Autor Wątek: Coś na smaczek...  (Przeczytany 79026 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Kiki

  • Administrator Forum
  • *****
  • Wiadomości: 1648
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Coś na smaczek...
« Odpowiedź #150 dnia: Luty 18, 2013, 20:10:32 »
Wiedziałam, że to niemożliwe, abym była jedyna!
Wreszcie ktoś mnie rozumie w tej kwestii! :D

Moi rodzice już dawno się poddali, wszystkie zabiegi typu "zjedz chociaż kawałeczek" nie odnosiły żadnego skutku. Pamiętam jak mnie kuzynka taty namawiała - bo ona też jako dziecko nie lubiła, a teraz bez tego warzywa obejść się nie może - ale nawet jej nie chciałam wierzyć. Tak jak mówisz - lubię pomidorówkę, sos pomidorowy, ketchup... Pomidorów w jajecznicy nigdy nie jadłam, więc nie mogę się wypowiedzieć. I o ile jeszcze ta część przy skórce jest znośna (choć i tak jej nie cierpię), to miąższ i pestki są okropne.

ale rzeczywiście, są miejsca, gdzie wyławiać głupio, wtedy cały plasterek niemalże połykam w całości  żeby tylko jak najmniej poczuć <haha>
Żółwik! <haha>
Jeśli "plan A" nie zadziała, alfabet ma jeszcze 31 innych liter. Nie martw się.

Offline BlackTiger

  • Zaawansowany
  • ****
  • Wiadomości: 705
  • Wyróżnienia:
Odp: Coś na smaczek...
« Odpowiedź #151 dnia: Luty 18, 2013, 20:13:02 »
Cytuj
Wiedziałam, że to niemożliwe, abym była jedyna! Wszyscy się temu dziwią, ale też nie cierpię pomidorów.
Jeszcze jeden ludź nie lubi pomidorów. Taki ludź o nazwie Zuz. :) I niestety niejedzenie pomidorów kojarzy mi się głównie z nią a to dlatego, że Zuzu nie jadła ich do 21 r.ż. bodajże. Wtedy pierwszy raz spróbowała i potem dała opis: "Pomidor jest dobry" :D
Ale chyba na tym jednym razie poprzestała w smakowaniu ich. :D

Za to ja kocham pomidory, ale za to jedynie z solą. Nie lubię pomidorów z cebulą, uważam inaczej niż większość społeczeństwa, że cebula niszczy ich smak. :)

Dziś jadlam na obiad frytki, kotleta schabowego (mniam) i buraczki tarte. Dobra sprawa. ;)
Kotlety schabowe to jedna z kilku potraw, które mogę jeść w wielkich ilościach :D

Cytuj
W szkole już się wszyscy nauczyli, że jak kupuję bułkę na stołówce to pomidor zawsze ląduje w koszu (lub w bułce koleżanki), ale rzeczywiście, są miejsca, gdzie wyławiać głupio, wtedy cały plasterek niemalże połykam w całości  żeby tylko jak najmniej poczuć

Ja tak robię z cebulą i papryką :D Jak mogę to wywalam albo daję komuś a jak nie wypada to połykam, by jak najszybciej znalazło się w żołądku :D

Offline Skorpionica

  • Zaawansowany
  • ****
  • Wiadomości: 774
Odp: Coś na smaczek...
« Odpowiedź #152 dnia: Luty 18, 2013, 20:16:42 »
A dla mnie kanapka bez pomidora to nie kanapka. Jak mama jedzie na zakupy i pyta co kupić to pierwsze słowo to pomidor :D

Tak mówicie o plackach ziemniaczanych z cukrem i solą. Spróbujcie z pieczarkami (albo z kurkami w sezonie) w lekkim sosie ze śmietanki. Mega pyszności :)

