Amaranth,
To jest cudowne! Tak idealnie oddaje Mareczka <3 Chcę więcej, co ja mówię, ja nie chcę... Ja stanowczo rządam więcej i to natychmiast!

A żeby ci smutno nie było załączam swoją konkursową mini, którą zajęłam II miejsce w konkursie "Świata seriali"

Tym razem tak jakby ja też występuje w roli Mareczka
Jesteś idiotą. Tak, tak jesteś idiotą. Pozwoliłeś jej wyjechać. To jeszcze nie jest najgorsze. Najgorsze jest to, że wyjechała z nim. Pewnie robi mu teraz śniadanie. Podaje kawę i tosty, które wcześniej przygotowała, a on? On całuje ją w czoło i mówi, jaka jest piękna i jak bardzo ją kocha. Z tą myślą budzisz się każdego ranka i za każdym razem ta świadomość dobija cię coraz mocniej. Wstajesz. Upijasz łyk porannej kawy. Nie cieszy cię nic, odkąd nie ma jej przy tobie. Spędzasz wiele czasu samotnie, rozmyślając o tym jak potencjalnie mogłoby wyglądać wasze wspólne życie, gdybyś zrobił ten krok, gdybyś nie stchórzył. Godzinami potrafisz wpatrywać się w wasze wspólne zdjęcie, które działa jak bandaż na twoje obolałe serce. Pierwsze i ostatnie wspólne zdjęcie, które zostało wykonane podczas chrzcin Uli, córki Doroty. W tej chwili to zdjęcie jest dla ciebie wszystkim. Oboje uśmiechnięci trzymacie na rękach małe zawiniątko. Uśmiechasz się na myśl o wspomnieniu tamtej chwili, jednak twój uśmiech po chwili zanika, gdyż uświadamiasz sobie, że ona nigdy się nie powtórzy, że już nigdy nie będziesz miał takiego drugiego zdjęcia razem z nią i tym razem waszym dzieckiem. Twoja agonia trwa już pół roku. To już pół roku jak wyjechała, a ty nadal oskarżasz się o to, że pozwoliłeś, by cię opuściła. Nie możesz sobie tego wybaczyć. Nie możesz wybaczyć, że zasypiasz i budzisz się wśród pustych czterech ścian, że w kancelarii mijasz jej pusty pokój. Wychodzisz do pracy. Idąc ulicą mijasz tłumy ludzi, a wśród nich szczęśliwe matki z dziećmi prowadzącymi je jak codziennie do przedszkola. I po raz kolejny powraca świadomość, że ona nigdy nie będzie iść tak z twoim dzieckiem. W końcu docierasz na miejsce. Od progu wita cię chłód. Nie jest on dla ciebie nowością. Czujesz go każdego ranka i wieczora, gdy samotnie budzisz się i zasypiasz w swoim zimnym łóżku. Dzień spędzasz na kursowaniu pomiędzy sądem a kancelarią. Bierzesz każdą sprawę, nawet wręcz banalną, byleby tylko pracować, byleby tylko na chwilę zapomnieć? Zapomnieć o tym, że zawiodłeś, że przegrałeś najważniejszą sprawę swojego życia. Jesteś bezdomnym, mimo że posiadasz mieszkanie. Nie jesteś człowiekiem. Jesteś wrakiem? Cieniem samego siebie. Nikt nie wie, nikt nie czuje, nikt nie jest tego świadomy? Że każdego dnia obwiniasz się o popełnienie zbrodni, najgorszego błędu swojego życia. Wszyscy wiedzą, że cierpisz. Zdaje im się, że wiedzą. Gdy Dorota widzi cię po raz kolejny przygnębionego pociesza się, że wszystko będzie dobrze, że przecież Maria to ani ta pierwsza, ani ta ostatnia. Właśnie tutaj kryje się ten paradoks. Ona nie ma bladego pojęcia, że z powodu rozstania z Marią jesteś szczęśliwy, a właściwie to byłeś? Byłeś, ale strasznie krótko, bo jeden dzień. Jedną głupią, beznadziejną Sobotę. Dorota zorganizowała