Autor Wątek: Nasze opowiadania  (Przeczytany 68539 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Aduśka

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 6
  • Płeć: Kobieta
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #120 dnia: Kwiecień 29, 2013, 19:24:41 »
Heh :D Skoro Amaranth mnie wywołała do tablicy, to przybywam :D
Śledziłam ten wątek jako gość, od jakiegoś czasu i powiem, że jestem bardzo zadowolona :D Naprawdę dobry poziom :D :)
Cudne opowiadanka :) Ostatnio napisałam dwie części mojego opowiadania z MarGatą (obiecałam sobie, że skończę pisać opowiadania z parami serialowymi, ale ta dwójka jakoś zbyt mocno ... pociąga mojego Wena :D) Są te dwie części na innej stronie, więc moooooze ktoś to już zna :)
Wstawię na razie jedną część, a za jakiś czas drugą. Trzeba trochę zbudować napięcie, a co! :)
Mam nadzieję, że udało mi się choć trochę oddać klimat, charakter MarGaty ;) :* Miłej lektury ;*

"Trudno mi się przyznać..."

Wchodząc do kancelarii czuła jak ogarnia ją oszałamiająca złość. Chociaż nie była taka pewna czy dobrze określa stan, który nią targał odkąd wyszła z prokuratury. Może lepszym określeniem byłoby ? zawód, gigantyczne rozczarowanie. Energicznym krokiem podeszła do biurka Bartka i równie energicznie rzuciła na blat swoją torebkę i klucze. Jej oddech był szybki i nierównomierny, co tylko odzwierciedlało jej stan ducha. Głośno nabrała powietrza, po czym przerwała ciszę.
-Dębski u siebie? ? spytała cicho, beznamiętnie przyglądając się aplikantowi, który był co najmniej zdezorientowany jej zachowaniem.
-Tak, u siebie , ale ? ?Nie zdążył nawet dokończyć, a Agata już chwyciła torbę i bojowym krokiem skierowała się w kierunku gabinetu Marka. W ostatniej chwili jednak zawahała się i ostatecznie weszła do swojego kancelaryjnego królestwa. Nie była pewna czy ma ochotę z nim gadać, nie była pewna czy jest w ogóle o czym gadać. Poczuła się oszukana. Po raz kolejny oszukana przez faceta, któremu ufała. I nie miało to znaczenia, że w żadnym stopniu nie można było tego kłamstwa przyrównać do świństw, jakie wyrządzali jej inni mężczyźni. Nie wiedziała skąd to się brało, ale od niego wymagała, spodziewała się więcej. Czy to się brało z uczucia, które szczelnie skrywała przed samą sobą, czy z doświadczeń które ciągnęły ją w ciemne zakamarki paranoi i nieufności? Nie była w stania tego wytłumaczyć. Nawet sobie. Z resztą, wiele miała pytań do samej siebie, na które nie potrafiła sobie racjonalnie wytłumaczyć. Tak jak lubiła. Wszystko dla niej musiało mieć racjonalne, konkretne wytłumaczenie. Innych odpowiedzi nie przyjmowała, co na wielu płaszczyznach niosło nieprzyjemne skutki. Z impetem rzuciła torbę na podłogę i ciężko usiadła na fotelu. Biorąc kilka głębszych oddechów, miała nadzieję, że się uspokoi. Lubiła mieć wszystko pod kontrolą. Zwłaszcza nerwowe sytuacje.
-Czemu w ogóle tak się tym przejmuję? ? spytała pod nosem samą siebie: - Skłamał i tyle. Faceci tak mają, kłamią i to jest normalne - Prychnęła z ironicznym uśmiechem, wyjmując kalendarz. Nie zdawała sobie sprawy, że ?winny? wszedł na jej osobistą ?salę rozpraw?.
-Everybody lies ? usłyszała przed sobą. Gdy podniosła głowę ujrzała uśmiechniętego od ucha do ucha przyjaciela. Wciąż nabuzowana, nie miała ochoty na uśmiech, ale jakoś się przełamała. Widocznie było to nadzwyczaj sztuczne, bo momentalnie Dębski zwęził uśmiech i podszedł bliżej jej biurka: - Co jest? ? spytał siadając na fotel naprzeciw tak, że byli teraz twarzą w twarz. ?Cholera, że musiał teraz, tutaj? pomyślała . Burknęła na poczekaniu: - Masz jakąś konkretną sprawę? Jestem dość zajęta - Nie miała opracowanej strategii nie wiedziała, jak ma się zachować. Robić mu awanturę? Ale o co dokładnie. Za smukłe kłamstewko? To takie męskie. Wyrzuty? To byłoby żałosne. Miałoby prawo bytu, gdyby byli razem. Nie było tak, więc nie było sprawy. A może, jakby nigdy nic toczyć walkę na słowa, jak to często czynili? To chyba była na razie najlepsza opcja. Podirytowana natłokiem myśli, sprzecznością targających nią emocji i obecnością Dębskiego nerwowo otworzyła kalendarz i zaczęła w nim pisać. Nie wiedziała co. Gdy długopis zaczął odmawiać posłuszeństwa, cisnęła nim w kosz na śmieci
- Ulala, pani mecenas coś w niehumorze. Może wyjdę zanim zaczniesz rzucać wszystkim czym się da zabić ? Roześmiał się. A jej nie było śmiechu. Nie wiedziała co się z nią dzieje. Chyba ta kumulacja nerwów związanych z Bitnerem, Kowalskim dawała o sobie znać. Próbując się uspokoić, skupiła się na harmonogramie spotkań. Próbowała grać na czas, ale on jednak był naprawdę odważnie uparty.
- Klient dał znowu popalić? ? Kiedy odpowiedziała mu cisza, był naprawdę zdezorientowany, ale ciągnął dalej: -Co, taki sam kłamczuch jak pan Klimatyzator?? ? zaśmiał się, po czym jednym zwinnym ruchem zamknął jej kalendarz, by zmusić do rozmowy: - Hmm? ? splótł dłonie na blacie biurka i schyliwszy się spojrzał w jej przepełnione czymś dziwnym niebieskoszare tęczówki.
- Po pierwsze nie baw się w dociekliwość dr House?a, a po drugie musisz Mareczku jeszcze potrenować te swoje żarty, bo ten wyjątkowo był ? zimny. Zważając na to, że wspomniany pan Klimatyzator ?wyziębił? kancelaryjne konto na okrągłe 4 miliony, a po trzecie ? Wy faceci, chyba macie kłamstwo przypisane do gatunku, więc ? ? powiedziała chłodno i niesympatycznie. Otworzyła kalendarz i sprawdziła za ile ma następnego klienta. 45 minut. O ile zawsze lubiła spędzać te przerwy z przyjacielem, tak w tej sytuacji, perspektywa dalszego udawania , że nic się nie stało, nie wywoływała na jej twarzy uśmiechu. Wyjęła laptopa i włączyła go. Musiała się czymś zająć. Dębski nie poddając się wzniósł ręce do góry i wstając rzekł:
-Nie wszyscy faceci kłamią. ? powiedział.:- A na pewno nie tak notorycznie jak ? - Poprawił się. Jednak nie zdążył dokończyć, bo przerwał mu, jej sarkastyczny śmiech.
-Mówisz teraz o sobie, czy bronisz honoru swojej części stada, bo nie wiem jak to rozumieć ? powiedziała z dozą ironii, na chwilę podnosząc wzrok znad laptopa.
- Ohoho, powiało chłodem pani mecenas. Chyba będę musiał złożyć apelację w imieniu męskiej części populacji, bo wyrok jest dość niesprawiedliwy i oparty na wybiórczych przypadkach. A jeśli chodzi o mój humor ? Może, faktycznie muszę popracować nad ?temperaturą? moich żartów. ? Zarzucił ręce na biodra, ale szybko je zrzucił. Umiejętnie naśladując kelnera, dodał: - Co powiesz w takim razie, na gorącą kawę? Będzie chyba w porządku, na początek. Tak na rozgrzanie ciał i umysłu ? powiedział i nie czekając na odpowiedź skierował się w stronę drzwi. Gdy był już przy nich zatrzymał się i rzucił: - A potem opowiesz mi, czym podpadł twój klient, że masz tak zjechany humor i rzucasz zacnie feministycznymi hasłami, ok? - powiedział z uśmiechem na twarzy, po czym zniknął za drzwiami. Jeszcze przez chwile wpatrywała się w miejsce, w którym stał. Lubiła, gdy tak się uśmiechał. Miał takie wesołe oczy i śmieszne pućki. Zapisując coś na kartce, słysząc jak współpracownik podśpiewuje stwierdziła, że na razie nie będzie wszczynała tej rozmowy. Nie wiedziała nawet dlaczego, ale nie chciała psuć tej atmosfery, a taki mógł być skutek. ?Kiedyś się upomnę o wyjaśnienie. Niech nie myśli, że ujdzie mu to płazem. Co to, to nie!?.


Offline Amaranth

  • Art's Souls
  • *****
  • Wiadomości: 1664
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #121 dnia: Kwiecień 30, 2013, 10:50:45 »
Aduśka, jak miło, że jesteś! :D Klimat MarGaty oddałaś idealnie! Następne proszę!  <ciacho>

Offline Aduśka

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 6
  • Płeć: Kobieta
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #122 dnia: Maj 01, 2013, 12:48:27 »
Dziękuję :*

Następne? Proszę bardzo  :-*

2.

Siedziała na twardym krześle, w zimnym pomieszczeniu, przyglądając się chłodnej, dystyngowanej Okońskiej. ?Jak Marek mógł być z taką lodowatą kłodą drewna?? Zadała sobie w myślach pytanie. Mimowolnie uśmiechnęła się z niedowierzaniem. Owszem, była bardzo ładną, zgrabną kobietą. Po prostu atrakcyjną, a na dodatek z klasą , wyczuciem stylu i taktu. Ale mimo wszystko według niej, nie pasowała do Dębskiego, który lubił czasem wrzucić na luz. Ona była nadzwyczaj sztywna. Wszystko musiało być adekwatne do sytuacji, pozycji i wieku. On lubił pożartować ? czasem nawet całkiem dwuznacznie. Takie żarty jednak nie mieściły się w zakresie poczucia humoru Okońskiej. Potrafił być spontaniczny, nieprzewidywalny w dobrym tego słowa znaczeniu. Ona musiała mieć wszystko zaplanowane, dopięte na ostatni guzik. Obraz tej dwójki, będących doskonałym przykładem na połączenia dwóch światów, jeśli chodzi o charaktery i podejście do życia, niejednokrotnie bawił ją. Z rozmyślań wyrwało ją ciche chrząknięcie pani prokurator.
-Przepraszam Agata. Musiałam do skończyć. Mam straszne urwanie głowy odkąd posadziłyśmy ? Na chwilę przerwała, po czym szybko się poprawiła, co wywołało uśmiech na twarzy ciemnowłosejosadziłam Marczaka. A teraz jeszcze do tej układanki dochodzi ten cały Kowalski ? Dodała będąc pewną, że Przybysz wie o czym mowa. Ta jednak spojrzała się na nią zdziwiona. ?Przecież Marek mówił ??pomyślała, po czym szybko zrozumiała, że coś jest nie tak. Zdziwienie wyrysowane na jej twarzy nie umknęło uwadze Marii.
-Między innymi w tej sprawie cię wezwałam. Pomyślałam, że chciałabyś wiedzieć więcej na ten temat. Ale to tak nieoficjalnie. Wiesz dlaczego ? powiedziała na jednym wydechu, starając brzmieć sympatyczniej niż zwykle. Przyglądając się zaskoczonej twarzy rozmówczyni rzekła: - Ale zaraz ? Ty o niczym nie wiesz?- ? spytała zaskoczona :- Marek ci jednak nie powiedział?- Bardziej stwierdziła niż zapytała. Nie czekając na odpowiedzieć dodała: - Spotkał się ze mną, by się dowiedzieć czegoś na temat Kowalskiego. Mówił, że to bardzo ważne, więc mu powiedziałam. Byłam pewna, że przekazał ci tę informację. ? przekładając papiery na jeden stos dodała:- No dziwne. W takim razie powtórzę tobie to, co przekazałam Markowi ? I tak zaczęła swoją opowieść. Po kilku minutach, z każdym słowem, Agata robiła się coraz bardziej blada. Nie dowierzała, że ta sprawa może być aż tak pogmatwana i ?szeroka?, a także w to, że zaufany przyjaciel mógł tak łatwo, patrząc prosto w oczy skłamać w sprawie, która była dla niej tak istotna. Przecież doskonale wiedział ile dla niej znaczy ta informacja! Podenerwowana zacisnęła dłonie i zaczerpnęła głośno powietrza. Próbowała ukryć swoje narastające zdenerwowanie, ale nie za bardzo jej to wychodziło.
-I tak to mniej więcej wygląda. Streściłam ci same najważniejsze fakty. Tylko wiesz ? Nieoficjalnie. Dobrze wiesz, że nie wolno mi zdradzać takich rzeczy, ale ze względu na Marka i ? Ciebie odejdę od reguł.
-Dziękuję. Wiele to dla mnie znaczy ? powiedziała cicho. Była w zbyt wielkim szoku, by żywiej zareagować. ? Naprawdę dziękuję ? powiedziała. Czuła się tak, jakby ktoś przyłożył jej ciężkim obuchem w głowę. Wstała i poprawiła ołówkową spódnicę i wyciągnęła dłoń w stronę Marii.:- Jakbyś czegoś potrzebowała, to wiesz- Uśmiechnęła się, choć nie było jej do śmiechu. Gdy się pożegnały udała się do wyjścia. Kiedy już miała wychodzić zatrzymała się, jednak zrezygnowała ze swoich zamiarów i wyszła szybko z gabinetu Okońskiej. ??Przykro mi, że rozstaliście się z Markiem? Ale byś palnęła Przybyszówna. No ja cież pierdziele!? Zaśmiała się do siebie z własnych zamiarów. Tak naprawdę, to nie do końca było jej przykro z tego powodu. W pewnym stopniu poczuła radość i ? ulgę? Tego akurat nie potrafiła wytłumaczyć. Już wiele razy czuła, że chyba zależy jej na nim i chciałaby zawalczyć o swoje szczęście, a takowe widziała tylko w parze z adwokatem. Tę sferę uczuć zamknęła jednak na dnie serca. I nie dawała nikomu do wglądu. Nawet sobie.
Gdy wychodziła z prokuratury Warszawa przywitała ją tym, czego jej brakowało w swoim życiu ? ciepłem, względnym spokojem i szczęściem.


