Autor Wątek: Małgorzata Pieńkowska/Robert Moskwa (M&Ar Forever)  (Przeczytany 533517 razy)

0 użytkowników i 4 Gości przegląda ten wątek.

Offline grant1

  • M&Ar-forever!
  • *****
  • Wiadomości: 591
  • Carpe diem
Odp: Małgorzata Pieńkowska/Robert Moskwa (M&Ar Forever)
« Odpowiedź #345 dnia: Luty 08, 2017, 22:57:17 »
Kolejne Kulisy, w których "pierwsze skrzypce" gra Z.Stryj, a R.Moskwa coraz bardziej spychany jest na margines..Z tego, co serialowy Arti powiedział, nie zanosi się na jakiś zwrot ku lepszemu w relacjach Mańki z doktorkiem, a wręcz przeciwnie..Wygląda to niestety fatalnie. <flaga>
Patrycjaa - Masz rację co do tych zdjęć, rzeczywiście jest na nich Maryś w objęciach "kochanego łobuza" na parkowej alejce, czyli Bilski musi być nadal śledzony po wyjściu z tego pudła. Niektóre fotki były też "cyknięte" przez detektywa kiedyś wynajętego przez Artura.
On je kiedyś pokazał Piotrkowi, kiedy "ozdyskał" władzę w nogach. Czyżby doktorek też będzie wzywany na przesłuchanie do tego CBA
i wszystko im przekaże? A może ten "zaginiony" pendrive trafił w końcu pod właściwy adres, a raczej do odpowiednich służb? <hahaha>
Wg mnie ci funkcjonariusze , to nie byli ci sami, którzy Maryśce zrobili kipisz w chałupie. Tamci byli z policji, ci są CBA. Myślę również, że obaj panowie w ogóle nie uwierzyli w to, co im powiedziała, a jej wiedza o Bilskim oraz jego przekrętach jest spora, tylko nie chce się nią z nimi "podzielić", żeby kochanka nie pogrążyć. <hahaha> Tym bardziej, że zapewne będą ją obserwować, a jak namierzą, że ona nadal spotyka się z Bilskim, to będzie dla nich dowód na to, że Maryśka kłamie..Tym samym, sama sobie zafunduje sporo problemów na własne życzenie Chyba więc nie powinno to się skończyć na jednym przesłuchaniu.. <hahaha> . Tzn mam taką nadzieję..
Jeśli chodzi o to nasłanie przez Bilskiego tych zbirów i pobicie przez nich tego złodziejaszka, to przypuszczam, że raczej Pawła to w końcu "olśni", że stoi za tym kochanek jego ukochanej mateczki, tej dorosłej kobiety, która wie z kim powinna się spotykać. <hahaha>
Może to go przekona, że Artur miał rację ostrzegając Mańkę i jej rodzinę, że jej związek z Bilskim przysporzy tylko kłopotów i narazi na niebezpieczeństwo również małą Basię.
Być może ze względu na to, że do obsady dołączył w roli tego inspektora Karskiego z CBA, dość już znany z Ndinz ten młody aktor Krzysztof Kwiatkowski, to pociągną dłużej to śledztwo z jego udziałem w sprawie Bilskiego. Myślę nawet, że do rozwikłania przekrętów kochanka Maryś, przy okazji włączą jeszcze rudą Agę, czyli panią prokurator oraz ponurego super glinę Tomusia z tą jego kumpelką Marylą. Mam nadzieję, że w końcu ten bandzior Bilski, pomimo tych swoich chęci stania się "dobrym" obywatelem, trafi tam, gdzie jest jego miejsce, czyli do pudła i i to na dłużej..A czy tak się stanie, to wiedzą tylko scenobajarki tego gniota..Niestety, historyjka losów Maryśki i Bilskiego może potrwać jeszcze dłuuugo..  <flaga>

Offline Patrycjaa

  • M&Ar-forever!
  • *****
  • Wiadomości: 423
  • Płeć: Kobieta
Odp: Małgorzata Pieńkowska/Robert Moskwa (M&Ar Forever)
« Odpowiedź #346 dnia: Luty 08, 2017, 23:35:08 »
To tak podsumowując całą sprawę...

Matko, i dziwić się ludziom, że im się fikcja z życiem miksuje jak tu sami aktorzy takie cuda wyczyniają!  <hahaha> :hahaha:
Pani z radą o Positivum zdobyła moje serce!  <i_love_you>
Dobrze mi tutaj, dobrze mi tutaj z Tobą...

Offline Meg

  • Zaawansowany
  • ****
  • Wiadomości: 597

Offline rozaz07

  • M&Ar-forever!
  • *****
  • Wiadomości: 141
Odp: Małgorzata Pieńkowska/Robert Moskwa (M&Ar Forever)
« Odpowiedź #348 dnia: Luty 22, 2017, 18:27:54 »

Jeśli więc wierzyć doniesieniom chociażby w części ponownej prośby o zwrot pendriva to scenarzystki wciąż i niezmiennie mnie zaskakują, ilekroć uważam, że Maryś już nie może poziomem swej głupoty zejść niżej tyle też razy scenarzystki udowadniają, że jeszcze się da   <placze> wielkie  <brawo> dla ich głupoty

Post Merge: Luty 22, 2017, 18:39:13
Widzieliście nowe kulisy??? Akcja antyterrorystyczna Tomka, Marylki, jakiś domek z numerem 38, kurczę czyżby to miało być związane z Bilskim????  <boi_sie> może dopadł Artura, Marysię albo Basię??? Może kukniecie i powiążecie to z domkiem w którym Maryś na polecenie Artura miała się relaksować a gziła się z mafiozem  ???

Offline Patrycjaa

  • M&Ar-forever!
  • *****
  • Wiadomości: 423
  • Płeć: Kobieta
Odp: Małgorzata Pieńkowska/Robert Moskwa (M&Ar Forever)
« Odpowiedź #349 dnia: Luty 22, 2017, 18:49:49 »
Widzieliście nowe kulisy??? Akcja antyterrorystyczna Tomka, Marylki, jakiś domek z numerem 38, kurczę czyżby to miało być związane z Bilskim????  <boi_sie> może dopadł Artura, Marysię albo Basię??? Może kukniecie i powiążecie to z domkiem w którym Maryś na polecenie Artura miała się relaksować a gziła się z mafiozem  ???
Myślę, że na pewno ma to jakiś związek z nimi, bo dostrzegłam w tych kulisach tego młodego policjanta, który przyjechał do Warszawy specjalnie dla sprawy Bilskiego.

Trochę zrobiło się kryminalnie, a to dopiero początek. ;D Cóż, nudno nie będzie. Fajnie jeszcze tylko gdyby zwiększyli częstotliwość pokazywania ich.
Dobrze mi tutaj, dobrze mi tutaj z Tobą...

Offline rozaz07

  • M&Ar-forever!
  • *****
  • Wiadomości: 141
Odp: Małgorzata Pieńkowska/Robert Moskwa (M&Ar Forever)
« Odpowiedź #350 dnia: Luty 22, 2017, 19:01:28 »
ech... domek nie ten co Marysia w nim odpoczywała, przejrzałam odcinek 1268 i klapa - kolory nie te :-( ale nadzieja granicząca trochę z pewnością istnieje, że coś będzie się ciekawego działo i wreszcie Marysia oprzytomnieje. Tylko skoro teraz to nagrywają to puszczą to najprędzej na końcu sezonu lub dopiero na początku następnego