wieczorem grilla w ogrodzie. Pomyślałeś, że to doskonała okazja, by powiedzieć Agacie o wszystkim, co do niej czujesz, by w końcu zagrać w otwarte karty. Kiedy miałeś już wszystko gotowe, wszystko poukładane, twój plan w mgnieniu oka legł w gruzach. Ona? Twoja ukochana kobieta zburzyła go niczym domek z kart, jednym oddechem, jednym słowem, a właściwie to pięcioma. ?Wyjeżdżam z Maćkiem do USA? usłyszałeś i umarłeś. W tym momencie część ciebie umarła. Twoje serce właśnie wtedy zostało posiekane na malutkie kawałeczki, twoje uczucia zostały zdeptane, a wszystko to zrobiła ona. Kobieta, za którą gdyby zaistniała taka potrzeba, gotów byłeś oddać życie. Wtedy zgodziłeś się na noszenie maski. Zakładałeś ją za każdym razem przez kolejny tydzień, kiedy widywałeś się z nią w kancelarii. W końcu stała się ona częścią ciebie. Doszedłeś do wniosku, że przecież nie masz prawa? Nie masz prawa wpakować sie w jej życie z buciorami. Raz jedyny, jeden raz tak zrobiłeś. Pocałowałeś ją. Czułeś się wtedy, jak gdybyś sięgnął gwiazd, jak gdybyś był w raju. Doskonale pamiętasz tamten dzień. Mniej więcej od dwóch tygodni tępiłeś ją za tą sprawę z ?Prospectrum?. Każda wasza rozmowa kończyła się kłótnią. Nie potrafiłeś zareagować na wspomnienie o jej przeszłości, o Hubercie, inaczej niż wybuchem gniewu i złości. Wbrew pozorom wcale nie chodził ci o to, że lada moment może mieć na karku prokuraturę. Powiedz to prosto z mostu, ty po prostu byłeś o nią zazdrosny. Na samą myśl, że ?tamten? dotykał ją wszędzie, że mógł bezkarnie całować każdy kawałek jej ciała, krew w twoich żyłach osiągała temperaturę wrzenia. Bywały i takie momenty, że sam nie mogłeś pojąć swojej reakcji, swoich zachowań i słów. Długo nie mogłeś znaleźć przyczyny takiego stanu rzeczy, a raczej nie chciałeś się przyznać, że ją znalazłeś. Kiedy w końcu zrozumiałeś, że uciekanie przed przeznaczeniem nic nie da, postanowiłeś walczyć? Walczyć o jej miłość. Los chciał, że tego dnia kancelaria szybko opustoszała. Nad Warszawą zapadł już zmrok, a ty idą ulicą właśnie, zupełnie przypadkiem uświadomiłeś sobie, że zapomniałeś telefonu. Wróciłeś do kancelarii i czym prędzej zacząłeś przetrząsać stertę papierów z nadzieją, że twój telefon gdzieś tutaj jest. Nagle usłyszałeś jak z gabinetu Agaty dobiega jakiś dziwny hałas. Przeszedłeś do sąsiedniego pomieszczenia, które od jej gabinetu dzieliła już tylko jedna ściana. Była tam. Ona tam była. Układała papiery na biurku. Nie zauważyła cię. Twój wzrok spoczął na niej. Ubrana w czarną, elegancką sukienkę wyglądała jeszcze piękniej niż zwykle. Nie rozmawiała z tobą ostatnio. W sumie to czego się dziwić, w końcu tępiłeś ją na każdym kroku. Wielokrotnie przechodziłeś obok niej obojętnie, jednak tego wieczoru coś kazało ci się do niej odezwać. Nie patrząc na okoliczności wypaplałeś, że zaimponowała ci tym zagraniem z pielęgniarką. Spojrzałeś na nią oczekując odpowiedzi. Zapanowała nie zręczna cisza. Po chwili odwróciła się, a ty stanąłeś w jej drzwiach. I wtedy wybuchła kolejna kłótnia, jakich wiele było w waszej karierze, ale ta była inna, gdyż zakończyła się namiętnym pocałunkiem, który? Ona