 Z nieprzyjemnych wspomnień wyrwała ją komórka. Schyliła się i gdy tylko znalazła dzwoniące urządzenie nadusiła zieloną słuchawkę.
-Cześć tatku! ? zawołała radośnie, próbując ukryć swój smutek. Liczyła, że doskonały znawca jej duszy, nie pozna się.
-Cześć córciu ? Usłyszała w słuchawce ? Dzwonię, bo ostatnio coś się nie odzywasz. Wiesz jak Mahomet nie może do góry, do góra do Mahometa, czy jakoś tak ? Zaśmiał się w swoim stylu, na co i ona promiennie i szczerze rozjaśniła swą twarz uśmiechem. :- Wszystko w porządku u ciebie?
-Tak tatku. Wszystko w porządku. Mam dużo pracy, ale jakoś daję radę. A u ciebie? Jak się miewa twój burzliwy romans z panną Zosią? ? Zażartowała, na co odpowiedział jej śmiech ojca. Dopiero, gdy podniosła wzrok, spostrzegła Marka, który przyniósł dwie filiżanki. Jedną z nich postawił nieopodal jej dłoni, po czym rozsiadł się naprzeciwko niej. Uśmiechnęła się odruchowo, po czym całkowicie skupiła uwagę na opowieściach taty. Słysząc jego radosny głos, opowiadający o swoim szczęściu, sama poczuła napływ dziwnej euforii. Marek, który cały czas obserwował twarz wspólniczki, uśmiechnął się na widok jej rozpromienionego oblicza. Popijał swoją kawę i podziwiał jej urodę, co ostatnio czynił coraz częściej. Myślał o niej już nie jako przyjaciółce, co o kobiecie, z którą chciałby spędzić resztę życia.? Boże, co za żałosny banał? pomyślał. Nie lubił takich banalnych wyznań rodem z komedii romantycznych, ale, o zgrozo, tak właśnie czuł. Zadziwiała i pogrążała go z każdym dniem coraz bardziej. Jej uśmiech, poczucie humoru, luz, spontaniczność. Mieli doskonały kontakt, nadawali na takich samych falach i to doskonale było czuć. Uwielbiał każdą chwilą spędzoną z nią, bo była jedną wielką zagadką. Chociaż dobrze ją znał, nie wiedział co zrobi dalej. Była pozytywnie zwariowana i to było fascynujące. Z zamyślenia wyrwało go dopiero jego imię przywołane przez brunetkę.
-U Marka? ? spytała robiąc śmieszną minę:- U Marka też wszystko w porządku ? powiedziała uśmiechając się do towarzysza: - Z tego co widzę, to jeszcze żyje ? dodała z nieudawanym rozbawieniem. Marek spojrzał tylko wzrokiem jakby błagającym o litość:- Z resztą siedzi naprzeciwko mnie i stroi miny. Chyba cię pozdrawia ? Widząc potakiwanie Dębskiego stwierdziła:- Tak, tak. Zdecydowanie cię pozdrawia. Słucham? A dobrze, pozdrowię twojego ulubionego przyszłego zięcia ? Powiedziała patrząc na rozbawionego Dębskiego. Kiedy zobaczyła rozmarzone oczy dodała z przekąsem: - Nie wiem jeszcze, gdzie go znajdę mając tyle pracy i będąc taką wredotą, ale jak dorwę to nie omieszkam go od ciebie pozdrowić. ? Dębski zrobił oczy zbitego psiaka po czym zaczerpnął łyka kawy.:- Muszę kończyć. Wpadnę do Ciebie niebawem . ? powiedziała. Marszcząc brwi dodała: - Sama, sama. Oj, tato ? Teatralnie przewróciła oczami, na co Dębski się roześmiał: - Jeszcze słowo i nie przyjadę. No! ? skwitowała zadowolona. :- Papatki! ? rzuciła na koniec, po czym rozłączyła się: - Z czego tak się cieszysz? ? zwróciła się do rozbawionego adwokata.
-A nic, nic. Cieszy mnie sympatia twojego ojca skierowana w moją skromną osobę. Podziękowania za pozdrowienia, złotko ? powiedział puszczając jej oczko. Uśmiechnęła się. Rozmowa z ojcem poprawiła jej humor i pozwoliła odzyskać emocjonalną równowagę. Na tyle, że potrafiła normalnie żartować z człowiekiem, którego jeszcze kilka minut wcześniej mogłaby rozszarpać.
-Nie schlebiaj sobie ? powiedziała obojętnie po czym wzięła łyka kawy. Czując przenikającą podniebienie gorycz, momentalnie skrzywiła się?Och, Dębski. Czy ty chcesz bym zgorzkniała do reszty? ? spytała z rozbawieniem ? Rozumiem, że kancelaria ma problemy finansowe, a cukier drożeje, ale no bez przesady. Coś słodkiego by się przydało w tym moim pechowym żywocie.
 - No wiesz ? powiedział przeciągając. W tym samym czasie wypiął pierś i dumnie przejechał dłonią po swoim krawacie. Agata rozczytując w mig aluzję, śmiejąc się skwitowała:
-Nie, aż taki słodki nie jesteś. Przykro mi, leć po cukier ? ?Zgaszony? Dębski ciężko wstał i skierował się w stronę ich małego kancelaryjnego bufeciku. Kiedy wrócił rzucił na wejściu:
-Jeszcze a propos mojego teścia ? A ładnie to tak oszukiwać swojego tatusia? ? Na to pytanie Agata najpierw się uśmiechnęła, ale po chwili poczuła nagły przypływ czegoś podobnego do żalu. Spojrzała się morderczym spojrzeniem. Czyżby czas na wyłożenie kart?
-Taa, odezwał się pierwszy prawdomówny ? powiedziała pod nosem. Do Dębskiego zaś: - Powiedzmy, że próbuję zobaczyć jak to jest być mężczyzną. No w takim wąskim zakresie ? powiedziała uszczypliwie mieszając kawę. Biorąc łyka obserwowała twarz Dębskiego, która wyrażała pewne zamyślenie.
-I jak jest? ? spytał rozbawiony.
-Do kitu. Musisz mi dać kilka wskazówek, bo chyba nie idzie mi tak dobrze. ?? Jak tobie? dodała w myślach. Miała nadzieję, że odczyta tę aluzję. Chciała już to wyjaśnić.
- O co ci chodzi? ? spytał zaciekawiony: - Mam wrażenie, że to jakaś osobista wycieczka w moją stronę ? Ta sytuacja wydawała mu się coraz bardziej dziwna. Czyżby odkryła jego kłamstewko?
- A jak myślisz? ? Nie zdążył odpowiedzieć. Przerwał im telefon Agaty. :- Czego znowu on chce? ? spytała cicho samą siebie widząc od kogo wychodzi połączenie.

 ;)

Offline Amaranth

  • Art's Souls
  • *****
  • Wiadomości: 1664
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #123 dnia: Maj 02, 2013, 15:17:23 »
Aduśka, fajnie się to czyta. Idealnie oddajesz cechy Agaty i Marka. Czekam na dalsze części :)

Offline Aduśka

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 6
  • Płeć: Kobieta
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #124 dnia: Maj 02, 2013, 19:37:48 »
Dziękuję Amaranth :) Zależało mi, żeby oddać charakterki MarGaty. Jeśli mi się udało, to cieszę :)

Chciałam, żeby ta cześć była taka ... z fajerwerkami. Super fajerwerkami. I chyba jestem zadowolona. Ale ocenę pozostawiam Wam :* Miłej lektury:

3.

