Autor Wątek: Nasze opowiadania  (Przeczytany 67533 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Amaranth

  • Art's Souls
  • *****
  • Wiadomości: 1664
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Nasze opowiadania
« dnia: Sierpień 31, 2012, 19:42:41 »
Były propozycję stworzenia takiego tematu ze względu na naszą bujną wyobraźnię, więc będę ta pierwsza odważna i daję swoje <soczek>
Krótkie, bo nie wiem czy temat się przyjmie. Kiedyś tam napiszę ciąg dalszy ;D Wczułam się w naszego Mareczka  <tancze>
Tylko się nie śmiejcie ;D



Ding dong..
Sobota, godzina 7.00 rano, a do drzwi ktoś się niemiłosiernie dobija. Przez myśl przeszło mi tylko: co jest do cholerki?! Pali się, czy chcą mnie zamordować?!. Dzień wolny od pracy, a ktoś budzi mnie o 7 rano! Szczyt hamstwa i bezczelności. Z wielkim trudem podniosłem się z łóżka, wciągnąłem koszulkę i gacie, a w tym czasie ten ktoś mało nie rozwalił mi dzwonka.
Podchodzę do drzwi, otwieram i słyszę:
No nareszcie! Kochanie ile można spać?! Przecież jest środek dnia! Już myślałam, że coś Ci się stało! No wpuścisz mnie do środka, czy będziemy tak stać w progu?
No tak, przecież to było do przewidzenia, ale co ona robi z... z walizkami?
Kochanie, wyjeżdżasz gdzieś? - zapytałem bez namysłu, spojrzała na mnie jakbym jej powiedział, że ostatnio przytyła.
Postanowiłam, że razem zamieszkamy, to już chyba odpowiedni moment. Cieszysz się, Skarbie?
Zdębiałem. Dlaczego ja dowiaduję się o tym dopiero wtedy, kiedy Ona stoi w moim mieszkaniu z walizkami? Nie no, to mi się śni. Tak, to na pewno jest sen. Zaraz się obudzę i wszysto będzie po staremu.. Szlak! To jawa! Co ja mam jej powiedzieć? Coś chyba muszę, bo dziwnie na mnie patrzy..
Wspaniały pomysł! Wejdź, rozgość się. - co ja mówię?
Usiadłem na fotelu w salonie i patrzyłem jak Maria kręci się po mieszkaniu w poszukiwaniu miejsca na swoje rzeczy. Czekać tylko jak zaprosi tu swoją mamusię. Coraz częściej mam wrażenie, że jeszcze nie dorosłem do poważnego związku, nie nadaję się do wspólnego życia. O rany, a jak ona będzie chciała mieć dziecko? Wolę o tym nie myśleć.. muszę się uspokoić, bo zaraz zejdę na zawał.. w sumie, może to nie byłby zły pomysł. Ech.. a może się przyzwyczaję, może mi się spodoba takie wspólne życie. Może to Marysia jest kobietą mojego życia, może to będzie matka moich dzieci? Ciężkie jest życie mężczyzny..

Offline Markoagatoholiczka

  • MarGatoGatkoLichoholiczka
  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 43
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #1 dnia: Sierpień 31, 2012, 21:58:43 »
Amaranth,
To jest cudowne! Tak idealnie oddaje Mareczka <3 Chcę więcej, co ja mówię, ja nie chcę... Ja stanowczo rządam więcej i to natychmiast! :D A żeby ci smutno nie było załączam swoją konkursową mini, którą zajęłam II miejsce w konkursie "Świata seriali" :D Tym razem tak jakby ja też występuje w roli Mareczka :D