Offline sysunia

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 84
Odp: Coś na smaczek...
« Odpowiedź #153 dnia: Luty 18, 2013, 20:28:53 »
Tak mówicie o plackach ziemniaczanych z cukrem i solą. Spróbujcie z pieczarkami (albo z kurkami w sezonie) w lekkim sosie ze śmietanki. Mega pyszności :)

Albo w gulaszu, czy to takim zwykłym czy węgierskim :D

BlackTiger, serio nie lubisz papryki i cebuli? :O Moje ukochane połączenie, czy to na surowo czy na gorąco, sałatki tylko z papryką i cebulą, najchętniej dodawałabym wszędzie :D A całkiem długo nie lubiłam ani jednego ani drugiego :P

Z tymi pomidorami nie jesteście same, ale powiem wam, że i tak dobrze, że się zmusicie, tudzież wyłowicie itp. Moja koleżanka nie znosi pomidorów do tego stopnia, że nie zje NIC co miało styczność z pomidorem (czyli np. nie wyłowi go sobie z hamburgera, hamburger idzie do kosza ;]). Pomidorówki też nie cierpi, ale te chemiczne pomidory typu keczup czy sos pomidorowy (taki w pizzy np.) je normalnie.

Ja pomidory lubię, ale jak np. robię sałatkę, to wykrawam środek i kroję w kostkę tą twardą część - nie lubię, jak mi te pestki tak pływają po sałatce :P No i pomidora z cebulą uwielbiam, szczególnie, jak sobie dorobię tego nieszczęsnego niezdrowego sosu sałatkowego Knorra ;]
Ale nie powiem, bo często też wyławiam pomidora z takich wielkich hamburgerów czy coś, szczególnie, że często trafiam na takie... jakby brzydko pokrojone, grubo albo tą końcową szczęść ze skórką, blah :P

Offline BlackTiger

  • Zaawansowany
  • ****
  • Wiadomości: 705
  • Wyróżnienia:
Odp: Coś na smaczek...
« Odpowiedź #154 dnia: Luty 18, 2013, 21:02:04 »
Cytuj
BlackTiger, serio nie lubisz papryki i cebuli? :O Moje ukochane połączenie, czy to na surowo czy na gorąco, sałatki tylko z papryką i cebulą, najchętniej dodawałabym wszędzie :D A całkiem długo nie lubiłam ani jednego ani drugiego :P

Mało, że nie lubię... Nienawidzę. Gardzę nimi, tak samo szpinakiem. Najgorsze danie wg mnie to krokiety ze szpinakiem i serem lazur... (Nota bene Wam polecam, bo normalni ludzie się tym zajadają ;) )
Dla mnie zapach tych trzech warzyw jest nie do zaakceptowania a ja mam tak, że jem to co mi dobrze pachnie.
Np. ogórków małosolnych nie zjem, tak samo takich dopiero co niedawno ukiszonych..., muszę mieć porządnie kwaskowato pachnące ogórki. :D

Ale.. np. syrop z cebuli dosyć lubię, szczypiorek lubię i jak papryka lub cebula są dobrze gdzieś zachomikowane to zjem..., ale to muszą być drobnymi kawałkami i bardzo dobrze w coś wmieszane. No i jedzenie nie może mi nimi przesiąknąć,, bo jak czuję ich zapach to ble...
Jedyny wyjątek stanowią pierogi ruskie. Tu cebula mi nie przeszkadza, choć jak za duży kawałek i jest możliwość, to wydłubuję.
Pierogi ruskie mogę o każdej porze dnia i nocy w dowolnych ilościach. :D