Offline grant1

  • M&Ar-forever!
  • *****
  • Wiadomości: 591
  • Carpe diem
Odp: Małgorzata Pieńkowska/Robert Moskwa (M&Ar Forever)
« Odpowiedź #351 dnia: Luty 22, 2017, 22:40:27 »
Niewątpliwie w tej kryminalno-sensacyjnej części tych Kulis, jest ten nowy policjant, który wg info z ostatniego Śs specjalnie przyjechał z Rzeszowa do Warszawki, bo zajmuje się śledztwem w sprawie Bilskiego. Pewnie dlatego przed tą jej "wizytą" w CBŚP, jest ta ponowna próba odzyskania przez Maryśkę tego pendrive'a szemranego Bilskiego, zgubionego przez Artiego.. Można spodziewać się też tego, że ona obarczy winą za zainteresowanie się policji Bilskim i jej osobą, Bogu ducha winnego, biednego doktorka. Trudno z kolei przypuszczać, żeby zamiarem Mańki było przekazanie policji ewidentnych dowodów winy tego bandziora, a tym samym, żeby chciała pogrążyć swojego kochanka. <hahaha> A kolejna awantura pomiędzy eksmałżonkami, której jedynym powodem będzie kryminalista Bilski jest więcej niż pewna.
To, że Maryśka składając te zeznania przed policjantami będzie ich okłamywać, to jakoś mnie nie dziwi. Od dawna zrobili z niej idiotkę,
a poza tym czegoś w końcu nauczyła się od swojego kochanka, okłamywanie innych coraz lepiej jej wychodzi. Artura, Pawła, nawet i małą Basię potrafi ocyganić nawet bez mrugnięcia okiem, to również i policjantów <hahaha>
Mnie zastanawia z kolei takie zdanie z tego artykuliku: "Tymczasem Bilski zadzwoni po przesłuchaniu do Marii z informacją, że znów został zatrzymany. - To koszmarna pomyłka, ja nie mam z tym nic wspólnego... - przysięgnie".  <cwaniak>
Skoro sam zadzwoni, to widocznie go nie zamkną, nie wierzę, żeby pozwolili mu zadzwonić z anzla akurat do kochanki..Wniosek nasuwa mi się taki, że albo celowo go wypuszczą na świeży luft, żeby gostka nadal śledzić, albo ten kuty na cztery nogi bandzior pójdzie na współpracę z policją. Obstawiam drugą opcję, grunt mu się zacznie palić pod nogami, to zacznie sypać kolesiów i stąd ten nalot na jakąś chałupę tych antyterrorystów z super gliną Tomusiem, Marylą i tym ich nowym kumplem z Rzeszowa. Bilski w ten sposób zacznie Mańce udawadniać, że jest "porządnym" obywatelem, pomaga stróżom prawa, a ta znowu mu uwierzy, oczywiście okazując kochankowi zrozumienie i szeroko idącą pomoc, czyli schronienie i wspólne dzielenie łoża... <hahaha> I będą mogli ciągnąć w tym gniocie ten wątek "nawróconego" bandziora i jego kochanki jeszcze długo, następny sezon albo i dwa. <hahaha>
Zastanawiam się też nad tym, czy ten nowy policjant skojarzy na tym ślubie, że kochanka Bilskiego jest spowinowacona z super gliną Tomusiem, albo może poźniej wpadnie na to, któreś z trójki: jej były szwagier Tomuś, ruda prokurator Aga lub policjantka Maryla.. <mysli>
Kolejny cytat z tego Śs też jest zastanawiajacy:" Wcześniej zwierzy się ojcu, że czuje się zagubiona i nie wie, jak dalej żyć. A senior rodu Mostowiaków poradzi jej, by miała odwagę sięgnąć po własne szczęście"... <mysli>
Spyliła przychodnie, tylko po to, bo chciała odciąć się od Artiego i nie wie, co ma dalej ze sobą robić? "Zagubionej" Mańce pomysły się skończyły? No cóż, może powinna napisać kolejną książkę-bestseller, np. pt "Moje życie z gangsterem" albo "Byłam (jestem) dziewczyną polskiego mafioso".. <hahaha>
Pewnie serialowi synowie pospieszą matce na "ratunek", w bistro "Za rogiem" u Kingi zawsze jakaś fucha się znajdzie. Na początek może do łapania tego szczura..  <hahaha> Albo ukochany Pawełek zatrudni rodzicielkę do pakowania tych importowanych, włoskich specjałów. A poza tym w rodzinie i pośród znajomków istnieje duże zapotrzebowanie na opiekunki do dzieciaków, więc wykwalifikowana pielęgniarka i matka trojga dzieci to jest prawie, jak jakiś skarb dla poszukujących niań dla swoich dziatek. <hahaha>
Tylko, jaki "pomysł" na następne sezony scenobajarki wykombinowały dla serialowego Artura? Może znajdą mu w końcu kogoś bardziej normalnego i rozgarniętego od byłej małżonki..Szczerze mówiąc, oglądanie naiwnego doktorka, wiecznie odbijającego się od całkiem zobojętniałej na niego Mańki, oraz jego wszelkie próby "przywrócenia" jej rozumu, to już całkiem mi się znudziło, jak i w ogóle ten cały absurdalny od początku ten jej wątek romansu z tym bandziorem Bilskim. <flaga>




Offline lirox

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 1
  • Płeć: Mężczyzna
    • leczenie hemoroidów w ciąży
Odp: Małgorzata Pieńkowska/Robert Moskwa (M&Ar Forever)
« Odpowiedź #352 dnia: Luty 24, 2017, 09:17:34 »
Marysia w końcu zrozumie, że ten facet ją tylko cały czas oszukuje i chce ją mieć na własność. Nie można się tak pozbawić!
Pozdrawiam!

Offline grant1

  • M&Ar-forever!
  • *****
  • Wiadomości: 591
  • Carpe diem
Odp: Małgorzata Pieńkowska/Robert Moskwa (M&Ar Forever)
« Odpowiedź #353 dnia: Marzec 16, 2017, 14:50:53 »
Martwa cisza zapadła w tym naszym "kąciku".. <flaga> No cóż, niestety wygląda na to, że scenobajarki pogrzebały już Rogowskich na amen, serialowa postać Artiego została ograniczona do minimum, może R.Moskwę chcą definitywnie pozbyć się z tego gniota? Ten ich wątek nawet nie jest trzeciorzędnym i myślę, że celowo tak został zmarginalizowany. Poza tym M.Pieńkowska dostała angaż do zespołu aktorskiego Teatru Nowego w Łodzi, być może jest to w jakimś stopniu związane z tym, że jej serialowa Maryśka "idzie" w tzw. odstawkę, tzn ona już wie, że jej wątek zostanie w tym gniocie zmarginalizowany, ograniczony do minimum, no to m.in zdecydowała się na występowanie w łódzkim teatrze. Ona poza tym zawsze preferowała występowanie w teatrze. P. Moskwa z kolei od dawna już "poszedł" w prezesy w biznesie, na popisach "aktorskich" za bardzo mu nie zależy, a żyć z czegoś w końcu musi, gdyby ograniczył się tylko do występowania w tym gniocie, to już dawno pewnie "umarłby" z głodu.  <hahaha> No i rodziny z tych ostatnio symbolicznych "występów" w eMce by nie utrzymał. Reasumując sądzę, że Maryśką będzie jeszcze przewijała się przez jakieś odc w tym tasiemcu, jako matka serialowych Chochołów i Basi, pewnie też wykombinują jej kolejnego, nowego faceta. W końcu wszystkie córki Mostowiaków zawsze cieszyły się niesamowitym wzięciem u facetów i zbyt długo samopas nie szlajały się po serialowym świecie tego gniota.. <hahaha>
Gangstera Bilskiego zapuszkują na dłuższy czas do pudła, pewnie coś tam jeszcze z nim pokażą, tzn jego postać posłuży na wprowadzenie i rozwinięcie wątku tego nowego policjanta Karskiego w powiązaniu z Rudą Agą, skrzeczącą Play i ponurym supergliną Tomusiem.. Niestety, rolę doktorka Rogowskiego ograniczą ewentualnie do rozmów telefonicznych z byłą małżonką, a być może za jakiś czas wyekspediują na stałe gdziekolwiek, poza Warszawkę. I to byłoby na tyle z wątkiem Rogowskich w tym gniocie, czyli niestety definitywnie finito.  <flaga>

Offline rozaz07

  • M&Ar-forever!
  • *****
  • Wiadomości: 141
Odp: Małgorzata Pieńkowska/Robert Moskwa (M&Ar Forever)
« Odpowiedź #354 dnia: Marzec 20, 2017, 22:21:26 »
Po obejrzeniu dzisiejszego odcinka nie wydaje mi się żeby to miał być koniec Rogowskich. Myślę że dla nich będzie to nowy początek. Marysia jak zwykle zwierzała mu się ze swoich problemów, nie była jakoś zła że zgubił dowody. Będzie miała w nim oparcie i to ich do siebie zbliży. Jej akurat problemów nie zabraknie:-)
A z Bilskim się rozłączyła  <brawo>
Co do cbś i akcji to niby to nasz wątek bo dotyczy Bilskiego i mafii ale z porwania chyba nici - karski da ciała i glina Tomek zostanie postrzelony w jakiejś akcji zatrzymania przemytników. Szkoda...

Offline Cukierek

  • Czy te oczy mogą kłamać?
  • M&Ar-forever!
  • *****
  • Wiadomości: 296
  • Wyróżnienia:
Odp: Małgorzata Pieńkowska/Robert Moskwa (M&Ar Forever)
« Odpowiedź #355 dnia: Maj 27, 2017, 23:07:44 »
 Hej co tu tak cicho? Wpisałam dziś w necie naszą parę i wychodzi ze... Może będzie drugi ślub o

Offline Meg

  • Zaawansowany
  • ****
  • Wiadomości: 597
Odp: Małgorzata Pieńkowska/Robert Moskwa (M&Ar Forever)
« Odpowiedź #356 dnia: Czerwiec 07, 2017, 20:47:31 »
Jakiś link byś podrzuciła.

