Wczoraj sprezentowałam sobie maraton. Obejrzałam część odcinka 4, część 5 oraz cały 6.

Lang gorszy od Wrotka? No nie wiem. Co prawda Wrotek Halinkę traktowa bardziej humanitarnie. W ogóle nigdy chyba jej niczego złego nie powiedział...ale ona i tak robiła wszystko, zrobiłaby dla niego wszystko. Obaj mają za uszami, jeśli chodzi o stosunek do kobiet. Na innym polu są inni. Może lepsi, można powiedzieć. Lekarz - idealista? Tak. W końcu Tolka Pocięgło postawił na nogi - nie dla siebie, nie dla zysku, nie dla sławy.
To ja się raczej zgodzę z Mintkiem. Dla mnie Wrotek przy Karolu to "małe piwo przed śniadaniem". Sama wspomniałaś, że Mundek traktował Halinkę bardziej humanitarnie. Był z nią cały czas. Miał wiele kobiet, to fakt. Nie było to w porządku wobec Halinki, jednak nigdy jej nie zostawił, choć po głowie wiele razy chodziła mu myśl o rozstaniu. A Karol? Mnie jego lekarskie zasługi jakoś mnie nie przekonują. Dobrze, postawił Tolka na nogi, był znakomitym lekarzem, ale jakim był człowiekiem? Jak można być dobrym jeżeli pacjentów traktuje się fantastycznie, robi się dla nich wszystko a najbliższych się poniża? W swojej ostatniej wiadomości wspomniałam o nim, bo pojawia się w 4 odcinku. Niby taki wspaniałomyślny, nie chce wyrzucać Jasińskich ze "swojego" mieszkania, chce zamieszkać w służbówce, stawia Tolka na nogi. Jednak na każdym kroku każdemu pokazuje, że jest "mądrym" panem doktorem i wszyscy powinni się z nim zgadzać. Potrafił przecież pokłócić się z Lawiną, po ten miał inne poglądy. Zero jakiegoś szacunku dla osób starszych. Miał o sobie wysokie mniemanie, bo on syn starosty, to myśli, że wszystkie rozumy pozjadał. Nie umiem spojrzeć na niego łaskawym wzrokiem. A już potraktowanie Lidki...Chciałam wstrzymać się do obejrzenia 8 odcinka, ale skoro już się wypowiadam, to dokończę. W tym miejscu marzyłabym o jakiejś funkcji +18, bo żeby opisać zachowanie Karola wobec Lidki, to trzeba by użyć kilku mocnych słów. Wszystko byłoby dobrze, gdyby został w służbówce a nie szukał lepszego posłania w łóżku Lidki. Po co on się z nią ożenił? Tylko po to, żeby, powtarzając za Mundkiem, mieć nocne, właściwie całodobowe seanse pt. "Riki-tiki-tak" za darmo. Przecież daje to doskonale do zrozumienia Lidce, gdy ta go pyta o powód małżeństwa. Nic nie odpowiada, za to zamyka drzwi pokoju i zaciąga do łóżka. A ten tekst przed wyjściem na herbatę u profesora: "Profesor zaprosił wszystkich z żonami. Niestety..." I wcale nie jest mi żal, że nie pojechał na szkolenie. Dobrze zrobiła Lidka chowając przed nim list.

Nie była taka głupia, za jaką ją uważał. Nie wiem, czy myślę tak o nim z sentymentu do Lidki, jednak nie umiem inaczej.
Szkoda mi Tolka. To był wspaniały człowiek. Trochę szalony, ale w pozytywnym znaczeniu. Czy on musiał zginąć? Dzień po ślubie? No i znów Lidce się od życia oberwało. Widać tak musiało być, żeby później Lang miał się koło kogo zakręcić.
Do 6 odcinka wiele dzieje się w wątku Andrzeja i Baśki. W czwartym, po informacji, że Łukasz nie żyje, Baśka staje się bardzo rozrywkowa. Upija się, w nosie ma Andrzeja, nawet poszaleć chce z Mundkiem. Ten oczywiście okazję by wykorzystał. Nie wiem tylko co się nagle Basi stało na końcu odcinka, bo tak to na Jędrka patrzeć nie mogła a jak zawalił się budynek, to pierwsza biegła sprawdzić czy go tam nie ma. Jaka radość ją ogarnęła jak zobaczyła, że żyje.

