Ja jestem wybredna jedzeniowo... choć i tak teraz jest lepiej niż kiedyś.
Kiedyś byłam. I to nawet nie jest kwestia tego, że faktycznie nie lubiłam.. Bunt chyba
Jednak są rzeczy, bez których nie funkcjonuję.
1) Mleko i wszystko, co mleczne - jogurty, kefiry, maślanki, serki.
2) Potem owoce i warzywa - w każdej postaci - na surowo, ugotowane, upieczone, przetwory...
3) No i mięsko. I tu też właściwie wszystko, bez wyjątku, szczególnie bliska jest mi karkówka, żeberka, cały drób... lubię podroby: ozorki - zarówno na zimno do chleba, jak i w gulaszu, gulasz z żołądków, serca, wątróbkę. To jest to, co mieć muszę. Mogę nie jeść pieczywa, ryżu, makaronów, kasz - chociaż z wyjątkiem gryczanej, bo tę pochłaniam w dużych ilościach i chyba nie umiałabym całkiem zrezygnować. A cała reszta... no dodatki, czyli mogę, ale nie muszę
Jednak mam w domu jedną taką marudę, że idzie się załamać. Pomidorowej nie lubi, szczawiowej nie lubi, kaszy nie zje, ryż tylko w potrawce, absolutnie nie w zupie, koperek nie, pietruszka nie, warzywa z zupy nie, podroby nie, szpinak nie, kalafior niekoniecznie... idzie się załamać. Zwłaszcza tej pomidorowej nie mogę odżałować

Czasem robię na przekór, bardziej dla siebie, no ale też nie mogę przesadzać i robić raz w tygodniu, a pewnie sama dla siebie bym tak gotowała