   Jesteś idiotą. Tak, tak jesteś idiotą. Pozwoliłeś jej wyjechać. To jeszcze nie jest najgorsze. Najgorsze jest to, że wyjechała z nim. Pewnie robi mu teraz śniadanie. Podaje kawę i tosty, które wcześniej przygotowała, a on? On całuje ją w czoło i mówi, jaka jest piękna i jak bardzo ją kocha. Z tą myślą budzisz się każdego ranka i za każdym razem ta świadomość dobija cię coraz mocniej. Wstajesz. Upijasz łyk porannej kawy. Nie cieszy cię nic, odkąd nie ma jej przy tobie. Spędzasz wiele czasu samotnie, rozmyślając o tym jak potencjalnie mogłoby wyglądać wasze wspólne życie, gdybyś zrobił ten krok, gdybyś nie stchórzył. Godzinami potrafisz wpatrywać się w wasze wspólne zdjęcie, które działa jak bandaż na twoje obolałe serce. Pierwsze i ostatnie wspólne zdjęcie, które zostało wykonane podczas chrzcin Uli, córki Doroty. W tej chwili to zdjęcie jest dla ciebie wszystkim. Oboje uśmiechnięci trzymacie na rękach małe zawiniątko. Uśmiechasz się na myśl o wspomnieniu tamtej chwili, jednak twój uśmiech po chwili zanika, gdyż uświadamiasz sobie, że ona nigdy się nie powtórzy, że już nigdy nie będziesz miał takiego drugiego zdjęcia razem z nią i tym razem waszym dzieckiem. Twoja agonia trwa już pół roku. To już pół roku jak wyjechała, a ty nadal oskarżasz się o to, że pozwoliłeś, by cię opuściła. Nie możesz sobie tego wybaczyć. Nie możesz wybaczyć, że zasypiasz i budzisz się wśród pustych czterech ścian, że w kancelarii mijasz jej pusty pokój. Wychodzisz do pracy. Idąc ulicą mijasz tłumy ludzi, a wśród nich szczęśliwe matki z dziećmi prowadzącymi je jak codziennie do przedszkola. I po raz kolejny powraca świadomość, że ona nigdy nie będzie iść tak z twoim dzieckiem. W końcu docierasz na miejsce. Od progu wita cię chłód. Nie jest on dla ciebie nowością. Czujesz go każdego ranka i wieczora, gdy samotnie budzisz się i zasypiasz w swoim zimnym łóżku. Dzień spędzasz na kursowaniu pomiędzy sądem a kancelarią. Bierzesz każdą sprawę, nawet wręcz banalną, byleby tylko pracować, byleby tylko na chwilę zapomnieć? Zapomnieć o tym, że zawiodłeś, że przegrałeś najważniejszą sprawę swojego życia. Jesteś bezdomnym, mimo że posiadasz mieszkanie. Nie jesteś człowiekiem. Jesteś wrakiem? Cieniem samego siebie. Nikt nie wie, nikt nie czuje, nikt nie jest tego świadomy? Że każdego dnia obwiniasz się o popełnienie zbrodni, najgorszego błędu swojego życia. Wszyscy wiedzą, że cierpisz. Zdaje im się, że wiedzą. Gdy Dorota widzi cię po raz kolejny przygnębionego pociesza się, że wszystko będzie dobrze, że przecież Maria to ani ta pierwsza, ani ta ostatnia. Właśnie tutaj kryje się ten paradoks. Ona nie ma bladego pojęcia, że z powodu rozstania z Marią jesteś szczęśliwy, a właściwie to byłeś? Byłeś, ale strasznie krótko, bo jeden dzień. Jedną głupią, beznadziejną Sobotę. Dorota zorganizowała wieczorem grilla w ogrodzie. Pomyślałeś, że to doskonała okazja, by powiedzieć Agacie o wszystkim, co do niej czujesz, by w końcu zagrać w otwarte karty. Kiedy miałeś już wszystko gotowe, wszystko poukładane, twój plan w mgnieniu oka legł w gruzach. Ona? Twoja ukochana kobieta zburzyła go niczym domek z kart, jednym oddechem, jednym słowem, a właściwie to pięcioma. ?Wyjeżdżam z Maćkiem do USA? usłyszałeś i umarłeś. W tym momencie część ciebie umarła. Twoje serce właśnie wtedy zostało posiekane na malutkie kawałeczki, twoje uczucia zostały zdeptane, a wszystko to zrobiła ona. Kobieta, za którą gdyby zaistniała taka potrzeba, gotów byłeś oddać życie. Wtedy zgodziłeś się na noszenie maski. Zakładałeś ją za każdym razem przez kolejny tydzień, kiedy widywałeś się z nią w kancelarii. W końcu stała się ona częścią ciebie. Doszedłeś do wniosku, że przecież nie masz prawa? Nie masz prawa wpakować sie w jej życie z buciorami. Raz jedyny, jeden raz tak zrobiłeś. Pocałowałeś ją. Czułeś się wtedy, jak gdybyś sięgnął gwiazd, jak gdybyś był w raju. Doskonale pamiętasz tamten dzień. Mniej więcej od dwóch tygodni tępiłeś ją za tą sprawę z  ?Prospectrum?. Każda wasza rozmowa kończyła się kłótnią. Nie potrafiłeś zareagować na wspomnienie o jej przeszłości, o Hubercie, inaczej niż wybuchem gniewu i złości. Wbrew pozorom wcale nie chodził ci o to, że lada moment może mieć na karku prokuraturę. Powiedz to prosto z mostu, ty po prostu byłeś o nią zazdrosny. Na samą myśl, że ?tamten? dotykał ją wszędzie, że mógł bezkarnie całować każdy kawałek jej ciała, krew w twoich żyłach osiągała temperaturę wrzenia. Bywały i takie momenty, że sam nie mogłeś pojąć swojej reakcji, swoich zachowań i słów. Długo nie mogłeś znaleźć przyczyny takiego stanu rzeczy, a raczej nie chciałeś się przyznać, że ją znalazłeś. Kiedy w końcu zrozumiałeś, że uciekanie przed przeznaczeniem nic nie da, postanowiłeś walczyć? Walczyć o jej miłość. Los chciał, że tego dnia kancelaria szybko opustoszała. Nad Warszawą zapadł już zmrok, a ty idą ulicą właśnie, zupełnie przypadkiem uświadomiłeś sobie, że zapomniałeś telefonu. Wróciłeś do kancelarii i czym prędzej zacząłeś przetrząsać stertę papierów z nadzieją, że twój telefon gdzieś tutaj jest. Nagle usłyszałeś jak z gabinetu Agaty dobiega jakiś dziwny hałas. Przeszedłeś do sąsiedniego pomieszczenia, które od jej gabinetu dzieliła już tylko jedna ściana. Była tam. Ona tam była. Układała papiery na biurku. Nie zauważyła cię. Twój wzrok spoczął na niej. Ubrana w czarną, elegancką sukienkę wyglądała jeszcze piękniej niż zwykle. Nie rozmawiała z tobą ostatnio. W sumie to czego się dziwić, w końcu tępiłeś ją na każdym kroku. Wielokrotnie przechodziłeś obok niej obojętnie, jednak tego wieczoru coś kazało ci się do niej odezwać. Nie patrząc na okoliczności wypaplałeś, że zaimponowała ci tym zagraniem z pielęgniarką. Spojrzałeś na nią oczekując odpowiedzi. Zapanowała nie zręczna cisza. Po chwili odwróciła się, a ty stanąłeś w jej drzwiach. I wtedy wybuchła kolejna kłótnia, jakich wiele było w waszej karierze, ale ta była inna, gdyż zakończyła się namiętnym pocałunkiem, który? Ona niestety musiała przerwać. Nie widziała tego, ale ty z takiego obrotu sprawy cieszyłeś się jak dziecko. W końcu nadarzyła się okazja i zrobiłeś to, to o czym od dawna marzyłeś. Pocałowałeś ją. Jednak twoja radość trwała krótko. Zniszczyła ją wasza rozmowa następnego wieczoru i  te jej słowa ?Nie było żadnego wczoraj?. Wtedy stchórzyłeś. Przytaknąłeś jej. Zgodziłeś się na zdeptanie swoich uczuć, samoistnie skazują się na samotność. Może gdybyś wtedy nie był z Marią to wszystko potoczyłoby się inaczej? Do dziś nurtuje cię to pytanie. Do tej pory nie wybaczyłeś sobie, że nie powiedziałeś jej prawdy, że dla ciebie wczoraj było, bardzo było i znaczyło znacznie więcej niż mogłoby się wydawać. Mimo wszystko odpuściłeś, a potem? Potem wszystko potoczyło się szybko. Kilka dni później dowiedziałeś się, że zamieszkała z Maćkiem. Sądziłeś, iż już nic gorszego nie może się wydarzyć, jednak to była dopiero pierwsza gorzka pigułka, jaką ci zafundowała. Z dnia na dzień było coraz gorzej. Niby z tobą rozmawiała. Niby wszystko było w porządku. Jednak dla ciebie nic nie było w porządku. Gdy codziennie widziałeś, jak on odbiera ją z pracy, jak całuje w usta na przywitanie. Widząc takie obrazki, za każdym razem twój wewnętrzny głos krzyczał, że to ty powinieneś być na jego miejscu, że to ty powinieneś całować, dotykać, pieścić i odbierać ją z pracy, nie on. Dzisiaj, kiedy po raz kolejny wychodząc z kancelarii mijasz jej pusty gabinet dochodzisz do wniosku, że sam sobie na to zasłużyłeś, że to jest cena, jaką płacisz za swoje błędy. Opuszczasz stanowisko swojej pracy i jak zwykle zmierzasz do pustego mieszkania. Od progu wita cię ciemność. Zapalasz światło i po raz kolejny widzisz tylko pustkę. Rzucasz swoją teczkę w kąt, zdejmujesz krawat, rozpinasz koszulę. W końcu zdejmujesz maskę porządnego mecenasa Dębskiego. Wśród swoich czterech ścian stajesz się tylko sobą, tylko zwykłym człowiekiem. Powoli wędrujesz do łazienki, by zażyć kąpieli. Gorący prysznic jest w stanie zmyć z nas brud, a jego para sprawia, że czujemy się lepiej. Jednak, gdy wychodzisz z ciepłej kabiny napotyka cię niemiły chłód, sprawiający, iż mówisz sobie, że już nigdy więcej tam nie wejdziesz, ale wchodzisz. Tak też było z tobą. Za każdym razem, kiedy myślałeś o Agacie obiecywałeś sobie, że to ostatni raz, że już nigdy, ale mimo wolnie ona powracała do twoich myśli... I znów? I znów? Każdego dnia, wieczora i poranka. Budzisz się z myślą o niej, pracujesz z myślą o niej, zasypiasz z myślą o niej. I tak od pół roku. O, widzisz! Teraz też o niej myślisz. Nagle rozlega się dzwonek do drzwi. Na twojej twarzy pojawia się grymas. Nie jesteś zachwycony tym, że ktoś przerywa ci twoje rozmyślania. Zrezygnowany otwierasz drzwi i momentalnie czujesz, że tracisz równowagę. Myślisz, że to nie może być prawda. Przecież to musi być sen. I nagle ona mówi ?Przepraszam. Nie powinnam tu przychodzić. Nie miałam się gdzie podziać?. I w przeciągu sekundy w twoich oczach pojawia się dawny blask, a wypowiedziane przez  nią trzy zdania wydają ci się być zupełnie zbędne. Bez wahania odpowiadasz ?Wejdź?. Twój świat ponownie nabiera dawnych barw.
"Markowe gatki znakiem markowym Marka. Agatka w szoku, a Ewka w kanarkach" <3
"I ciągle sobie zadaje pytanie: W jakich gatkach chodzi dziś moje kochanie?" <3
Lichy <3

