Opisów ciąg dalszy....tym razem tylko jeden odcinek, ale za to bardzo szczegółowy: miłego czytania:
69) M jak miłość odcinek 540
Marysia budzi się na kanapie u Rogowskiego. Jest w pełni ubrana, czyli cnota zachowana

. Zanim otworzy oczy, Artur patrzy na nią stęsknionym wzrokiem (chociaż ja mam wrażenie, że żałuje właśnie, że zachował się jak dżentelmen

). Zduńska jest zaskoczona obrotem sprawy. Zastał ją poranek w „mieszkaniu samotnego mężczyzny”. A jeszcze bardziej dziwi się, że zasnęła w ubraniu. Ciekawe co na to dr Freud? Czyżby siostra Maria wolała zasnąć bez odzieży wierzchniej? Spoiler alert: odbije to sobie szybciej niż myśli

.
Doktorek proponuje jej śniadanie. Dziewczyna najpierw korzysta z łazienki – czyli w sumie zaliczają wszystkie etapy poranka, tylko w nocy coś im poszło nie tak jak trzeba

.
Koledzy spotykają się przy stole. Maria nie chce jeść, nie chce rozmawiać również o sytuacji, która miała miejsce dzień wcześniej. Oszczędnie tylko informuje Rogowskiego, że Aleksander należy już do przeszłości.
Artur nie kryje radości. Maria uśmiecha się tajemniczo, zadowolona ze szczerości mężczyzny.
Rogowski ma przygotowany prezent dla Marysi – wycieczkę do Francji tylko dla niej. Zduńska jest tak szczęśliwa, że z tego szczęścia aż cała świeci – nie umie tego ukryć. Pyta Artura, czy zapłacił za wyjazd?
Przy stole pielęgniarka mówi, że musi mu coś wyznać, ale w sumie nie wie za bardzo jakby się tu wysłowić (a taka harda była kiedy mówiła „nie”

, a jak przyszło jej powiedzieć „tak”, to zawstydzona

). Rogowski zaczyna się niepokoić. W końcu wydusza: „Nie chcę żadnej Francji, żadnej wycieczki, chcę czegoś zupełnie innego”, kiedy Artur już rozumie, ale nadal nie wierzy, ripostuje: „Ale o czym ty mówisz?”, na co Marysia odpowiada: „Przecież sam wiesz”, znów używając swojego wzroku niczym lasera, który wszystko wyjaśnia. Później ujmują swoje dłonie, a Zduńska otula dłonią Artura swój policzek i zamyka oczy.
Następnie nie jest już im tak do śmiechu, a przede wszystkim Maryś spala raka, kiedy schodzi z mieszkania Rogowskiego wprost do przepełnionej personelem przychodni. Widzą ich niemal wszyscy, ale nikt nie komentuje, a Lucynka to nawet skutecznie zmienia temat, żeby koleżanka nie poczuła się niezręcznie.
Renia rozmawia z Marysią o Radoszu. Po raz pierwszy dowiaduje się, że Aleksander jest chory psychicznie, a jego żona była podobna, wręcz łudząco, do Zduńskiej.
Później, we trójkę, razem z Rogowskim, piją popołudniową kawkę, Zakrzewska od razu wyczuwa kipiące uczucie między przyjaciółmi. Doktorek jakby mógł, toby fruwał ze szczęścia

.
Kiedy Marysia kończy pracę, Artur zaprasza ją na kolację przy świecach. Kiedy jedzą, popijając wino, pielęgniarka opowiada mu ze szczegółami to, że złożyła fałszywe zeznania, sam wypadek oraz przeżyty stres. Czuje, że dopiero teraz emocje opadają z niej.
Tę uroczą rozmowę przerywa Marta, która dzwoni do siostry na komórkę. Marysia zwierza się siostrze, że jest u Artura i zamierza zostać na dłużej. Mina Rogowskiego: bezcenna. Oczywiście Marta natychmiast się wyłącza, życząc szczęścia zakochanym. Artur pyta, czy się nie przesłyszał. Maria kiwa głową, że nie. Czy tylko mnie się wydaje, że w tym momencie nasz doktorek stracił apetyt na jedzenie?