Offline rozaz07

  • M&Ar-forever!
  • *****
  • Wiadomości: 141
Odp: Małgorzata Pieńkowska/Robert Moskwa (M&Ar Forever)
« Odpowiedź #357 dnia: Czerwiec 15, 2017, 21:39:44 »
W każdej plotce tkwi ziarno prawdy :-) poza tym na stronie fb serialu jest ich wspólne zdjęcie Marysia promienieje ze szczęścia. Poniżej wrzucam link
http://m.superseriale.se.pl/newsy/m-jak-milosc-po-wakacjach-marysia-i-artur-wezma-drugi-slub_992592.html
Miejmy nadzieję że chociaż będą mieli się ku sobie, będzie co oglądać:-) i oby byli częściej plkazywaniniż raz na miesiąc.

Offline Sylwia_Kasia_Jot

  • M&Ar-forever!
  • *****
  • Wiadomości: 646
  • Płeć: Kobieta
  • Broni Ci ktoś walczyć o marzenia?
    • https://www.facebook.com/Bardzo-lubię-pisać-szukam-Czytelników-1280838065307799/?eid=ARAyXA_cBKooQ7s8JaJGA--ZBEwwE0Wcs6spINFY-tJlSTTk9SKGlNIdnDLJlf5G-fzUNGu4_WRYGwdM
Odp: Małgorzata Pieńkowska/Robert Moskwa (M&Ar Forever)
« Odpowiedź #358 dnia: Sierpień 06, 2017, 14:25:42 »