niestety musiała przerwać. Nie widziała tego, ale ty z takiego obrotu sprawy cieszyłeś się jak dziecko. W końcu nadarzyła się okazja i zrobiłeś to, to o czym od dawna marzyłeś. Pocałowałeś ją. Jednak twoja radość trwała krótko. Zniszczyła ją wasza rozmowa następnego wieczoru i te jej słowa ?Nie było żadnego wczoraj?. Wtedy stchórzyłeś. Przytaknąłeś jej. Zgodziłeś się na zdeptanie swoich uczuć, samoistnie skazują się na samotność. Może gdybyś wtedy nie był z Marią to wszystko potoczyłoby się inaczej? Do dziś nurtuje cię to pytanie. Do tej pory nie wybaczyłeś sobie, że nie powiedziałeś jej prawdy, że dla ciebie wczoraj było, bardzo było i znaczyło znacznie więcej niż mogłoby się wydawać. Mimo wszystko odpuściłeś, a potem? Potem wszystko potoczyło się szybko. Kilka dni później dowiedziałeś się, że zamieszkała z Maćkiem. Sądziłeś, iż już nic gorszego nie może się wydarzyć, jednak to była dopiero pierwsza gorzka pigułka, jaką ci zafundowała. Z dnia na dzień było coraz gorzej. Niby z tobą rozmawiała. Niby wszystko było w porządku. Jednak dla ciebie nic nie było w porządku. Gdy codziennie widziałeś, jak on odbiera ją z pracy, jak całuje w usta na przywitanie. Widząc takie obrazki, za każdym razem twój wewnętrzny głos krzyczał, że to ty powinieneś być na jego miejscu, że to ty powinieneś całować, dotykać, pieścić i odbierać ją z pracy, nie on. Dzisiaj, kiedy po raz kolejny wychodząc z kancelarii mijasz jej pusty gabinet dochodzisz do wniosku, że sam sobie na to zasłużyłeś, że to jest cena, jaką płacisz za swoje błędy. Opuszczasz stanowisko swojej pracy i jak zwykle zmierzasz do pustego mieszkania. Od progu wita cię ciemność. Zapalasz światło i po raz kolejny widzisz tylko pustkę. Rzucasz swoją teczkę w kąt, zdejmujesz krawat, rozpinasz koszulę. W końcu zdejmujesz maskę porządnego mecenasa Dębskiego. Wśród swoich czterech ścian stajesz się tylko sobą, tylko zwykłym człowiekiem. Powoli wędrujesz do łazienki, by zażyć kąpieli. Gorący prysznic jest w stanie zmyć z nas brud, a jego para sprawia, że czujemy się lepiej. Jednak, gdy wychodzisz z ciepłej kabiny napotyka cię niemiły chłód, sprawiający, iż mówisz sobie, że już nigdy więcej tam nie wejdziesz, ale wchodzisz. Tak też było z tobą. Za każdym razem, kiedy myślałeś o Agacie obiecywałeś sobie, że to ostatni raz, że już nigdy, ale mimo wolnie ona powracała do twoich myśli... I znów? I znów? Każdego dnia, wieczora i poranka. Budzisz się z myślą o niej, pracujesz z myślą o niej, zasypiasz z myślą o niej. I tak od pół roku. O, widzisz! Teraz też o niej myślisz. Nagle rozlega się dzwonek do drzwi. Na twojej twarzy pojawia się grymas. Nie jesteś zachwycony tym, że ktoś przerywa ci twoje rozmyślania. Zrezygnowany otwierasz drzwi i momentalnie czujesz, że tracisz równowagę. Myślisz, że to nie może być prawda. Przecież to musi być sen. I nagle ona mówi ?Przepraszam. Nie powinnam tu przychodzić. Nie miałam się gdzie podziać?. I w przeciągu sekundy w twoich oczach pojawia się dawny blask, a wypowiedziane przez nią trzy zdania wydają ci się być zupełnie zbędne. Bez wahania odpowiadasz ?Wejdź?. Twój świat ponownie nabiera dawnych barw.