Zduńska chce posprzątać po kolacji, ale lekarz zatrzymuje ją, łapiąc za rękę. Mówi ukochanej: „Marysiu, jak ja długo na ciebie czekałem”.
Później mamy scenę, kiedy kochankowie, już po intymności, nadzy, leżą w łożu, w tle świecą się świece, podsycając romantyczny nastrój.
Artur mówi:
A:„Marysiu...”
M: „Tak...”
A: „A nic, chciałem się tylko upewnić, że naprawę tu jesteś”
Ale mamy jeszcze słynne zdjęcia ze sceny, którą wywiało gdzieś w eter, więc pokusiłam się o dopisanie jej

, po mojemu, tylko na podstawie fotografii. Pamiętam, że było takie jeszcze jedno ujęcie, gdzie też oni leżą w łóżku (ta sama pościel, konfiguracja, itd.) i Marysia się radośnie śmieje, ale nie wiem czy gdziekolwiek jest jeszcze to zdjęcie dostępne.
Na tej podstawie, specjalnie dla Was, właśnie ta scena (no, może w troszkę rozszerzonej wersji, więc jeśli są na sali jakieś dzieci – one nie czytają

).
Arturowi nadal kręciło się w głowie. Nie mógł uwierzyć we własne szczęście. Obok niego siedziała Marysia. Na wyciągnięcie ręki. Może ją dotknąć. Pociągnąć w swoją stronę i wie, że tym razem nie podrapie go pazurami niezdecydowania. Jest i pozostanie tylko jego. Sam nie wiedział, jak ma się zabrać do rzeczy. Kompletnie stracił poczucie rzeczywistości oraz kontakt z rozumem. Nie chciał nic przyśpieszać, bo bał się, że jeden fałszywy ruch spłoszy ją na powrót do kokonu niezdecydowania. Ujął jej rękę, prosząc, jedynie wzrokiem, aby wstała. Ona się nie stresowała. Tak długo broniła się przed uczuciem do niego, że teraz, kiedy podjęła decyzję, była jej pewna.
Podprowadził ją kilka kroków. Stanęli tuż przed łóżkiem. Stał przed nią: bezradny, nieśmiały, ale i kipiący niemożliwym do opisania szczęściem. Serce biło mu jak oszalałe. Położył dłoń na jej policzku. Gładził go czule. Przechylił jej twarz, żeby ją pocałować -delikatnie, słodko, niewinnie, ale długo. W całym ciele poczuł prawdziwe ciepło, jakby wpuścił do duszy nowego lokatora. Skończył się dla niego upiorny czas samotności.
Oddychał szybko, zaczął tracić grunt pod nogami. Maria wyczuła jego zakłopotanie, niepewność. Była winna temu, że właśnie tak jest: ona tyle razy mu odmawiała, odtrącała go i skazywała na życie obok. Postanowiła przejąć inicjatywę.
Pociągnęła go za rękę. Usiedli na łóżku. Zaczęła guzik, po guziku rozpinać koszulę lekarza: spokojnie, metodycznie, śmiejącymi się ze szczęścia oczyma.
Mimo wieku Artur miał jędrne ciało, wysportowane. Podobał jej się. Ośmielony jej śmiałością, zdjął jej brązową bluzkę, następnie biustonosz. Kiedy odkrył, że Marysia już nie ucieka i naprawdę go chce, przylgnął go jej ciała, zakrywając piersi gołą klatą.
Długo trwało, zanim Rogowski tak naprawdę złączył się w całość z siostrą Marią. Zapamięta to do końca życia. Musiał przyznać w duchu, że był to jego prawdziwy pierwszy raz – nigdy wcześniej nikogo nie kochał, więc seks smakował inaczej. Dzisiaj oboje byli prawdziwą jednością. Pragnął, żeby jej było równie przyjemnie, jak jemu, a ciało traktował jak piórko, które łatwo urazić. Do końca swoich dni będzie pielęgnował pamięć o chwili, kiedy poczuł, co to znaczy kochać naprawdę.
Kiedy już i emocje, i rozgrzane ciała opadły, trzymał ją w ramionach, nie chcąc wypuścić.
-Marysiu, czy mówiłem ci już, jak bardzo Cię kocham?
Ona popatrzyła na niego zalotnie. Czuła, że wielki kamień spadł jej z serca. Przestała opierać się uczuciu. Cudownie było stanąć w prawdzie przed sobą.
Uśmiechnęła się do niego ciepło.
-Coś tam wspominałeś, doktorku, ale słabo zapamiętałam, bo mnie coś rozkojarzyło.
-Coś cię rozkojarzyło, powiadasz….
-Mhm...coś niesamowicie czułego i wspaniałego: twoje dłonie.
Rogowski zamknął oczy. Otworzył je, ujął jej rękę.
-To najpiękniejsza noc w moim życiu. Kocham cię całym sobą.
Zduńska położyła się na nagiej klatce piersiowej mężczyzny i niemal natychmiast zasnęła, zdołając jeszcze powiedzieć:
-I ja ciebie też, mój doktorku.
Nie dane im było spędzić tej nocy wspólnie. Zabrzęczała komórka Marysi. Na wyświetlaczu pojawił się numer Wojciechowskiej.
Miała im do przekazania smutną wiadomość.