Podobnie jak Wy jako dziecko bardzo mało jadłam warzyw... Dlatego pewnie mama stosowała tę mizerię na słodko czy marchew z jabłkiem abyśmy choć trochę zjedli.
Zawsze byłam wybredna i trudno mi się przekonać do pewnych potraw.
Śledzi np. nie tknę. A już śledź z cebulą i śmietaną... o Fuuuu zwiewam gdzie pieprz rośnie jak najdalej od tego.
Za to w wieku 24 lat pierwszy raz spróbowałam Flaki (nie miałam wyjścia, byłam w gościach, nie mogłam odmówić) i mi nawet smakowały.
W Grecji próbowałam małży nie podeszły i ośmiornicę w sosie koperkowo jakimś tam i ona mi smakowała. Taka kurczakowata trochę. :)
Krewetek nie trawię. Tak samo sushi... Ostatnio próbowałam i stanęło mi w gardle aż pani domu się przeraziła, bo naprawdę miałam nieciekawą minę jak próbowałam to przełknąć... Wierzcie mi chciałam to polubić. :D Generalnie nie tykam surowego, bo i tatar mi nie podchodzi.
Przekonałam się też do żołądków i serduszek, ale ozorków chyba się nie odważę... Ciekawa jestem czerniny, bo w końcu rzadko je się krew. :P

Za to mięsa typu wołowe wieprzowe cielęce drobiowe mogę jeść prawie w każdej postaci (nie mogą mieć dużo cebuli [oczywiście jak się w niej duszą nie ma problemu tylko w środku nie może jej być] i np. majonezu :P ) Ryby też lubię. Chyba wszystkie zjem oprócz śledzi i większości owoców morza.
Lubię potrawy kapustne (za wyjątkiem kapuśniaku). Lubię wszystko co  ziemniakowe, kasze, ryże, makarony (spaghetti mniam albo takie małe makaroniki literki czy gwiazdki mniam)...

Nie przepadam za zupami. Wolę stałe dania a zupy jak już to gęste. Kocham rosół, pomidorową, grochówkę, kminkową z naleśnikami, zalewajkę i to jest taka brygada, którą mogę jeść... Inne typu pieczarkowa, grzybowa, fasolowa, barszcze wszelakie (czerwony, biały, ukraiński), krupnik też ujdą.
Nawet szczawiową ostatnio przełykam a jako dziecko trzymałam się jak najdalej, ale kapuśniak nadal mnie nie przekonuje. :)
Nie lubię chłodników.

Z warzyw lubię ogórki, pomidory, marchewkę, selera, buraczki (nie ćwikła), fasolkę żółtą szparagową, kalafiora  a wszystko inne to jest raz na jakiś czas w małych ilościach do ewentualnego spróbowania. Generalnie pozostałe mogą nie istnieć. Zwłaszcza cebula, papryka, cukinia, bakłażany, oliwki itp. :D

Za to chyba jestem jedną z nielicznych osób wielbiących owsiankę.  <smiech> I chyba tylko przez to, ze nie chodziłam do przedszkola, więc mnie nikt nie zmuszał do jedzenia. :D
Oczywiście lubię też placki ziemniaczane, z jabłkiem, racuchy i takie te badziewka :D
Lubię pierogi ruskie (oczywiście najlepsze babcine) i z mięsem i z kapustą i grzybami. Krokiety też lubię i naleśniki.
Nie lubię pierogów owocowych i knedli. Znalazłoby się jeszcze sporo rzeczy. O np. gardzę kaszanką. To jedzenie, bo potrawą tego nie nazwę..., to coś, to dla mnie danie pijaków spod monopolowego. Ja wiem, że większość Polaków ją uwielbia, ale mnie brzydzi... Jak widzę kaszankę, momentalnie mam odruch wymiotny. Wzięło się to pewnie z tego, że jako dziecko mieszkałam w starej kamienicy i tam właśnie miejscowe pijaczki, brudnymi łapskami kupowali i wcinali tę kaszankę... Fuuuu. No a poza tym je się ją z cebulą.  <smiech>

