O rany, o rany... Właśnie obejrzałam 1071. I jest mi tak cholernie przykro... Ich rozmowa telefoniczna totalnie mnie zmiażdżyła.

Rozmowa telefoniczna dokładnie obrazuje ich relacje. Widać, że Marysi zależy na nim, chciałaby mieć go przy sobie (...). Artura zapewnienia, że też niby tęskni mnie nie przekonały. Wieczorna wizyta u Pawła również. Ruszyły go wyrzuty sumienia? Jakoś niespecjalnie było to widać. Marysi jest mi szkoda. Tak bardzo ucieszyła się, że przyjechał, że ją odwiedził. Boję się nawet pomyśleć, co będzie dalej.
I to bardzo! Przyznam szczerze, że chyba pierwszy raz (!) widziałam u niej taką tęsknotę za Arturem. Szczerość płynąca z tej sceny jest wręcz przerażająca. Tęsknota i smutek Marysi vs. totalne mamciewdu*ie Artura cholernie przygnębia.
W tej sytuacji moje bajkopisarstwo rzecz jasna dało o sobie znać.
Otóż, pomyślałam sobie, że może będzie tak:
Doktorek oczywiście pofika jeszcze sobie z kochanką chwilę. W tym czasie załamana śmiercią rodzeństwa, nieświadoma numeru jaki wywinął jej mąż- Marysia, będzie potrzebowała wsparcia, które owszem, od męża otrzyma, ale w bardzo okrojonej wersji. Jednak z racji, iż będzie w totalnej rozsypce weźmie co Artur da. Doktorek, ku niezadowoleniu Teresy, będzie spędzał sporo czasu z żoną i córką, no bo jednak żony w tej sytuacji zostawić nie wypada. W końcu jednak znudzony i poniekąd wkurzony naciskami i wyrzutami Blondi, dojdzie do wniosku, że to żona i córka jest tym czego pragnie w życiu najbardziej, poczuje nagły, niespodziewany, ale jakże silny powrót wielkiego uczucia do Marysi, ogólnie love forever (ooooo.... tak gwoli przypomnienia
M&Ar- forever! dziewczynki

) kopnie Blondi w tyłek i wszystko będzie wspaniale. Ach, a wkurzona Pani Prawnik będzie się mścić, chachmęcić i próbować pozbawić ich całego majątku(jeszcze nie wiem dlaczego, ale w grę wchodzi wspominany przez Was wyżej dzieciaczek Doktorka

).
Oczywiście trochę, a nawet bardzo to poplątane, ale mniej więcej ma to jakiś sens, chyba. Po prostu... "Pogubiłam się w tym wszystkim..."

Chociaż to tak bardzo powieliłoby historię z "Krzysiem", ble... To jednak, mimo wszystko naprawdę chciałabym, aby tak było...
Scenarzystki może faktycznie trochę się zagalopowały pisząc dalsze losy M&Ar, ale w końcu musieli mieć mocne wejście, tak żeby zwrócić na siebie uwagę, no bo ileż można wałkować chociażby temat wspaniałej Kasi i jej lowelasa Marcina

Niechaj Mostowiakowie znów będą górą!
Muszę jednak przyznać, że bardzo spodobała mi się gra aktorska p. Małgosi i p. Roberta. Nie wiem czy tak było naprawdę, czy to długotrwały ich brak w eMce to sprawił, ale pierwszy raz widziałam u nich emocje! Szkoda, że w takich scenach, ale jednak! Widać było radość Marysi, tęsknotę za córką i mężem. A i emocje Artura pokazane jak na dłoni. Jak dla mnie nie było tam ani grama sztuczności. Wszystko przedstawione w punkt.
Zgadzam się! Myślę, że ta przerwa naprawdę dobrze im zrobiła. Emocje związane z Arturem to jedno, ale mnie ujęły też sceny z 1071 z Martą, naprawdę miło było na nie popatrzeć- nic na siłę, żadnych wymuszonych uśmiechów, powróciły dawne siostrzane rozmowy. Fantastycznie.