HEJ, JESTEM NOWA NA FORUM - ALE OD LAT FANKA ROGOWSKICH. LUBIŁAM TEŻ WĄTEK AGNIESZKI I TOMKA, NA ICH FP PISAŁAM OPOWIADANIA - OSTATNIĄ CZĘŚĆ W JAKIMŚ STOPNIU POŚWIĘCIŁAM MOJEJ/NASZEJ ULUBIONEJ PARZE. ZAPRASZAM WAS, KOCHANI, DO POCZYTANIA - BO, KIEDY ZAMIERA WENA SCENARZYSTEK, OD CZEGOŚ JEST WYOBRAŹNIA WIDZÓW :). POZDRAWIAM CIEPLUTKO, I LICZĘ, ŻE NIE ZRÓWNACIE Z ZIEMIĄ MOJEGO OPOWIADANIA.
9 lipca o 18:00 ·
OSTATNIE OPOWIADANIE SYLWII (Aga, Tomek, Gosia i jest dużo tekstu dla fanów Marysi i Artura)
XVIII TUŻ ZA ROGIEM, ZA RAZ ZA KOTARĄ...IDZIE, IDZIE POWOLI SZCZĘŚCIE PEŁNĄ PARĄ
Agnieszka rozpłakała się rzęsiście, znikając w ciepłych ramionach męża, który – tym razem – nie potrzebował dodatkowych wyjaśnień, ponieważ wszystko zrozumiał. Gładził cierpliwie rude loki ukochanej żony.
Wojtuś także przytulił się do kolan macochy – chłopiec doskonale zdawał sobie sprawę, jak w tej chwili czuje się Chodakowska. Zosia – po raz pierwszy od wielu miesięcy pomyślała o czymś innym, niż własne ambicje: ona także znała gorzki smak osierocenia. Dla wszystkich to wydarzenie stało się niejako misją prosto z nieba. Misją, która ma swój początek i koniec, choć oni nie widzą
jej sensu. Przed oczami młodej mężatki stała kobieta łudząco podobna do jej biologicznej matki. W jednej chwili wrócił koszmar niezawinionej samotności.
Wszyscy nagle, jak jeden mąż, przytulili się do siebie...i każdy zaczął łkać. I zdali sobie jednocześnie sprawę, że są prawdziwą rodziną. Miesiące pracy nad sobą się opłaciły. Wzruszającą scenę przerwał wkurzony krupówkowy Misiek, któremu Tomek pokiereszował strój roboczy.
Dziewczyny postanowiły zszyć mu siedzenie, więc poszły od razu do swojego domku. W środku przebrały Różyczkę i wspólnie doprowadziły do ładu rozszarpane futerko. Chłopcy w tym czasie poszli na kebaby. Kiedy tak spacerowali najbardziej ruchliwą ulicą Zakopanego, pałaszując pyszne, choć niezdrowe, jedzenie, Wojtuś powiedział bardzo poważnie:
- Tato, ja wiem, że nie lubisz mojej starej mamy...
-...Wojtek – Chodakowskiemu zabrakło języka w gębie. Nigdy jeszcze nie rozmawiał ze swoim dzieckiem tak szczerze, jak na to się zanosiło obecnie. Od tego była Agnieszka albo babcia Malina. Ani jednej, ani drugiej nie było na miejscu, więc nie mógł się wymigać.
- Ej, no, weź, tato, zachowuj się jak facet i nie unikaj poważnych tematów! - skarcił go celnie młody człowiek.
Tomek nie miał wyjścia. Musiał podjąć temat.
- No dobra, siadaj – wskazał dziecku ławeczkę. - Tylko postaraj się nie wymądrzać, i spokojnie mnie wysłuchaj!
Chłopiec kiwnął głową na znak, że się zgadza zarówno na rozmowę, jak i na spoczynek.
- Słuchaj, maluchu, to nie jest tak...- Wojtuś patrzył ojcu prosto w oczy, nagle bułka po brzegi wypełniona mięsem przestała mu smakować. Miał poważne spojrzenie, ale buźkę umorusaną
sosem śmietanowym. Wyglądał słodko i niewinnie. Zupełnie tak, jak dziecko powinno -...to nie jest tak – zaczął jeszcze raz po chwili – że nie lubię twojej mamy. Ona dała mi ciebie...najważniejszą osobę w moim życiu. Jak mógłbym być na nią zły? Czy też jej nie lubić?
- To dlaczego o niej nigdy nie wspominasz? I mi nie pomagasz się z nią skontaktować?
Wiesz doskonale, że ją kocham, i to jest moja mama! Ciocia Agnieszka mi wytłumaczyła, że, dopóki mama jest i żyje, należy jej dać szansę, zwłaszcza, jeśli sama o tę szansę prosi. Ale ty nigdy sam na ten temat ze mną nie gadałeś. Możesz mi to jakoś wytłumaczyć?!!!!
Tomka zamurowało. Istotnie chłopiec miał rację. Wyłożył mu jego własne błędy. Nie było mu przyjemnie o tym słuchać, ale tym razem nie mógł uciekać.
- Synku...to wszystko nie jest takie proste...
- Tato, do kogo to mówisz, ja mam tylko siedem lat, zobacz jak mnie jest trudno. Czy ty myślisz, że będę ci jeszcze współczuć? Chodakowski westchnął.
- Masz rację, kurczaku, masz rację. Ale, chłopie, zamiast ci się tłumaczyć, postaram się poprawić.
- No już dobra, niech będzie moja strata – wypaliło dziecko dziarskim tonem i od razu się rozweselił.
Chłopcy jeszcze chwilkę chodzili po świeżym powietrzu, po czym poszli do domku.
Później cały wyjazd minął im w luźnej atmosferze, nic niezwykłego się nie działo.
Wrócili do domu tuż po Nowym Roku. Ta wyprawa odmieniła ich, zacieśniła więzi
rodzinne, wzmocniła pewność siebie oraz wiele nauczyła.
&&&&&&
Kiedy wrócili do Warszawy od razu czekała na nich wizyta u lekarza. Tomek postanowił czynnie włączyć się w przygotowania do porodu bliźniaków.
Agnieszka promieniała. Tak bardzo brakowało jej tego, kiedy była w ciąży z Różyczką.
Czasu jednak już nie cofną. Można mieć co najwyżej wpływ na to, co będzie.
- Tomek, pójście do ginekologa, to doskonała okazja, abyś mógł zobaczyć, jak twoją żonę jakiś przystojniak ogląda między nogami – jak zwykle wtrącić swoje trzy grosze musiała pani Malina. Jako jedyna w tym towarzystwie nie traciła ani animuszu, ani poczucia humoru.
Tomek lekko się uśmiechnął, prokurator parsknęła śmiechem.
- Babciu kochana! O niczym innym nie marzę dzisiaj.
Agieszka pocałowała męża w policzek, po czym wytarła szminkę, którą na nim pozostawiła. I poszli do pana doktora. Jak się okazało, kobieta urodzi dwóch chłopców, co Wojtusia wprowadziło niemal w euforię.
I właśnie tak im mijał dzień za dniem – na wspólnym kontemplowaniu szczęścia. Zosia jakoś sobie radziła bez wspomagaczy oraz bez przystojnego korepetytora, Różyczka rosła jak na drożdżach, a Chodakowska powiększała się z dnia na dzień w okolicach brzucha, ale promieniała bezgraniczną radością.
Do kraju wróciła w tym czasie Małgosia, była jednym promilem samej siebie sprzed lat.
Cicha, przygaszona, nieobecna. Dzięki Agnieszce mogła powoli odbudować swoje relacje z własnymi dziećmi oraz z rodzicami.
Dziadek Lucjan był w siódmym niebie. Choć on oczywiście by wolał, żeby to jego córka była u boku Chodakowskiego, a nie ta ciężarna prokurator, to jednak znów rodzina była na pierwszym miejscu. Znów miał wszystkie swoje dzieci w komplecie. Najpierw Małgosia zaprosiła dzieci do USA, a później młodzi namówili ją do powrotu. Tylko Wojtuś był w stanie ją do tego przekonać, oczywiście z niewielką pomocą cioci Agnieszki, ale później najmłodsza latorośl Mostowiaków przyjechała do kraju. Po utracie dziecka oraz śmierci Michała, nie była już tą samą osobą – pewną siebie, wygadaną, egoistyczną. Przeciwnie. Wyciszyła się, zmieniła, dojrzała.
Mimo to, było to bardzo trudne – po tylu latach wrócić do rodziny, jednak Agnieszka okazywała dużo ciepła Małgosi, wsparcia oraz życzliwości.
Niestety, był to dla nich również smutny okres, ponieważ odeszła babcia Malina. Wszystko, co działo się z nią, niech pozostanie tajemnicą tamtych ścian – ostatni etap choroby nowotworowej był koszmarem, który seniorka zniosła ze spokojem. Zdążyła jeszcze pomóc chłopakowi, którego poznała w Zakopanem i zasnęła snem wiecznym z uśmiechem triumfu na ustach. Nie doczekała narodziń bliźniaków.Zosia obiecała Czerwińskiej, że nie załamie się, jeśli nie zda na medycynę, i będzie próbowała po raz kolejny kiedy za rok, nie sięgnie jednak po niedozwolone środki. Chodakowska bardzo przeżyła śmierć przyjaciółki, chodziła do niej codziennie na grób, pielęgnowała złożone tam kwiaty oraz zapalała znicze. Pilnowała, aby nigdy na płycie nagrobnej nie zabrakło światła, bo takim właśnie światłem była dla jej rodziny babcia Malina.
&&&&&
-Gosia, ja nigdy nie wiedziałam jak żyć. Nie chciałam nikogo krzywdzić, ale nie zawsze człowiek ma wpływ na niektóre rzeczy...nigdy nie wiedziałam co jest ważne, a co mniej ważne.
Dzisiaj natomiast, jakby mi ktoś zabrał moją rodzinę, chyba bym się nie umiała pozbierać...zdaję sobie jednak sprawę, że moje szczęście ty musiałaś przypłacić swoim bólem...Najmłodsza córka Mostowiaków posmutniała. Ona w sumie jeszcze nie doszła do siebie. Co prawda mogła normalnie funkcjonować, czyli wyjść z domu, znaleźć sobie jakieś zajęcie, które dawało jej utrzymanie. Ale ciągle jeszcze była pogrążona w głębokiej depresji, i chyba, gdyby nie
tabletki, już by jej na tym świecie nie było.
Agnieszka jej jako jedyna nie oceniała. Nie miała do niej pretensji, nie oczekiwała
odpowiedzi na pytania, które same w sobie były bolesne, co więcej, skupiała się na własnych błędach.