Dobra może ja już się zamknę..., bo rozpisałam się niesamowicie.  <smiech>

Offline El

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1261
  • Płeć: Kobieta
  • zagubiona w czasie...
  • Wyróżnienia:
Odp: Coś na smaczek...
« Odpowiedź #155 dnia: Luty 18, 2013, 21:30:36 »
Dziś jadlam na obiad frytki, kotleta schabowego (mniam) i buraczki tarte. Dobra sprawa. ;)
Kotlety schabowe to jedna z kilku potraw, które mogę jeść w wielkich ilościach :D

Prawdziwa Polka <haha>

Skoro mowa o ulubionych potrawach - moje to ryby, grzyby, wszelkie mączne typu pierogi, kluski, kołduny, babki, placki ziemniaczane, wszelkie zapiekanki (nie te na bułce, ale takie zapiekane w naczyniu żaroodpornym w piekarniku), z zup pomidorówka z makaronem, szczawiowa, grzybowa, ogórkowa (uwielbiam), barszcz ukraiński, krupnik, buraczkowa...

O kurczę aż mi się jeść zachciało <haha>

A dziś kilogram jabłek skroiłam w cieniutkie plasterki i suszą się na papierze na kaloryferach. Za jabłkami nie przepadam (chyba, że są w zapiekanym ryżu <szczerzy_sie>), ale takimi "chipsami" mogę się objadać i objadać <usmiech>
Możemy nosić chińskie ciuchy, jeździć czeskimi autami, patrzeć w japońskie telewizory, gotować w niemieckich garnkach hiszpańskie pomidory i norweskie łososie. Co do kultury, to jednak wypadałoby mieć własną.
Andrzej Sapkowski

Offline Caliente

  • Przyjaciel Forum
  • *****
  • Wiadomości: 584
  • Wyróżnienia:
Odp: Coś na smaczek...
« Odpowiedź #156 dnia: Luty 18, 2013, 21:34:09 »
O, cebuli też nienawidzę. Na pizzy jeszcze ewentualnie zdzierżę, ale jak mam okazję to też zrzucam, a poza tym... tragedia. Potrafi mi cebula zepsuć najsmaczniejszy posiłek. Wyczuję ją zawsze, choćby była w minimalnych ilościach.

A co do tego, co ktoś wyżej wspomniał - że chęć na mięso wiąże się z grupą krwi. Słyszałam już tę teorię. Moja pani od biologii też tak uważała. ;) Że osoby z grupy B będą bardziej "tęskniły" za mięsem jeśli zdecydują się na wegetarianizm oraz że szybciej mogą popaść z tego powodu w problemy ze zdrowiem. Zaś osobom z grupą A łatwiej się przestawić.
Od 8 lat nie miałam mięsa w ustach, nie zatęskniłam za nim ani razu. Ze dwa razy tylko zdarzyło się tak, że byłam bardzo głodna i weszłam do kuchni z pytaniem "Co tak pięknie pachnie?", a okazało się, że była to wędzona szynka i jakieś udka drobiowe, ale na uznaniu zapachu za ładny się skończyło, nie miałam ochoty po to sięgnąć. Niestety nie wiem jaką mam grupę krwi więc nie wiem czy się zgadza z teorią, czy nie :D
Każdy budował swoje życie albo je niszczył zgodnie z zasadami, które sam sobie narzucił. Albo które odrzucał.
Dla nikogo nie było ratunku.

Offline mindreader

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 379
  • Wyróżnienia:
Odp: Coś na smaczek...
« Odpowiedź #157 dnia: Luty 19, 2013, 08:24:25 »
Cytuj
Niestety nie wiem jaką mam grupę krwi więc nie wiem czy się zgadza z teorią, czy nie :D
Wiem, że to nie w temacie, ale to warto wiedzieć i mieć w ogóle zawsze przy sobie :) Dla swojego bezpieczeństwa :)

Cytuj
Prawdziwa Polka <haha>
Ja schaby zjem. I nawet lubię. Tylko nienawidzę ich panierować. W ogóle trzeba mieć szczęście, żeby wpaść do mnie w odwiedziny i trafić na coś w panierce.. Schaby zdarzają się z 3 razy w roku, ryby z 3 razy w roku i serki pleśniowe maks 2 razy. Ja i panierowanie, to zdecydowanie nie idzie w parze.

