Moje Kochane, to ostatnia część mojej wersji PA.
Było mi bardzo miło czytać Wasze komentarze

Bardzo Wam dziękuję za tak miłe przyjęcie mojej grafomanii
Opowiadanie kończę banalnie, bo ostatnio mam mało czasu i weny też brak.
Jak mnie najdzie to może coś powstanie.
Idę powoli alejkami cmentarza. W jednej ręce mam torebkę ze zniczami, w drugiej żółte chryzantemy. Co roku wygląda to tak samo. Podchodzę do czarnej płyty pomnika, na zimnej płycie kładę kwiaty. Zapalam dwa duże znicze. Jeden stawiam po prawej stronie pomnika, drugi po lewej. Staję. Nie modlę się. Przestałem się modlić w wieku 17 lat. Wtedy gdy dowiedziałem się, że moi rodzice nie żyją. Zginęli w wypadku samochodowym. Wiechała w nich jakaś ciężarówka. Zjechała ze swojego pasa i wiechała prosto na moich rodziców. Zginęli na miejscu. W jednej sekundzie zawalił się cały mój świat. Zostałem razem z moim starszym bratem, który po moich osiemnastych urodzinach wyjęchał do Anglii. Nigdy później go nie widziałem. Byłem sam jak palec, zdany tylko na siebie. Studiowałem, pracowałem, ale dałem sobie radę. Musiałem. Dla rodziców. Ale przestałem ufać Bogu. Przestałem się modlić. Bo On zabrał mi ludzi, których kochałem. Łza spłynęła mi po policzku. Popatrzyłem na te dwa znicze i odszedłem.
Może jestem naiwny i głupi, ale ja sam nie wiem jak to się stało. Znalazłem się w Bydgoszczy. Pod cmentarzem. Wiedziałem, że ją tu znajdę. Jest sama, tak jak ja. Pod cmentarzem kupiłem lampkę. Ruszyłem wąską alejką, obsadzoną z dwóch stron dużymi jałowcami. Wieje przeszywający wiatr, jakby za chwilę miał spaść śnieg. Chmury są ciemno granatowe. Co chwila mijali mnie ludzie, ciepło ubrani. Czapki, szaliki. To wyjątkowo zimne Wszystkich Świętych. Od lampek palących się na zimnych płytach można wyczuć przyjemny powiew ciepła. Ale to tylko chwilowe uczucie, natychmiast wypędza je zimny wiatr, który otula moje ciało mimo płaszczu i szalika. Idę powoli. Z daleka widzę Agatę, która siedzi sama przy grobie swojego Ojca. Płacze. Podchodzę po cichu. Boję się jak zareaguje na mój widok. Bardzo się boję, ale teraz nie mogę się wycofać..Idę z bijącym sercem. Jestem coraz bliżej, a serce podskakuje mi do gardła. Boję się jej reakcji. Nie rozmawialiśmy ze sobą od bardzo dawna. Nasze kontakty ograniczały się do chłodnego 'część', a i to nie zawsze. Często traktowała mnie jak powietrze. Nie dziwię się jej. Zachowałem się jak dupek, nieodpowiedzialny szczeniak. Ona wróciła z wakacji i co zastała? Mnie i Marię w moim gabinecie w czułym objęciu. Zmieniła więc zdanie na mój temat. Źle mi z tym wszystkim. Mogłem jej wtedy wszystko wytłumaczyć, a nie pozwolić aby jej wyobraźnia zadziałała. Gdybym mógł cofnąć czas..
Teraz idę. Jak do odstrzału. Odwraca się w moją stronę i zamiera. Nie spodziewała się mnie. Sam się siebie tu niespodziewałem. Nigdy nie byłem tak spontaniczny. Zawsze musiałem wszystko przemyśleć 3 razy, a dzisiaj.. wsiadam, jadę i jestem. Okaże się czy bycie na spontanie mi się opłaca, czy los znowu wyśle mnie do kąta.
Agata patrzy na mnie jakby nie mogła wydusić słowa. Jej mina wskazuje na to, że nie jest pewna tego co widzi czarno na białym. Oto ja. Tadaaam. Jestem. Bez słowa podchodzę do płyty pomnika, zapalam znicz, stawiam. Czuję na plecach jej wzrok. Nic nie mówi, ale bacznie mnie obserwuje. Może myśli, że jestem duchem? Siadam obok niej i obejmuję ramieniem. Drży. Nie wiem czy z zimna, czy ze strachu.
