Widzisz, bardzo dobre jest to, że każda z "Domowych" postaci jest osobą wielowymiarową, nikt nie jest do końca dobry i do końca zły. Nawet taki Jasiński czasami patrzał na ludzi inaczej niż zza statutu PZPR 
W takim razie można powiedzieć, że nie ma tam i nie było stuprocentowej gnidy. Bo i Wrotek coś dobrego robił i Lang też, dla szeroko pojętej ludzkości.
zaszczucie człowieka to jak dla mnie już cięższy kaliber win... 
To jest to o czym mówiliśmy już kiedyś przy okazji naszych rozmów o "Domu" na ifilmie. Pisałam tam:
Teraz tak w pełni zrozumiałam fenomen tego serialu, tzn. nigdy w to nie wątpiłam, ale zrozumiałam, że jest to zasługa złożoności postaci. Żaden z bohaterów nie jest jednoznacznie ?czarny? czy jednoznacznie ?biały?. Ciężko jest wskazać osobę, która jest ?najgorszą?. Nawet jeżeli uda się dokonać tego wyboru, to zawsze pojawi się w dyskusji ktoś, kto będzie bronił tej postaci i będzie wskazywał, czy to przyczyny danego zachowania, charakteru tej postaci czy też będzie umiał wskazać jej dobre strony. To jest chyba najpiękniejsze! Nawet najtrudniejsze do zaakceptowania zachowania danego bohatera, mogą odejść na drugi plan, przykryte np. jakimś wydarzeniem, które wpłynęło na życie tej postaci.I to co piszecie teraz to tylko potwierdza. Brawo dla scenarzystów

A skąd się tam w ogóle wzięli Lermaszewcy na tej Złotej? Doszłam dzisiaj do wniosku, że nie wiem. Od początku tam byli? Przed wojną też tam mieszkali? Skądś później przybyli?
Jak dla mnie to oni tam mieszkali przed wojną. Jakoś nigdy nie pomyślałam, że mogło być inaczej. Są tam przecież od pierwszego odcinka, poza tym gdy wraca Basia, pyta Popiołka kto jeszcze wrócił, to on jej odpowiada: "Pani Bawolikowa, pan doktór Kazanowicz, Lermaszewskie..." Dlatego myślę, że oni tam mieszkali i po wojnie wrócili.

Nawet taki Jasiński czasami patrzał na ludzi inaczej niż zza statutu PZPR
.
Pewnie, czasem nawet Jasińskiemu się zdarzało. Ogromnie podobają mi się sceny z odcinka 9. Jak Jasiński ma być wywieziony na taczce z fabryki. Swoją drogą scena gdy robotnicy FSO na czele ze Spodzieją idą na Jasińskiego strasznie kojarzy mi się z "Chłopami" i sceną wywozu Jagny ze wsi

Jasiński po tych wydarzeniach mógł zareagować inaczej. Mógł przyczynić się do zwolnienia połowy fabryki, mógł zrobić wszystko. Jednak spasował i stwierdził, że już za biurko nie usiądzie, tylko zacznie pracować razem z innymi. Miał ludzkie odruchy, miał...
W dziewiątym odcinku podobał mi się jeszcze wątek procesu dr Kazanowicza. Cała kamienica stanęła za doktorem. Nie było lepszych i gorszych. Wszyscy byli równi, wszyscy stali po jednej stronie. To również było piękne na Złotej, że choć często lokatorzy kamienicy mieli różne zdanie, choć czasem się kłócili, to jeżeli jednemu z nich działa się krzywda, to się jednoczyli i wspólnie rozwiązywali problemy. Mieć takich sąsiadów to skarb!

Pięknie było dziś wejść na forum i zobaczyć to:

Jean widzę już po odcinku 12 (moim ulubionym). Trzeba nadrabiać zaległości.