Offline Amaranth

  • Art's Souls
  • *****
  • Wiadomości: 1664
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #2 dnia: Sierpień 31, 2012, 22:10:05 »
Amaranth,
To jest cudowne! Tak idealnie oddaje Mareczka <3 Chcę więcej, co ja mówię, ja nie chcę... Ja stanowczo rządam więcej i to natychmiast! :D
Ojj dziękuję <rumieniec>
Dobrze mi się pisze w zimne, jesienne wieczory także niedługo powinien być ciąg dalszy  <soczek>


To Twoje opowiadanie jest mistrzowskie! Nic dziwnego, że znalazło się na 2 miejscu! Gratuluję i liczę na więcej i więcej.  <brawo>





Offline Karo

  • Margatoholiczka :D
  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 169
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #3 dnia: Sierpień 31, 2012, 22:17:30 »
Amaranth- Boskie opo! Zapowiada się cudownie! :D Czekam na CeDeka :P
Markoagatoholiczko- Ja już z dwadzieścia razy czytałam twoje cudo i nadal jestem oczarowana twoim opem! To drugie miejsce tobie się należało i ponownie gratuluję  :buziak:

Offline Klaudia

  • Moderator Globalny
  • *****
  • Wiadomości: 2494
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #4 dnia: Wrzesień 01, 2012, 14:35:00 »
Am, Ewa... świetne opowiadania! Wieeeeeeelki ukłon w Waszą stronę!  <brawo> Aż chce się duuuuużo, duuuużo więcej czytać takich pięknych twórczości. Mam nadzieję, że jeszcze pozwolicie nam się cieszyć i wstawicie jakieś dalsze części. ;)

Offline Amaranth

  • Art's Souls
  • *****
  • Wiadomości: 1664
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #5 dnia: Wrzesień 01, 2012, 18:58:22 »
 <rumieniec>

Specjalnie dla Was druga część.  :buzki:
Jezuu... przecież ja nie mam talentu do pisania!  <haha>



Poniedziałek, godzina 09.00.
Nie jest tak źle jak myślałem. Maria dba o mnie, wczoraj nawet przyniosła śniadanie do łóżka, dzisiaj wyprasowałą moją koszulę i powiedziała, że zrobi zakupy. Nie chcę z niej robić kury domowej, broń Boże! Będziemy się dzielić obowiąkami, tak! To dobry pomysł. 
Chyba miała rację, że to jest odpowiedni moment na wspólne mieszkanie. Czyżbym był gotów na.. małżeństwo? To dziwne, ale coraz częściej się nad tym zastanawiam. Lat mi nie ubywa, a przecież chciałbym mieć syna. Dam mu na imię.. hmm.. jeszcze nie wiem, ale wiem, że będzie przystojny, oczywiście po tatusiu. Wszystkie dziewczyny będą na niego leciały, oczywiście jak na tatusia. Będziemy razem grać w piłkę, a jak dorośnie zostanie adwokatem. Ja chyba mam gorączkę.. Coś się ostatnio dziwnego ze mną dzieje. Nigdy nie traktowałem Marysi aż tak poważnie. To miałbyć niezobowiązujący flirt. Sam nie wiem kiedy przerodziło się to w poważny związek. Czy ją kocham? Chyba tak. Tak, kocham ją.. Jest mi z nią dobrze. Są kłótnie, jak w każdym związku, ale prędzej czy później dochodzimy do porozumienia. Jej rodzice chyba mnie polubili, chociaż tego nie jestem pewnien.
- Hej, przeszkadzam? - zza drzwi wyłoniła się głowa Agaty. Agata Przybysz, postrzelona wariatka, ale lubię ją. Tak, lubię ją bardzo. Mimo, że na początku działała mi na nerwy i nie mogłem z nią wytrzymać 5 minut w jednym pomieszczeniu, ale przekonałem się do niej. Na zewnątrz wydaję się silną kobietą, ale w środku jest wrażliwa. Wiele przeszła, teraz stara się stanąć na nogi, powoli odzyskuje równowagę, zarówno psychiczną jak i finansową. Uwielbiam jak się uśmiecha! Uśmiech ma zniewalający. Tylko ten jej Maciuś w ogóle do niej nie pasuje. Jej potrzebny jest prawdziwy mężczyzna, silny. Nieprzymieżając taki jak ja. No, ale ja jestem zajęty, a brata bliźniaka nie posiadam. No, ale skoro z nim jest to chyba musi go kochać, więc jest szczęśliwa, więc jest ok. W sumie to nie moja sprawa z kim, na kim, pod kim i dlaczego.
- Nie, właśnie miałem wyskoczyć na małe śniadanko, bo rano nie zdąrzyłem zjeść. Idziesz ze mną? - Wyszliśmy razem z kancelarii. Na rogu jest włoska restauracja, więc wolnym krokiem udaliśmy się w jej stronę. Po drodze rozmawialiśmy o rzeczach zupełnie nieistotnych. O pogodzie, bo mamy tego roku piękną jesień. O przejeżdżającym obok aucie, bo Agata chciałaby takie mieć. O pijanym przechodniu, bo jak można o tej godzinie być pijanym.
Weszliśmy do budynku, w którym mieściła się restauracja. Nad naszymi głowami zadźwięczały dzwoneczki. Usiedliśmy przy stoliku w roku. Cicho, przytulnie. Mało osób. Kelner plącze się gdzieć pomiędzy stolikami. W końcu dotarł i do nas. Agata zamówiła Risotto z dynią, ja natomiast Filetto di Manzo. Do picia oboje tradycyjnie poprosiliśmy kawę. Kelner nabazgrał sobie wszystko na tej swojej małej karteczce, coby się nie pomylić i odszedł.
Agata zaczęła mówić.. Boże, to jest niewyobrażalne skąd kobietą bierze się tyle słów na minutę. 3 minuty od zamówienia kelner przynosi dwie kawy. Ja nie słodzę, moja towarzyszka wręcz przeciwnie. Jedna łyżeczka, dwie łyżeczki, bierze zamach na trzecią.. - Zawsze tyle słodzisz? - popatrzyła na mnie tymi swoimi przenikliwymi oczkami. Swoją drogą ładne ma oczy, jakoś wcześniej tego nie zauważałem. - Zawsze. - Odburknęła i wsypała trzecią łyżeczkę.
Kelner przynosi nasze dania. Jemy w ciszy i spokoju. Agata chyba musiała być strasznie głodna, nie odezwała się do mnie ani słowem, tylko jadła. A może się obraziła? Nieee. O co? Chociaż.. nigdy nie zrozumiem kobiet.