To dzięki drugiej pani Chodakowskiej Gośka złapała kontakt ze swoim biologicznym dzieckiem. To również macocha Wojtusia rozmawiała niezliczoną ilość razy z Zosią, żeby ta ostatnia w końcu pojęła, że poczucie żalu do niczego dobrego nie prowadzi.
- Ty tego nie wiesz? Ty nie wiesz jak żyć? Być może tego nie wiesz...- spuściła głowę – ale na pewno wiesz jak kochać: po prostu do utraty tchu oraz raz na całe życie.
Kobiety, choć specjalnie nie unikały swojego towarzystwa, nie spotykały się reguralnie.
Sytuacja się zmieniła, kiedy odeszła Czerwińska – wtedy właśnie wpadały na siebie częściej i szczerze rozmawiały tak, jak na przykład w tej chwili.
I znów po raz kolejny babcia Malina, nawet tam, hen, daleko w niebiosach, opiekuje się jej rodziną i wie jak zorganizować rzeczywistość, aby każdy stał się w niej tak samo ważny.
&&&&&&
Czas płynął, a życzeniem rezolutnej seniorki było, aby wszyscy żyli normalnie. Tak więc Marcin, Różyczka, Wojtuś, Tomek, Szymuś oraz Zosia wybrali się na wycieczkę do Wesołego Miasteczka. Chodakowka była w ósmym miesiącu ciąży.
Cała rodzina bawiła się świetnie. Nie obyło się również bez oryginalnej przygody, ponieważ kiedy młodsza siostra juniora Chodakowskich jadła loda, wokół niej zaczęła fruwać osa, która była w stosunku do dziecka co raz bardziej napastliwa. Nim rodzice zdołali zareagować, chłopczyk
rzucił się dziewczynce do pomocy. Niestety, uciążliwy owad ukąsił go w policzek.
Niemal w jednej sekundzie spuchł jak balon, ale powiedział z pełną powagą do
lamentujących nad nim kobiet:
- Widzicie, ja byłem, jestem i zawsze pozostanę rycerski dla kobiet. Jako jedyny
reprezentant tej rodziny.
Wszyscy wybuchnęli histerycznym śmiechem, a Chodakowska czule opowiekowała się chłopcem – ich rekacja nie była jak wulkan. Agnieszka nie umiała kochać pasierba ślepą miłością, ale dawała mu mądrą miłość, co dziecku dawało poczucie stałości, bezpieczeństwa, a jednocześnie nie zaburzało w nim poczucia przynależności do biologicznej matki – nie było to łatwe, nieraz
rozdzierało wszystkim serce, ale każdy z nich starał się w tej sytuacji odnaleźć najlepiej jak umiał.
Opuchlizna schodziła mu jeszcze kilka godzin. Całą jednak sytuację mały zniósł bardzo dzielnie.
Dziecko pozwoliło nakładać na buźkę różne kremy tak, aby szybciej doszedł do siebie, bez najmniejszego słowa skargi, chociaż nie omieszkał półgębkiem przekazać swojemu ojcu informację, że takie zabiegi nie są godne mężczyzny. Aczkolwiek – bycie starszym bratem zobowiązuje.
Ten dzień był piękny, wyjątkowy, jedyny i niepowtarzalny – zupełnie tak, jak rodzina zbudowana z kawałków, które przyleciały w jednym czasie z różnych stron świata, tworząc dla siebie samych bezpieczne schronienie.
Wojtuś zasnął jako pierwszy, odprowadzany w objęcia Morfeusza słodkim głosem kołysanki, którą śpiewała mu macocha.
Ostatnie miesiące nie były dla chłopczyka łatwe – nowa rodzina, nowe rodzeństwo, odnowiony kontakt z biologiczną matką – zbyt wiele jak na takiego małego szkraba. Ale zawsze mógł liczyć na Agnieszkę. Nie wymagała, aby ją kochał, nie pouczała go. Po prostu towarzyszyła.
Minie na pewno jeszcze wiele czasu, zanim narodzi się między nimi uczucie zbliżone do miłości rodzicielskiej, ale Chodakowska będzie cierpliwie na to czekała, kochając go za ich dwoje, wiedząc jednocześnie, że nie jest jego matką, ale tylko opiekunką.
I właśnie wtedy, kiedy się wydawało, że ich życie się ustabilizowało, znów pojawiło się zadanie do wykonania. Zupełnie tak jak wtedy, kiedy w ich wspólnym domu zamieszkała Czerwińska.
Zarówno Agnieszka, jak i Tomek powoli wkradali się w łaski rodziny Mostowiaków. Było wiadomym, że skoro są to biologiczni krewni Wojtusia, cała familia Chodakowskich musiała sobie ułożyć wzajemne relacje z nimi.
Spotkali się więc wszyscy na ognisku w Grabinie, no, niemal wszyscy, ponieważ Paweł z rodziną nie mógł się zjawić, a drugiego z braci Zduńskich reprezentowała jego żona oraz córeczka
Lenka. Marta nadal bawiła w Autralii, ani myślała wracać do Polski.
Kiedy zapłonął wielki ogień, wszyscy zabrali się do biesiadowania. Wśród zebrancyh gości byli też i Rogowscy. Byli małżonkowie stworzyli względem siebie bezpieczny dystans.
Mała Basia, widząc szczęście Wojtusia, była zazdrosna, zaczynała tracić i nadzieję, i cierpliwość, że jej rodzice kiedykolwiek będą razem.
Kiedy tak pałaszowała kiełbaski i pieczone ziemniaki, powiedziała do kuzyna:
- Nawet nie wiesz, jakie ty masz szczęście....twoi rodzice są razem...nawet nie wiesz, jakie to jest fajne
- No coś ty – powiedział Wojtuś z nutką wesołości oraz całą gamą pewności siebie – dorosłych to sobie trzeba wychować...bo jak tego nie zrobisz, to oni sami do niczego nie dojdą – dziecko pokręciło głową -...a mówi się, że to my, młodzi, niczego nie rozumiemy.
W umyśle dziewczynki rozbłysł niebezpieczny pomysł. Natychmiast obraz triumfu
wymalował się na jej twarzy, a oczy pojaśniały płomieniem, który wzniecić może jedynie prawdziwa miłość.
Podczas gdy dorośli nadal biesiadowali, dzieci zostały oddelegowane do spania.
Dziewczynka wzięła do ręki wisiorek, który tato kupił jej na urodziny, bardzo mocno go ścisnęła i wyszeptała:
- Teraz, to już musi się udać, ponieważ jak nie teraz, to kiedy? Kuzyn ma racje – rodziców trzeba sobie wychować. I co najgorsze, na wychowanie rodziców jest mniej czasu, niż na
wychowanie dziecka. Dzieciom to zawsze wiatr w oczy wieje! Ale stawką jest szczęśliwa rodzina, można więc o nią walczyć do utraty tchu, a metody nie mają tutaj żadnego znaczenia.
Wojtuś obiecał, że jej pomoże.
&&&&&&&
Kiedy ognisko się dopalało, był blady świt. Mniej więcej czwarta nad ranem. Maria jeszcze raz chciała zajrzeć do swojej dziewczynki, ale jej nie zastała – wszystkiego mogła się spodziewać, ale na pewno nie tego. Została tylko lakoniczna kartka:
"Wrócimy, jak zmądrzejecie. Nie szukajcie nas. Poszukajcie czegoś innego. I tak, i tak wam nie zależy na naszym szczęściu.
Ps. Kochani rodzice, nie gniewajce się, musiałem pomóc Baśce. W końcu to moja cioteczna siostra.
A przecież rodzina jest najważniejsza, nie pamiętacie? Z poważaniem, Wojtek...a nie, sorry, Basia i
Wojtek, ponieważ kobiety mają pierwszeństwo".
- O mój Boże, Artur!!!!!!!!!!!!!!!!!!- kobieta zaczęła krzyczeć jak opętana na cały dom. - Artur chodź tutaj, i to natychmiast!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Artur...o mój Boże.
Rogowski zjawił się natychmiast. Po przeczytaniu kartki, razem z Chodakowskim od razu przystąpili do działania....tu nie było czasu na myślenie, ani zastanawianie się, czy to, co teraz się wydarzyło, to ponury żart losu. Trzeba było walczyć. Marysia była jak w jakimś amoku. Zaczęła krzyczeć, płakać, bić pięściami o stół. Barbara musiała ją pocieszać. To w ramionach matki znalazła ukojenie, nie w ramionach byłego męża.
Nagle zaczęła go bardzo potrzebować. Ale on jej nie przytulił. Nie dzisiaj, nie teraz...już nigdy.
Od razu zjawiła się, nie wiedzieć czemu, Kisielowa. Jak zwykle znajoma wsadzała nos w nie swoje sprawy, z właściwym sobie urokiem.
Czas dłużył się niemiłosiernie. Marysia nie mogła się na niczym skupić, Małgorzata wróciła do szpitala. Ta wiadomość ją przerosła.
Każdy starał się, jak tylko mógł, aby wesprzeć rodziców pomysłowych maluchów.
- Dziwić się dziecku, kiedy to dorosłym brakuje piątej klepki – nie szczędziła Kisielowa gorzkich słów. Marysia tylko zalewała się łzami. Tak mocno cierpiała, że miała wrażenie, iż za chwilę razem ze słonymi kroplami, wypłynie jej dusza oraz wszystkie dobre emocje.
- Zośka, darowałabyś sobie – Basia zmierzyła kobietę chmurnym spojrzeniem. - Nie widzisz, że oni są i tak na skraju załamania? Po co dolewasz oliwy do ognia! - zrugała przyjaciółkę, ale jednocześnie była wdzięczna za jej obecność. W takich sytuacjach sąsiadka była niezawodna.
- Oj, Basiu, Basiu, mówię jak jest! W końcu to nie ja się zachowuje jak dziecko, tylko Marysia. Miała obok siebie takiego fajnego faceta, a uganiała się za gangsterem. To teraz ma...emocje jak w filmie sensacyjnym. Aż chciało by się powiedzieć...mówisz i masz, ale wiesz, że ja jestem taktowna i delikatna, więc jej tego nie powiem – dodała, z nutką śmiechu w głosie.
Maria wybiegła na werandę domu, poddając się histerycznemu płaczu, niczym pokorne cielę.