Nie odebrała telefonu od Bitnera. Nie miała ani sił ani ochoty z rozmawiać ze swoim podłym szefem. Jej dziwne podenerwowanie nie umknęło uwadze Marka.
-Co jest? Dlaczego tak się zdenerwowałaś? - spytał spokojnie. Martwił się o nią. Czuł, że jest coś nie tak na linii Przybysz-Bitner. Nie wiedział co, ale obiecał sobie, że się dowie.
-Nieważne - uśmiechnęła się sztucznie.: - Nie zmieniaj tematu Dębski - powiedziała szybko. Nie chciała rozwijać tego tematu. Co miała powiedzieć? 'A wiesz, Bitner mnie szantażuje, stosuje nieczyste zagrywki, ale to nic. Kto by się tym przejmował?' Musiała to zachować w tajemnicy. Dla dobra ich wszystkich. A głównie dla ich bezpieczeństwa. :- Lepiej przyznaj się do tego, co masz za uszami ? próbowała delikatnie i dowcipnie sprowokować Dębskiego i sprawdzić, czy będzie szedł w zaparte ze swoim kłamstwem. Jej uśmiech chyba subtelnie go zmyliła.
-Och, kobieto. Nie wiem o co ci chodzi- Zmieszał się adwokat. Wciąż się uśmiechał, próbując nie podsuwać podejrzeń. Nie docenił przeciwnika. A gdyby Agata miała wątpliwości, co do jego prawdomówności, w tej chwili takowe właśnie by się rozwiały. Mężczyzna niewzruszony próbował 'oddalić'temat: -Myślałem, że zjemy jakiś lunch, pogadamy, będzie wesoło i romantycznie jak zawsze, ale widzę, że jesteś dzisiaj w prawdziwym niehumorze - Zaśmiał się wstając jednocześnie z fotela. Poprawił marynarkę i skierował się do swojego gabinetu. Otwierając drzwi rzucił: - Jakbyś chciała jednak pogadać o tym co cię tak naprawdę wkurzyło, to wiesz, gdzie mnie szukać. Jesteśmy w końcu, przyjaciółmi. Z tego co pamiętam - Uśmiechając się szeroko, choć czuł, że tą propozycją igra z ogniem. Pozostało mu mieć nadzieję, że to nie jego kłamstwo wywołało jej gniew. 'Istny strzał w kolano. Najlepszy samobój sezonu' pomyślał. Szybko puścił oczko do kobiety siedzącej za biurkiem, i jeszcze szybciej zniknął w swoim królestwie. A w niej coś się zagotowało. - Ty mnie tak wkurzyłeś. Tak naprawdę wkurzyłeś. Przyjacielu' krzyknęła niemo, świdrując wzrokiem drzwi. Czuła, że dzisiejszy dzień skończy się jej kłótnią z Dębskim. Ale nie przejęła się tym. -'A może zasługuje na kilka słów' pomyślała, zadając sobie te same pytanie, co po wyjściu od Okońskiej. Gwałtownie wstała i energicznie weszła do pomieszczenia, w którym znajdował się winowajca. Zanim pchnęła drzwi nabrała powietrza w płuca. Kiedy już dotarła do celu, Marek pisał coś w swoim notatniku. Jak tylko dostrzegł Agatę oderwał się od czynności, uśmiechając się.
-Cóż za bojowa postawa pani mecenas. Mam się jednak czegoś obawiać? - zażartował bawiąc się długopisem. Nie wiedział, że tym samym zwalnia pewną blokadę.
- Tak, Dębski. Zdecydowanie- powiedziała siadając naprzeciw niego. Postawiła na opcję 'Prosto z mostu, bez zbędnych wstępów i ciągania za język'. Założyła dłonie na piersi i na chwilę zamilkła. Widząc skupione spojrzenie adwokata zaczęła: - Obiło mi się o uszy, że jesteśmy przyjaciółmi. A zdaje się, że przyjaciele mówią sobie samą prawdę , całą prawdę. -  Starała się by jej ton nie był pretensjonalny. Nie wiedziała z jakim skutkiem, za to widziała wyraz twarzy Dębskiego, który wołał, że ten wie już o czym mowa. :- Czyż nie? - spytała dla pro formy.
-Noo tak - zająkał się delikatnie. Zmarkotniał. Dobrze wiedział do czego zmierza.
-Zatem - Zamilkła na chwilę: -Spytam wprost. Dlaczego mnie okłamałeś? -  Podniosła delikatnie głos, choć nie za bardzo tego chciała.: - Interesuje mnie konkretna odpowiedź - Ton i mina trochę rozbawiła Dębskiego, ale zdając sobie z powagi sytuacji, nie pokazał tego.
-Skąd wiesz? - spytał spokojnie.
-Nieważne! Ważne, że nie od ciebie! Pytam, dlaczego mnie okłamałeś? - powtórzyła pytanie ze spokojem. :- Nie potrafisz być ze mną szczery? - spytała jakby retorycznie. Zaczął tłumaczyć.
-Cóż... Chyba nie mam nic na swoją obronę pani mecenas. - uśmiechnął się zawadiacko. Miał nadzieję, że to jakoś rozluźni atmosferę, która coraz bardziej gęstniała. Widząc, że nie będzie łatwi kontynuował już poważniej: - Oprócz tego, że nie chciałem żebyś się bezpotrzebnie martwiła - powiedział pewnie. Nie słyszała skruchy w jego głosie, dlatego podirytowana naskoczyła na niego.
-To co? Mam ci jeszcze podziękować za troskę? - spytała z ironią. Następnie prychnęła: - Poza tym ? Co ma znaczyć 'niepotrzebnie'?!- wybuchła, dając częściowy upust nerwom, które nagromadzały się z powody zaistniałej sytuacji: - Kowalski miał coś wspólnego z gościem, który mnie szantażował, groził śmiercią, jest zamieszany w sprawię z Sułeckim. I ty dobrze o tym wiedziałeś! -  Oskarżycielko wymierzyła w niego palcem. Chciała dodać, że można wiązać utratę kancelarii z tym człowiekiem, ale ugryzła się w język. To mogłoby ją zdradzić. Zdenerwowana wstała i zaczęła chodzić po gabinecie. Nie zamierzała się uspokajać. Nie miała nawet kontroli. Z soczystą ironią kontynuowała: - A ty wielki, troskliwy pan opiekun mojego dobrego samopoczucia, zataiłeś tak ważny 'szczególik'. ? Położyła dłonie na biodrach i zwróciła się do Dębskiego patrząc mu prosto w twarz: - Mam być ci wdzięczna? No za co, pytam się?! Za troskę? - Spytała ironicznie.: -Co ty myślałeś? Że się o tym nie dowiem, a to kłamstwo ułatwi mi życie, uchroni mnie przed złem całej? - Nie dokończyła. Przerwał jej Marek, który wolał przeczekać pierwszy napad złości:
-Agata! - powiedział głośno i zdecydowanie. Musiał się bronić. Nie mógł pozwolić by tak odbierała jego chęć pomocy. Wstał z fotela i obszedł biurko, stając naprzeciw niej: - Posłuchaj mnie! Widziałem jak się tym zamartwiasz. Chciałem ci pomóc -  powiedział już spokojniej. Zależało mu na tym żeby to wszystko wyjaśnić.: -Miałem ci powiedzieć prawdę, kiedy ta sprawa choć trochę ucichnie.
-Och łaskawy! -  Ironizowała Przybysz. Chociaż w głębi duszy doceniała jego troskę, nie potrafiła zrozumieć jego motywacji, która według niej, nie była wystarczająca.
-Zrozum! Ostatnio dużo się działo w twoim życiu, w kancelarii. Pomyślałem, że bez sensu jest dokładać kolejne ... - Urwał, z tego napięcia zapomniał co chciał powiedzieć. Ale mówił ciepłym głosem licząc, że to ją jakoś uspokoi i nie skończą dzisiejszych kontaktów gorącą awanturą. Miał nadzieję, że jednak zrozumie. : - Powiedziałbym Ci przecież! Chciałem trochę odczekać! - Widział jak cała się trzęsie. Nie sądził, że aż tak to ją? zraniło? Zdenerwowało? Nie wiedział jak to odczytać. Ona była jedną zagadką. Jak zwykle.
-Wiesz co? Źle myślałeś! Zachowujesz się jak typowy facet! Uważacie, że jak się nie będzie mówiło głośno o problemie, to go nie będzie. Sam zniknie. Niestety tak nie jest! - Uniosła się żywo gestykulując. Zdenerwowana skierowała się w stronę drzwi. Marek stał podirytowany.
- Może powinienem ci powiedzieć, ale... - Zaczął spokojnie, tak jakby chciał ją tym samym przeprosić, ale widząc jej minę, ironiczny uśmiech, postawę, zawahał się. Napierała na niego złość, której za nic nie chciał wylewać. Wiedział, że jest dumna, troszkę samolubna, ale nie sądził, że aż tak, by ignorować jego każde słowo tłumaczenia. Dał się ponieść chwili i sile charakteru: - Ile razy jeszcze mam ci tłumaczyć, że chciałem dobrze! -  Widząc jej nabuzowanie, żal i pretensje wyrysowane na twarzy wściekle dodał: - Ale ty jak zwykle nie widzisz czyichś intencji, tylko czubek własnego nosa i swoją ranioną dumę! -  Sam nie wiedział co nim kierowało. Nie chciał tak ostro tego zakończyć. Z jego ust wylała się niespodziewanie fala ironii: - Bo przecież jak można było okłamać cudowną, świętą Agatę Przybysz! - Sam się sobie dziwił. Czyżby nie miał w tej chwili kontroli nad tym co się dzieje. Wiedział, że dolał oliwy do ognia. Po chwili ciszy Agata podeszła bliżej. Zauważył jej lekko szkliste oczy. Poczuł gorzki smak wyrzutu sumienia. Nie skomentowała jego ostatnich słów, chociaż widział jak ją tym zranił. Wycedziła oschle:
-A gdybym ja cię okłamała w tak istotnej dla ciebie sprawie, nie czułbyś się zawiedziony, zran...! -  Urwała w pół słowa, nie chciała aż tak uzewnętrzniać tego co czuje. Wróciła do swojego poprzedniego miejsca.: - Ufałam ci! - powiedziała z wyrzutem: - Sądziłam, że będziesz jednym z ostatnich facetów, którzy mnie oszukają, ale myliłam się. -  Jej głos wyrażał najpierw głęboki zawód, a następnie jakby wyrok: -Wam nie można ufać! Zawsze coś spieprzycie ? dokończyła łamiącym się głosem. Miała nadzieję, że nie odczyta tego co było zapisane między wierszami. Tego, że w jakimś stopniu zależy jej na nim i stąd ten głęboki zawód. Dla bezpieczeństwa odwróciła się do niego plecami. Czując napięcie, które wypełniało całe pomieszczenie i coraz bardziej uparcie narastało chcąc zająć każdą wolną szparkę, nabierała głośno powietrza. Chciała się jak najszybciej uspokoić i odzyskać pełną trzeźwość myślenia. Usłyszała jego kroki. Podszedł do niej. Czuła jego niezdecydowanie, walkę emocji. Podniósł dłonie, chcąc umieścić je na ramionach kobiety. Nie odważył się. Nie po tym co jej powiedział. Spuścił głośno powietrze nagromadzone w płucach, po czym wrócił na dawne miejsce. Siadając wygodnie w fotelu, myślał, którą wybrać wersję tego, co chciał jej powiedzieć:
- Masz do mnie pretensje, że zataiłem przed tobą tak cenne informacje. Nie chcesz słuchać moich tłumaczeń.- Ciskał w nią słowami pełnymi wyrzutu. Nie potrafił zrozumieć, dlaczego aż tak gwałtownie reaguje na jego minięcie się z prawdą. Delikatnie dotknięty nie zaprzestał swoich ciosów: - Zarzucasz mi, że jestem wobec ciebie nieszczery. Fakt, okłamałem Cię, ale robiłem to w dobrej wierze - Połknął głośno ślinę po czym kontynuował: - Ale Ty sama też coś przede mną ukrywasz. Czuję to. -  Docisnął pewnie głosem: - I myślę, że to co ukrywasz, nie dotyczy tylko twojej wielce zacnej osoby - Nabrał powietrza, po czym zaczął wymieniać 'dowody zbrodni': - Widzę, jak nerwowo reagujesz na telefony od Bitnera, na sam dźwięk jego nazwiska dziwnie się zachowujesz. Jeszcze te spotkania. Dziwne, że zawsze ciebie opieprza jak coś się wydarzy. Ciebie, wspaniałą pani mecenas! - wycedził rozkładając ramiona jakby chciał ją przytulić.: - Nie tylko ty jesteś taka spostrzegawcza. Przykro mi - powiedział cicho, oschłym tonem. Zamilkł. Nastała cisza. Agata nie wiedziała co ma powiedzieć. Stała jak wryta. Słowa Dębskiego przeniknęły w nią całą, raniąc boleśnie. Nie spodziewała tego po nim. Nie sądziła, że może być aż tak bezwzględny w słowach. Nie on. Nie 'jej' Marek. Jego obraz w jej głowie stawał się nagle być coraz ciemniejszy, smutniejszy. Odbiegał od tego co tak w nim uwielbiała. Czuła jakby traciła grunt pod nogami. Gdy się uspokoił zaczął od nowa:- No więc wracając ...  Czuję, że to grubsza sprawa, którą starasz się ukryć, ale nie robię z tego afery! -  Po jej ciele przeszedł dreszcz. Kobieta wezbrała się na odwagę i odwróciła się, po czym przyglądając się jego twarzy, zmarszczyła brwi. Czuła narastający niepokój. Zauważyła jak nerwowo otworzył kalendarz, po chwili go zamknął. Podniósł wzrok i skupiając się na kobiecie kontynuował podnosząc głos: - Bo wiem ...  Wierzę, że masz jakiś dobry, konkretny powód. -  Ściszając głos powiedział: - Ufam ci. Mimo wszystko- Docisnął mocno końcówkę. Mimowolnie na te słowa po jej sercu rozlało się ciepło. Tak kojące, tak miłe. To złagodziło ból.: - Nie wiem, co dokładnie przede mną ukrywasz, ale mam nadzieję, że się kiedyś dowiem -  Z pokerową miną zaczął przekładać papiery. - 'I nie będzie z tego problemów'  miał to na końcu języka, ale powstrzymał się. Chyba już padło wystarczająco gorzkich słów.
-Marek! -  powiedziała głośno. Czuła, że teraz role się odwracają. Nie wiedziała co z tym zrobić. Nie wiedziała, jak zareagować. Doświadczyła właśnie jak to jest 'zapomnieć języka w gębie'.
- Powiedz tylko. Mam rację? Tu chodzi o Bitnera i kancelarię, prawda? ? Jego ciekawość wzięła górę. 'Co mam mu odpowiedzieć. Jak już zacznę, to będę spalona' przebiegało przez jej myśl. Nie mogła mu powiedzieć. Podeszła do biurka Marka i chciała coś dodać, jednak Dębski ją wyprzedził.
-Zdaje się, że twój klient już przyszedł. - Jego głos był niezwykle chłodny. Nie była do tego przyzwyczajona. Zmieszana poprawiła bluzkę i odkręcając się w stronę drzwi,. Dopiero przy drzwiach odważyła się powiedzieć spokojne: ' Kiedyś ci to wyjaśnię, obiecuję'. I wyszła, zostawiając Dębskiego samego. Z zapachem jej perfum unoszącym się lekko po gabinecie, jej twarzą przed jego oczami, z jego bliżej nieokreślonym uczuciem, które aktualnie nim zawładnęło.

---
Za ewentualnie błędy,literówki, które mogłam przeoczyć - Przepraszam! :*
Próbowałam pozmieniać te znaki, ale nie wiem jak mi się to udało :D

Offline Amaranth

  • Art's Souls
  • *****
  • Wiadomości: 1664
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #125 dnia: Maj 03, 2013, 11:12:21 »
Nooo... fajerwerki są i to mocno wystrzałowe ;) Czytając miałam wrażenie, że siedzę przed telewizorem i to oglądam, wszystko miałam przed oczami. :)

A ze znakami jest ok :-*

Offline Aduśka

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 6
  • Płeć: Kobieta
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #126 dnia: Czerwiec 15, 2013, 19:26:09 »
trochę zaniedbałam tutaj Was :) Zapomniałam wkleić tutaj nowoście. Wybaczcie :) Wrzucam narazie jedną część, bo gdybym wrzuciła wszystkie naraz, byłoby morderczko dużo do czytania :D