Offline Jullcia

  • Aneta&Marek
  • *****
  • Wiadomości: 339
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #6 dnia: Wrzesień 01, 2012, 19:11:07 »
Dziewczyny jesteście niesamowite !  <zauroczony>
Am czekam na trzecią część. Ty nie umiesz pisać? Błagam Cie..
A od Ewy na drugą.
Swoją drogą to wciągnęły mnie Wasze opowiadania..  <tancze>
Zawsze tyle słodzisz?  <haha>

Offline Karo

  • Margatoholiczka :D
  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 169
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #7 dnia: Wrzesień 01, 2012, 19:23:05 »
Amaranth- Cudne! Chcę jak najszybciej trzecią część, bo już nie wytrzymam ;D

Offline Markoagatoholiczka

  • MarGatoGatkoLichoholiczka
  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 43
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #8 dnia: Wrzesień 01, 2012, 19:35:09 »
"Dam mu na imię.. hmm.. jeszcze nie wiem, ale wiem, że będzie przystojny, oczywiście po tatusiu. Wszystkie dziewczyny będą na niego leciały, oczywiście jak na tatusia."

Dedłam! Dedłam! Dedłam!  <hahaha> <hahaha> <hahaha>
Ten fragment rozwalił mnie totalnie!  <serduszko>
Porządam nexta natychmiast! :D
"Markowe gatki znakiem markowym Marka. Agatka w szoku, a Ewka w kanarkach" <3
"I ciągle sobie zadaje pytanie: W jakich gatkach chodzi dziś moje kochanie?" <3
Lichy <3

Offline Amaranth

  • Art's Souls
  • *****
  • Wiadomości: 1664
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #9 dnia: Wrzesień 01, 2012, 19:39:53 »
Ojej.. dziękuję Wam dziewczyny.  <rumieniec>
Nie spodziewałam się takich miłych opinii.  <zawstydzony>
Postaram się niedługo napisać ciąg dalszy.   <komputer>

Offline Amaranth

  • Art's Souls
  • *****
  • Wiadomości: 1664
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #10 dnia: Wrzesień 02, 2012, 22:06:39 »
Coś tam naskrobałam przed chwilą. ;)
Ale ja tutaj chcę zobaczyć coś innego, a nie tylko moje! :P No już, do roboty! Karo, Ewa, Kompaktowa, Klaudia i inni. :D Bo będzie strajk z mojej strony, o! <haha>

Poniedziałek, godzina 20:00
Nareszcie do domu! Ooj.. to był bardzo męczący dzień. Rozprawa, spotkanie z klientem, druga rozprawa, na którą o mały włos się niespóźniłem przez te cholerne korki! Dobrze chociaż, że pogodę mamy ładną. Na dworze jesień w pełni. Co prawda mamy dopiero połowę września, ale liście z drzew lecą jak oszalałe. No cóż. Lubię jesień. Lubię taką jak teraz. Słoneczną. Nie deszczową. Miło popatrzeć na kolorowe drzewa w blasku słońca. Dobrze mi się rozmyśla w takich warunkach. O pracy. O życiu. O miłości.. O tym ostatnim zdarza mi się myśleć coraz częściej. 
Maria nie odzywała się cały dzień. Miała równie pracowity dzień jak ja, z tym, że ona pewnie jest już w domu. Mam nadzieję, że czeka na mnie z pyszną kolacją. O tak, jestem głodny jak wilk! Wychodzę. Chcę jak najszybciej trafić do domu. Zjeść pyszną kolację i położyć się obok mojej kobiety. Taki mam plan na resztę dnia.
Ale co to? Agata jeszcze pracuje? Myślałem, że już wyszła. Wszyscy wyszli już dawno. A może po prostu zapomniała zgasić światło. Zajrzę. Sprawdzę.
- Ty jeszcze tutaj? Bo się przepracujesz. - uśmiecham się znacząco. Pani mecenas chyba jednak nie jest do śmiechu. Na jej twarzy widnieje grymas. W oczach jakby.. jakby łzy. Nie wyglądają na łzy szczęścia. - Coś się stało? - pytam niepewnie. Boję się, że może mnie wyrzucić z gabinetu. Z jej charakterem to może mnie nawet poćwiartować i ukryć zwłoki. Ale chciałbym jej pomóc, więc zaryzykuję. Mimo tego, że na każdym kroku się kłócimy to chcę dla niej jak najlepiej. Lubię ją.
- Dlaczego życie jest do bani? - zapytała i zaraz potem się rozbeczała jak małe dziecko. Boże, co mam zrobić? Nigdy wcześniej żadna kobieta przy mnie nie płakała. - Przytulisz mnie? - wycedziła przez łzy. Chyba widziała, że zastanawiam się co zrobić. Co mogłem zrobić?
Podszedłem do niej. Kucnąłem przy jej fotelu. Pogładziłem ją po nogach. Niespodziewanie na moim ciele pojawiły się dreszcze. To było dość dziwne uczucie. Wtuliła się w moje ramiona jak bezbronne, wystraszone dziecko. Ale przecież ja nadal nie wiem co się stało. Nie, to nie istotne co. Muszę jakoś ją pocieszyć.
- Agata, nie becz! Weź się w garść, przecież jesteś silna! - coś mi nie idzie z tym pocieszaniem. Czuję się bezradny. I czuję, że moja koszula jest mokra od łez. Będę wyglądał jakbym się spocił. Boże, Marek! Przestań w końcu myśleć o sobie! Kobieta Ci płacze! Zrób coś! Bo wyjdziesz na kompletnego dupka! O nieee.. ja na dupka?
- Ja wiem, że w życiu czasem jest ciężko, ale dasz radę ze wszystkim. Jesteś silna. Agata wierzę w Ciebie. Nie wiem co się stało. Wiem, że dasz sobie z tym radę. I pamiętaj, że zawsze Ci... - i w tym momencie jak burza wpada nikt inny jak.. - Kochanie, co Ty tu robisz? - błyskawicznie odsuwam od siebie przestraszoną Agatę i patrzę na wściekłą minę surowej pani prokurator. Już po mnie. Ciekawe jakie zarzuty postawi.
- Co ja tu robię? Chciałam Ci zrobić niespodziankę i chyba mi się udało, prawda? - i znowu po moim ciele przeszły dreszcze, tym razem z zupełnie innego powodu. Przecież ja wiem jak to wyglądało, ale.. no przecież to nie tak! Co ja mam jej powiedzieć. Wszystko co powiem może być użyte przeciwko mnie. Ale się władowałem. Gożej niż ta śliwka w kompocie. Co robić.. tłumaczyć się? Czy spuścić łebek i pozwolić się skazać bez obrony? Co bym nie powiedział i tak będzie źle.. Spuszczę łebek i pokornie podąrzę za Marią. A Agata? Przecież ewidentnie coś jej dolega. W sensie psychicznym oczywiście.
- Bo to moja wina. - wtrąca Agata. Ociera łzy. - Marek chciał iść do domu, wiedział, że pani na niego czeka, ale ja.. poprosiłam go żeby ze mną został. Nie wiedział jak odmówić. Chciał dobrze.. to moja wina. Przepraszam. - głupio się czuję. Jednak wyszedłem na dupka..