- Nie wiem co mam powiedzieć.. - przerywam ciszę. Ludzie nas mijają. Nikt nawet nie zwraca na nas uwagi. Każdy gdzieś pędzi. Nawet w taki dzień jak dziś.
- To nic nie mów - odpowiada. Zaskoczyła mnie. Jej głos zabrzmiał tak delikatnie, że moje serce zabiło mocniej. Jeszcze bardziej zaskoczyło mnie to, że się do mnie przytuliła. Objąłem ją mocniej. Siedzieliśmy tak godzinę. Czas tak szybko mijał. Cmentarz powoli pustoszał. Wkoło rozciągał się mrok, który przeplatał się z mgłą. Paskudna pogoda. Nie taką jesień lubię.
- Idziemy? - czuję, że moja towarzyszka zaczyna dygotać z zimna. Powoli podnosi głowę i przytakuje głową. Wstajemy z ławki i kierujemy się do głównej bramy cmentarza.
Jestem pozytywnie zaskoczony. Bardzo pozytywnie. Inaczej wyobrażałem sobie to spotkanie. Idąc tutaj miałem w uszach raczej coś w stylu 'nienawidzę cię! Nie chcę cię znać! Poradzę sobie bez ciebie! Jesteś zwykłym dupkiem!'. A tu? Idziemy razem, zaprosiła mnie do domu na gorącą herbate. Ale chyba nie będzie mi kazała wracać po nocy do Warszawy? Poza tym noce są zimnę i mógłby się przydać taki termofor jak ja pod kołdrą.
Pijemy gorącą herbatę z cytryną. Agata bawi się kubkiem od czasu do czasu na mnie spoglądając. Myśli, że tego nie widzę. Ale ja się tylko delikatnie uśmiecham pod nosem. Gdyby nie moje zachowanie moglibyśmy być teraz szczęśliwą parą zakochanych. A tak, nie wiemy nawet jak się zachowaćat Milczymy jak dwie nieśmiałe ciamajdy na pierwszej randce. Jak zacząć rozmowę? Co jej powiedzieć? Mogłem sobie wypić na odwagę. Agata wstaje. Podchodzi do barku i wyjmuje butelkę czerwonego wina. Ta kobieta czyta w moich myślach. Po drodzę bierze dwa kieliszki i siada. Patrzy na mnie.
- Yyy.. a korkociąg masz, czy mam zębami otwierać? - staram się, żeby mój głos zabrzmiał jak najmilej się da. Chyba mi się udało, bo Agata się uśmiecha. Tak dawno nie widziałem jej uśmiechu. Przyniosła korkociąg, więc szybko otworzyłem wino.
Siedzimy na kanapie, oboje zupełnie rozluźnieni. Butelka zrobiła się pusta. Sączymy ostatnie łyki. Nie mogę już dłużej czekać. Zbieram się na odwagę.
- Agata, bo ja.. muszę Ci coś powiedzieć. - przygląda mi się uważnie, więc kontynuuję - wiem, że źle to wszystko wyszło.. nie tak miało być, bo.. - nie daje mi dokończyć. Zatyka mi usta swoimi ustami. Szybko przeradza się to w namiętny pocałunek. Bardzo namiętny. Tak namiętny, że brakuje mi tchu. Biorę ją na ręce i nie przestając jej całować kieruję się w stronę sypialni. Kładę ją na łóżko i zrzucam z siebie marynarkę. Natychmiast wracam do poprzednich czynności. Oddaje mi się w całości. Jest cudownie.
Budzę się. Ona leży obok przytulona do mnie. Śpi. Jej twarz jest spokojna. Odgarniam włosy z jej twarzy i całuję w czoło. Otwiera jedno oko, za chwilę drugie. Uśmiecha się. Całuję ją mocno.
- Teraz będzie dobrze, prawda? - pyta niepewnie, jakby bała się, że to sen
- Najlepiej Skarbie. Kocham Cię, wiesz? - z mojej twarzy nie znika uśmiech.
- Wiem - milknie - i ja też Cię kocham!
Jestem najszczęśliwszym facetem pod słońcem!
Rok później Agata i Marek wzięli ślub. Byli bardzo szczęśliwą parą młodą.
Miesiąc po ślubie Agata dowiedziała się, że jest w ciąży. Oboje mało nie oszaleli ze szczęścia.
Ich syn - Tomek - jest zdrowym, silnym malcem.
KONIEC.