:*


Wychodząc z jego gabinetu ledwo co powstrzymała łzy. Zamknęła drzwi za sobą i oparła się o nie plecami. Nabrała powietrza i przez chwilę wachlowała się dłonią. Nie chciała by mokre ślady jej cierpienia ujrzały światło dzienne. Gdy upewniła, że jednak jej klient jednak się jeszcze nie pojawił, poszła do bufeciku i nalała sobie zimnej wody do szklani i wróciła do swojego gabinetu. Usiadła w fotelu i zatopiła twarz w dłoniach. Miała dosyć. Była zmęczona i wykończona tym co się ostatnio działo w jej życiu. A działo się tyle, że mogłaby napisać spokojnie hitowy thriller. Umoczyła wargi w zimnej wodzie i tępo wpatrywała przed siebie. Dałaby wszystko by zacząć nowe życie, z czystą kartą. Nawet gdyby to oznaczało utratę przyjaciół i wszystkiego co dobre w jej dotychczasowej egzystencji. Spuściła wzrok próbując ignorować to co działo się obok. Raz po raz słyszała nerwowe stuknięcia przedmiotami. Nawet przez drzwi czuła jego zdenerwowanie. Słyszała jego szybkie, mocne kroki, które wyrażały jego stan. Tak łatwo odczytywała te sygnały. Szkoda, że tak nie potrafiła poradzić sobie z samą sobą. Nie wiedziała co tak właściwie czuje. Od ich kłótni nie minęło nawet pół godziny, a ona już chciała iść do niego i spokojnie porozmawiać, wytłumaczyć wszystko, a już po chwili nie miała żadnej ochoty na jakikolwiek kontakt z nim. Chociażby służbowy. Jej aktualną potyczkę z uczuciami przerwał klient, który właśnie wszedł nieśmiało i zajął miejsce przed nią. Wreszcie oderwała wzrok od drzwi i skupiła się na mężczyźnie w wieku, ze znaczną siwizną pokrywającą włosy.
Marek w tym czasie krążył po swoim gabinecie, bijąc się z myślami. Nie wiedział co robić. Iść i ją przeprosić? Chyba na to za wcześnie. Chociaż ? Owszem, okłamał ją, ale chciał dobrze, a ona tego nie doceniała nawet w najmniejszym stopniu. Miała to gdzieś. Tak jak wszystko co robił by jej pomóc, wesprzeć, zbliżyć się do niej. Raz dawała sygnały, a po czasie tryskała obojętnością. Nie mógł za nią nadążyć, zrozumieć ją, ale nie potrafił przestać ? kochać jej? Nie wiedział czy chce się przed sobą przyznać do tego uczucia. To wszystko było takie skomplikowane. Paradoksalnie ? on tracił powoli siły by o nią walczyć i nie zniechęcić się tymi ciągłymi niepowodzeniami, a jego miłość robiła się coraz większa, głębsza, prawdziwsza. Z tego podenerwowania wszystko leciało mu z rąk, odkładał rzeczy dwa razy mocniej niż zwykle, nie mógł opanować nerwów myśli, nie umiał skupić się na niczym. Dobrze wiedział, że dzisiaj już nie popracuje. Osobiście odwołał klientów i zamykając mocno drzwi wyszedł z gabinetu, a następnie z kancelarii ignorując wszelkie pytania Doroty i Bartka, dotyczące jego zdenerwowania i tak wczesnego wyjścia do domu. Nie miał ochoty z nikim gadać. Absolutnie z nikim. Pierwszy raz od tak dawna miał ochotę się upić. Krążył po ulicach słonecznej Warszawy przyglądając się twarzom przechodniów. Jedne wyrażały szczęście, drugie smutek, samotność a inne zdawały się wyrażać dokładnie to co sam czuł. Zagubienie. W życiu, w uczuciach, we wszystkim. Kopnął ze złością kamień, po czym wszedł do pierwszego baru, który napotkał.
 Po wyjściu klienta, Agata długo siedziała wpatrując się w okno. Choć robiła wszystko by wrócić do normalnego stanu, spokój nie nadszedł. Wstała i okrążyła biurko i usiadła na nim. Wsłuchując się w bicie swojego serca, wpatrując się w drzwi, zastanawiała się nad tym co powinna zrobić. Przeprosić go? Przecież to on kłamał, on zawinił. Ona też miała przed nim tajemnicę, ale tylko dlatego, że chciała go chronić. Jego i Dorotę. Miał rację ? ona ma dobry powód. A on? ?Nie chciał mnie martwić. Pff? ? pomyślała zakładając dłonie na piersiach. Dopiła wodę i podeszła do drzwi. Wiedziała, że go nie ma. Doskonale słyszała trzask drzwi, jego energiczne kroki. Widziała jego cień. Chwyciła obie części drzwi i zamaszystym ruchem otworzyła je. Powoli weszła do jego gabinetu. Rozejrzała się, chociaż doskonale znała to pomieszczenie. Znała każdy mebel, każdy przedmiot. Znała najmniejszy szczegół. Gdy wciągnęła powietrze nosem, od razu poczuła woń jego perfum. Słodkie, a jednocześnie gorzkie. ?Tak jak on? powiedziała, po czym się uśmiechnęła. Takiego go widziała. Zbyt pewny siebie bufon, który potrafił być twardy, szorstki, nieprzyjemny, złośliwy. Mogła wiele wymieniać. Z resztą ? Takiego go poznała. ?Jak on mnie wtedy wkurzał? ? pomyślała, ale dopiero później odkryła jego drugą twarz. Jego pozytywne oblicze. Już wiedziała, że potrafi być czuły, troskliwy, dobry, przyjacielski, oddany, zabawny, ciepły. Uśmiechnęła się na tę myśl. Miał tyle samo zalet co wad. I wiele razy to odczuła. Podeszła do jego biurka i oparła się o nie dłońmi. Z zamyślenia wyrwała ją Dorota.
-O, Marek dobrze, że już wróciłeś. Bitner ? - Przerwała widząc przyjaciółkę. Lekko zakłopotana wyjaśniła: - O Agata, przepraszam. Myślałam, że to Marek wrócił ? Na twarzy Agaty pojawił się delikatny uśmiech.
-Aha, czyli aż tak jestem podobna do Dębskiego?
-No, jeśli chodzi o charakterki. To taaaak! ? Gawron pokręciła zabawnie głową: - Oboje uparci, pewni siebie i zbyt dumni, ale za to z poczuciem humoru ? Wymieniała z uśmiechem na twarzy: -A co ty tu robisz?
-Yy, szukam spinacza ? rzuciła na poczekaniu Agata patrząc na ten przedmiot leżący w zasięgu ręki. Chwyciła go i uniosła triumfalnie: - O, już mam ? zawołała radośnie. Dorota nie skomentowała tylko spytała:
- O co się znowu pokłóciliście? ? Kiedy ta zrobiła minę pt: ? Nie wiem o co ci chodzi? dodała: - Wybacz, nie dało się nie słyszeć. Chyba były niezłe fajerwerki, co?
-Ba! Bo była niezła ? podpałka? ? zażartowała Przybysz.
-No ja myślę. Dawno tak ostro nie było, chyba co? ? drążyła Dorota: - Co się stało?
-Noo? - Zaczęła nie wiedząc, czy wyjawiać prawdę: - Okłamał mnie. W naprawdę bardzo ważnej dla mnie sprawie i wybuchłam.
-Wszyscy kłamią ? stwierdziła, czym wywołała rozbawienie Agaty.: - Na pewno miał jakiś powód.
-Bronisz go? On mnie okłamał! Ty byś mu za to dziękowała?
-Och, Agata ? odrzekła z politowaniem: - Ja go nie bronię. Powinien być z tobą szczery, ale ? Myślę, że ? - Dorota starała się ważyć słowa: - Myślę, że miał dobre intencje. Nie wiem o co chodzi, ale ? - Przerwała. Dopóki nie pozna sytuacji nie mogła radzić. Zaczęła w miarę bezpieczny sposób: - On martwi się o ciebie. Przeżywasz ostatnio trudny okres. Wiele zmartwień zwaliło ci się na głowę i ... ? Przybysz przewróciła oczami.
-Nie chciał mnie dodatkowo martwić ? Zaśmiała się ironicznie. Widząc znaczące spojrzenie przyjaciółki dokończyła: - Tak to mi tłumaczył. ? wyjaśniła po czym ze znaczną dawką sarkazmu dodała: - Kochany, prawda? Co ja bym bez niego zrobiła ? Udała, że ociera łzę z policzka. Szybko wróciła do powagi. : - Dorota, może i chciał mi pomóc, ale ? - Zająkała się: - Bardziej pomógłby mi, mówiąc prawdę. Całą prawdę! Jak dla mnie nic, go nie tłumaczy!
-Agata! Dlaczego taka jesteś? ? Dorota usiadła w fotelu.
-No jaka? ? Agata usiadła na biurku Dębskiego i założyła dłonie na piersi.
-Ślepa albo głupia. Jeszcze nie wiem. A może i ślepa i głupia? ? Nie dając czasu na odpowiedź kontynuowała: - Chce ci pomóc, chronić cię. Czy ty nie widzisz jak on się stara? Nie widzisz jak on na ciebie patrzy? ? Wymieniała z zaangażowaniem. Miała nadzieję, że coś jej uświadomi. Nawet widząc jak Agata się śmieje, kontynuowała. Nie zniechęcała się: - Zależy mu na tobie! ? Uśmiechnęła się ciepło.
-No naprawdę ? Ironizowała Przybysz. Nie mogła uwierzyć w słowa przyjaciółki. Budziły w niej rozbawienie, chociaż w głębi duszy była szczęśliwa z takiego obrotu spraw. Sama nie była pewna jak odbierać zachowanie Dębskiego. ?To mój przyjaciel. Przyjaciele zawsze sobie pomagają, wspierają, żartują w inny sposób. To normalne? Wmawiała sobie, nie dostrzegając, że faktycznie - adwokat nie patrzy na nią jak na przyjaciółkę, ale jak na kobietę swojego życia, swoich marzeń. Wodzi za nią wzrokiem, a czasami wręcz ją pożera tymi swoimi zielonymi tęczówkami. Owszem, bardzo jej pomagał, wspierał. Był przy niej zawsze, gdy działo się coś złego, wtedy kiedy go potrzebowała. Zawsze potrafił ją rozbawić, wyluzować, sprawić, że zapominała o zmartwieniach. A kiedy potrzebowała spokoju i samotności ? odchodził. Doskonale wręcz, wiedział czego jej trzeba, ale ? Zawsze wracał do Marii, gdy ponosił porażki - uczuciowe, zawodowe ? pocieszał się u Marii, nie u niej. Nigdy nie dał jednoznacznego sygnału, dowodu. Nieraz widywała ich razem, uśmiechniętych. Nie chciała się wtrącać. Usuwała się na bok, co mogło go zniechęcać. To było naprawdę skomplikowane.
-Agata ? Jest zawsze przy tobie kiedy ? - Uparcie tłumaczyła Dorota.
-Wiem, wiem, wiem. Dorota skończ już! ? Zawołała błagalnie Agata. Nie mogła tego słuchać. To tak, jakby słuchała swoich myśli: - Boże, aleś ty uparta! ? Przybysz wstała spuszczając ciężko ręce wzdłuż bioder. :- Podziękuję mu za troskę i będzie ok? ? spytała, choć wcale nie zamierzała tego robić.
-Przeproś go. Zdaje się, że nie byłaś dla niego zbyt miła. Ale podziękować też powinnaś.
-Ha ha! ? szydziła: - Jeszcze czego! On mnie okłamał, a ja mam go przepraszać. No mówię że! ? prychnęła kierując się do swojego gabinetu. Dorota odkręciła się w stronę przyjaciółki i zawołała:
-Mało, że ślepa to jeszcze uparta i dumna. No mówię, że! ? zaśmiała się.: -Wiesz, że gdybym nie miała Wojtka, to bym się za niego brała?
-To samo mówiłaś o Maćku. Mam się zacząć martwić o Wojtka? Och, Dorotka, Dorotka ? Ciemnowłosa pokiwała głową, po czym zniknęła w swoim królestwie, zostawiając rudowłosą z promiennym uśmiechem na twarzy.

***

Kiedy wieczorem piła swój ulubiony sok, przeglądając jeszcze akta usłyszała pukanie do drzwi. Upiła łyk soku i wstała. Poprawiła spodnie i bluzkę i poszła otworzyć. Kiedy przez wizjer zobaczyła Dębskiego zawahała się. Może i chciała żeby sobie wszystko wyjaśnili, ale nie była pewna czy chce to robić już dzisiaj, teraz. Z resztą widząc lekko chwiejącego się przyjaciela, nie wierzyła w jego szczerość.
-Agatka! Otwórz, wiem, że tam jesteś. Musimy porozmawiać ? Usłyszała przez drzwi jak przyjaciel walczył z jąkaniem. Nie odezwała się. : -Chciałem Cię przeprosić. Otwórz ? powiedział pewniej, wyraźniej. Oparła się o drzwi myśląc co robić. Walczyła ze swoją dumą. :- Agatka! ? usłyszała cichy, ciepły głos. Jednym gwałtownym ruchem otworzyła zamki a następnie drzwi. Zobaczyła uśmiechniętą twarz przyjaciela. Opierał się dłonią o ścianę, lekko chwiejąc się na nogach. Stanęła na środku, by zatarasować mu drogę: - To, co? Wpuścisz kłamczuszka do środka?- uśmiechnął się zawadiacko ciesząc się z odniesionego sukcesu.
-Pogadamy jak będziesz w pełni świadom tego co mówisz ?powiedziała oschle. Cofnęła się i próbowała zamknąć drzwi, lecz Dębski zatrzymał je dłonią, jęcząc coś pod nosem.: - Dobranoc ? powiedziała pewnie , po czym mocno pchnęła wrota, tworząc barierę miedzy nimi. Marek oparł dłoń o framugę i spuszczając głowę w dół, westchnął. Agata po drugiej stronie oparła się plecami o drzwi i czekała aż odejdzie. Lecz on jeszcze przez jakiś czas stał i dawał o sobie znać. ?Uparty osioł? ? pomyślała, po czym wróciła do swoich zajęć, nie zwracając już uwagi na adwokata.


Offline klaaudynka225

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 3
  • Płeć: Kobieta
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #127 dnia: Czerwiec 19, 2013, 16:31:47 »
Aduśka to jest boskie!!! Już się nie mogę doczekać kolejnej części. Mam nadzieję, że pojawi się jak najszybciej.  <niecierpliwy>

Offline Karo

  • Margatoholiczka :D
  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 169
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #128 dnia: Lipiec 16, 2013, 10:24:02 »
Dawałam już te opowiadanie w społeczności fanów "Prawa Agaty", ale postanowiłam, że tu też dam. A co tam? :D
Jak na razie macie 1 część. Życzę miłego czytania ;)


I.
- Wychodzę za mąż!- usłyszała czarnowłosa, w momencie kiedy czytała z ciekawością kodeks karny. Zaskoczona upuściła książkę na podłogę i szybko się odwróciła w stronę przyjaciółki.
- Żartujesz?- odparła- Pierwszy kwietnia był tydzień temu! Coś się stało?
Dorota usiadła obok przyjaciółki, która schyliła się po książkę.
- Właśnie nie. To najprawdziwsza prawda!
- A z kim to, jeśli mogłabym wiedzieć? A w sumie? niech zgadnę. Ten gitarzysta z sąsiedniego akademiku? Jak jemu? Wojtek?- od razu poznała.
- Jak ty dobrze znasz mojego chłopaka!- roześmiała się rudowłosa.
- Trudno nie było! Nie miałaś ich wielu- zauważyła.
- Ty też, bo jedynie twoim obiektem westchnień był Maciek?
- Stare dzieje! Jeszcze czasy licealne- szybko odparła- Ale dobra! Wróćmy do ciebie. Skąd ten pomysł? Przecież się znacie ledwo dwa miesiące!
Dziewczyna przez chwilę zamilkła. Bała się powiedzieć przyjaciółce powód szybkiego zamążpójścia.
- Hej! Dorota!- Przybysz szturchnęła ja lekko, jednak ona dalej była cicho.
- Możemy gdzie indziej?- w końcu się odezwała, wstając.
- Ok, ale po wykładzie, dobra?
- Jasne, jasne?- odpowiedziała cicho i obie ruszyły w stronę auli...

W trakcie przerwy obiadowej, dziewczyny poszły porozmawiać do pobliskiej kawiarenki. Zamówiły po kawie i ciastku, po czym usiadły przy stoliku, koło okna. Dorota nerwowo dłubała widelczykiem sernika, a Agata nie mogła już znieść tej błogiej ciszy. Już nabierała powietrza, by coś powiedzieć, jednak Dorota była szybsza.
- Jestem w ciąży!- usłyszała Agata. Z wrażenia upuściła łyżeczkę na talerz i złapała się za głowę. Spojrzała się zszokowana na przyjaciółkę, a ta odparła:
- Wiedziałam, że tak zareagujesz!
- No? Każdy by tak postąpił- w końcu wypaliła przyszła pani mecenas- Czemu wcześniej o tym mi nie powiedziałaś?
- Dowiedziałam się wczoraj wieczorem. Od kilku dni spóźnia mi się okres i zrobiłam sobie ten test. Wynik pozytywny! Ty wiesz, jacy są moi rodzice? Bałam się powiedzieć Wojtkowi, ale on się ucieszył i zaproponował, byśmy wzięli ślub- opowiadała. Po jej słowach, Agata złapała rękę przyjaciółki, po czym odparła:
- A co ze studiami? Planami na przyszłość? Co z aplikacją?
Rudowłosa westchnęła.
- Będę musiała zrezygnować. Nie wiem, jak to będzie dalej, ale może za kilka lat znowu wrócę? Chociaż nie, nie wiem? Najpierw chcę to dziecko urodzić i wychować?
- Rozumiem?- posmutniała Agata- Ale pamiętaj, że zawsze będę twoją przyjaciółką no i możesz na mnie liczyć, co nie?- uśmiechnęła się lekko.
- Ale zgodzisz się zostać świadkową?- zapytała się słodko.
- Oczywiście!- zgodziła się szybko, przytulając się do szczęśliwej Doroty...

Agata wchodziła schodami na czwarte piętro budynku. Zdyszana szła w stronę drzwi, znajdujące się na samym końcu długiego korytarza. Prawie że w każdych ominiętych drzwiach dało się usłyszeć odgłosy świetnie bawiących się studentów. W piątki najczęściej odbywały się głośne imprezy, także i w jej akademiku. Kiedy już się znalazła obok właściwych drzwi, gdzie usłyszała charakterystyczny dźwięk elektrycznej gitary, chwilę się zastanawiała, czy na pewno zapukać. W końcu zbliżyła ściśniętą pięść do przedmiotu obok framugi i wydała kilkakrotne dźwięki. Granie instrumentu ucichło. Po chwili usłyszała przekręcanie zamku od drzwi i ujrzała lekko rozczochranego chłopaka, z gitarą na ramieniu.
- Agata? A co cię tu do mnie wprowadza?- zapytał Wojtek.
- Też się cieszę, że cię widzę!- odparła na przywitanie- Przyszłam porozmawiać. Mogę wejść?- spytała.
- Jasne!- odparł, puszczając kobietę do środka- Od razu sorry za bałagan. Nie mam nigdy czasu na sprzątanie- szybko ogarnął ciuchy, powalające się na podłodze, krzesłach i łóżku.
- Nie szkodzi- Agata usiadła na fotelu- Chyba się domyślasz, skąd ta moja niecodzienna wizyta?
- Chodzi o Dorotę?
- Bingo!- odparła żartobliwie- W sumie to chciałam ci tylko coś oznajmić.
- No to słucham- również usiadł.
- Znam Dorotę już jakiś czas i ona jest dla mnie, jak siostra. Chciałabym, abyś wiedział, że jest to bardzo delikatna osoba i jeżeli ją skrzywdzisz, lub zostawisz samą z maluszkiem, to obiecuję, że tego tak nie zostawię! Dobrze, że zdecydowałeś się na ślub, ale musisz dorosnąć, bo być głową rodziny nie jest takie łatwe, jak się wielu facetom wydaje. No? to już chyba tyle- skończyła swoją wypowiedź.
- Nie musisz się o Dorotę bać. Będę wzorowym mężem i ojcem. A co do mojego szalonego charakteru to trudno będzie go zmienić. Ale spokojna głowa! Poradzę sobie- odparł, wstając- Napijesz się czegoś?- spytał.
- Dzięki! Chciałam tylko, byś wiedział. Będę się zbierać. Cześć!- również wstała i kierowała się do drzwi.
- Agata!- usłyszała jeszcze męski głos. Szybko się odwróciła.
- Kocham Dorotę i obiecuję, że noc jej nie będzie. Zresztą ja zawsze marzyłem o małym bachorze i już nie mogę się doczekać, kiedy ono się urodzi.
- Wierzę ci!- Agata się uśmiechnęła- Ale chciałam, żebyś wiedział.
- Nie ma sprawy! Widzę, że jesteś przywiązana do mojego Króliczka i szanuję to.
- No i wyjaśnione. Trzymaj się!- odparła na pożegnanie i wyszła, oddychając z ulgą...