Podobnym cudem jest znalezienie u mnie w domu chleba, masła i wszelkich wędlinowatych, kiedy jestem sama. :D

Cytuj
Nie przepadam za zupami. Wolę stałe dania a zupy jak już to gęste. Kocham rosół, pomidorową, grochówkę, kminkową z naleśnikami, zalewajkę i to jest taka brygada, którą mogę jeść... Inne typu pieczarkowa, grzybowa, fasolowa, barszcze wszelakie (czerwony, biały, ukraiński), krupnik też ujdą.
Nawet szczawiową ostatnio przełykam a jako dziecko trzymałam się jak najdalej, ale kapuśniak nadal mnie nie przekonuje. :)
Nie lubię chłodników.
Mnie w zasadzie jest wszystko jedno, czy zupa, czy stałe. Zupy lubię wszystkie. I oprócz tej nieszczęsnej czerniny, nie wiem, czy jest jakakolwiek, którą mniej. A właśnie kupiłam sobie na szczawiową i na ogórkową, to mój plan na ten tydzień ;) No i pewnie rosół z raz, czy dwa... o tak, rosół to jest u mnie najczęściej. Śmieję się, że to moje lekarstwo na smutki :D

Cytuj
Śledzi np. nie tknę. A już śledź z cebulą i śmietaną... o Fuuuu zwiewam gdzie pieprz rośnie jak najdalej od tego.
Ja zupełnie odwrotnie. Innych ryb w dzieciństwie nie jadłam, musiałam się tego z czasem nauczyć, a śledzie zawsze. Moje ulubione:
śledzie, woda zagotowana z cebulą i z przyprawami, zatrzepana śmietaną i to podawane na zimno z gorącymi ziemniakami. Obowiązkowa potrawa w Środę Popielcową, Wigilię i w Wielki Piątek :D Mama się próbowała w tym roku w Popielec zbuntować :P Taaaa... oczywiście, że były.

A co pomidorów, no to.. trudno mi zrozumieć, że w ogóle da się ich nie lubić. Hahaha :D

Offline Caliente

  • Przyjaciel Forum
  • *****
  • Wiadomości: 584
  • Wyróżnienia:
Odp: Coś na smaczek...
« Odpowiedź #158 dnia: Luty 19, 2013, 09:50:14 »
Cytuj
Niestety nie wiem jaką mam grupę krwi więc nie wiem czy się zgadza z teorią, czy nie :D
Wiem, że to nie w temacie, ale to warto wiedzieć i mieć w ogóle zawsze przy sobie :) Dla swojego bezpieczeństwa :)

Wiem, wiem, ciągle się zbieram na zrobienie tych badań ale też ciągle mi nie po drodze. Nie rozumiem tylko czemu wszystkim moim znajomym określili to przy porodzie i wpisali do książeczki, a mnie nie.
Myślałam że dowiem się, jak pójdę oddać krew, ale mnie nie przyjęli :( Powiedzieli, że za mało ważę.

Śledzi nie jadłam nigdy, nawet wtedy, kiedy jadłam jeszcze mięso. Chyba że takie z puszki, w oleju lub pomidorach, którymi smarowało się chleb. Ale takie jak na wigilię, albo do wódki... brrrrr. Za to z tego co pamiętam, ryby w ogóle, jako takie, mi smakowały.
Każdy budował swoje życie albo je niszczył zgodnie z zasadami, które sam sobie narzucił. Albo które odrzucał.
Dla nikogo nie było ratunku.

