O tak, odcinek baaardzo w klimacie "Paradoksu", czyli tak jak lubię. I aż dziw człowieka bierze, że nie ma tu spektakularnych pościgów, strzelanek i mordobicia, czyli typowej dla kryminałów akcji, a serial wciąga niczym trąba powietrzna

.
Dopisuje się do zachwytów nad scenami opisanymi przez Majkę i nad kreacją Doroty Kolak - rewelacyjnie zagrana sterana życiem, nieudanym małżeństwem kobieta (plus idealna charakteryzacja bohaterki).
Prawdę mówiąc cały odcinek to sytuacyjne perełki. Fantastyczna scena uświadamiania naczelnika Talaka, że zarówno w jego, jak i Kaszowskiego gabinecie mają podsłuchy - dynamizm wytworzony przez ruch kamery (podążanie za bohaterami), spotęgowany odpowiednią muzyką (dynamiczne bębny)- zakończoną jak zwykle świetną wymiana zdań:
T: Te świnie przegięły. Zawiadamiam służby.
K; Po co. Wyłgają się byle czym. To samo mam w domu i w aucie.
T: No i co? Tak będziesz siedział w tych podsłuchach?
K: Już się nasiedziałem i co? Ubyło mi?
T: O co w tym wszystkim chodzi? Chcą ujebać cały wydział i załatwić kilka posad dla znajomych?
K: ... przy okazji.Kolejny kamyk do niepospolitej charakterystyki Henia Talaka, naczelnika wydziału wywiadu policyjnego. "W wolnych chwilach" przeciera szmatką szybki w gabinetowych szafkach, złotą rybką opiekuje się z czułością godną ojca

, z żoną flirtuje przez telefon jak za czasów wczesnej znajomości, ale gdy ma być "psem", to jest... porządnym "psem"
No i scena "na zebraniu pracowników zakładu", gdy Mietek (Topa) przyznaje się, że był na miejscu zdarzenia i nie pomógł, Joanna triumfująco patrzy na niego, nie wie, że za nią w geście solidarności z nim podnosi się las rąk pozostałych pracowników. Joanna odwraca się i zaskoczona nieruchomieje. I ta trwająca parę sekund chwila ciszy. Zrozumiała i jak przewidział Kaszowski "odpuściła". Scena cud, miód i orzeszki.
Związek Majewskiej z Młodym wychodzi z cienia. Nie tylko Zieliński już o nich wie:
K: Muszę wrócić do Gołębiewa. Popilnować
twojej pani, żeby nam za bardzo nie nawywijała.
No i Waldemar jest jakiś... dziwny, podejrzany. Niby to ten zły, niby posłuszny jak baranek względem Zielińskiego, ale coś mi tu nie pasuje. Ciekawa jestem co mu tam w głowie siedzi. Może jakaś przemiana, może jakiś błysk zrozumienia czegoś.