Decyzja Doroty o rzuceniu studiów dla zamążpójścia nie spodobała się jej rodzicom, tym bardziej wieść, że zostaną dziadkami, jednak wiedzieli, że ich córka jest już dorosła i to jej problem. Po poznaniu przyszłego męża, zaakceptowali go dla dobra ich jedynej córki i wnuka. Dziewczyna obiecała, że za jakiś czas wróci do nauki i skończy studia. Minęły 3 miesiące. W końcu nadszedł długo oczekiwany dzień. Agata już dzień wcześniej nocowała u przyjaciółki, gdyż jako świadkowa przygotowywała siebie i pannę młodą na ten ważny dzień. Z zadowoleniem patrzyła na promienną twarz Doroty, która paradowała po całym pokoju, w skromnej sukni ślubnej. Sama Agata wyglądała bardzo uroczo. Błękitna sukienka do kolan, na ramiączkach idealnie pasowała do koloru jej oczów. Jeszcze lekko podkręcone włosy i ten prześliczny uśmiech, widniejący na twarzy? Obie panie wyglądały bardzo uroczo.
- Jesteś śliczną panną młodą!- odparła Agata, dając bukiet malutkich, białych różyczek.
- Czuję się bardzo szczęśliwa? Jestem pewna, że z Wojtkiem całe życie będzie cudowne!
- I tego wam życzę- przytuliła mocno przyjaciółkę, po czym pogładziła jej lekko zaokrąglony brzuszek.
- Ciocia jest dumna z twojej mamusi!- powiedziała niskim głosem do maluszka.
- Ty też będziesz szczęśliwa- Dorota spojrzała się na dziewczynę, która na te słowa lekko posmutniała.
- Czy ja wiem? Jakoś mnie nie ciągnie do facetów. Wystarczy jeden, nieudany związek i już wiem, że tak będzie za każdym razem? A ja nie chcę cierpieć przez głupie, nieudane związki. Już bardziej wolę życie w samotności?
- Oj, przestań! Ty też znajdziesz tego jedynego! Będzie dobrze!- przytuliła Agatę.
- No dobra! Dosyć tego mojego trajkotania. To jest twój dzień i ty tu jesteś najważniejsza- wywinęła się z uścisku i poszła po biżuterię.
- Wierzę w ciebie! Za rok, góra dwa będziemy się cieszyć z twojego ślubu!- zawołała przyszła pani Gawron.
- Dobre sobie!- prychnęła, udając obrażoną.
- Kiedyś wspomnisz moje słowa!
- Dobra, masz ten naszyjnik- podała jej błyskotkę i szybko zmieniła temat rozmowy...

Po uroczystym ślubie, rodzina i znajomi pary młodej skierowała się do restauracji na przyjęcie weselne. Zabawa trwała w najlepsze! Nie było mowy o smutnych twarzach wśród zgromadzonych tam osób. Każdy znalazł tam coś dla siebie. Kiedy większa grupa bawiła się na parkiecie, Agata stała przy barze, przyglądając się szczęśliwej przyjaciółce, wirującą dookoła Sali wraz z jej świeżo upieczonym mężem. Co chwila uśmiechała się w stronę Doroty, popijając winem.
- A czemuż to panienka stoi tu tak sama?- usłyszała głos jakiegoś faceta, jak się później okazało- wujka pana młodego.
- A tak jakoś? Lubię tak tu stać- odparła krótko. Wiedziała, że już jest podpity i chciała jak najszybciej stąd odejść.
- To może zaszczyci mnie panienka tańcem?- zbliżał się do kobiety.
- Nie, dziękuję!- zaprzeczyła, wykonując kroki do tyłu. Ten jednak ciągle nalegał.
- Niech panienka się zgodzi! Wiem, że panienka tego chce!- był coraz to bliżej. Agata chciała jeszcze bardziej się oddalić, jednak w ucieczce przeszkodziła jej ściana.
- Niech pan daruje!- burknęła, lecz to nic nie dało. Złapał ją za nadgarstek.
- Proszę mnie puścić!- nakazała.
- Puszczę, jak się panienka zgodzi- odparł coraz to bardziej zdenerwowany. Przybysz miała już wrażenie, że nie ma szans, kiedy usłyszała męsko, stanowczy głos.
- Zostaw ją!
Za wujkiem Wojtka stał wysoki mężczyzna w ciemnych włosach i szarobłękitnych oczach.
- Nie wtrącaj się, facet!- bąknął, jednak tamten siłą go odpędził od Agaty. Niezadowolony odszedł od pary.
- Wszystko dobrze?- spytał się Agaty.
- Tak, tak. Dzięki!- odpowiedziała cicho. Była oczarowana wybawcą, którego już kiedyś spotkała. Była tego pewna!
- Jesteś Agata, prawda?- zapytał kolejno.
- Taaak! Ciebie też powinnam znać?
- Pożyczałem ci raz notatki, jakieś pół roku temu?- odparł, a Agacie olśniło.
- No tak! Na wykładach też ciebie często widuję! Masz na imię Mirek?
- Marek- poprawił- Ja też ciebie często widywałem. Jesteś najbliższą przyjaciółką Doroty?
- Ano jestem- odpowiedziała- Ty chyba też jakoś lepiej znasz, niż mnie?
- Jej też pożyczałem notatki, ale bardziej to znam Wojtka, bo przez bardzo krótki czas grałem w jego zespole. Byłem perkusistą, ale zimą, na nartach złamałem sobie lewą rękę i przez jakiś czas byłem w gipsie. Zrezygnowałem z grania, bo stwierdziłem też, że to studia są ważniejsze od zespołu.
- Właśnie sobie przypominam, że miałeś gips. Oj ty, niezdaro!- roześmiała się.
- Nie ładnie się tak śmiać z nieszczęścia innych!- odparł, jednak również się roześmiał- To może porwę ciebie do tańca? Co ty na to?- zapytał.
- Z tobą bardzo chętnie!- zgodziła się bez zastanowienia- Lepiej z tobą, niż z jakimś pijaczkiem- dodała wesoło. Marek wziął dłoń kobiety i skierowali się w stronę bawiących się już dłuższy czas weselników. Agata nie spodziewała się, że Marek potrafi tak świetnie tańczyć. Przy nim bawiła się naprawdę bardzo dobrze! Nawet nie zauważyli, że już leci kolejna piosenka. Czuli się w swoim towarzystwie bardzo swobodnie. Tańczącą parę obserwowała Dorota. Uśmiechnęła się do siebie i zwróciła się do męża.
- Zobaczysz! Kiedyś będziemy tańczyć właśnie na ich weselu.
- Nie za prędko na te przemyślenia?- odparł Wojtek, również się przyglądając Agacie i Dębskiemu.
- Kiedyś wspomnisz moje słowa, kochany!- roześmiała się i wrócili do tańca.

Po czwartej piosence, Agata jęknęła.
- Litości! Na razie dość! Chodźmy się napić, lub coś?
- No dobrze- zgodził się- Ale obiecuj, że jeszcze to powtórzymy.
- Ok, ale chcę teraz odpocząć- zgodziła się, dysząc. Oboje ruszyli do baru i zamówili po pięćdziesiątce.
- Zdrowie pary młodej!- wykrzyknęła Agata, podnosząc kieliszek w górę. Marek również zrobił to samo, co Agata, po czym było słychać dźwięk kieliszków i łyknęli jego zawartość, lekko się krzywiąc. Popili sokiem i wrócili do rozmowy.
- Fajny z ciebie gość!- usłyszał Dębski od Agaty- Od dawna nie rozmawiałam tak swobodnie z facetem. Również i z wykładowcami jest się trudno dogadać, nawet jak próbuję ich uwieść- po chwili ugryzła się w język. Przez alkohol, który nieźle już buzował w jej krwi, pozwolił jej na większą prawdę.
- No, proszę! Nie spodziewałem się takiego kroku z twojej strony!- roześmiał się Marek.
- Ale to raz, góra dwa! Słowo honoru!- szybko się poprawiła.
- No dobrze! Mów, jak uważasz. I tak będę miał w myślach więcej razy- dalej się śmiał.
- Palant!- bąknęła.
- A dziękuję bardzo, staram się!- nadal mu humor nie odpuszczał- To może jeszcze po kieliszeczku?- zaproponował.
- Proszę bardzo!
Zamówili ponownie po pięćdziesiątce i wypili za jednym zamachem.
- Pierwszy raz spotkałem kobietę, która pije, jak prawdziwy facet- wyznał zgodnie z prawdą.
- Naprawdę?- udawała zaskoczoną- A ja, proszę ciebie widziałam więcej takich dziewczyn, ale one są z mojego miasta, więc pewnie tak to już jest w Bydgoszczy.
- Jesteś z Bydgoszczy?- zapytał.
- Ano jestem. A co?
- Agata z Bydgoszczy? Zawsze chciałem tam pojechać i odwiedzić?
- Jak chcesz to możemy tam razem pojechać. Nawet i za tydzień?- zaproponowała, chociaż znowu się ugryzła w język, gdyż nie zna go aż tak bardzo, by już go zapraszać na swoje strony.
- Jeżeli to nie problem, to z miłą chęcią- zgodził się szybko. Agata lekko się uśmiechnęła, jednak też i myślała, czy to na pewno jest dobry pomysł. Szybko jednak zapomniała o zmartwieniu, kiedy Marek ponownie zaproponował jej wspólny taniec.
- Chwilę odpoczęliśmy, a ty mi obiecałaś- przypominał, wyciągając rękę w jej stronę.
- No dobrze! Jak pan sobie życzy- podniosła się z krzesła i podała jemu rękę. Tym razem leciała spokojna piosenka. Na parkiecie stało kilka par, którzy byli przytuleni do siebie i lekko się kołysali. Agata i Dębski stanęli na środku i zastanawiali się , co dalej. W końcu Marek objął jedną ręką jej dłoń, a drugą ręką, talię i zaczął delikatnie ją kołysać w rytm piosenki, graną przez orkiestrę. Agata rozpłynęła się w jego silnych ramionach, lekko opierając głowę o bark. Zamknęła lekko oczy i uśmiechała się do swoich myśli, które były prowadzone właśnie do mężczyzny, z którym teraz tańczyła. On miał coś takiego w sobie, że od razu go polubiła.
"O nie! On jest świetny, jako kumpel, z którym można rozmawiać na każdy temat. Nic więcej! Żeby tylko się nie zauroczyć! Agata, skup się!"- karciła się kobieta w myślach. Nie wiedzieli nawet, kiedy jej obie ręce wylądowały przy jego szyi, a dłonie mężczyzny objęły jej biodra. Tańczyli tak, patrząc sobie głęboko w oczy. Znowu Agata się rozmarzyła. W życiu nie widziała tego boskiego spojrzenia u mężczyzny. To było coś niesamowitego!
"Stop! Agata!"- znowu krzyknęła w myślach, jednak nie potrafiła. To on tak na nią działał!
Również i Marek rozmarzył się, przyglądając się partnerce do tańca i wspólnej rozmowy. Nie od dziś był zainteresowany tą osobą. Już chciał do niej zagadać na wykładach, ale bał się jej reakcji. Jak się jednak cieszył, kiedy raz go poprosiła o notatki z pewnych zajęć i jak chciał ją wtedy zaprosić na kawę, czy też na coś innego, jednak szybko stchórzył i się wycofał. Na weselu, widząc ją z facetem, który niemile dobierał się do niej, pomyślał, że to jest jedyna szansa, by zagadać i przy okazji pomóc. Nie wiedział, że to tak szybko pójdzie. Był szczęśliwy, że tańczy z kobietą, o której myśli już bardzo długi czas. Kiedy piosenka się skończyła, Marek zaproponował Agacie wspólną przechadzkę po okolicy. Kobieta zgodziła się bez zaprzeczeń i szybko wyszli z Sali, gdzie nadal się bawili weselnicy?
W pobliżu restauracji był park, więc postanowili się tam wybrać, by potem zdążyć przed północą, na oczepiny. Powoli szli wzdłuż dróżki, która była lekko oświetlona latarniami. Rozmawiali praktycznie o wszystkim. O dzieciństwie, o pierwszych dniach w szkole podstawowej i liceum, czyli same dobre i złe chwile, pierwsze sukcesy i porażki, pierwszych przyjaciół i ich pierwsze miłości. Potem temat się potoczył na ich wspólnych wykładowców. Co jakiś czas śmiali się z zabawnych sytuacji na wykładach i poza nimi. W swoim towarzystwie czuli się bardzo swobodnie i chcieli, aby ta chwila trwała całą wieczność, chodź wiadome było, że to nie jest ostatni raz, kiedy ze sobą rozmawiali. Zbliżając się z powrotem do restauracji, Marek się zapytał.
- A może lepiej odpuśćmy te oczepiny. Nie lepiej jeszcze trochę pospacerować?
- Jestem świadkową- wytłumaczyła- Więc niestety muszę być. Nie ma zmiłuj się. Ale możemy jeszcze później, dobra?
- Ok- zgodził się trochę niechętnie, ale cóż miał zrobić?
Wchodzącą parę zauważyła Dorota.
- No w końcu! Myślałam, że nie dojdziesz do północy!- zwróciła się do Agaty- Widzę, że się zakolegowałaś z Markiem?
- Ano tak się złożyło, że znaleźliśmy wspólny język- odparła kobieta, co chwila odwracając wzrok w stronę Marka, który się do niej lekko uśmiechał.
Wybiła północ. Był to czas na złapanie welonu panny młodej i muszki pana młodego. Agata pomogła zdjąć welon Dorocie i podała przyjaciółce, po czym prędko chciała ruszyć na bok, bo nie chciała uczestniczyć w łapance.
- Agata, ty chyba żartujesz?- zawołała Dorota- Nie ma mowy, byś odchodziła! Do kółka raz, dwa!- rozkazała.
- Kochana, nie bawią mnie takie zabawy- odparła szybko.
- Zrób to dla mnie! To moje wesele i to ja tu rządzę- uśmiechnęła się promiennie, a Agata nie miała już innego wyjścia i stanęła obok innych pań. Ujrzała trochę dalej Marka, który nadal się do niej uśmiechał. Pokazał swoje ściśnięte kciuki, które były znakiem dopingowania na Przybysz. Agata tylko pokazała mu język i również się uśmiechnęła. Prowadzący dał znak orkiestrze, by zaczęli grać. Wszystkie obecne w kółku panny, wdowy i rozwódki zaczęły kręcić dookoła panny młodej, która miała zakryte oczy i lekko się poruszała w rytm wesołej melodii. Marek wesoło zaczął krzyczeć ?Agata! Agata!?, ciągle trzymając kciuki. Tamta zdążyła tylko wykrzyknąć do Marka "Uduszę cię!" kiedy nagle muzyka ucichła i niespodziewanie w jej stronę leciał welon. Szybko go złapała i usłyszała głośne klaskanie w jej stronę. Również podszedł i wodzirej, mówiąc do mikrofonu:
- A oto nasza nowa panna młoda! Co za zbieg okoliczności, że właśnie świadkowa. Brawa dla pani Agaty!
Przybysz była ciągle zaskoczona, bo miała nadzieję, że jednak nie złapie. Dorota podeszła do przyjaciółki i pomogła jej założyć welon.
- No widzisz? Szczęście ci jednak przyszło- odparła wesoło.
- Weź już nic nie mów!- udawała obrażoną. Do kobiety zbliżył się też i Marek.
- Gratuluję! Liczyłem na ciebie i jak widać trzymanie kciuki nie poszły na marne!
- Ty też nic już nie mów!- bąknęła.
- A teraz zapraszamy świadka, by zdjął muszkę pana młodego oraz kawalerów, wdowców i rozwodników do kółeczka- oświadczył wodzirej. Rozbawiony Dębski od razu się skierował w stronę innych mężczyzn, a Agata jedynie pokręciła głową przecząco, jednak tamten nie słuchał. Zaczęło się to samo, tylko że w wersji męskiej. Agata mocno obserwowała przebieg, modląc się w duchu, by tylko nie padło na Dębskiego. Jakie było jej ogromne zaskoczenie, kiedy jej modlitwy się nie sprawdziły! Muszę złapał Marek!
- No nie no! To jakaś zasadzka?- spytała się nadal niedowierzanie, podchodząc do mężczyzny.
- Raczej szczęśliwy los- odpowiedział krótko, jakby niby nic. Agata tylko zawróciła oczami, a nad nimi ponownie się zjawił wodzirej.
- Oto nowa para młoda! Proszę ich przywitać bardzo, ale to bardzo gorącymi brawami!
Wszyscy zgromadzeni goście zrobili to, co nakazał. Agacie było lekko widać czerwone rumieńce, za to Markowi taka sytuacja się bardzo podobała.
- A mówiłam, że tak będzie?- Dorota spojrzała się z zaciekawieniem na męża.
- No dobra! Zaczynam ci trochę wierzyć- szybko odparł Wojtek, przyglądając się parze- Coś w tym jest, nie powiem że nie- dodał.
- A widzisz? Trzeba się mnie słuchać!- wesoło przytaknęła i zwróciła znów wzrok na parę...
- Zapraszamy teraz nową parę młodą na pierwszy taniec, a następnie to chyba będziemy słodzić wódkę?- zażartował wodzirej.
- Ja nie mam nic przeciwko temu!- Markowi w ogóle nie znikał humor, za co Agata dała mu kuksańca w bok.
- Więc zapraszam jeszcze raz do pierwszego tańca, a słodzenie zostawimy na pańskim weselu- dokończył, dając znak gościom, by ponownie bili brawa. Tak też uczynili. Stanęli na środku pustego parkietu i zaczęła lecieć spokojna piosenka. Trochę spięci zaczęli tańczyć, obejmując się lekko, jak podczas tego ostatniego, spokojnego tańca. Po chwili emocje opadły i oboje uśmiechnięci do siebie swobodnie tańczyli, nie zwracając już uwagi na zainteresowany na ich tłum. Agata już przestała udawać niezadowolenie z takiego losu, bo tak naprawdę była szczęśliwa, że właśnie wyszło, jak wyszło. Mogła znowu być tu z nim blisko. A Marek? On to dopiero był zadowolony, że został z Agatą nową ?parą młodą?, chociaż tego nie spodziewał się wcale. To była niespodzianka, taki prezent od dobrego losu! Skoro tak się stało, to pomyślał, że może później będzie jeszcze lepiej i poczuje się jeszcze szczęśliwszy, niż jest do tej pory...