Offline Karo

  • Margatoholiczka :D
  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 169
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #11 dnia: Wrzesień 02, 2012, 22:17:25 »
W trybie natychmiastowym żądam CeDeka! I to natychmiast! :D
To jest boskie, cudne, wspaniałe!!! Czego tu więcej.... ;p
Bym chciała też coś napisać, ale rok szkolny się zaczął i będzie trudniej :P

Offline Markoagatoholiczka

  • MarGatoGatkoLichoholiczka
  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 43
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #12 dnia: Wrzesień 02, 2012, 22:24:36 »
"Boże, Marek! Przestań w końcu myśleć o sobie! Kobieta Ci płacze! " <hahaha>
dedłam, nie wiem dalczego,ale dedłam <hahaha>

Fragment z gładzeniem po nóżce jest pro <3 Jednak czuje niedosyt, bo myślałam, że zaraz zdejmnie z tej podniety koszulę :D W trybie natychmiastowym porządam nexta, niecierpliwie oczekując na to, kiedy Marek zaprezentuję nam swoją soczystą klatę będąc w samych gatkach <3

Ps. Am... Ten twoje avki to sama produkujesz? Bo jeśli tak to składam zamówienie na calutki tuzin, albo i więcej :D Będą idealnie komponować się przy mojej poduszce z Lesiem :D

Coby zaniechać strajku zapodaję Wam kolejną konkursówkę do czytania. Tym razem walczy ona o zestaw filiżanek i torbę PA. Konkurs ten organizuje "Tele Tydzień". Wyniki ukażą się w tym tygodniu :D

"Zemsta Agaty, czyli Maruś jako obrońca uciśnionych"