Offline BlackTiger

  • Zaawansowany
  • ****
  • Wiadomości: 705
  • Wyróżnienia:
Odp: Coś na smaczek...
« Odpowiedź #159 dnia: Luty 19, 2013, 09:59:55 »
Cytuj
Prawdziwa Polka <haha>
Z Galicji na dodatek, bo jeszcze jak taka kapustka zasmażana do tego jest to ideał. <haha>

No ale właśnie ten kotlet z kapustą to danie austriackie, a u nas tak się przyjęło. :P

Cytuj
Ja i panierowanie, to zdecydowanie nie idzie w parze.
Mnie to nie przeszkadza, bo odkąd pamiętam to było moje kuchenne zadanie jako pomoc mamie i przywykłam. :)
Jak gotuję dla siebie to mało panieruję, ale to przez to, że jednego kotleta mi się nie opyla, poza tym to wydłuża a chcę zwykle jedzonko jak najszybciej.

Cytuj
O, cebuli też nienawidzę. Na pizzy jeszcze ewentualnie zdzierżę, ale jak mam okazję to też zrzucam, a poza tym... tragedia. Potrafi mi cebula zepsuć najsmaczniejszy posiłek. Wyczuję ją zawsze, choćby była w minimalnych ilościach.
Z tym wyczuwaniem cebuli mam tak samo. I na pizzy nie lubię, tam ewentualnie papryka. Cebula w zęby kole. :D

Cytuj
Podobnym cudem jest znalezienie u mnie w domu chleba, masła i wszelkich wędlinowatych, kiedy jestem sama. :D
Mam podobnie... :P Bo w zasadzie śniadanie jem w pracy a w domu obiadokolację i już więcej nic.
A na weekend jak wpada luby lub jakiś inny gość to kupuje się te wędliny, pieczywo i przeważnie ich nie dojadamy  i potem umierają... i trza wyrzucić a ja mam za każdym razem wyrzuty sumienia jak jakieś jedzenie, nawet popsute, muszę wywalić.


Caliente to Ty nawet chyba bardziej weganka niż wegatarianka ;)
Cytuj
Myślałam że dowiem się, jak pójdę oddać krew, ale mnie nie przyjęli :( Powiedzieli, że za mało ważę.
Mnie też nie pozwalają oddać krwi. :( Ten sam argument...
I jeszcze dziecinnym głosikiem baba do mnie, że ja chucherko i mało ważę.. Pfff :P

Offline Caliente

  • Przyjaciel Forum
  • *****
  • Wiadomości: 584
  • Wyróżnienia:
Odp: Coś na smaczek...
« Odpowiedź #160 dnia: Luty 19, 2013, 16:48:45 »
Caliente to Ty nawet chyba bardziej weganka niż wegatarianka ;)

No coś Ty. Ser i mleko pod każdą postacią to połowa mojej egzystencji. Masło, jajka, sery każdego rodzaju, jogurty no wszystkie produkty, w których się używa tych wcześniej wymienionych (ciasta, makaron...) - nie ogarniam, jak można bez tego żyć.
Każdy budował swoje życie albo je niszczył zgodnie z zasadami, które sam sobie narzucił. Albo które odrzucał.
Dla nikogo nie było ratunku.

Offline El

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1261
  • Płeć: Kobieta
  • zagubiona w czasie...
  • Wyróżnienia:
Odp: Coś na smaczek...
« Odpowiedź #161 dnia: Luty 20, 2013, 17:45:54 »
Po przypominającym nocnym esemesie (coś ok. 12 <haha>) do koleżanki dostałam w końcu przepisik... Biedaczka chyba ma jeszcze gorszą pamięć niż ja <szczerzy_sie>

Kawówka

1. Zagotować 1 szkl. wody, dodać 1 i 1/2 szkl. cukru i 1 cukier waniliowy.
2. 3 łyżki stołowe kawy rozpuszczalnej (ona robi z Tchibo Gold Crema) rozpuścić w szkl. gorącej wody.
3. Połączyć produkty z pkt 1 i 2, wymieszać i zostawić na noc.
4. Następnego dnia dodać 1 szkl. spirytusu. Wlać do butelki i odstawić na ok. tydzień, aby wszystko się "przeżarło".