Offline klaaudynka225

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 3
  • Płeć: Kobieta
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #129 dnia: Lipiec 29, 2013, 12:48:03 »
Karo mogłabyś podać link do tego opowiadania na streemo. Ono jest świetne! :)

Offline Amaranth

  • Art's Souls
  • *****
  • Wiadomości: 1664
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #130 dnia: Lipiec 29, 2013, 13:02:58 »
Karo mogłabyś podać link do tego opowiadania na streemo. Ono jest świetne! :)
Jestem za tym, aby Karo wklejała swoje opowiadanie tutaj ;D

Offline Karo

  • Margatoholiczka :D
  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 169
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #131 dnia: Lipiec 31, 2013, 16:23:33 »
Tylko 2 części napisałam i dodałam na streemo, więc nie ma sensu, by dać link ;pp
Proszę bardzo! :)

II.
Pomimo lekkich obaw, Agata dotrzymała słowa dane na weselu i tydzień później wraz z kobietą, chcąc odwiedzić ojca wybrał się Marek. Zdecydowali pojechać jego samochodem, gdyż Agaty fiat 126-p odmawiał posłuszeństwa. Wyjechali w piątek wczesnym rankiem, by być już w Bydgoszczy przed obiadem. Z początku studenci milczeli. Agata przyglądała się krajobrazowi zza okna, rozmyślając nad tym, jak będą wyglądać te trzy dni w obecności Marka. Jeszcze gorsza byłaby reakcja jej taty na widok kolegi i jego domysły, że pewnie jest jej nowym chłopakiem, bo by bez powodu nie przyjeżdżała do niego, w obecności mężczyzny. Marek zauważył, że Agata już przez dłuższy czas siedzi zamyślona jednak postanowił przerwać to milczenie i sięgnął ręką do radia, gdzie po chwili zabrzmiała typowa piosenka Disco Polo. Agata z lekką złością odwróciła się w stronę Dębskiego, który wesoło kiwał głową w rytm skocznej piosenki.
- Proszę cię! Ja nie przepadam za takim TYPEm piosenki!- odparła załamana.
- Tak? To czemuż to na weselu się bawiłaś właśnie przy tym?- przypominał rozbawiony.
- No skoro niczego innego prawie że nie grali to nic dziwnego! Nie miałam zamiaru przez całe wesele siedzieć i się głupio gapić na innych.
- O ile pamiętam to dopiero ja ciebie, jako pierwszy i ostatni zaprosiłem do tańca, a zaprosiłem już jakiś czas później. Nie jestem aż taki ślepy- nie dawał za wygraną.
- To już od samego początku mnie śledzisz?- spytała lekko zaskoczona.
- Świadkowa panny młodej jest również na weselu ważna, jak i sama panna młoda. Nie trudno było nie zauważyć.
- Ok. Jak sobie chcesz. Teraz to wyłącz!- rozkazała.
- Ale to moja ulubiona piosenka!- odparł będąc nadal rozbawiony.
- Nie obchodzi mnie to! Natychmiast!
- Proszę! Niech się chociaż to skończy- błagał, udając płacz.
- Ech? Faceci?- odparła tylko, a Marek promiennie się uśmiechnął i zaczął nucić tą piosenkę, co nie pozostało to w niezadowoleniu kobiety, która po chwili również zaczęła się uśmiechać.
Po trzech godzinach drogi, byli już na miejscu. Kiedy dojeżdżali do domu ojca Agaty, dochodziło przedpołudnie. Już przy drzwiach czekał na nich pan Przybysz, z koszem jabłek.
- No, proszę! Widzę, że się uzbierało sporo po dwóch miesiącach!- odparła Agata, wychodząc z samochodu.
- Ano sporo- odpowiedział, otwierając furtkę i przytulając jedyną córkę- Widzę, że nie przyjechałaś sama- dodał, kiedy zauważył Marka, który wyciągał z bagażnika torby Agaty.
- A tak się złożyło, że chciał zobaczyć nasze miasto- szybko wytłumaczyła.
- Oj, nie żartuj! Od razu powiedz, że chcesz, bym poznał mam nadzieję, mojego przyszłego zięcia- od razu przeszedł do sedna. Agata przeczuwała, że tak będzie już od samego początku. Marek oczywiście się roześmiał z tych słów oraz z miny Agaty.
- Tato! To nie jest mój chłopak- szybko odparła próbując ratować sytuację.
- Tak, zgadzam się. Jestem tylko kolegą ze studiów- mężczyzna postanowił pomóc- Ale może kiedyś?- zażartował, przez co od Agaty otrzymał porządnego kuksańca w bok.
- No mam taką nadzieję- roześmiał się starszy mężczyzna- Andrzej Przybysz- przedstawił się, podając rękę.
- Marek Dębski. Miło mi pana poznać- oznajmił uścisk, nadal się uśmiechając.
- Wchodźcie, dzieci! Pewnie jesteście zmęczeni po podróży- zaprosił studentów do domu.
- O dziwo nie- wtrąciła się Agata i ruszyła w stronę drzwi, za to Marek pomógł wziąć kobiecie torby i również wszedł do środka.
- A pan Marek nie ma bagaży?- zdziwił się Przybysz.
- Zanocuję w hotelu. Nie będę przeszkadzać- odparł szybko Dębski.
- Nie żartuj! Nie będziesz w ogóle przeszkadzać. Zanocujesz w pokoju gościnnym, skoro nic was jeszcze nie łączy?
- Nic by się nie stało, gdybyśmy spali w jednym pokoju- Marek znowu zażartował, a Agata tylko zawróciła oczami.
- I tak byś się nie zmieścił ze mną w tym małym łóżku- szybko zauważyła.
- Zaryzykowałbym- puścił jej oczko, a Agata wciąż niezadowolona, lecz również rozbawiona sytuacją pokazała mu język.
- Jestem w trakcie przygotowania obiadu, więc może pomożecie?- zaproponował Andrzej, rozbawionych przyszłych adwokatów.
- Bardzo chętnie!- odpowiedział szybko za Agatę, Dębski.
- Wspaniale! Zacznijcie więc obierać ziemniaki, a ja zajmę się pomidorówką.
- Tata robi najlepsze na świecie- wyszeptała koledze zadowolona Agata.
- O! To już się nie mogę doczekać- Marek założył podany przez kobietę fartuszek. Agata na ten widok mocno się zaśmiała.
- No, Mareczku! Wyglądasz, jak prawdziwa pani domu!
- Dobra, nie jest to czas na komplementy- Marek pomimo to był rozbawiony tym wszystkim. Siedzieli oboje przy stole, obierając młode ziemniaki. Agacie wychodziło to bardzo dobrze. Gorzej z Markiem, który odkrajał ze skórką prawie że połowę środka.
- Oj, no jak ty to kroisz?- Agata wzięła od niego nóż- Po prostej linii ma to iść i sama skórka! O, właśnie tak!- pokazała sposób idealnego obierania, jednak ten i tak nie załapał.
- Wiesz, taka praca nie jest dla mnie. Może zakryję stół, rozniosę talerze, sztućce? Hm?- zapytał.
- No dobrze. Może tak będzie lepiej- odparła po chwili zastanowienia- Tylko niczego nie potłucz!- od razu ostrzegła.
- Nie musisz się bać- uspokajał- Tylko powiedz, które.
- Chodź, dam ci je- wstała w końcu z krzesła i wyszli do dużego pokoju.
- Tu masz obrus, tu talerze? Tylko nie te ze złotymi wzorkami, bo one są na święta. Wyjmij te. O to to właśnie!- uśmiechnęła się, a Marek wyjął zestaw namalowany po brzegach w kolorowe listki- No? A sztućce ci doniosę, jak skończę, ok?
- Jak pani sobie życzy, Madame- mruknął słodko do kobiety, która lekko się uśmiechnęła.
Z przygotowaniem obiadu poszło szybciej, niż mogło się wydawać. W końcu zasiedli w trójkę do stołu i zaczęli jeść pomidorową, przygotowaną przez pana Przybysza.
- Agata miała rację- po chwili odezwał się Dębski- Jest to najlepsza pomidorowa, jaką w życiu próbowałem.
- Miło mi, że tobie smakuje- odparł zadowolony Przybysz, po czym przeszedł do zadawania pytań na temat córki i Marka- Jesteście z jednego roku?
- Tak, tak. Z jednego roku i z tego samego kierunku- odpowiedział Marek co chwilę zerkając na Agatę.
- Tylko wtedy nie za dobrze się znaliśmy. Jedynie z widzenia i kiedy Marek raz mi pożyczył notatki- dodała kobieta.
- A kiedy to się zmieniło?- ponownie zapytał.
- Na weselu Doroty, naszej koleżanki również z jednego roku- odparł Dębski.
- Tak, Agata opowiadała mi już kiedyś o niej- lekko się wtrącił Przybysz, jednak dał mu dalej mówić.
- Tak jakoś się złożyło, że się spotkaliśmy przy barze i od razu znaleźliśmy wspólny język. A potem?
- Marek, proszę cię!- Agata już wiedziała, co chce wyznać.
- Agatko, nie przerywaj Markowi- zwrócił się do niej ojciec.
- A potem dobrym trafem na oczepinach zostaliśmy nową parą młodą. Agata złapała welon, a ja muszkę- dokończył zadowolony, a Agata miała zamiar go zabić wzrokiem.
- No, proszę!- odparł Andrzej- To może wkrótce będę miał w końcu zięcia.
Agata chciała jak najszybciej zapaść się pod ziemię i pociągnąć za sobą Dębskiego.
- Dobra, dobra! Na męża będzie jeszcze okazja. Na razie studia najważniejsze- odparła szybko Agata, chcąc skończyć już ten temat.
- A twoja rodzina, Mareczku?- spytał, a Agata odetchnęła z ulgą.
- Mama pracuje, jako krawcowa. Młodszy brat jeszcze chodzi do szkoły- odpowiedział, chociaż nie miał zamiaru opowiadać o jego rodzinie. Nie lubił tego.
- A ojciec?- Andrzej jednak nie dał za wygraną. Na te słowa, Dębski opuścił głowę. Jego mina nie wyglądała wcale na wesołą.
- Nie żyje od trzech lat? To długa historia. Nie chcę o tym mówić.
- Rozumiem?- westchnął również smutno, przypominając o swojej żonie- Mama Agatki zmarła po ciężkiej chorobie, kiedy ona była jeszcze mała, więc wiem, jaki to jest ból i cierpienie po stracie kogoś ukochanego.
- Bardzo mi przykro?- odparł Marek.
Agata tylko spojrzała się na mężczyzn i tylko pokręciła głową.
- Coś się za smutno zrobiło. Może zmienimy temat?- zaproponowała.
- Świetny pomysł!- szybko poparł jej ojciec.
Dalsza część obiadu przebiegała już weselej. Co chwila rozbrzmiewał w domu śmiech, spowodowany wesołymi historiami z dzieciństwa Agaty, które sama ona nie znała, albo też znała, tylko nie chciała je znowu słyszeć, ani żeby nikt inny nie słyszał. Kiedy Przybysz poszedł do kuchni po deser i kawę, Marek co chwila droczył się za koleżanką, przez co kobietę rozlewał czerwony rumieniec.
- W tej chwili nie czekam na nic innego, niż na poznanie twojej matki i twoich opowieści- w końcu odparła Przybysz, dopijając do końca kompot z truskawek.
- Oj, nie chciałabyś wiedzieć!- od razu bąknął Marek, ciągle się śmiejąc.
- A właśnie, że chciałabym! Pewnie było to tak: Mały Mareczek ze smoczkiem na buzi i aksamitną pieluszką na pupci raczkuje po całym domu i nie pozwala się łapać, sprytnie uciekając pod łóżko. Albo nie! Może oszczędźmy tą pieluszkę, dobra?- wybuchła śmiechem, a po chwili dostała kopniaka w kostkę.
- Ałaa! Chyba ty masz wprawy w piłce nożnej!- jęknęła, lekko masując nogę.
- W sumie to w liceum koledzy mówili, że powinienem się zapisać do naszej reprezentacji- przypomniał Dębski.
- Dobrze mówią!- odparła- Może byśmy w taki sposób w końcu wygrali?
- Oj, nie rozpieszczaj mnie takimi słowami- udawał zawstydzonego- Ale dziękuję za taki piękny komplement- ku zdziwieniu Agaty, Marek energicznie objął jej rękę i musnął jej dłoń.
- Dobra, dobra! Nie przesadzaj z tymi czułościami!- zabrała mu szybko rękę, którą tamten nie chciał puścić.
- Strasznie oschła jesteś!- westchnął rozbawiony.
- A ty za zbyt bardzo szarmancki- odparła, pokazując mu język.
W tym samym czasie do salonu wrócił ojciec Agaty z nakrojoną szarlotką i filiżankami kawy na tacce.
- Dobra, dzieci. Skończycie się kłócić po deserze- odparł do studentów.
- Dobrze, tato!- Agata lekko się uśmiechnęła, po czym puściła oko do Dębskiego, szepcząc: ?Po kawie idziemy na miasto, tylko przygotuj się!?
Marek również się uśmiechnął i już się nie mógł doczekać. Jednak nie wiedział, że Agata szykuje mu prawdziwą męczarnię. Po kawie młodzi ruszyli w stronę rynku, który od domu był oddalony jakieś 2 kilometry. Co ciekawe, mieli tam iść na pieszo. Dębskiemu wydawało się, że nie będzie tak źle, jednak nie sądził, że Agata specjalnie wydłuży tą podróż i pójdą przez setki skrętów, kiedy to normalnie mogliby pójść prosto. Wtedy metry bardziej się dłużyły, a Marek zaczął odczuwać zmęczenie. Agacie ten fakt bardzo bawił i miała zamiar jeszcze bardziej go wymęczyć, kiedy zaproponowała wspólne bieganie.
- Kobieto! Nie widzisz, jaki jestem zmęczony?- ledwo wydusił mężczyzna- No i do tego te słońce? Niemiłosiernie parzy!
- Trzeba było wziąć ze sobą czapkę- odparła, specjalnie poprawiając własne nakrycie na głowie, by się z niego nabijać- No i jeszcze się posmarować kremem? Nie chcę słyszeć potem wieczorem jęków. Tu jest ławka!- wskazała w prawą stronę- Ciesz się, że wzięłam ze sobą, bo byłaby heca.
- Oj, dobra! Lepiej mi to nakładaj, bo już czuję, że mnie łapie!
Marek usiadł na ławce i delikatnie podniósł koszule do góry, przez co Agata mogła dostrzec umięśnione ciało mężczyzny, które było już lekko opalone. Usiadła tuż za nim, po czym wycisnęła z tubki trochę kremu i zaczęła nakładać na ramię, a następnie na plecy mężczyzny. Robiła to tak delikatnie, bojąc się tego, że zrobi mu krzywdę, chociaż po chwili pomyślała, że to przecież niemożliwe, chociaż? Nie, nie! Przy sobie nie posiada jakiś ostrych narzędzi, czy tym podobne. Marek czując na swoim ciele jej dłonie zauważył, jakie są one delikatne i przemiłe w dotyku. Żadna inna kobieta, z którą się spotykał nie miała takich, jak ona. Przy Agacie czuł się, jak ryba w wodzie. To było bardzo przyjemne uczucie. Zamknął oczy i wyobrażał sobie siebie, leżącego w wygodnym łóżku, a za nim siedziała Agata i wykonywała mu relaksujący masaż. Po chwili odwraca się brzuchem do góry i pociąga kobietę ze sobą, po czym skrada jej słodki, pełen miłości pocałunek...
- No dobrze! Już starszy- jego rozmyślenia przerwał kobiecy głos. Otworzył oczy, założył z powrotem koszulę i odwrócił się w stronę Agaty.
- Dziękuję!- odparł.
- Naprawdę, nie masz za co mi dziękować- Przybysz lekko się uśmiechnęła. Marek oczywiście to oznajmił. Chciał objąć jej dłoń, leżącą na ławce, jednak nie zdążył, bo ta szybko ją podniosła.
- To co? Idziemy dalej?- spytała.
- T? tak!- odpowiedział lekko zawiedzony. Wstał z ławki i podążył za kobietą. Po pół godzinie byli już w miejscu docelowym. Z nieba lał się nadal żar, więc postanowili pójść się ochłodzić do pobliskiej fontanny.
- Może kupić coś do picia?- zaproponował Marek.
- Przydałoby się. Masz tu drobne i kup wodę mineralną, gazowaną.
- Żartujesz? Chowaj tą kasę, wszystko idzie na mój koszt- oddał szybko jej drobne.
- Marek. Ja nie chcę, byś się przeze mnie zadłużył- odparła troskliwie.
- A co mi szkodzi wydać na dwie butelki wody? Nie kosztuje to przecież fortunę- roześmiał się i odszedł od kobiety, która usiadła na kamiennej ławce, będąc złączona z fontanną i czekała na mężczyznę. Bardzo zainteresował ją widok dzieci, biegające naokoło fontanny, wesoło przy tym krzycząc z radości. Były i niektóre dzieci, które weszły do fontanny i z radością ochlapywały siebie i innych. Od razu sobie przypomniała radosne dzieciństwo, kiedy ona, jako mała dziewczynka codziennie w lato, kiedy było bardzo gorąco przychodziła z rodzicami pod fontannę i ona sama biegała po wodzie, wesolutko przy tym krzycząc. To było jedno z niewielu wspomnień, kiedy pamiętała swoją mamę. Straciła ją, mając zaledwie osiem, czy dziewięć lat. Nie za bardzo pamięta, jak umierała, jednak pamięta dzień pogrzebu, kiedy to bardzo płakała. Babcia ją pocieszała, że teraz mama jest wśród aniołków i jest tam szczęśliwa, i bardzo by chciała, by Agatka nie smuciła się, bo to by bardzo bolało mamę. Jej przemyślenia przerwał dziwny dreszcz, przyszywający się po jej ramionach. Dopiero po chwili zauważyła Marka z dwoma butelkami z zimną wodą.
- Brr? Nie strasz mnie już więcej w taki sposób!- odparła, biorąc od niego jedną butelkę.
- Widzę, że gorąca z ciebie kobitka! Ale ręce masz strasznie lodowate?- zauważył od razu.
- E tam! Zdaje ci się- szybko zaprzeczyła, odkręcając nakrętkę, jednak nie wiedziała, że Marek specjalnie wcześniej potrząsnął butelkę. Efekt? Napój rozlał się po ciele i ubraniach Agaty.
- Niech to jasny szlag trafi!- krzyknęła zdenerwowana, a Marek wybuchnął niepohamowanym śmiechem. Uwagę zwróciło również kilka osób, przebywające w pobliżu.
- To za ten bardzo długi spacer, moja droga!- odparł rozbawiony, jednak Agacie nie było do śmiechu. Rzuciła Dębskiemu chłodne spojrzenie.
- Oj, nie przejmuj się! Szybko ci wyschnie- dodał, lekko otrzepując z niej kropelki wody. Agata spojrzała się przez chwilę na Marka, który się nią "zajmował", a po chwili niespodziewanie również i jego oblała.
- Ej, ej! Co to miało być?- spytał, zaskoczony. Tym razem to Agata się śmiała najbardziej.
- Jak tak to oboje się wysuszymy- odpowiedziała, a Marek po chwili również zaczął się śmiać...