  Słońce rozciągało się leniwie nad miastem. Jesienny wiatr błąkał się gdzieś pomiędzy krętymi uliczkami, gdy zmierzałaś w kierunku sądu. Po raz pierwszy przekroczyłaś jego próg niejako pani mecenas, ale jako Agata Przybysz ? zwykła kobieta, szara obywatelka, jakich wiele w naszym kraju. Minęłaś bramki i jak zwykle pokonałaś sądowe schody, jednak ten dzień nie był zwykły. Był on ostatnim dniem twojej walki? Zmagania się z przeszłością. Oczekiwałaś tego dnia od ponad dwóch lat. Dwóch lat, przez które żyłaś w ciągłym strachu.
   Wtedy, dwa lata temu on? Mężczyzna, którego kochałaś pozbawił cię wszystkiego: mieszkania, pracy, pieniędzy. Jednak to nie to cię najbardziej bolało. Nie przez to, że utraciłaś mieszkanie, prace, pieniądze, najbardziej cierpiałaś. Najwięcej cierpienia zadało ci kłamstwo? Kłamstwo, którym była wasza miłość. Mówił, że cię kocha, a tymczasem tkał swoją sieć wokół innej. Właśnie to cię najbardziej dotknęło. Postanowiłaś wtedy, że już nigdy więcej? Nigdy więcej nie pozwolisz, by cię skrzywdził. Potem wrócił? Jak gdyby nigdy nic wrócił. Stanął w twych drzwiach z bukietem czerwonych róż i powiedział, że chce ci wszystko wyjaśnić, że wiele was łączy i nie chce tego popsuć. Wyrzuciłaś go za drzwi. Nie chciałaś go oglądać, a tym bardziej słuchać. Nie miałaś na to ani sił, ani ochoty. Już sam jego widok dużo cię kosztował? Zbyt wiele. Miałaś nadzieję, że już nigdy więcej nie pojawi się w twoim życiu. Minął tydzień. Cieszyłaś się ze spokoju, który od tamtego feralnego wieczoru zakłócany był jedynie od czasu do czasu przez ambitne komentarze Dębskiego. Niestety twoje przeczucie się sprawdziło i już niebawem przeszłość ponownie dała o sobie znać, tym razem nieco łagodniej. Jeden telefon zaburzył twoją wewnętrzną harmonię, której nawet w pełni nie udało ci się jeszcze odbudować i być może nigdy nie uda. Gdy w słuchawce usłyszałaś, że wyzywają cię na komisariat w sprawie identyfikacji zrobiło ci się słabo, a w twoich myślach pojawiło się tysiące potencjalnych najczarniejszych scenariuszy. Nie rozumiałaś, dlaczego właśnie tak, a nie inaczej zareagowałaś? A może nie chciałaś zrozumieć? Nie chciałaś przyznać się przed samą sobą, że pewnej malutkiej cząstce ciebie wciąż na nim zależy? Wybiegłaś z kancelarii w amoku. Nie zwracałaś uwagi na nic. Z otępienia wyrwał cię dopiero głos Marka, który zaoferował swoją pomoc. Nie miałaś sił, by zaprotestować. Kilka minut później byliście już na miejscu. Niepewnie pokonałaś próg komisariatu. Gdy pokazano ci nagranie z monitoringu znów poczułaś dziwne ukłucie w sercu. To żal wymieszany z bólem znów dał o sobie znać. Zatopiona w myślach opuściłaś budynek. Bez zastanowienia zajęłaś wyznaczone miejsce w aucie. Z twych rozmyślań wyrwał cię głos Marka. ?Nie wiem, o co chodzi, ale mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze? usłyszałaś. Uśmiechnęłaś się lekko. Bardzo chciałabyś, aby właśnie tak było? By wszystko było dobrze?
   Minęło kilka miesięcy. Poczułaś, że w końcu wszystko wróciło do normy. ?Jesteś bezpieczna? każdego dnia powtarzał twój wewnętrzny głos. Twoje serce w końcu zaczęło bić spokojnym rytmem, a ty w końcu spokojnego kojącego snu. Nie musiałaś jego twarzy. Słyszeć jego głosu. Czuć tej złości, która tak zwyczajnie nie chciała wyparować. Byłaś bezpieczna i nic więcej się nie liczyło. Praca sprawiała ci przyjemność. Nawet Dębski zdawał ci się bardziej ludzki niż kiedykolwiek wcześniej. ?Wszystko wróciło do normy? powtarzałaś co jakiś czas tak, jakbyś nie mogła? Nie chciała w to uwierzyć. ?Przecież on nie odpuści? mówił głos rozsądku. ?Nigdy nie odpuszcza? mówił co raz głośniej. Uwierzyłaś w to, kiedy pojawił się pod twoją kamienicą. Nie chciałaś z nim rozmawiać. Nic nie chciałaś? Niczego od niego nie chciałaś. No, prawie niczego? Jednego bardzo pragnęłaś? Pragnęłaś, by  w końcu zwrócił ci twój upragniony spokój, by  na zawsze znikł z twojego życia. Zabrał ci wszystko. To był wystarczający powód, by zakończyć definitywnie ten bury rozdział księgi życia. Chciałaś zamknąć drzwi? Przede wszystkim drzwi prowadzące do twojego serca. Zatrzasnąć, solidnie zamknąć, puścić ulubioną muzykę i znów poczuć ten błogi spokój. Byłabyś wtedy wolna? Zupełnie wolna? Wolna i nareszcie szczęśliwa. Wyzwolenie z jego wielkich, wstrętnych łap byłoby czymś naprawdę cudownym. Jednak niestety to tylko marzenie? Nie zdążyłaś. Zagrodził ci przejście, a gdy udało ci się jakimś cudem poradzić sobie z zamkiem drzwi, które dziś rano (jeszcze będąc szczęśliwą) szczelnie zamknęłaś, uderzył w nie z całą swoją siłą. ?Tylko tyle masz mi do powiedzenia? krzyknął, a ty z grobową miną rozejrzałaś się w około. Nie było nikogo. ?Nikt cię nie usłyszy? pomyślałaś. ?Puść mnie. Zostaw mnie w spokoju? prosiłaś, jednak on cie nie słuchał. Po czułaś jego oddech na swojej szyi. Zbliżył się do ciebie na niebezpiecznie bliską odległość. Spojrzałaś błagalnie, ale on bredził coś na temat wiecznie oburzonego Dębskiego, którym (jak sądził) szybko się pocieszyłaś. Zaprzeczyłaś. ?To idiotyczne? powiedziałaś, a on dalej cię nie słuchał. Poczułaś, że znajdujesz się w  beznadziejnej sytuacji. Wrzasnął na ciebie po raz kolejny, a potem zaczął się z tobą szarpać. Po chwili poczułaś uderzenie. Jedno? Drugie? Trzecie? Nie liczyłaś. Potem usłyszałaś jak płacze. Po raz pierwszy i zapewne po raz ostatni. Nie chciałaś mu współczuć. Nie chciałaś? Nie potrafiłaś wybaczyć? Zrozumieć. Skulona, niczym w zamkniętej skorupie, cicho szlochałaś słysząc padające z jego ust przeprosiny. ?Wybacz? mówił, a ty miałaś ochotę zapaść się pod ziemię, schować w najciemniejszym, najdalszym kącie, gdzie nikt cię nie znajdzie. Słodkie słowa, niczym miód, nie koiły wcale bólu, który czułaś. Było wręcz przeciwnie, potęgowały go? Potęgowały zarówno ból fizyczny, jak i psychiczny? Ból twojej duszy.
    Kiedy twój oprawca w końcu znikł ci z oczu resztkami sił podniosłaś się i cała zapłakana weszłaś do mieszkania. Chciałaś zapaść się pod ziemię. Nie czuć. Nie pamiętać. Zniknąć. Zapomnieć. Po chwili opadłaś bezsilnie na łóżko. Nie czułaś chłodu, jaki panował wokoło. Płakałaś. Słone łzy jedna po drugiej spływały po ci po policzku. Tak minęła godzina? Dwie? Trzy? Sama nie wiesz, ile przepłakałaś. Obudziłaś się rano. Bez jakiejkolwiek chęci do życia. Podeszłaś do lustra, kiedy spojrzałaś w nie ujrzałaś posiniaczoną twarz i śliwę pod okiem. Sięgnęłaś czym prędzej po ciemne okulary, by jak najszybciej ukryć pod nimi pamiątkę z wczorajszego przykrego wieczoru. Nie chcesz  opuszczać mieszkania. W nim chociaż pozornie czujesz się bezpieczna. Stanowi ono dla ciebie swego rodzaju schronienie, ostoję spokoju, azyl. Dzwonisz do Doroty, informujesz się, że dziś nie pojawisz się w kancelarii. Nie chcesz, by ktokolwiek oglądał cię w takim stanie. Wracasz do sypialni. Kładziesz swe obolałe ciało na zimne łóżko, którego chłód towarzyszy ci praktycznie od zawsze. Nie masz ochoty na nic. Spoglądasz w biały sufit. W tej chwili wydaje ci się on ideałem? Biały, czysty, nieskazitelny?
Nagle rozlega się dzwonek do drzwi. I znów powraca strach, że to może on powrócił. Po chwili słyszysz męski głos. ?Agata to ja. Otwórz? mówi. Bez trudu rozpoznajesz, że to Marek. Odetchnęłaś z ulgą. Mozolnie podnosisz się  z łóżka i zmierzasz w kierunku drzwi?
- Cześć ? zrzuciłaś na przywitanie i odwróciłaś  się, chcąc by na ciebie nie patrzył. Jednak twe dziwne zachowanie nie uszło jego uwadze.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale ? - nie dokończył. Zauważył okulary. W końcu musiałby być ślepym, żeby nie zauważyć.
 ? Agata, co ci się stało? ? Zapytał  z troską w głosie.
- Mi? Nic ? odparłaś chcąc jak najszybciej uciąć ten temat.
- Przestań. Myślisz, że jestem ślepy? Przecież widzę ? powiedział i zbliżył się do ciebie. Po chwili zdjął ci okulary, a słone łzy mimowolnie zaczęły spływać ci po policzkach. Zapanowała niezręczna cisza, którą przerwał Marek?
- Kto? ? zapytał drżącym głosem. Nie odpowiedziałaś. Mimowolnie, sama nie wiedząc czemu, przytuliłaś się do niego. Na samą myśl o wczorajszym wieczorze cała drżałaś z przerażenia. Nie powiedział nic. Nie protestował. Nie skrzywił się. Być może czuł, że tego właśnie potrzebowałaś...
- Przepraszam? - Wyszeptałaś i odeszłaś kilka kroków spuszczając głowę. Usiadłaś na kanapie. Schowałaś twarz w dłoniach i zgięta w pół zaczęłaś płakać. To nie był zwykły płacz? To był płacz, który miał być znakiem? Sygnałem, że sobie nie radzisz, że potrzebujesz pomocy?
- To Hubert... ? Wydukałaś przez łzy. Nie wiedziałaś, czemu powiedziałaś to właśnie jemu. Spojrzałaś na niego. Znów milczał. Ponownie schowałaś twarz w dłoniach, jakby to miało pomóc. Po chwili poczułaś jego rękę na swoim ramieniu?
- Wiem, że to trudne, ale nie możesz tak tego zostawić ? powiedział i przytulił cię, a ty znów zaczęłaś szlochać zalewając mu koszulę potokiem łez.
- Pomogę ci ? dodał po chwili. Podniosłaś wzrok i spojrzałaś w jego błękitne oczy. Nie mówiłaś nic. Pokręciłaś tylko głowa na znak, że się zgadzasz.
- Dobrze? - Uśmiechnął się lekko. ? Powiedz mi, jak to się stało? ? Zapytał delikatnie. Opowiedziałaś mu wszystko? Każdy najmniejszy szczegół, a każde twoje słowo okupione było hektolitrami łez. Nie zauważyłaś nawet, że nastał już wieczór. Skończyłaś swoją opowieść?
- Jak można być takim? Takim? - powiedział ze złością w oczach. I ponownie przytulił cię, a ty nie protestowałaś. Potem powiedział jeszcze, że wszystko będzie dobrze i wyszedł.
   Minął tydzień. Rzuciłaś się wir pracy. Tylko ona pozwalała ci, choć na chwilę zapomnieć. W dzień chowałaś się za maską porządnej pani prawnik. Wieczorem zaś wraz z Markiem opracowywałaś plan, jak raz na zawsze pozbyć się Sułeckiego z twojego życia. Pomagał ci... Marek ci pomagał. Nie wiesz, czemu. Nie wnikałaś. Nie dochodziłaś, dlaczego. Ważne, że nie byłaś sama. Ważne, że on był... Kiedy pewnego wieczoru szykowaliście pozew rozległ się dzwonek do drzwi. Otworzyłaś. Zamarłaś. To był on? Hubert Sułecki ? najgorsza kanalia we własnej osobie?
- Nie wpuścisz mnie? ? Przywitał cię od progu.
- Wynoś się! ? krzyknęłaś.
- Nie trzeba? Sam wejdę ? oznajmił i pchnął cię tak, że wylądowałaś na podłodze.
- Wynoś się! ? krzyknęłaś ponownie. Wtedy do akcji wkroczył Marek.... Patrzyłaś jak zmienia się wyraz jego twarzy. Od aroganckiego uśmieszka  po namiętne zło, którego nigdy  wcześniej nie dane było ci oglądać. Podszedł spokojnie. Zaczął łagodnie tłumaczyć, że naprzykrzający się mężczyzna powinien opuścić pomieszczenie. Uciekał się do paragrafów, które nie raz były ci bliskie przy okazji pracy. Marek Dębski, obrońca uciśnionych? Nie mogłaś uwierzyć, że to właśnie on ci pomagał. Mówił powoli, spokojnie? Aż w końcu wyszedł z niego prawdziwy demon?
- Facet, który bije kobietę sam skazuje się na przykre konsekwencje takiego czynu ? powiedział podchodząc do niego. Przyglądałaś się zaistniałej sytuacji z przerażeniem.
- Nawet nie próbuj! ? Krzyknął Marek, gdy mężczyzna podniósł rękę w celu wymierzenia ciosu. Bezskutecznie ? jego ręka spotkała się z powietrzem. Marek przewrócił go na podłogę. Jeden? Drugi? Cios za ciosem wędrował w kierunku twojego oprawcy. Prosiłaś, żeby go zostawił. Wcale nie chodziło ci o twojego byłego, niedoszłego męża. Chodziło o niego? O Marka? Tylko o Marka? W końcu zauważyłaś jak na ciebie spogląda. Machnął obolałą ręką, po czym udało mu się uwolnić od Huberta. Podniósł go i wyprowadził na zewnątrz.
- Przepadł. To koniec. Zabije go ? myślałaś histerycznie, a przez twe myśli przewijały się najczarniejsze scenariusze. Poświecił swoje życie, wolność, karierę? Związek z Okońską? Dla ciebie. Krążyłaś po mieszkaniu. Chciałaś wybiec za nimi, ale paraliżował cię strach. Co ujrzysz przed sobą? Krew? Nieprzytomnego Marka? Trupa? Teraz wiesz, jak czuł się twój ostatni klient, kiedy strach powstrzymywał go przed jakimkolwiek działaniem. Nie chciałaś, aby Marek zniszczył swoje życie. Nie chciałaś, by był dłużej twoim obrońcą, by nosił siniaki, które przeznaczone były dla ciebie. Nie chciałaś czuć się winną za tak wielkie szkody. Kiedy w końcu odnalazłaś w sobie siłę, stanął przed tobą?
- Już dobrze ? powiedział, po czym wtulił się w ciebie. Poczułaś jego zaciskające się dłonie. Słyszałaś jego oddech. Zamknęłaś oczy, modląc się o to, aby przemówił. Zrozumieliście się bez słów.
- Wszystko  w  porządku. Nic się nie stało ? odpowiedział na twoje nieme pytanie. Odetchnęłaś z ulgą.