Bardzo dobrze, że Artur był w pobliżu. Pomimo jego chłodu oraz dystansu, zachowywał się w stosunku do niej jak najbradziej poprawnie.
Rogowska potrzebowała jego ciepła, niewinnej bliskości oraz czułych, słodkich pocałunków żeby ją wzięł w ramiona i pozwolił płakać ile ma sił w płuchach.
- Boże...Artur...-zakryła ręką usta. - Tak bardzo się o nią boję...tak bardzo się o nią boję...ona ma tylko...o mój Boże, to tylko mała dziewczynka.
- Co tym gówniarzom strzeliło do głowy, no! - krzyknął Chodakowski.
- Marysiu...- powiedział miękko lekarz, ignorując Tomasza -...zobaczysz, że wszystko będzie dobrze – Rogowski uśmiechnął się delikatnie, ale jej nie przytulił, nie uraczył muśnięciem
dłoni. Był boleśnie odległy, chociaż jednocześnie kochany, i na wyciągnięcie ręki. Coś w nim pękło: miłość oraz chęć dania drugiej osobie wolności okazała się silniejsza niż nadzieja na
szczęście u boku jego słodkiej blondynki.
Teraz mieli wspólny problem, ale później każdy pójdzie w swoją stronę..tak po prostu, i dla Artura, niestety, będzie to samotny początek.
Za oknem chmury ciemniały, jakby ktoś bardzo powoli dolewał do nich atramentu.
Rodzina Chodakowskich rozpełzła się po całym domu w Grabinie. Helenka bawiła się razem z Antkiem i Mateuszem, dając młodym niezły wycisk.
Tomek jakby się przykleił się do telefonu. Wykorzystywał swoje kontakty, aby znaleść juniorkę Rogowskich oraz Wojtusia. Przecież to dzieci, a nie igła, nie mogli zniknąć nie wiadomo gdzie.
Agnieszka, mimo usilnych namówień męża, nie chciała położyć się i odpocząć. Była w dziewiątym miesiącu ciąży bliźniaczej, więc nieco się zaokrągliła. Stała się ociężała, szybciej się męczyła. Nie mogła jednak teraz, jakby nigdy nic, leżeć i się relaksować, podczas gdy jej pasierb włuczy się nie wiadomo gdzie.
Policja z całej okolicy została postawiona na nogach.
Basia i młody Chodakowski wpadli tymczasem w wielkie tarapaty....sami nie wiedzieli jak wielkie.
Przeszłość, tak misternie budowana na fundamentach błędów wróciła do ich wspólnej rodziny jak bumerang – szkoda tylko, że jak zwykle dziecko musiało dostać od życia porządną dawkę cierpienia, aby dorośli odrobili lekcje.
Córeczka Rogowskich miała strach w oczach – płakała bezgłośnie, ściskając naszyjnik od taty. Wujek Robert pokazał się jej w zupełnie nowej odsłonie. Nie podobał jej się. Był bardzo niemiły – zwiazał jej buzię, aby nie słyszeć jej łkania. Wojtuś miał jeszcze trudniej, ponieważ związali mu również ręce. Mógł tylko wzrokiem komunikować, jak bardzo jest dzielny, i pokazywać, że – mimo wszystko – będzie dobrze, jak również ta historia skończy się. szczęśliwie.
Basia z całego serca pragnęła ramion ojca....ojca, którego tak bezczelnie zabrała jej Marysia, swoim egoizmem. Była tylko małą dziewczynką, na której głowę Rogowska zrzuciła mafię i jej nieczyste porachunki. Bilski postanowił po raz kolejny przejść do ataku. Tym razem posunął się o krok za
daleko, według jego reguł, zabawa się dopiero zaczynała. Czy aby na pewno to, co się przytrafiło dzieciom, to był przypadek? Na pewno nie! Tylko podłe, przemyślane działanie groźnego bandyty.
Co oni najlepszego zrobili!? A jeśli rodzice nie zdążą na czas? Co się wtedy wydarzy! Dlaczego świat dorosłych w porę nie słucha tego, co mówią do niego najmłodsi? Dlaczego Rogowska nie
chciała słuchać argumentów córki? Dlaczego szukała ukojenia za oceanem zmysłów, kiedy po bokiem miała wiecznie bijące i szczere źródło miłości Artura? Jak myślicie, co by na to odpowiedziała Agnieszka Chodakowska?
Marysia, oczywiście, odchodziła od zmysłów, krojąc swoje serce na co raz mniejsze kawalki. Wdowa po Kisielu dosypywała oliwy o ognia, kiedy tylko ku temu stała się sposobność,mówiąc wprost, co myśli o zachowaniu najstarszej pocieszy Mostowiaków. A może właśnie takie lekcji potrzebowała Rogowska? Bo czemu nie chciała słuchać? Z jakiego powodu tak zaciekle i zupełnie bez sensu odrzucała miłość ukochanego mężczyzny. Przecież ona nigdy nie przestała go kochać. Zrozumiała to wyraźnie właśnie wtedy, kiedy już jej nic nie pozostało, nie licząc jego.
Dziadek Lucjan miał rację – ona nigdy nie będzie szczęśliwa bez poczciwego lekarza. Bo to był właśniej jeden z tych mężczyzn – raz na całe życie. Zupełnie tak, jak miłością Agnieszki jest i pozostanie Chodakowski.
Basia bardzo się bała wujka Roberta. Zastanawiała się, jak to w ogóle jest możliwe, że jej mama to właśnie tego człowieka kocha, a nie jej tatę. Dziewczynka przypomniała sobie wszystkie szczęśliwe chwile, jakie spędziła z mamą oraz tatą. Widziała szczęście w oczach rodzicielki, kiedy
ta ostatnia przebywała w okolicy byłego męża. Jej usta mogły kłamać, ale na pewno nie oczy, ani jej dłonie, kiedy go dotykała. Nagle mała Rogowska postanowiła – kiedy tylko ten koszmar się skończy, wróci z powrotem do taty i to właśnie z nim zamieszka. Skoro mama nie chce ani jej, ani swojego szczęścia, to trudno, ale nie może jej odbierać prawa do spokoju oraz towarzystwa ojca.
Trudno, klamka zapadła.
Tymczasem, nagle chatka w Grabinie zrobiła się centrum wszechświata ten niezwykłej, pod każdym względem rodziny – nikt by nie pomyślał, że jest ona tak dziwnie rozciągliwa. I absolutnie każdy znalazł tam miejsce dla siebie. Dzieci – te nastoletnie, jak również te małe, dorośli, seniorzy.
Zupełnie jakby czas cofnął zegary o dobre pół wieku.
Z zasięgu wzroku zniknęły komórki, nikt nie włączał telewizora, ucichł szum nastawionej zmywarki, nawet radio nie grało, jak co dzień od rana do wieczora, tylko zastygło w spokojnym eterze.
Tylko Rogowscy i Chodakowscy szaleli z rozpaczy, czekając na jakąkolwiek wiadomość, pełni najgorszych przeczuć...Kontrast pomiędzy dwoma parami wcale nie wynikał z wieku, ale podejścia do siebie nawzajem. Ci drudzy już nie musieli uciekać przed swoją bliskością, tłumić
swoich uczuć, zachowywać poprawności czy dystasu – mogli bez wstydu obdarzać się bliskością, ciepłem oraz wzajemną troską. To było kolejne wydarzenie, które z pozoru rujnuje spokój, ale tak naprawdę, jest źródłem nowego odświeżenia miłości.
Oczy Marii piekły niemiłosiernie. Artur zbadał ją, jak profesjonalny lekarz – postawił trafną diagnozę: zapalenie spojówek. Z kolei w jego spojrzeniu brakowało tej magii, którą wysyłał do tej pory, będąc w zasięgu wzroku byłej żony. Coś się wypaliło, coś się skończyło. Została wielka przyjaźń, zupełnie jak na początku ich znajomości...oraz ich wielkie szczęście, które zniknęło im z horyzontu – maleńka Basieńka, która od poczęcia, aż do chwili obecnej była jednym, wielkim cudem, o jaki po pewnym czasie zapomnieli dbać. Skupili się wyłącznie na sobie, własnych ambicjach oraz żalach za błędy popełnione oraz czyny zawinione.
Telefon nie odpowiadał. Nie szły żadne informacje na temat maluchów. Na plecy Marii zwaliło się całe żelazo cierpienia, Chodakowscy mogli odganiać ten mrok we własnych ramionach, chociaż co raz trudniej było Agnieszkę objąć, ze względu na obszar i rozmiar brzucha.
Żywym i bolesnym dla Marii kontrastem była postawa Agnieszki i Tomasza, którzy wspierali siebie nawzajem. Chodakowski cały czas tulił do siebie żonę, traktując ją jak największy skarb, przy czym nie miało to nic wspólnego z traktowaniem jej jak dziecko, tylko jak partnerki, z którą współdzieli ogromne nieszczęście. Ale Rogowska mogła mieć pretensję jedynie dla siebie.
Sama na własne życzenie odrzuciła to, co w życiu miała najcenniejsze.
Nagle przyszedł do nich anonimowy list w bombelkowej kopercie...a w nim było zdjęcie małej, białej trumienki poplamione krwią oraz napis:
"Jeśli on nie zniknie z twojego życia, Marysiu, zarżnę go jak świnię. Najpierw jego, a później tę waszą gówniarę.".
Marysia oszalała z rozpaczy, przekazała tę kartkę do przeczytania byłemu mężowi. Do akcji wkroczyła policja oraz inne organy ścigania. Rozpoczęła się dzika walka o życie i zdrowie dzieci. Rogowski po przeczytaniu tej wiadomości chciał odejść, ale Maria mu na to nie pozwoliła. On tak bardzo je kochał...znacznie bardziej niż siebie. Zatrzymała jego rękę i popatrzyła mu
głęboko w oczy. Agnieszka od tej wiadomości dostała pierwszych, przepowiadających skurczy. Taką dawkę cierpienia można znieść tylko w ramionach miłości życia. Ona miała szczęście....ale tylko przed