Offline margotka

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 1
Odp: Nasze opowiadania
« Odpowiedź #132 dnia: Styczeń 23, 2014, 19:07:24 »
Nie wiem czy ktokolwiek tu jeszcze zagląda, ale jakiś czas temu coś wypociłam i się podzielę.

 Dzień jak co dzień. Bartek pojawił się w kancelarii jako pierwszy, co oczywiście należało do jego obowiązków. Odebrał pocztę, odczytał e-maile, zaparzył kawę i usiadł za biurkiem przeglądając gazetę, którą wręczyła mu młoda studentka przy Centralnym.
Poranek zapowiadał się spokojnie, w terminarzu zarówno Marek, Agata jak i Dorota mieli sporo wolnego czasu. Pierwsza w kancelarii pojawiła się Dorota. Jak zwykle idealnie uczesana, ubrana i pomalowana. Uśmiech nie schodził z jej twarzy, widać było, że jest szczęśliwa. Pokrzątała się chwile, odebrała pocztę, upiła łyk kawy od Bartka i wyszła z kancelarii nic nie tłumacząc.
Czas leciał, a kancelaria nadal świeciła pustkami. Młody adwokat korzystając z tak dużej ilości wolnego czasu wyłożył nogi na stole i delektował się błogim "nic nie robieniem". Kiedy właśnie zafascynowany czytał recenzję wczorajszego meczu Polska - Portugalia, którego niestety nie mógł zobaczyć ze względu na imprezę rodzinną do kancelarii wpadła zdyszana Agata. - Młody, nie ma czasu na Playboy'a! Do roboty się bierzemy. Szefowa pierwszy raz w swej karierze zaspała do pracy, a to nie wróży nic dobrego! - Z impetem wbiegła do gabinetu, otworzyła laptopa, usiadła na krześle i zastygła."w sumie to nie rozumiem mojego pośpiechu, sama sobie jestem szefem. Dziś moje urodziny, należy mi się wyrozumiałość. Dzisiaj zero spotkań, zero rozpraw. Dzień idealny na udanie się do SPA. Niech w końcu ktoś zatroszczy się o mnie".
-No widzę, że Szefowi również się zaspało. Mecenas Dębski od rana nie pojawił się w kancelarii, choć powinien tu być od jakiś 2 godzin. - przekornie powiedział Bartek, wymuszając uśmiech od ucha do ucha. - a poza tym, na Playboy'a zawsze mam czas, Szefowo!
-Dobra, dobra. Nie gadaj tyle tylko zrób mi kawę i przynieś korespondencję.

Agata zabunkrowała się w swoim gabinecie na cały dzień. Oczywiście plany miała tęgie co do spędzenia swoich urodzin, aczkolwiek zabrała się za porządki w szufladach, segregowanie rozpraw i tak nadszedł czas powrotu do domu. Spokojnie wstała, przeciągnęła się i zdała sobie sprawę, że cały dzień Dębski nie pojawił się w kancelarii. Nie zadzwonił, nie napisał, nie nagrał się na sekretarkę. Z tego co pamiętała akurat nie byli na ścieżce wojennej, więc wydało jej się to co najmniej dziwne. To, że Dorota milczy to rzecz normalna, wolny dzień wykorzystała na Filipa i Zosie.  Zebrała rzeczy do torebki, ściągnęła kurtkę z wieszaka i otworzyła gabinet.
-Bartek! Wycho...
-Sto lat, sto lat niech żyje, żyje nam!
Stała przed nią Dorota z Wojtkiem, Bartek, Marek, Tata. Wszyscy komicznie wyglądający w urodzinowych czapeczkach, balonami w rękach i jej ulubionym szampanem.
-Matko, ale mnie przestraszyliście -ze łzami w oczach wydukała Agata, zdając sobie sprawę jak mało kreatywnie zareagowała. Podeszła do Doroty i zawiesiła się na jej szyi. - To Twoja sprawka, prawda? Zawsze musisz rozgłaszać w koło,że jestem znów rok starsza! - roześmiała się i pocałowała przyjaciółkę w policzek.
- No, Agatko tak się składa, że inicjatorem był Marek. To on od rana spędzał czas z Twoim Tatą poszukując Twojego ulubionego czekoladowego tortu i migdałami.
Agata przywitała się z tatą, podziękowała wszystkim i spojrzała na Dębskiego. Czuła się dość niezręcznie, nie wiedziała jak zareagować, w końcu wszystkich przytuliła, a przed nim tylko stoi i się patrzy. Wiedziała, że cokolwiek zrobi spowoduje jednoznaczne uśmiechy na twarzach gości.
-Dzięki, Marek. Jeśli to naprawdę Ty jesteś inicjatorem tego zbiegowiska to muszę Ci przyznać, że dzięki znajomości ze mną wychodzisz na ludzi. - roześmiała się, przytuliła wspólnika. Czas płynął na błogich rozmowach gdy nagle otworzyły się drzwi kancelarii i do pomieszczenia wszedł nikt inny jak Maria. Perfekcyjna blondynka, o nienagannej urodzie.
- witam wszystkich, przepraszam za spóźnienie, ale ostatnia rozprawa się przedłużyła. Agata, wszystkiego dobrego Ci życzę! Tej miłości prawdziwej, bo przy tej ilości otaczających Cię facetów mających czarną przeszłość, przydałby się ktoś kto Cię obroni! - bezmyślnie rzuciła, śmiejąc się przy tym ni to przyjemnie, ni kąśliwie. Pocałowała Marka na przywitanie i dopiero zdała sobie sprawę, że ojciec Agaty kompletnie nic nie wiedział o jej problemach.
-dziękuję, dziękuję -  odparła Agata i jednocześnie puściła oczko do taty, który ewidentnie się zaniepokoił. - mam nadzieje, że w tym roku poznam mojego księcia na czarnym rumaku, który spłodzi mi szybko potomka i będę spełnioną kobietą sukcesu! - dodała ironicznie, a zarazem wesoło jak to potrafiła najlepiej i nalała wszystkim szampana.
Zadzwonił dzwonek do drzwi. Rozbawieni goście zaczęli podejrzewać, że to zdenerwowani sąsiedzi mają dość hałasów. Marek stał najbliżej drzwi, otworzył je i przed nim stanął ogromny bukiet czerwonych, pięknych róż. Nie było widać kto je trzyma, aczkolwiek był to na pewno mężczyzna w garniturze. Agacie zrobiło się słabo na sam widok. "Co ja mam zrobić. Przecież to Sułecki. Tfu, Ostrowski. A niech go szlag. Jak mam zareagować?!"
-Agatko, wiem, że jestem pewnie ostatnią osobą, którą chciałabyś dziś widzieć, ale proszę daj złożyć sobie życzenia. I przyjmij prezent.
-Chyba sobie żartujesz. Wyjdź stąd i nigdy więcej nie pokazuj się w jakimkolwiek miejscu gdzie będę ja. Rozumiesz?
-Nie rozumiem, nie dałaś mi nawet czegokolwiek wytłumaczyć.
-Wyjdź stąd. Jestem wśród przyjaciół, jakbyś nie zauważył. A ty do nich nie należysz. Psujesz nam zabawę, do widzenia.
-Słyszysz co powiedziała pani mecenas? Do widzenia, tam są drzwi. - wtrącił się Bartek, podchodząc do Rafała.
Słyszałem. - syknął Ostrowski. - Agata, zostawiam kwiaty. W środku jest liścik, proszę przeczytaj go.
-No to się napijmy! -  podsumował Wojtek chcąc rozluźnić atmosferę.
Agata wypiła swoją lampkę jednym łykiem. Rozejrzała się wkoło, doskonale wiedziała, że czeka ją noc spędzona na rozmowach z ojcem. Będzie musiała opowiedzieć wszystko. Ale nie to ją teraz męczyło, zdała sobie sprawę, że oczy wszystkich gości ewidentnie czekają, aż przeczyta liścik znajdujący się między kwiatami. Tylko Marek spoglądał na Agatę inaczej niż wszyscy, jakby przeczuwał co kryje się w kopercie i jak bardzo może to odwrócić jej w końcu poukładane życie.
Dorota widząc co się dzieje zebrała się do domu, podobnie zrobił Bartek. Maria zeszła do samochodu, Marek obiecał zaraz do niej dołączyć.
- Otworzysz tą kopertę, prawda?
- A dlaczego miałabym tego nie robić? Marek, nie martw się. Już żadnych dokumentów podstawionych przez niego nie podpiszę. A poza tym, mógłbyś zostawić mnie i tatę samych? O ile się nie mylę, na dole czeka Twoja ukochana.