Oczywiście podane porcje składników większa się w miarę chęci "wyprodukowania" zapasu, bo gwarantuję po osobistym "kiperowaniu", że taki na pewno będzie konieczny <szczerzy_sie>
Możemy nosić chińskie ciuchy, jeździć czeskimi autami, patrzeć w japońskie telewizory, gotować w niemieckich garnkach hiszpańskie pomidory i norweskie łososie. Co do kultury, to jednak wypadałoby mieć własną.
Andrzej Sapkowski

Offline mindreader

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 379
  • Wyróżnienia:
Odp: Coś na smaczek...
« Odpowiedź #162 dnia: Luty 20, 2013, 18:16:13 »
Bardzo, bardzo dziękuję. Od samego czytania zrobiła mi się ochota na kawówkę :D Kurde, że też w poście nie piję alkoholu... Na pewno jednak zrobię, sprawdzę na własnej skórze, jak to smakuje. Z moją miłością do kawy wróżę jednak sukces tej nalewce ;)

Ja dzisiaj zaserwowałam moim gościom kaszę gryczaną z maślanką. Najpierw zgodnie spytały, czy mam ochotę na częste wizyty w łazience (podobno tak działa maślanka... podobno, bo ja tego nigdy nie doświadczyłam, a maślankę litrami zdarza mi się pijać), potem spojrzały podejrzanie na talerze pełne kaszy, a potem usłyszałam: I ty się naprawdę tym najadasz? :D

Tak, najadam się. Ugotowana kasza gryczana, lekko osolona... i maślanka do przepicia. Bez żadnych dodatków. Dziadek mnie tego nauczył i jadam tak często, a na dodatek umieszczam bardzo wysoko na liście moich ulubionych potraw.

Offline El

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1261
  • Płeć: Kobieta
  • zagubiona w czasie...
  • Wyróżnienia:
Odp: Coś na smaczek...
« Odpowiedź #163 dnia: Luty 20, 2013, 18:26:21 »
Maślankę uwielbiam do młodych ziemniaczków z cebulką podsmażoną na boczku, albo odsmażanymi po obiedzie. Pycha. Jako zamiennik maślanki - zsiadłe mleko, z mleka prosto od Mućki <szczerzy_sie> (tak, mam takową u rodziców, zagorzałych fanów "Sami Swoich")

Za to kaszy gryczanej nie cierpię, brrr!
Możemy nosić chińskie ciuchy, jeździć czeskimi autami, patrzeć w japońskie telewizory, gotować w niemieckich garnkach hiszpańskie pomidory i norweskie łososie. Co do kultury, to jednak wypadałoby mieć własną.
Andrzej Sapkowski

Offline mindreader

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 379
  • Wyróżnienia:
Odp: Coś na smaczek...
« Odpowiedź #164 dnia: Luty 20, 2013, 18:39:09 »
Maślankę uwielbiam do młodych ziemniaczków z cebulką podsmażoną na boczku, albo odsmażanymi po obiedzie. Pycha. Jako zamiennik maślanki - zsiadłe mleko, z mleka prosto od Mućki <szczerzy_sie> (tak, mam takową u rodziców, zagorzałych fanów "Sami Swoich")
Maślankę mogę litrami. Zsiadłe mleko też. Mogę też kefiry - łącznie ze smakowymi (zresztą maślanki smakowe też). Jogurty tylko owocowe, naturalne mi stają w gardle :P Ale generalnie... dogaduję się ze wszystkim nabiałowym. :D A co do młodych ziemniaczków z cebulką... MNIAM. Ale tu się kłania moje głębokie uczucie do ziemniaków generalnie...

Nie mogę się tu wypowiadać. Raz, że jestem na diecie, a zaraz się robię głodna, a dwa, że mój entuzjazm przy pisaniu o jedzeniu jest przerażający :D