Nagle doszła do wniosku, że może coś do niego czuje? Następnie choroba Basi i rozwijanie się ich uczucia. Tak się Talar starał, że w końcu Basia zgadza się zostać jego żoną. Pierwszy raz chyba zdarzyło mi się wzruszyć na ich ślubie. Może dlatego, że nie myślałam o tym co będzie dalej. Baśka chyba pokochała Andrzeja. Nie tak jak Zbożnego, to pewne, ale chyba z wdzięczności dla wszystkiego co dla niej zrobił. Jednak darzyła go uczuciem. Andrzejowi też udało się uniknąć zemsty Tomasza. Zauważyłam, ze Andrzej to ma chyba manię obracania się, bo na ślubie też się ogląda

Żeby oczywiście nie było zbyt pięknie, to już dzień po ślubie przychodzi list z CK z informacją, że Łukasz przebywa w Kanadzie. Z jednej strony dziwię się Marcie, że zdecydowała się na ukrywanie tej informacji przed córką, ale myślała, że tak będzie lepiej, bo młodzi są szczęśliwi. Z drugie podziwiam ją z tego samego powodu, bo trzeba było wile poświęcić ukrywając tę informację. Zdrowie poświęciłaby dla szczęścia córki. Tylko jakie to szczęście. Jeszcze będzie musiała się o tym przekonać.
Znów miała okazję oglądać Jadźkę. Ta jedyna chyba najbardziej kochała Andrzeja, mimo spraw związanych z Wiktorem. I ta gra Darii Trafankowskiej. Uwielbiam na nią patrzeć.
W kolejnych odcinkach poznajemy bliżej braci Andrzeja: Bronka i Leszka. Bronek - junak, przodownik pracy. Niby osiągnął wiele, ale na co mu się to wszystko przydało. Skończyło się tragicznie, bo wszystko mu się posypało - i dosłownie i w przenośni. Biedny Leszek był świadkiem wypadku. Pisząc o Bronku, trudno nie wspomnieć o Ewie - zapatrzonej w siebie panience. Kolejna taka co wszystkie rozumy pozjadała. Jednak śledziłam tą historię z Talarem, to doszłam do wniosku, że nie umiem jej do końca negatywnie ocenić. Baśka w 6 odcinku mówi do Bronka: "W życiu można kochać się w jednym Talarze". Można by pomyśleć, że Ewa pokochała dwóch, ale to dla mnie nie jest prawdą. Bronek jej najwyżej imponował, ale tylko Andrzeja pokochała prawdziwie. Bronek młody był, niedoświadczony i za dużo sobie obiecywał. A ona? Przecież tak naprawdę niczego mu nie deklarowała. To, że poszła z nim na testy mostu, to o niczym jeszcze nie świadczyło. Cały czas przecież powtarzała mu, żeby się od niej odczepił. Oczywiście święta nie była, ale szczerze Bronkowi dawała do zrozumienia, że nic między nimi nie będzie. Co do jej związku z Andrzejem wypowiem się później, jak dojdę do właściwych odcinków. Tak naprawdę dla mnie są dwie Ewy: ta zapatrzona w siebie, arogancka podczas historii z Bronkiem oraz poświęcająca wszystko kura domowa, żona Andrzeja. Ja wiem, ze to dokładnie ta sama osoba, ale zupełnie odmieniona. Nie tylko aktorka się zmieniła, ale też sama bohaterka. Jak już kiedyś pisałam, mój największy problem polega na tym, że dla mnie Ewa grana przez Joannę Pacułę a Ewa grana przez Halinę Rowicką to dwie osoby. Spotkałam się również z podobną wypowiedzią gdzieś w Internecie. Wiem oczywiście, że to ta sama osoba, ale jakoś nie umiem sobie tego połączyć.
Wiele można zauważyć niedociągnięć w serialu, ale bez sensu jest wytykanie małych błędów, jednak śmiać mi się zachciało, jak Bronek w jednej scenie 5 odcinka ma rysunek na klatce narysowany w lewo a w następnej w prawo
