Anna źle postępuje, ale to nie ona zadecyduje o dalszym życiu Marka. To co teraz będzie, to są tylko i wyłącznie konsekwencje wyborów Mostowiaka.
Jak to nie decyduje o dalszym życiu Marka? A dziecko to nic takiego?
Oczywiście, że nie decyduje. Dziecko będzie konsekwencją wyboru (decyzji) Marka.
Anka zadecydowałaby o losie Marka, gdyby go zgwałciła, przystawiła pistolet do głowy i strasząc zabiciem zmusiła do seksu.
Facet sam podjął decyzję (dokonał wyboru) utrzymując intymne kontakty z Anką. I chyba mi nie powiecie, że nie wiedział biedulek jakie mogą być ich konsekwencje. Anka nawet nie musiałaby perfidnie planować poczęcia dziecka. Zwykła wpadka i już.
I o ile pamiętam (a może się mylę) to do zawarcia układu doszło po "bara-bara", a nie przed i zakochana w Marku Anka mogła zupełnie inaczej wyobrażać sobie kontynuację tego związku. A i pomysłodawcą takiej formy znajomości był Mostowiak.
Anna źle postępuje, ale to nie ona zadecyduje o dalszym życiu Marka. To co teraz będzie, to są tylko i wyłącznie konsekwencje wyborów Mostowiaka.
Żadne z nich nie jest święte, Marek też nawala na całej linii. Ale nie róbmy też z Anki męczennicy, którą on wykorzystuje i do czegoś zmusza.
Jeśli zacytowałaś fragment mojego postu, to zapewne go przeczytałaś. Początek tej wypowiedzi nie jest raczej wyliczanką zasług umożliwiających wprowadzenie Anny w poczet męczenników.
Niektórzy kamieniowali ją, słowem nie wspomniawszy o postępkach Marka.
Ja przedstawiłam drugą stronę medalu, zaznaczając, że Anka właśnie święta nie jest. Tylko że zachowanie tej kobiety powodowane jest jakimiś uczuciami, zaś Marka tylko i wyłącznie... chucią.
Ciekawe, że Marek z Ewą poszli do opery akurat na Madame Butterfly 
Brawo! Bardzo ciekawe spostrzeżenie

O, i tu los chciał Mostowiakowi dopomóc uzmysłowić sobie w końcu istotę tego miłosnego trójkąta, ale co z tego, kiedy delikwent przespał operę

.