przypadek. Babcia Malina dała jej tę możliwość zawalczenia o siebie i swoje szczęście.
&&&&&
Zbliżał się wieczór, nadal nie było wiadomości na temat dzieci. Policja natrafiła jednak na pewien ślad.
Agnieszka w tym czasie pocieszała Rogowską, ale kiedy wszedł były mąż uroczej pielęgniarki, dyskretnie się wymknęła, tak po angielsku. Chciała ich zostawić samych.
- Marysiu – jak zwykle słodkim głosem odezwał się Artur – nie ma chyba sensu, żebyś tutaj siedziała w kuchni, połóż się do łóżka, odpocznij. Musisz mieć siłę na czas, kiedy Basia wróci do
nas. Jeśli tylko będę miał jakieś wiadomości, natychmiast dam ci znać.
- Nie...dziękuję – powiedziała Rogowska, a jej głos był tak przymglony bólem, że zdawało się mężczyźnie, że mówi do niego z drugiego pokoju -...nie mogę sobie pozwolić na to...chce tu być...chce tu być...kiedy naszego dziecko – te dwa słowa zaakcentowała, aby dać do zrozumienia Arturowi jak wiele dla niej znaczy fakt, że maleńka Basia jest ich córką wspólną - ...kiedy nasze
dziecko – głośno westchnęła, ponieważ kolejny raz zbierało jej się na płacz – do nas wróci.
Budowana tak misternie maska obojętności runęła niczym rozbite o skałę szkło – pękła w drobny mak. Rogowski nie mógł się oszukiwać. Nie dzisiaj...nie teraz...już nigdy. Przymknął oczy,
próbował zapanować nad rozszalałym sercem, ale nie wyszło.
- Dobrze, w takim razie posiedzimy razem...jeśli pozwolisz.
- Tak, proszę – rzekła po prostu Rogowska.
Sierpniowy księżyc jeszcze przez chwilę zaglądał im przez ramię, później znikł za kłębami deszczowej chmury, zupełnie, jakby chciał ich zostawić samych.
Artur wziął Marysię za rękę...tak jak pierwszy raz, kiedy siedziała u niego na kolacji i mówiła swojej siostrze, że zamierza zostać na noc. Jego ciało zadrżało na wspomnienie upojnych chwil z jego słodką Marysią. Pamiętał każdą sekundę tamtej intymności...gdy gładził jej nagą skórę,
gdy pieścił dojrzałe piersi, kiedy zobaczył ją po raz pierwszy w całej okazałości. Historia ich pierwszego razu była tak żywa, że niemal wyczuwał na skórze swoich warg jej wilgotne pocałunki.
Doskonale pamiętał jej miarowy oddech, gdy już tak naprawdę połączyli się ze sobą...to, że była tylko jego, tylko o nim myślała, tylko jego w tamtym czasie kochała. Pamiętał jej bliskość, wdzięczność za każdy najmniejszy nawet gest z jego strony oraz tę delikatność, z jaką się z nią
obchodził, choć żar uczuć podpowiadał, aby porwać ją w dziki taniec namiętności. Ale tak samo, jak krucha i wrażliwa była Maria, w ten sam sposób postąpił z nią podczas miłosnego aktu. Myślał wtedy, że świat nie może być pięknieszy.
Rogowska pod wpływem dotyku byłego męża uspokoiła się, wyciszyła. Oparła się o jego ramię, i tak zasnęła, a on jak jej anioł stróż, zupełnie tak, jak za dawnych lat, był i czuwał nad nią. Rogowski nie spał całą noc. Nad ranem rozbolały go plecy oraz zdrętwiało ramię. Ale nadal
dzielnie siedział, jakby go ktoś przykleił. Wszystkie wspomnienia stały się dla niego ukojeniem bólu. Nie mógł znieść faktu, że jego największe szczęście – odnalezienie Basi, będzie jednocześnie końcem im związku....definitywnym.
&&&&&&
Walka o życie dzieci zakończyła się pomyślnie. Okazało się, że bandyta śledził każdy krok Rogowskich, stąd wiedział, na jaki pomysł wpadły dzieci, żeby pogodzić rodziców. Jednak policji udało się odnaleźć maluchy. Skończyło się na lekkiej traumie oraz paru siniakach.
Agnieszka odpoczywała w sypialni na górze, Wojtuś spał wtulony w jej brzuch, a Chodakowski z miną macho, siedział na bujanym fotelu, czuwając nad swoimi skarbami. Musiał się przyznać sam przed sobą, że ostatnie dni były dla niego jak spacer nad rozrzażonych węglach – nie
darował by sobie, gdyby komukolwiek z jego rodziny coś się stało. Koszmar minął, a miłość się tylko umocniła.
Artur tymczasem razem ze swoją córeczką siedział na werandzie. Cieszył się obecnością dziecka. Przed oczami stanął mu dobrze znany film – wszystkie piękne chwile, jakie przeżył z Marysią w czasie, kiedy byli razem. Bardzo cierpiał, jednocześnie był zazdrosny, że tylko jemu
kobieta jego życia nie dała szansy...drugiej szansy. Siedział z córeczką, żeby się z nią pożegnać.
Musiał odejść....czuł, że jego życie nie ma sensu. Basia zasnęła w ramionach ojca, odłożył ją więc ma wiklinowy fotel, który był na werandzie, przykrył kocem. Będzie jej się słodko spało. Należy się to jego małej dziewczynce.
Marysia nie mogła usnąć – te wszystkie przeżyte emocje były kosmicznych rozmiarów, ale pozwoliły jej zrozumieć własne błędy. Rogowski nic nie mówił...ale za to ona zobaczyła coś, czego nigdy do tej pory nie widziała...ujrzała prawdziwe męskie łzy – Artur: jej spokojny, opanowany
oraz cierpliwy ukochany po prostu płakał. I nie było ujęła w swoje dłonie policzki doktora Rogowskiego i złożyła delikatny pocałunek na czole byłego męża.
Po plecach mężczyzny przeszedł dreszcz podniecenia i jednocześnie ból, choćby piorun, który pojawia się nagle na jasnym niebie. Przecież on ją musi opuścić...nie chce, ale musi!!!
- Marysiu...- wyrwało mu się...- ale Maria powiedziała tylko: -...cii...- położyła palec na ustach Rogowskiego, a następnie złożyła na jego wargach gorący pocałunek.
Boże kochany, jak ona tęskniła za tymi chwilami, gdy trzymał ją w ramionach.
Poczuła się taka wyjątkowa, jak przez wszystkie szczęśliwe lata, które jej dał. Do tej pory
karmiła swoją kobiecość ułudą, a tak naprawdę jej dopełnieniem mógł być tylko Rogowski. Znikł
chłód i dystans, którym go darzyła, znów była tylko i wyłącznie jego Marysią.
Artur czuł się, jakby mu ktoś nagle do gardła wlał czysty spirytus. Łzy nadal mu płynęły –
to były efekt uboczny emocji, które czuł.
W tym czasie, kiedy nie mogli się oderwać od swoich ciał, buźka maleńkiej Rogowskiej
rozjaśniła się błogim, triumfującym uśmiechem. Tak długo czekała na tę chwilę! Aż rodzice
zmądrzeją.
Marysia również promieniała. Wzięła swojego ukochanego pod rękę i poszli do sadu.
Otaczała ich taka błoga cisza oraz spokój. Na skraju sadu ojca widoczny był kopiec siana. Marysia,
korzystając z potęgi chwili, popchnęła ukochanego, który opadł na naturalną poduszkę kompletnie
zszokowany, ale bezgranicznie szczęśliwy.
Rogowska popatrzyła na niego gorącym wzrokiem, po czym radośnie się roześmiała,
następnie opadła na niego swoim ciałem...pozwalając, aby ukochany przejął inicjatywę.
To, co się między nimi działo było piękne, niepowtarzalne. W jednej chwili cała przeszłość
przestała mieć absolutnie znaczenie.
Oboje kochali się namiętnie kilkakrotnie, dopóki nie zastał ich chłód poranka. Wtedy to
Maria odezwała się po raz pierwszy:
- Artur...skarbie...musieliśmy zgrzeszyć – Rogowski uśmiechnął się szelmowsko na
wspomnienie dopiero co minionych chwil. -....teraz pora się wyspowiadać...przed kolejnym
krokiem – jej głos się załamał ze wzruszenia oraz ze strachu.
- Ale o czym ty do mnie mówisz?
- Artur....wyjdziesz za mnie? Chcę, aby nasza miłość została pobłogosławiona przez Boga.
Chcę mu podziękować, że dał mi Ciebie. To moje szczęście może pochodzić jedynie od niego.
W duszy Rogowskiego zagrały fanfary oraz chóry anielskie. Pocałował żonę tak mocno, i tak
głęboko, że zabrakło jej tchu. Tylko Niebiosa mogły wiedzieć jak ona za nim tęskniła. Za nim oraz
tym bezgranicznym szczęściem, którego przy nim doświadczyła. Wszystko wróciło do niej.
Kobieta przytuliła się do nagiego torsu ukochanego, po czym zaczęła całować namiętnie
klatkę piersiową, prowokując swojego pana doktora do kolejnych miłosnych uniesień, którym ten
ostatni poddał się bez namysłu. Już nie musiał przeżywać koszmaru przedszkolnych podchodów –
ona znów cała była jego...znów jego ciało dotarło do miejsc, w których kontemplowana jest
prawdziwa miłość.
- Chodź – powiedziała słodko dziewczyna z jego najpiękniejszych snów – musimy się
zbierać do domu, bo się zaczną o nas martwić.
Rogowski przyciągnął kobietę do siebie i z całej siły przytulił, po czym zaczął gładzić
opuszką języka szyję ukochanej. Nie mógł się nią nacieszyć. Im więcej mu dawała, tym on był
bardziej spragniony.
- Artur....proszę cię – naprawdę musimy już iść – kobieta na pocieszenie pogłaskała swojego
narzeczonego po policzku....jeszcze nie raz przyjdzie nam – zaśmiała się perliście – zrobić to, na co