Agata całą noc spędziła na rozmowach z Andrzejem. Zrozumiał, wybaczył, przytulił. Wiedziała, że to jedyny mężczyzna w jej życiu warty uwagi.
Została sama w mieszkaniu, podeszła do kwiatów i wyciągnęła kopertę. W środku znajdował się czek wystawiony na sumę 800 tysięcy zł i mała karteczka "Przepraszam. Kocham Cię, Agata."
"Kocham Cię? Co to w ogóle ma znaczyć? Palant. Nie chce od niego żadnych pieniędzy. Pieprzony Hubert, eee Rafał. Nie, jednak Hubert. Dla mnie na zawsze Hubert."
Agata szukała jakiegokolwiek zajęcia, żeby tylko nie myśleć. Całą sobotę miała spędzić sama, bo przecież jest weekend i każdy już ma plany. Zaczęła zdawać sobie sprawę jak bardzo jest samotna...Albo właściwie nie. Nie jest samotna, po prostu całym jej życiem zawładnęła praca. Nie ma znajomych, nie ma przyjaciół. Gdzie są wszyscy ludzie, z którymi studiowała? Odwróciła się od nich jak tylko udało jej się dostać posadę w Prospectrum.
-Tomek! - powiedziała sama do siebie i od razu wybrała numer do kolegii z firmy ubezpieczniowej.
Umówili się na wieczór, na kolację. Przyjacielską kolacje, na której będą rozmawiać, śmiać się i pić dużo alkoholu. Obiecali sobie tylko, że nie padnie ani jedno zdanie na temat jej nagłego odejścia z firmy.
Do momentu kiedy Agata musiała już wychodzić bo na dole czekała taksówka, ubrała i ściągała z siebie z 20 różnych kreacji. "Kobieto, przecież to nie randka. Normalnie, na luzie." W końcu wybrała ulubione obcisłe dżinsy, zwykły biały t-shirt, na który zarzuciła luźny sweter i standardowo - szpilki. Włosy bezwładnie opadały na ramiona, makijaż też wybrała raczej ten delikaty. "Chyba jest OK."

Weszła do restauracji, w której się umówili. Tomek wybierał, upierając się, że to najprzyjemniejsze miejsce w Warszawie, z kameralnym wystrojem, a co najważniejsze serwują najlepsze makarony w mieście. Tomek już czekał przy stoliku, zaraz przy oknie.
- Heej, no w końcu się widzimy! Schudłeś, Tomku! Marniejesz w oczach normalnie! - wypaliła Agata i przywitała się.
- Ty za to jak zwykle wyglądasz nienagannie!
Wszystko szło zgodnie z planem, jedli i jeszcze więcej pili.
- Przepraszam, Tomek. Ale musiałam odreagować. Hubert. Znów się pojawił, powiedział mi, że mnie koch...
- Agata, błagam Cię - przerwał Tomek - naprawdę przejmujesz się takimi bzdurami? Naprawdę są w stanie ruszyć Cię jakiekolwiek słowa wypowiedziane z ust tego frajera?
Agata zamarła. Właściwie to nie, przecież chyba Tomek ma racje. Kompletnie nie wie co jej odbiło. Spojrzała na kolegę przekornie unosząc brew.
- Właściwie to masz racje. Twoje zdrowie!
- Ohooo, kogo ja widzę. Pani mecenas Przybysz ze swoim byłym podwładnym. Ładnie pani spędza weekend.
Agata spojrzała za siebie. Na przeciwko niej stał Dębski, w ręku trzymając kurtkę Marii, która pewnie zniknęła w toalecie, żeby poprawić fryzurę. Patrzyła na niego już lekko pijana i kompletnie nie wiedziała co odpowiedzieć. Z jej twarzy Marek mógł odczytać tylko szok i promile.
- Tak się składa, że aktualnie spotykamy się już na innych relacjach niż szefowa - podwładny - rzucił Tomek.
Tym razem Marek nie wiedział co odpowiedzieć. Agata spuściła głowę uśmiechając się.
- Miłego wieczoru, Marku. - dodała Agata i odwróciła się.
Przez resztę wieczoru czuła wzrok wspólnika na sobie. Wiedziała, że się przygląda. To samo czuł chyba Tomek.
- Chyba czas na nas, pani mecenas. I tak będę Cię musiał już eskortować do mieszkania, a mogę nie mieć siły żeby na rękach wnosić Cię na 3 piętro. - Tomek wstał i zaczął ubierać kurtkę. Pomógł Agacie, która chwiała się już lekko na nogch. Była pijana, a zarazem bardziej odważna. Wykorzystując sytuację, że Dębski patrzy podparła się o Tomka i czekała, aż ten pomoże jej dokładnie ubrać płaszcz. Lubiła wzbudzać jego zazdrość, choć sama do końca nie była pewna czy w ogóle to robi.
- No to Tomaszku prowadź do mnie! - rzuciła uśmiechając się. Wychodząc jeszcze pomachała Marii i Markowi.

"Nigdy więcej alkoholu nie włożę do ust. Obiecuje." Agata umierała cały poranek. Około godziny 14 zamówiła chińczyka, jadła i oglądała komedię romantyczną, której sprawe niedawno prowadziła z Markiem. Nagle zdała sobie sprawę, że ostatnio często o nim myśli. Wiele rzeczy, sytuacji, kojarzy jej się właśnie z nim. "Głupia jesteś, Przybysz. Przecież to Dębski. D -ę -b -s -k -i! Który jest najbardziej niezdecydowanym facetem pod słońcem. Ciekawe dlaczego mnie pocałował po tej sprawie z Prospectrum... chciał mi to wyjaśnić, ale pojawiła się Maria. Nie! Znów to robię."
Ding dong - dzwonek do drzwi. Miała zamiar nie otwierać, ale ktoś nieustannie się dobijał.
- no cholera jasna, nawet w niedziele człowiek nie może się wyspać! - otworzyła drzwi nie patrząc nawet przez wizjer. Od razu do jej mieszkania wszedł Marek z dużą butelką wody i siatką z cytrynami.
- pomyślałem, że przyda Ci się dzisiaj towarzystwo. -Agata stała jak zahipnotyzowana. - Nie patrz tak na mnie. Nie martw się, żartowałem. Na dzisiaj byliśmy umówieni na szukanie świadków do sprawy gwałtu. Ale już wczoraj jak Ciebie widziałem, byłem pewien, że nie pamiętasz.
- Przepraszam! Przez to wszystko zupełnie zapomniałam o sprawie. Urodziny, Hubert i jego wyznania miłosne, pieniądze, ojciec, alkohol...- powiedziała na jednym wydechu.
- Hubert i jego wyznania miłosne? - powoli powtórzył Dębski - chyba nie chcesz mi powiedzieć, że do siebie wróciliście - zażartował, uszczypliwie oczywiście.
- Tak, wróciliśmy. I jestem z nim w ciąży, będę miała bliźniaki i nazwę je Marek i Maria. - tak samo uszczypliwie odpowiedziała i wskazała mu ręką że ma usiąść.
- Agatko, a z tym Tomkiem to chyba nie tak na poważnie, co? - zapytał, ewidentnie podpuszając ją. Agata parzyła herbatę i udawała, że nie słyszy. - No pani Przybysz! To ja już wolałem Maćka.
- czy mógłbyś zająć się sobą, kochany Mareczku? a tak w ogóle to wkładaj nos w te papiery, bo nie mam ochoty żebyś zajmował mi cały wieczór. - odparła, na co Marek zareagował szerokim uśmiechem co chwile zerkając z stronę wspólniczki.
Minęło sporo czasu, a prawnicy mieli już sporą listę świadków. Właściwie to sami nie zdawali sobie sprawy z tego, że jest już 23:00.
- O matko, Marek. Widzisz, która jest godzina? Ja mam jutro na 8 rozprawę. Nie wstanę przez Ciebie! - krzyknęła.
- Spokojnie, obudzę Cię rano śniadaniem do łóżka.- odparł i nalał sobie whisky stojącego w barku. - Nie wygania się gości, nie widzisz, że jeszcze nie skończyłem konsumować? - i pomachał szklanką.
- Wiesz co? Głupek z Ciebie. - roześmiała się i poszła pod prysznic.
W czasie kiedy Agata kąpała się, Marek przeglądał jej zdjęcia jak była mała, z okresu liceum, studiów. Spodobało mu się szczególnie jedno, mała Agata cała zapłakana siedząca na kolanach św. Mikołaja, trzymająca pluszowego misia.
- Co Ty wyprawiasz?! Zostaw to! - Agata podbiegła do Marka, próbując wyrwać mu album. Ten jednak podniósł rękę do góry, więc jedyne co mogła zrobić to skakać obok niego co i tak nie przyniosłoby żadnego skutyku tym bardziej, że jedną ręką trzymała ręcznik, którym się owinęła.
Marek spojrzał na nią i dopiero zdał sobie sprawę w jakim wydaniu widzi przed sobą wspólniczkę. Opuścił rękę i przyglądał jej się dokładnie. Właściwie to już miał zbereźne myśli. Chodziły za nim już od jakiegoś czasu, bo mimo, że wiedział, że nie pasowaliby do siebie, Agata go nieziemsko pociągała. Ta kobieta była dla niego już tak długo nie dostępna, a za każdym razem jak się na niego złości, denerwuje i obraża, on ma ochote ją złapać i całować tak długo, aż zapomni o tym co w ogóle miała do powiedzenia.
- pod spodem jesteś całkiem naga? - zapytał głupio nie spuszczając z niej oczu. Agata czuła się co raz bardziej skrępowana, bo chyba zaczęła zdawać sobie sprawę, że mimo, iż Marek żartuje, gdyby tylko dała mu choćby najmniejszy znak, że ma ochotę na to, żeby ją pocałował... wylądowali by w łóżku. Od niego na kilometr kipiało pożądanie, a ją to kręciło już od jakiegoś czasu. Chciała, żeby się jej przyglądał, ale nie chciała przekroczyć bariery, bo wtedy czar prysnąłby w mgnieniu oka. Poza tym, ona sama chyba przeżywała chwilową fascynację Markiem, do czego stanowczo nie chciała się przyznać. Zabrała mu z ręki album, którym klepnęła go w głowę i odparła - oprócz pasa cnoty - nic.
- Marek, a właściwie jak to jest możliwe, że jesteś u mnie już jakieś 6 godzin i ani razu nie zadzwoniła Okońska? - zapytała.
- A dlaczego miałaby dzwonić?Chyba zdaje sobie sprawę, że jestem w dobrych rękach.
- czy ty mógłbyś chociaż raz porozmawiac ze mną poważnie?
- Ale ja mówie poważnie. Maria wie gdzie jestem. Poza tym uparła się, że wolę Ciebie od niej. Jest okropnie zazdrosna, a przecież nie ma ku temu powodów prawda? Więc może czas najwyższy żeby to zmienić. Jeśli już podejrzewa, że mamy romans to może spełnijmy jej marzenia?
I wręcz natychmiast podszedł do Agaty, zaczął ją całować powoli, od ramion, przez obojczyki, kark, szyję. Widział, że na jej ciele pokazuje się gęsia skórka co jeszcze dodało mu pewności siebie. Stała nie ruchomo, chyba jeszcze była w szoku, albo po prostu chciała żeby to trwało wiecznie. Stykali się nosami, Agata na niego na patrzyła. Obydwoje wiedzieli, że stanie się coś co na zawsze zmieni ich relacje. Albo będą tworzyli związek, albo regularnie będą się kochać. Dla sportu, rozrywki, fascynacji, zabawy. - nie myśl o tym - szepnął Marek jakby czytał w jej myślach i pociagnął ją na łóżko. Zaczął ją całować, na początku delikatnie, a potem najbardziej namiętnie jak potrafił. Nie zrzucił z niej ręcznika, dopóki Agata pierwsza nie zaczęła implusywnie rozpinać jego koszuli i paska. Chyba oboje nie wierzeli w to co się dzieje. Marek na sam widok Agaty wariował, czuł że serce mu przyśpiesza na myśl, że przed nim, a właściwie pod nim leży kobieta, którą ... kocha. Nie umiał opanować swoich dłoni, były wszędzie. Dawno nie było mu tak dobrze mimo, iż myslał tylko o niej. Tylko o tym, żeby to jej było przyjemnie. Obydwoje przeżywali najpiękniejsze chwile, i doskonale o tym wiedzieli, mimo iż żadne nie powiedziało tego głośno. Marek nawet nie wszedł w Agatę, nie zrobił tego chyba tylko dlatego, żeby ona jak najszybciej chciała więcej. - Dziękuję - szepłęła Agata do Marka, który leżał już obok niej, obejmując ją ręką. - Cicho bądź. Ja Ciebie kocham. - usłyszała odpowiedź. Spojrzała na Marka, który już słodko spał z ustami przyklejonymi do jej ramienia.