BlackTiger, serio nie lubisz papryki i cebuli? :O Moje ukochane połączenie, czy to na surowo czy na gorąco, sałatki tylko z papryką i cebulą, najchętniej dodawałabym wszędzie
A całkiem długo nie lubiłam ani jednego ani drugiego 
Mało, że nie lubię... Nienawidzę. Gardzę nimi, tak samo szpinakiem. Najgorsze danie wg mnie to krokiety ze szpinakiem i serem lazur... (Nota bene Wam polecam, bo normalni ludzie się tym zajadają

)
Dla mnie zapach tych trzech warzyw jest nie do zaakceptowania a ja mam tak, że jem to co mi dobrze pachnie.
Np. ogórków małosolnych nie zjem, tak samo takich dopiero co niedawno ukiszonych..., muszę mieć porządnie kwaskowato pachnące ogórki.

Ale.. np. syrop z cebuli dosyć lubię, szczypiorek lubię i jak papryka lub cebula są dobrze gdzieś zachomikowane to zjem..., ale to muszą być drobnymi kawałkami i bardzo dobrze w coś wmieszane. No i jedzenie nie może mi nimi przesiąknąć,, bo jak czuję ich zapach to ble...
Jedyny wyjątek stanowią pierogi ruskie. Tu cebula mi nie przeszkadza, choć jak za duży kawałek i jest możliwość, to wydłubuję.
Pierogi ruskie mogę o każdej porze dnia i nocy w dowolnych ilościach.

Podobnie jak Wy jako dziecko bardzo mało jadłam warzyw... Dlatego pewnie mama stosowała tę mizerię na słodko czy marchew z jabłkiem abyśmy choć trochę zjedli.
Zawsze byłam wybredna i trudno mi się przekonać do pewnych potraw.
Śledzi np. nie tknę. A już śledź z cebulą i śmietaną... o Fuuuu zwiewam gdzie pieprz rośnie jak najdalej od tego.
Za to w wieku 24 lat pierwszy raz spróbowałam Flaki (nie miałam wyjścia, byłam w gościach, nie mogłam odmówić) i mi nawet smakowały.
W Grecji próbowałam małży nie podeszły i ośmiornicę w sosie koperkowo jakimś tam i ona mi smakowała. Taka kurczakowata trochę.

Krewetek nie trawię. Tak samo sushi... Ostatnio próbowałam i stanęło mi w gardle aż pani domu się przeraziła, bo naprawdę miałam nieciekawą minę jak próbowałam to przełknąć... Wierzcie mi chciałam to polubić.

Generalnie nie tykam surowego, bo i tatar mi nie podchodzi.
Przekonałam się też do żołądków i serduszek, ale ozorków chyba się nie odważę... Ciekawa jestem czerniny, bo w końcu rzadko je się krew.

Za to mięsa typu wołowe wieprzowe cielęce drobiowe mogę jeść prawie w każdej postaci (nie mogą mieć dużo cebuli [oczywiście jak się w niej duszą nie ma problemu tylko w środku nie może jej być] i np. majonezu

) Ryby też lubię. Chyba wszystkie zjem oprócz śledzi i większości owoców morza.
Lubię potrawy kapustne (za wyjątkiem kapuśniaku). Lubię wszystko co ziemniakowe, kasze, ryże, makarony (spaghetti mniam albo takie małe makaroniki literki czy gwiazdki mniam)...
Nie przepadam za zupami. Wolę stałe dania a zupy jak już to gęste. Kocham rosół, pomidorową, grochówkę, kminkową z naleśnikami, zalewajkę i to jest taka brygada, którą mogę jeść... Inne typu pieczarkowa, grzybowa, fasolowa, barszcze wszelakie (czerwony, biały, ukraiński), krupnik też ujdą.
Nawet szczawiową ostatnio przełykam a jako dziecko trzymałam się jak najdalej, ale kapuśniak nadal mnie nie przekonuje.

Nie lubię chłodników.
Z warzyw lubię ogórki, pomidory, marchewkę, selera, buraczki (nie ćwikła), fasolkę żółtą szparagową, kalafiora a wszystko inne to jest raz na jakiś czas w małych ilościach do ewentualnego spróbowania. Generalnie pozostałe mogą nie istnieć. Zwłaszcza cebula, papryka, cukinia, bakłażany, oliwki itp.

Za to chyba jestem jedną z nielicznych osób wielbiących owsiankę.

I chyba tylko przez to, ze nie chodziłam do przedszkola, więc mnie nikt nie zmuszał do jedzenia.

Oczywiście lubię też placki ziemniaczane, z jabłkiem, racuchy i takie te badziewka

Lubię pierogi ruskie (oczywiście najlepsze babcine) i z mięsem i z kapustą i grzybami. Krokiety też lubię i naleśniki.
Nie lubię pierogów owocowych i knedli. Znalazłoby się jeszcze sporo rzeczy. O np. gardzę kaszanką. To jedzenie, bo potrawą tego nie nazwę..., to coś, to dla mnie danie pijaków spod monopolowego. Ja wiem, że większość Polaków ją uwielbia, ale mnie brzydzi... Jak widzę kaszankę, momentalnie mam odruch wymiotny. Wzięło się to pewnie z tego, że jako dziecko mieszkałam w starej kamienicy i tam właśnie miejscowe pijaczki, brudnymi łapskami kupowali i wcinali tę kaszankę... Fuuuu. No a poza tym je się ją z cebulą.

Dobra może ja już się zamknę..., bo rozpisałam się niesamowicie.