teraz masz taką ochotę – Basia na nas czeka. Już nie mogę się doczekać, jak zareaguje, kiedy nas
zobaczy razem.
- No dobrze. Wygrałaś, Marysiu. Ale to tylko dlatego, że wspomniałaś o naszym słoneczku.
W przeciwnym wypadku nigdzie bym cię nie wypuścił. Przynajmniej przez najbliższą godzinę.
I poszli do domu w Grabinie. Ona trzymała go za rękę i patrzyła tym samym, co kiedyś,
zakochanym wzrokiem. Prawdziwa miłość jest w stanie przezwyciężyć każdą przeszkodę.
Nie musieli długo czekać na reakcję swojej córki, która już na nich czekała na ganku w
domku dziadków, cała w skowronkach. Ona przecież już wczoraj widziała ich pierwszy pocałunek
w nowym życiu.
- Mamo, tato...tato, mamo....mamo...mamo...tato – piszczała radością oraz skakała i
przytulała raz jednego, raz drugiego rodzica. Była tak bezgranicznie zadowolona, jakby była poza
skalą ziemską, gdzieś na innej planecie. I pomyśleć sobie, że to wszystko dzięki temu, że Rogowscy
się w końcu pogodzili.
Wiadomość o ślubie Marii i Artura sprzedała się jak ciepłe bułeczki. Dziadek Lucjan był w
siódmym niebie, od zawsze kibicował temu związkowi – szczerze przytulił swojego zięcia.
Pomimo, iż Artur popełnił błąd, staruszek zawsze wiedział, że ten ostatni jest wielką miłością jego
córki.
Później wszystko już potoczyło się lawinowo: oboje wzięli ślub w kościele w Grabinie.
Wesele zorganizowali w ciągu, bagatela, pięciu dni! Lucjan prowadził swoją córkę do ołtarza,
Basia, Lenka oraz Wojtuś sypali kwiatki oraz mnóstwo grosików już po uroczystości, a świeżo
upieczeni małżonkowie promienieli niebiańskim szczęściem. Oczywiście nie obyło się bez pomocy
rodziny – trzeba było przekonać urzędnika Stanu Cywilnego, że Rogowscy nie mogą czekać ani
chwili dłużej na ożenek.
Marysia wyglądała jak anioł zesłany z niebios, ubrana w długą, łososiową sukienkę, długie,
złote kolczyki oraz szpilki na 20 centymetrowym obcasie. Kiedy mówiła tekst przysięgi, z ukosa
spoglądali na siebie młodzi państwo Chodakowscy, którzy sami sobie przypomnieli jak to jest,
kiedy całe niebo słucha, jak gorąca i wielka jest nasza ziemska miłość.
Uczucie zwyciężyło. Zabawa weselna trwała do białego rana, w rytmie skocznych,
obciachowych melodii ludowych.
Najważniejsi goście imprezy – Basia i Wojtuś, których szalony plan pogodzenia
Rogowskich udał się, jakimś cudem, nie spali całą noc, tylko pili chyba już setną z kolei colę.
- Baśka...i co, a nie mówiłem, że nasz plan wypali! I wyszło na moje, a co! - chłopczyk
uśmiechnął się szelmowsko.
- Tak, mówiłeś, mówiłeś...ale wiesz co, jeśli oni znów stracą rozum, to ja już im więcej nie
zamierzam pomagać, nie mam na to siły – dodała buńczucznie Rogowska.
Wojtuś popatrzył na kuzynkę i powiedział:
- Myślę, że teraz już będzie tylko lepiej...- i chciał jeszcze coś dopowiedzieć, ale nie zdążył,
ponieważ Agnieszka zaczęła rodzić.
Później wszystko potoczyło się niemal tradycyjnie. Na porodówce w Grudku pojawiło się
pół Grabiny, drugie pół gości weselnych kibicowała młodej mamie.
Agnieszka rodziła ponad 36 godzin. Tomasz kilkakrotnie zemdlał, ale kiedy tylko ocucili
przejętego ojca, natychmiast wracał na trakt porodowy, aby nadal kibicować dzielnej żonie.
Pielęgniarki miały z niego niezły ubaw. Rodziło się nowe życie! Czy może być coś równie
pięknego?
Miłość ma swój początek i koniec nie w sercu, ale w duszy, która zmieszana, przenika do
nowego ciała, i tak powstaje nowy człowiek – sens i istota życia. Bo miłość nigdy nie może się
karmić sama sobą, ona musi nadchodzić w raz z nowym człowiekiem.
&&&&&&&&&&&&&&&
- Agnieszko...- dziękuję Ci – powiedział tym swoim męskim, gardłowym głosem, który był taki seksowny. Obolała Chodakowska uśmiechnęła się delikatnie. Była spocona, śmierdząca oraz wykończona, ale Tomek czuł, że nigdy nie kochał jej równie mocno, jak w tej chwili. Obok nich
spali nowo narodzeni synowie...Grzesiu i Lesiu.
Zosia razem z Wojtusiem oraz Basią Rogowską zostali w domu w Grabinie.
Wiadomość o przyjściu na świat młodego pokolenia, mimo wsystko zraniła seniora Mostowiaka, bo to oznaczało, że musiał się całkowicie pogodzić z porażką własnej córki, ale będzie
tak, jak powiedziała mu kiedyś rudowłosa żona Tomka – zrobią wszystko, aby to najmłodsze pokolenie jak najmniej odczuło ból i błędy dorosłych. Są w stanie ułożyć sobie relacje w ten sposób.
Będą walczyć także o Małgosię i nigdy się nie poddadzą. Zdecydowanie jego wnuk jest w dobrych rękach!
&&&&&&
Babcia Malina zamknęła oczy, jednak słodycz jej serca oraz szczerej miłości pozostała z nimi na zawsze.
Kochana, mądra staruszka, która pojawiła się w ostatnim momencie, aby posklejać to, co roztrzaskane w drobny mak.
Chodakowscy wrócili w bliźniakami do domu, który utonął w niebieskościach – Zosia rzuciła książki w kąt, aby przywitać w ich wspólnej posiadłości najmłodszych członków rodziny.
Różyczka, przyzwyczajona do tłumu w swoim otoczeniu, niewiele sobie robiła z całego tego zamieszania.
Młoda mama była bardzo zmęczona. Te ostatnie dni były niezwykle intensywne – za dużo jak na jedną rodzinę. Czasem ogarniały ją czarne myśli, jedne z tych, które prowadzą do nikąd, a zatytułowane są: "co by było gdyby coś się wydarzyło, ale się jednak nie wydarzyło".
Wojtuś...nawet nie zdawała sobie sprawy jak i kiedy to się stało, że pokochała tego chłopca miłością matyczną – nie darowała by sobie, gdyby coś mu się stało. Ale jednocześnie jego
zachowanie dawało jej wiele do myślenia -jak bardzo podle i egoistycznie się zachowała wcześniej, i jak wiele mogłaby stracić, gdyby nie przypadek.
Jeszcze tyle kłopotów przed nimi...Małgosia jest naprawdę w kiepskim stanie – nie wiadomo, czy kiedykolwiek dojdzie do formy, ale ona będzie walczyć...a właściwie to oni będą
walczyć. Mają w końcu na to całe swoje życie
Dziadek Lucjan miał rację – nigdy ich relacje nie będą należały do idealnych, ale będą się starali zapewni wszystko, co najlepsze najmłodszym członkom rodziny.
Postanowili niczego nie udawać, niczego nie przyśpieszać, ale mieć na uwadze dobro tych, którzy na nie jak nabardziej zasługują.
Kiedy podano kolację do stołu, zrobiło się jeszcze bardzie chłodno. Maria i Artur przysłali pozdrowienia aż z Paryża, Mostowiakowie z Grabiny, a niezawodna Kisielowa z posterunku w
Lipnicy, na którym aż wrzałi od amorów seniorów. Przecież każdy ma prawo kochać. Mocno i do utraty tchu.
To był więc idealny czas, ażeby wypełnić swoją misję – Wojtuś przystąpił do akcji, tak, jak obiecał swojej trzeciej babci.
Nim wszyscy usnęli, mały Chodakowski nastawił płytę. Z radia popłynął ten słodki, znajomy głos, a dom wypełnił zapach malin.
Agnieszka i Tomek popatrzyli na siebie czule. Każde z nich tuliło do piersi jedne z bliźniąt.
- Hejka, moje kochane smarkacze! - tej radości nie można by było zagrać, ona była wpisana w charakter tej kobiety – za życia, i po śmierci...anioła – Mam nadzieję, że nie płaczecie po mnie, bo nie warto. Skoro słuchacie tej kasety, to znaczy, że właśnie chleje ze Świętym Piotrem. Liczę na to, że jesteście teraz obrzydliwie szczęśliwi. Byliście, pozostaniecie w moim sercu i w moim
umyśle jako piękny przykład prawdziwej miłości. Wasza bliskość, chęć niesienia drugiemu pomocy urzekła mnie, a sposób, w jaki sobie nawzajem wybaczyliście, doprowadził mnie do łez. Nie spróbujcie skrzywdził tych maluchów, bo będziecie mieli ze mną do czynienia! A teraz parę słów bezpośrednio do waszych słodziaków...
Agnieszka i Tomek zalewali się łzami. Chodakowski nie wstydził się tego. Każde słowo było cenne, i na wagę złota. Między nich wszedł na kanapę Wojtuś, uradowany, że misja została spełniona....a teraz ci...odejdźmy, i pozwólmy im być szczęśliwą rodziną, a to, co powiedziała Malinka, niechaj zostanie tajemnicą ich czterech ścian, zbudowanych z miłości, wybaczenia oraz zrozumienia.

Post Merge: Sierpień 06, 2017, 17:08:05
https://www.facebook.com/Agnieszka-i-Tomek-z-M-jak-Mi%C5%82o%C5%9B%C4%87-1381782962070561/?ref=br_rs
opowiadanie zamieszczone jest na powyższym profilu
« Ostatnia zmiana: Sierpień 06, 2017, 17:08:05 wysłana przez Sylwia_Kasia_Jot »

Offline Meg

  • Zaawansowany
  • ****
  • Wiadomości: 597
Odp: Małgorzata Pieńkowska/Robert Moskwa (M&Ar Forever)
« Odpowiedź #359 dnia: Wrzesień 08, 2017, 20:42:09 »