   Dziś znów go widzisz. Widzisz go. I znów, jak za każdym razem powraca obraz tamtych dni? Dni pełnych strachu, bólu i cierpienia. Zakuty w kajdanki, w obstawie policjantów czeka przed salą rozpraw. Przechodzisz obok niego obojętnie, zwyczajnie, bez emocji. Nie zwracasz na niego najmniejszej uwagi. Podchodzisz do Marka, który czeka na ciebie z resztą wnioskodawców. Ostatnia rozprawa. To dzisiaj raz na zawsze rozliczysz się z przeszłością. W końcu będziesz mogła być pewna, że ona już nigdy więcej nie wróci, że on już nigdy więcej nie stanie w twoich drzwiach. W końcu będziesz mogła odbudować to, co on w jakże perfidny sposób tak zniszczył? Twoją harmonię. W końcu będziesz mogła być wolna? Wolna i szczęśliwa. Wchodzisz do sali rozpraw. Zajmujesz przeznaczone dla ciebie miejsce. Już tylko kilka godzin dzieli cię od wolności. Zeznają. Pierwsza? Druga? następna i następna osoba. W końcu przychodzi twoja kolej. Nie boisz się już. Mówisz wszystko? Wszystko ze szczegółami. Już nie masz nic do stracenia.  Zapada wyrok ?25 lat za wymuszenia, rozboje i kradzieże?. Czujesz jak kamień spada ci z serca. Po chwili opuszczasz budynek? Budynek, w którym zostawiłaś całą swoją przeszłość. ?Dziękuję? mówisz do mężczyzny  przy czym lekko całujesz go w policzek. Idziesz prosto przed siebie. Ulicą prowadząca do nowej, lepszej, bezpiecznej przyszłości. Przyszłości, której już żadna przeszłość, nigdy więcej nie zakłóci.

