamiętam, że byłam w ciężkim szoku na początku, jak zbliżam się do przejścia, a już samochody się zatrzymują i mnie przepuszczają.
Z tego, co wiem, to tam są ogromne kary za nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu na pasach i po prostu nie opłaca im się być nadgorliwymi

Co dało taki skutek, że na przejściu nie czeka się w nieskończoność, aż ktoś łaskawie mnie przepuści, tylko praktycznie od razu się zatrzymują i puszczają