"Markowe gatki znakiem markowym Marka. Agatka w szoku, a Ewka w kanarkach" <3
"I ciągle sobie zadaje pytanie: W jakich gatkach chodzi dziś moje kochanie?" <3
Lichy <3

Offline Amaranth

  • Art's Souls
  • *****
  • Wiadomości: 1664
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #13 dnia: Wrzesień 02, 2012, 22:37:58 »
Dziękuję dziewczyny! :*
Ale co do dalszej części to.. nie tak szybko ;D musi być jakieś napięcie <haha>

Ewa, jeju.. piękne! <serce> Jak czytałam to widziałam to wszystko przed sobą. Świetnie to opisałaś! Pierwsze miejsce jak nic! :)
Co do avków, tak sama :) Zamówienie zrealizuję, bo z A&M jakoś dobrze mi się tworzy, także zapraszam do tematu z grafikami, w najbliższym czasie powinno się coś pojawić :D



Offline Amaranth

  • Art's Souls
  • *****
  • Wiadomości: 1664
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #14 dnia: Wrzesień 06, 2012, 21:14:01 »
Piątek, godzina 19:30.
Ciężki tydzień. Jaki poniedziałek, taki cały tydzień. A poniedziałek był fatalny. Ta akcja z Marią. Wściekła się na mnie jakbym się przynajmniej z Agatą całował. A przecież się nie całowałem! Nie! Chciałem ją tylko pocieszyć. Płakała. Przytuliła się do mnie. A moja kobieta zrobiła mi taką awanturę, że głowa mnie boli do tej pory od tych jej wrzasków. Sąsiedzi teraz na pewno myślą, że jestem pantoflarzem. W najlepszym wypadku. W najgorszym myślą, że baba mnie bije. Mnie, pożądnego adwokata. Ech. Maria nie odzywa się do tej pory. A i ja jakoś nie bardzo mam ochotę przepraszać ją i kajać się. Bo za co? Przecież nic nie zrobiłem! Znowu mi ciśnienie podskoczyło. Marek, przecież Ty nie możesz się tak denerwować.
 2 godziny później.
Patrzę na zegarek. 21:26. A ja sam samotny siedzę w kancelarii jakbym domu nie miał. Ale po co mam wracać? Po kolejną awanturę? Może jak Maria zatęskni to będzie dla mnie milsza. Poczekam jeszcze z godzinkę. Popracuję. Nie mam nic lepszego do roboty. Boże! Spędzam piątkowy wieczór w pracy. I to z własnej nieprzymuszonej woli. Przecież ja jestem jakiś nienormalny!
Co to? Tak jakby ktoś wszedł do kancelarii. Klient, o tej porze? A może to Maria przyszła mnie przeprosić. O! To mógłby być całkiem ciekawy wieczór. I nagle w mojej głowie aż roi się od pozycji.. yy tzn.. propozycji jak spędzić ten wieczór. Biurko. Kanapa. Podłoga. Nie, na podłodze byłoby niewygodnie.
- Marek? Ty tu jesteś, czy mi się śni? Chłopie, wiesz która jest godzina? - Widzę zaskoczenie na twarzy mojej koleżanki. No, ale co się dziwić. Dochodzi przecież 23. A moja wyobraźnia wykasowała już wszystkie propozycje wieczoru z Marią. A miało być tak.. ciekawie.
- Wiesz.. - Co mam jej powiedzieć? Że mamy ciche dni z Marią. Przecież od razu zacznie się obwiniać, że to przez nią. - Mam ciężką sprawę. A Maria.. Maria ma okres i nie mogę z nią wytrzymać. - Za te kłamstwa to ja się będę smażył w piekle. Nie dobrze. Ja strasznie nie lubię upałów. Agata patrzy na mnie z lekkim niedowierzaniem, ale widzę, że nie chce dyskutować na ten temat. - A Ty co tu robisz? - Pytam.
- Telefonu zapomniałam. - Skleroza? W tym wieku? Ale twarz Agaty jest pozbawiona swojego blasku. Nie jest tak radosna jak kilka dni temu. Właściwie to od tego feralnego poniedziałku nie miałem okazji z nią pogadać. Nie wiem co się stało. Może to jest dobry moment, żeby z nią poważnie porozmawiać.
- Agata, co jest? - Zaczynam niezbyt mądrze.
- Piątek, koło jedenastej wieczorem. - Odpowiada chcąc zmienić temat. Czuję, że zaraz mi stąd ucieknie. To coś poważnego. Ona nigdy się tak nie zachowywała. Zawsze radosna, pogodna. A teraz uśmiechnie się raz na dzień. Góra. - Na prawdę chcesz wiedzieć? - Niespodziewanie przerywa chwilę ciszy. Kiwam lekko głową. Wstaję z fotela. Podchodzę do niej, biorę za rękę i prowadzę w stronę kanapy. Łapę ją za ramiona i delikatnie daję do zrozumienia, że ma usiąść. Siada. Szybko podchodzę do biurka i szukam butelki z winem. Gdzieś tu powinna być. Jest! W szufladzie jest korkociąg. Jeszcze tylko kieliszki. Bartek gdzieś ostatnio chował. Szperam po szafkach. Są. Idę do mecenas Przybysz. Siadam obok. Otwieram wino. Nalewam. Lubię ten dźwięk lejącego się wina. Butelkę odkładam. Biorę kieliszki. Jeden podaję mojej towarzyszce. Berze głęboki oddech i moczy usta w płynie z kieliszka. Idę w jej ślady. Błogą ciszę przerywa dźwięk mojego telefonu. Wyjmuję z kieszeniu. Na wyświetlaczu widzieje imię mojej życiowej partnerki. Zerkam na Agatę. Wzrok wbiła w podłogę. Odrzucam połączenie. Wyłączam telefon i chowam do kieszeni. Nie mam ochoty na rozmowę z Marysią.
- Marek.. - Agata podnosi wzrok w moję stronę. Nasze spojrzenia się spotykają. Moje ciało oblewa fala gorąca. Przyjemne uczucie. To wino tak na mnie podziałało, czy ona. Jestem prawie pewny, że... że to ona tak na mnie działa. - Marek.. - stara się kontynuować spuszczając wzrok. Coś jej leży na sercu. Nie chce o tym rozmawiać? Czy nie chce rozmawiać o tym ze mną? W końcu odważyła się i powiedziała, co takiego wydarzyło się w jej życiu. Co zabrało jej uśmiech. Ten piękny uśmiech, którego zaczęło mi brakować..


:buzki: