Autor Wątek: Historia - świadek czasu, światło prawdy  (Przeczytany 30132 razy)

0 użytkowników i 2 Gości przegląda ten wątek.

Offline Mintek

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1047
  • Płeć: Mężczyzna
  • Polski faszysta
  • Wyróżnienia:
Odp: W poszukiwaniu tradycji... Ku historii Polski...
« Odpowiedź #30 dnia: Czerwiec 26, 2012, 06:37:40 »
Musisz też Mintku zrozumieć, że młodzież chce żyć...tak po prostu, na luzie, normalnie, bez ciągłego wracania do tego, co było. Chce i żyć i być w cywilizowanym świecie. Cena mało ważna.
Nie da się. Dopóki wciąż będą istniały animozje na tle historycznych zaszłości - dopóty będą one dotyczyły nas wszystkich.

Cytuj
Historia nie jest tak jasna i przejrzysta jakby się wielu wydawało...
Tylko mało ludzi to rozumie. I nie ma tam czerni i bieli a same odcienie szarości. W końcu jak tak dobrze poszukać - to chyba każda nacja ma "za uszami" jeśli chodzi o wydarzenia sprzed lat.

Co zaś do "polskich obozów" - były i takie, były. Tuż po zakończeniu wojny, utworzono kilka obozów przejściowych dla ludności niemieckiej, która miała być deportowana za Odrę,. Obozy te były zarządzane przez polskie władze. Jest to taki trochę przykry epizod w naszych dziejach - bo jednak Polacy dręczyli tam tych niemieckich cywili. Rzadko się o tym mówi.
No ale to akurat inna bajka niż Oświęcim czy Majdanek...

Cytuj
Są dwie strony medalu. Żydzi wydali swoich i wydawali Polaków. Nie wiem co robili Polacy, ale tutaj gdzie jestem, za cenę życia, za cenę życia w strachu...ukrywali Żydów latami.
No ale to się w "mainstreamie" nie liczy. Liczy się nadmuchana do absurdalnych rozmiarów sprawa Jedwabnego i "wszyscy Polacy to faszyści i antysemici". Liczy się aby tą Polskę ciągle znieważać, a co najgorsze - robią to przede wszystkim Polacy - w mediach, w wypowiedziach publicznych itp. gdzie już w tej chwili całkiem oficjalnie patriotyzm jest równany z neonazizmem.

Pamiętam taki program TV, jeden z tych w rodzaju X-factor czy coś, gdzie uczestnicy spiewają a jury się wypowiada - koleś zaśpiewał piosenkę "Mówisz mi..." - taką lekko nostalgiczną, lekko patriotyczną. Rosiewicz to zdaje się kiedyś śpiewał... Zresztą znajdźcie sobie jej słowa, zobaczycie.
Reakcja członków jury (Zapendowska, Kora i ktoś tam jeszcze, chyba ten pedzio Piróg) była wręcz histeryczna - że "patriotyzm to coś potwornego", głupie uśmieszki, debilne komentarze... Opadły mi ręce. Staramy się niby to naśladować USA - ale tam patriotyzm jest ściśle ugruntowany, ludzie mają świadomość narodową, wiele ludzi ma w ogródkach maszt z flagą, w szkołach przysięga się wierność fladze i konstytucji - u nas patriotyzm to dla wielu niemal wstyd, takie odnoszę wrażenie. Patriotyzm według mediów i tak zwanych "autorytetów" (medialnych hien i klakierów) - oznacza PiS, Kaczyńskiego, Smoleńsk, Kościół czy wręcz jak już mówiłem - jakiś neonazizm zabarwiony nutką ciemnogrodu. Flagę wywiesza się jedynie na mistrzostwa piłkarskie, a wyjście w miasto w koszulce "POLSKA" automatycznie robi z człowieka skinheada.
« Ostatnia zmiana: Czerwiec 26, 2012, 08:49:23 wysłana przez Mintek »
"Kłótnia z idiotą jest jak gra w szachy z gołębiem. Możesz być lepszy ale gołąb i tak poprzewraca figury, nasra na szachownicę i będzie się cieszył, że wygrał"

Lisbeth

  • Gość
Odp: W poszukiwaniu tradycji... Ku historii Polski...
« Odpowiedź #31 dnia: Czerwiec 29, 2012, 22:30:35 »
Cytuj
Obozy te były zarządzane przez polskie władze. Jest to taki trochę przykry epizod w naszych dziejach - bo jednak Polacy dręczyli tam tych niemieckich cywili. Rzadko się o tym mówi.
Jeśli chodzi o władze, które na terenie Polski rządziły po 1945 roku, to nie były one polskie... Niby Polacy, ale Polacy zdrajcy. Od początku przygotowani przez ZSRR, na smyczy Moskwy...

Swoją drogą nieźle wyprali ludziom mózgi.


Mamy końcówkę czerwca a końcówka czerwca w 1956 roku była dość mocno burzliwa. Uwaga większości skupiła się na Poznaniu i tym co tam się działo.
Tak zwane "wydarzenia czerwcowe", "poznański czerwiec" to pierwszy bunt robotniczy przeciw władzy... Strajk, który zakończył się dla wielu tragicznie.
Zginęło wiele niewinnych osób, w tym całkiem przypadkowych, bo "władza" oczywiście musiała użyć siły, aby zdławić "faszystowską rewolucję".
Najmłodszą ofiarą był 13-letni Romek Strzałkowski.
Polecam przeczytać książkę 13 lat, 13 minut, która w ciekawy sposób łączy wydarzenia z Poznania, z wydarzeniami na Węgrzech w tym samym roku, tylko w październiku. Poprzez historię właśnie Romka jak i 17- letniego Petera (chłopak został skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano niemal natychmiast. Kat tak usunął podnóżek od szubienicy, że nie nastąpiło od razu przerwanie kręgów i rdzenia a co za tym idzie śmierć, tylko Peter umierał przez 13 minut w męczarniach.)

Straszne w swej wymowie są słowa Józefa Cyrankiewicza wypowiedziane 29.06.1956 : "Każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie!."
One moim zdaniem najprawdziwiej, najpełniej obrazują czym była Rzeczpospolita Ludowa.
Znalazłam dość ciekawą piosenkę dotyczącą "Czerwca '56" w wykonaniu The Sandals:
http://www.youtube.com/watch?v=m3N2bTfULuE&feature=related


Offline El

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1261
  • Płeć: Kobieta
  • zagubiona w czasie...
  • Wyróżnienia:
Odp: Podróż przez muzyczne dzieje
« Odpowiedź #32 dnia: Lipiec 01, 2012, 18:02:23 »
Jean, do tych świetnych, bardzo wymownych tekstów dodałabym jeszcze wizytówkę Lombardu, czyli "Przeżyj to sam". To też kawał historii w pigułce. Buntująca się przeciw systemowi rzesza ludzi i pamiętny 13 grudzień...

Na życie patrzysz bez emocji
Na przekór czasom i ludziom wbrew
Gdziekolwiek jesteś w dzień czy w nocy
Oczyma widza oglądasz grę
Ktoś inny zmienia świat za Ciebie
Nadstawia głowę, podnosi krzyk
A Ty z daleka, bo tak lepiej
I w razie czego nie tracisz nic

Refren:
Przeżyj to sam, przeżyj to sam
Nie zamieniaj serca w twardy głaz
Póki jeszcze serce masz

Widziałeś wczoraj znów w dzienniku
Zmęczonych ludzi wzburzony tłum
I jeden szczegół wzrok Twój przykuł
Ogromne morze ludzkich głów
A spiker cedził ostre słowa
Od których nagła wzbierała złość
I począł w Tobie gniew kiełkować
Aż pomyślałeś: milczenia dość

Refren:
Przeżyj to sam...


http://www.youtube.com/watch?v=K8XqfbGJyMc

- zakazane piosenki i walkę z okupantem dużo lepiej potrafi przestawić El smilie_girl_020 , z samej już racji zainteresowań starym kinem, muzyką przedwojenną i wczesną powojenną :)


No to mnie Jean urządziła smilie_girl_356. Teraz nie ma zmiłuj się, trzeba jakiś wykład uskutecznić :chanteuseyz8:

Zanim będą ?zakazane piosenki?, to cofnę się w lata dwudzieste, kiedy to powstała jedna z najsłynniejszych piosenek oficerskich, hit szwoleżerów i podchorążych.
Jeden z pułków stacjonujących na Śląsku został przerzucony na Pomorze, do Starogardu. Mieszkańcy niezbyt mile przyjęli przybywających stamtąd żołnierzy, okazując swoją niechęć na każdym kroku. Rozgoryczona młoda kadra oficerska, rozrywkowo spędzająca wieczór w jedynej w mieście knajpie (i trunkiem nieco owo rozgoryczenie wzmocniwszy), ułożyła na poczekaniu tekst piosenki do słyszanej właśnie melodii granej przez knajpianą orkiestrę :drunk:. Piosenka spodobała się pozostałym żołnierzom i odtąd często była przez nich śpiewana. Spodobała się też wizytującemu pułk płk. Wieniawie Długoszowskiemu (może dlatego, że był to człek znany z dość rozrywkowego charakteru smilie_girl_253) do tego stopnia, że nuty i tekst ?Szwoleżerów? zabrał ze sobą do Warszawy, rozpropagował wśród innych pułków i tak piosenka ta stała się wkrótce hitem nie tylko w wojsku, ale nawet w kabarecie. W słynnym ?Qui pro quo? zmieniono nieco tekst, aby stała się bardziej ?cywilna?, ale refren pozostał ten sam. Poniżej prezentuję wersję w wykonaniu Stanisława Wielanka i jego Czerniakowskiej Kapeli :bravojs0:.

http://www.youtube.com/watch?v=KtjEZmPXgFs

Dlaczego wspominam ?Szwoleżerów? ("Więc pijmy wino szwoleżerowie")? Bo była tak popularna nawet 20 lat później, że melodię jej refrenu wykorzystano w jednej z piosenek opowiadającej o pewnej tragicznej nocy wrześniowej...

http://www.youtube.com/watch?v=yAtJgMm-QaI

Gdy w noc wrześniowe północ wybiła,
Eskadr bojowych ogromna moc
Z szumem motorów się pojawiła,
W piekło zmieniła cichą noc.
Miasta i dworce zbombardowano,
Gdy ludność miasta była we śnie,
Gdy się niczego nie spodziewano,
To nam zadali ciosy złe.
Piersi obrońców murem stanęli,
W porannym słońcu sie bagnet lśnił.
Gdy w bój ruszyli, hura! krzyknęli,
Bagnetem popchli wroga w tył.
A wtem lotnictwo sie pojawiło,
Które w szeregi zbierali swe,
A naszych orłów widać nie było,
To nas zmusiło cofnąć sie.
Tak się cafalim do bram Warszawy,
Za nami sunął tankietek wąż,
Lecz się nie martwmy, wszak Bóg jest z nami
Wszak nam nie będzie źle tak wciąż.


Nieco rozrywkowy, choć chwalący szwoleżerską odwagę, honor i hart ducha tekst oryginalny został zastąpiony słowami opisującymi pierwsze dramatyczne chwile broniącej się przed wrogiem stolicy, ale też zapowiadającymi, że Warszawa jeszcze się nie poddała.
Kolejna ?adaptacja? melodii dotyczyła słynnego kujawiaka ?Czerwone jabłuszko?. Z nowym tekstem to piosenka będąca przestrogą dla sprzedajnych Polek, prowadzących się z żołnierzami okupanta. Przestroga, bo można się z niej dowiedzieć, co czeka takie panie. Poniżej w wykonaniu Aliny Janowskiej (znanej m.in. z roli Eleonory Gabriel w ?Złotoposkich?), łączniczki w powstaniu warszawskim, więźniarce w Serbii (więzienie gestapo, obok Pawiaka):

http://www.youtube.com/watch?v=7cqg5EO9VqQ&feature=related

A któż nie zna ?Siekiery, motyki?? Hymnu warszawskich szmuglerów, przemycających ze wsi do głodującej stolicy żywność, bądź parających się nielegalnymi interesami handlowymi w samej Warszawie. Ale i oni mieli swój honor, i oni mieli swój wkład w walkę z okupantem (przypomnijcie sobie Leszka Lichotę, czyli handlarza Wareckiego z ?Czasu Honoru?, który ukrywał Romka w stadninie koni). ?Siekiera, motyka? to dowcipna piosenka, a takich Niemcy bali się najbardziej. Dowcip podważał ich pewność siebie, pokazywał, że naród polski wcale nie żyje w strachu, w przygnębieniu (a w takim właśnie stanie można byłoby do końca ich zniewolić, zniszczyć). Warszawiacy podśmiewywali się w ten sposób ze wszystkich niepowodzeń politycznych i frontowych Niemców i ich popleczników. Takie piosenki były ich mechanizmem obronnym.

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=giSjOTq8zWQ

Na koniec najsmutniejsza piosenka warszawskich podwórek. Zawsze, gdy ją słyszę, a już na pewno w wykonaniu Zofii Mrozowskiej (dla której rola młodej Żydówki w ?Zakazanych piosenkach? była debiutem filmowym) łzy mi się kręcą w oczach. "Warszawo ma" piosenka w niezwykle przejmujący sposób opowiadająca o dramacie mieszkańców getta, o ich determinacji, woli życia i umiłowaniu stolicy.

http://www.youtube.com/watch?v=24OdZHdiPSY

Aby zapoznać się z innymi piosenkami będącymi swoistą bronią w walce z okupantem, a tym samym zakazanych przez niego, zapraszam do obejrzenia pierwszego powojennego filmu muzycznego ?Zakazane piosenki?. I choć głównym bohaterem filmu są właśnie piosenki, to na ich tle możemy śledzić historię mieszkańców Warszawy od początku wojny, aż po jej zakończenie.

« Ostatnia zmiana: Lipiec 09, 2012, 21:29:56 wysłana przez El »
Możemy nosić chińskie ciuchy, jeździć czeskimi autami, patrzeć w japońskie telewizory, gotować w niemieckich garnkach hiszpańskie pomidory i norweskie łososie. Co do kultury, to jednak wypadałoby mieć własną.
Andrzej Sapkowski

Offline Mintek

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1047
  • Płeć: Mężczyzna
  • Polski faszysta
  • Wyróżnienia:
Odp: Podróż przez muzyczne dzieje
« Odpowiedź #33 dnia: Lipiec 02, 2012, 06:42:34 »
Cytuj
Patrzy na równy tłumów marsz
Milczy wsłuchany w kroków huk
A mury rosną, rosną, rosną
Łańcuch kołysze się u nóg...


Ostatnia zwrotka tak mi zawsze przywodzi na myśl to, co widzę wokół siebie teraz....
I dlatego się ją zawsze pomija w "oficjalnych wykonaniach"... Kaczmarski swoimi "Murami" daje nam do zrozumienia fundamentalnie ważną rzecz - każda rewolucja jest zalążkiem nowego reżimu. gdy zburzysz mur to zostaną cegły, zerwane łańcuchy łatwo dadzą się naprawić. Co zresztą dobitnie nam pokazuje historia. Rewolucja Francuska, Październikowa, wszelkie rewolty i powstania (jak choćby obecna "arabska wiosna") - budują nowe mury, tworzą nowe łańcuchy. Po krótkim okresie euforii - "Obaliliśmy tyrana!" - zjawia się nowy tyran. Komuniści krwawo rozprawiali się z "białymi", wojska Rewolucji Francuskiej dokonywały mordów na skalę wręcz niewyobrażalną w regionach, które wciąż popierały króla, rewolucja irańska spowodowała powstanie dyktatury religijnej, pogonienie Batisty z Kuby spowodowało jeszcze gorszy reżim i ucisk.... i tak dalej i tak dalej.
"Kłótnia z idiotą jest jak gra w szachy z gołębiem. Możesz być lepszy ale gołąb i tak poprzewraca figury, nasra na szachownicę i będzie się cieszył, że wygrał"

Offline El

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1261
  • Płeć: Kobieta
  • zagubiona w czasie...
  • Wyróżnienia:
Na językach...
« Odpowiedź #34 dnia: Lipiec 04, 2012, 17:15:37 »
... czyli prawdy i legendy o ludziach ze świecznika, afery i skandale, ciekawostki z życia codziennego różnych grup społecznych na przestrzeni dziejów.
Mam nadzieję, że taka forma "nauki",  jaką myślę uskuteczniać w tym wątku (do czego zapraszam również innych forumowiczów smilie_girl_253), choć trochę ubarwi suche fakty historyczne podane na lekcjach w szkole smilie_girl_269

No to do dzieła...

W wątku o piosenkach wspominałam o pułkowniku Bolesławie Wieniawie Długoszowskim i o jego rozrywkowym charakterze. Pierwszy Ułan Rzeczypospolitej, adiutant i ulubieniec Marszałka Piłsudskiego wyznawał bowiem zasadę trzech ?k?: uwielbiał kobiety, koniak i konie smilie_girl_253. Nie był to jednak typ casanovy, czy pijusa. Wieniawa owszem korzystał z życia, ale z klasą.
Dziś wspomnę tylko o drugim ?k?, reszta innym razem.
Długoszowski był ułanem, a reguły ?międzynarodowego prawa kawalerskiego? nakazywały nie wzbraniać się od trunków. I choć Bolesław dość często brał sobie do serca ową zasadę, to dzięki niezwykłej odporności na działanie alkoholu, nigdy nie skończył ?pod stołem?. Co więcej, zabawa w jego towarzystwie zawsze była przednia :drunk:. Jeden z jego przyjaciół, Marian Hemar (najbardziej znany z tekstów największych, przedwojennych przebojów: Ten wąsik, Czy pani Marta jest grzechu warta, Nikt, tylko ty, Upić się warto, itp.) mówił o nim:
?W towarzystwie Wieniawy było się w polu magnetycznym jego osoby ? w polu magnetycznym jego wdzięku, swady, polotu i humoru, jego niespożytej energii, jego ochoty do życia, głodu życia?.
Zaś Kornel Makuszyński (tego pana chyba nie trzeba przedstawiać) dopowiadał:
?Jak wiatr z kadzidła rozwiewa, tak on wesołym, młodzieńczym śmiechem rozpraszał wszelką brodatą dostojność?.
A kolejny druh Długoszowskiego, Antoni Słonimski taką o nim rymowankę ułożył:
"Dzwoniąc szablą od progu idzie piękny Bolek,
Ulubieniec Cezara i bożyszcze Polek".

 smilie_girl_347
A towarzystwo bawić się umiało, oj umiało! Przygoda zaczynała się wieczorem w najlepszych z warszawskich lokalach (np. słynnej przedwojennej ?Adrii?), a kończyła rankiem w podrzędnych knajpach (jak chociażby ?U Joska? na Gnojnej) :th_girl_haha:. Oczywiście panom towarzyszyły często panie (żony i nie tylko żony), ale tylko do momentu zmiany lokalu. Przed kontynuacją restauracyjnych podróży były odwożone do domów smilie_girl_289.
Wracając do Długoszowskiego: po jednej z takich eskapad Pierwszy Ułan Rzeczypospolitej wracał do domu? trzema dorożkami. W pierwszej jechał on, w drugiej jego szabla, a w trzeciej rękawiczki :laie_67:. Fantazja Wieniawy nie miała końca i do Marszałka często dochodziły słuchy o kolejnych wybrykach podopiecznego, zazwyczaj kończyło się na małej reprymendzie. Ale jak tu się można było gniewać na łobuza, gdy stanął ci on przed obliczem zdenerwowanego przełożonego nie w mundurze a we fraku tak tłumacząc ów fakt:
?Komendancie, melduję posłusznie: wiem żem ciężko zawinił i powinienem dostać po pysku od Komendanta. Ale ponieważ bardzo szanuję swój mundur, przeto ubrałem się we frak. We fraku jakoś łatwiej to wytrzymam. Tym bardziej, że jak już mam dostać tak zwany cylinder (dziś mówimy ?w czapę?), to jestem w odpowiednim stroju?.
Tymi słowami całkowicie Piłsudskiego rozbroił. Zresztą Marszałek doskonale znał także zalety swego ulubieńca, a te absolutnie przesłaniały jego małe potknięcia. Mówił o nim, że ?ceni w nim to, że gdy był mus, mógł na niego liczyć bez względu na położenie? albo ?to jest człowiek, któremu ja wierzę bezwzględnie, człowiek najbardziej honorowy w armii?. I nie były to gołosłowne opinie. Wieniawa zasłynął niejednokrotnie z udanych bohaterskich akcji bojowych, które jednoznacznie potwierdzały jego męstwo i rozwagę.
Biorąc pod uwagę owe zalety Długoszewskiego i chcąc nieco ukrócić jego swawole, Marszałek nominował go na dowódcę 1 pułku szwoleżerów (spełniając przy tym największe marzenie Bolesława), zastrzegając:
?- Słuchajcie Wieniawa, macie mi pilnować szwoleżerów, żeby za dużo nie pili!
- Rozkaz, Komendancie! Obiecuję posłusznie, że nie będą pili więcej ode mnie!
- To mnie wcale tak bardzo nie pociesza ? westchnął z rezygnacją Marszałek?
 :th_girl_haha:
Jak się okazało, Wieniawa nie zawiódł Piłsudskiego. Rozumiejąc odpowiedzialność jaka na nim spoczęła sam przestał pić i wprowadził ?alkoholowy? rygor w pułku. Jednak swoich podkomendnych traktował jak własne dzieci, zawsze ich bronił. I za to wszyscy go szanowali.

Opowiastka może trochę przydługa, ale mam nadzieję, że nie nudnawa smilie_girl_253. To tylko część obrazu człowieka, który był prawą ręką Józefa Piłsudskiego w sprawach wojskowo-polityczno-dyplomatycznych. Jednak nie był jedynie zwykłym podwładnym. Miedzy Marszałkiem a Długoszowskim można było zauważyć coś na wzór relacji ojcowsko-synowskich. Pierwszy niejednokrotnie podkreślał w rozmowach z córką, że ze wszystkich swoich podkomendnych Wieniawę lubił najbardziej, drugi zaś dałby się za ?Dziadka? żywcem pokroić na kawałki. Ogromnie przeżył jego śmierć. Był przy nim w ostatnich chwilach życia, brał udział w sekcji zwłok, załatwiał formalności pogrzebowe związane z pochówkiem na Wawelu, a przez cały warszawski pogrzeb oraz w trakcie konduktu do Krakowa stał przy trumnie z obnażoną szablą. Po raz pierwszy ludzie widzieli jak Bolesław Wieniawa Długoszowski płacze.

I na zakończenie parę fotografii z naszym dzisiejszym bohaterem, w tle prezentowana przeze mnie w innym temacie pieśń szwoleżerów, którymi Wieniawa dowodził...

http://www.youtube.com/watch?v=RSzX5aweYWw
Możemy nosić chińskie ciuchy, jeździć czeskimi autami, patrzeć w japońskie telewizory, gotować w niemieckich garnkach hiszpańskie pomidory i norweskie łososie. Co do kultury, to jednak wypadałoby mieć własną.
Andrzej Sapkowski

Offline El

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1261
  • Płeć: Kobieta
  • zagubiona w czasie...
  • Wyróżnienia:
Odp: Podróż przez muzyczne dzieje
« Odpowiedź #35 dnia: Lipiec 08, 2012, 16:28:15 »
I wojna światowa, niemiecki żołnierz pełniący wartę, dla zabicia czasu i prawdopodobnie z tęsknoty za ukochaną, wymyślił sobie kilka zwrotek wiersza. Czysta amatorka, proste słowa, banalne rymy. Jednak po wojnie udało mu się wydać mały tomik z własną twórczością, a tuż przed wybuchem II wojny światowej jeden z niemieckich kompozytorów stworzył do wspomnianego wiersza muzykę. Niestety, mimo, iż piosenka w szybkim tempie stawała się przebojem w niemieckim radiu, jej wykonywanie zostało zakazane, bo ówczesne ministerstwo propagandy (z Goebbelsem na czele) uznało, iż owszem melodia jest fajna, ale zbyt melancholijna, a tekst też wprowadza smętny nastrój. Nie takiej piosenki potrzebują żołnierze wyruszający na front ? opiniował Goebbels.
Mijają trzy lata. Z Jugosławii, zajętej przez Niemców, swoje audycje dla niemieckich żołnierzy (zwłaszcza walczących w Afrika Korps) nadaje Radio Belgrad. Po zakończeniu każdej z nich w eter leci piosenka. Pewnego sierpniowego wieczoru przypadek sprawia (odpowiedzialny za te audycję żołnierz myli strony płyty), że frontowcy i to nie tylko niemieccy słyszą Lale Andersen i jej ?Lili Marleen?. Od tej pory żołnierze domagają się, aby mogli ją słyszeć codziennie. Nawet sam Rommel interweniował w sprawie odwołania zakazu.

http://www.youtube.com/watch?v=8btnYYDbkqQ

Nie spełniły się obawy Goebbelsa: piosenka dodawała otuchy walczącym żołnierzom, przypominała im bliskich, narzeczone, żony, czy w ogóle dom, była jego namiastką. I co najdziwniejsze tak samo działała (mimo że była śpiewana po niemiecku) na tych, którzy siedzieli w okopach po drugiej stronie linii frontu. Zdarzało się, że gdy nad polem walki rozlegały się pierwsze dźwięki ?Lili Marleen? Niemcy i Anglicy przerywali działania bojowe, aby wysłuchać jej do końca. Jakąś niesamowitą moc miała w sobie ta piosenka. Nie wiadomo, co było tego przyczyną: czy całkiem zwyczajna melodia, czy niczym niewyróżniający się tekst, czy głos niemieckiej śpiewaczki. A może zaklęty w piosence duch, który dla każdego słuchającego żołnierza był duchem jego rodzinnych stron?
?Lili Marleen? stała się wkrótce najsłynniejszą wojenną piosenką na całym świecie.
Śpiewana po angielsku przez Verę Lynn towarzyszyła w walkach brytyjskim żołnierzom:

http://www.youtube.com/watch?v=ZSMuTm649Hk

Przetłumaczono ją na wiele innych języków (bardzo popularna była także po wojnie), m.in. na język francuski, włoski, czeski, japoński a nawet hebrajski.
Jest i polska wersja tekstowa autorstwa Wojciecha Młynarskiego. Nie jest to wierne tłumaczenie, ale sens zachowany.

Światło mrok rozgarnia,
Bo u koszar bram
Pali się latarnia,
Którą dobrze znam.
Zobaczyć ciebie w wieczór ten
W jej blasku chcę.
Lili Marleen, tak chcę
Lili Marleen.

Zbliżasz się i oto
Wśród latarni lśnień,
Cienie dwa się splotą
W jeden wspólny cień.
Niech wszyscy ujrzą obraz ten.
Mój cień i twój.
Lili Marleen, i twój
Lili Marleen.

Słyszę twoje kroki,
A złociste skry
Twarz twą rzeźbią w mroku,
Ból sprawiają mi.
Kto będzie z tobą w wieczór ten
I noc po świt.
Lili Marleen, po świt
Lili Marleen.

Lecz gdy w otchłań runę,
Mocno wierzę, że
Jeden pocałunek
Twój ocali mnie.
Znów będziesz ze mną w wieczór ten
I noc po świt.
Lili Marleen, po świt
Lili Marleen.


Utwór znalazł się także na płycie Kazika ?Czterdziesty pierwszy?. Nie wiem czy ze słowami Młynarskiego, czy w jeszcze innym tłumaczeniu, czy bliższy oryginałowi, bo osobiście nie słyszałam. Niestety nie mogę znaleźć linka do ?polskiej? Lili Marleen. Gdyby komuś się udało, to bardzo proszę dać znać. Chętnie posłucham.

Swoją drogą, to podobna historia jak z kolędą ?Cicha noc? w czasie I wojny światowej. Ona też miała swoją moc. Działała, choć na chwilę, pojednawczo.
« Ostatnia zmiana: Lipiec 09, 2012, 21:30:42 wysłana przez El »
Możemy nosić chińskie ciuchy, jeździć czeskimi autami, patrzeć w japońskie telewizory, gotować w niemieckich garnkach hiszpańskie pomidory i norweskie łososie. Co do kultury, to jednak wypadałoby mieć własną.
Andrzej Sapkowski

Offline Jean

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 2669
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Na językach...
« Odpowiedź #36 dnia: Lipiec 09, 2012, 10:31:03 »
Cytuj
Długoszowski był ułanem, a reguły ?międzynarodowego prawa kawalerskiego? nakazywały nie wzbraniać się od trunków. I choć Bolesław dość często brał sobie do serca ową zasadę, to dzięki niezwykłej odporności na działanie alkoholu, nigdy nie skończył ?pod stołem?

Może oszukiwał? smilie_girl_149
Kapitalny wątek. Mam nadzieje, że się będzie ładnie rozwijał.  Szperam teraz w pamięci i jedyne co sobie przypominam to parę newsów o królach, z dynastii Piastów nawet, niestety dotyczących rzeczy, o których tutaj chyba nie ośmielę się napisać. Jednemu nawet zoofilia nie była obca smilie_girl_308
Może kiedyś....

Offline Mintek

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1047
  • Płeć: Mężczyzna
  • Polski faszysta
  • Wyróżnienia:
Odp: W poszukiwaniu tradycji... Ku historii Polski...
« Odpowiedź #37 dnia: Lipiec 10, 2012, 11:15:22 »
Polecam film pt "Czarny Czwartek - Janek Wiśniewski padł". Stosunkowo dobra, nieżle osadzona w faktografii (z wywiadów wiadomo, że nawet dialogi w filmie są autentyczne) i pozbawiona fikcyjnych "wyciskaczy łez" rekonstrukcja wydarzeń z Trójmiasta z roku 1970. Sucha, wręcz paradokumentalna relacja o desperacji ludzi i bezwzględnej władzy. Do dziś mam przed oczami sceny z kierownictwa PZPR gdy Gomułka (GENIALNIE zagrany przez Pszoniaka) krzyczy "Czy wojsko nie umie strzelać?!".
No i wojsko strzelało. Nie tylko do najbardziej "ruchliwych" demonstrantów - ale nieraz na oślep - ginęły kobiety i dzieci zupełnie przypadkowo. Paradoksalnie - ukazywało to frustrację i bezradność tej władzy, która na żądania "ludzi pracy" ukazywała jedynie odpowiedź w kształcie lufy karabinu i pałki milicyjnej.
Komunizm nie liczył się z nikim i z niczym - mnie osobiście dziś przeraża, że wciąż są ugrupowania, które do "wartości" komunizmu jawnie nawiązują jak choćby polskie partie "lewicowe".
Dalej - dlaczego nie została u nas przeprowadzona gruntowna dekomunizacja? Dlaczego wciąż nie są ukarani oprawcy z czasów PRL, dlaczego procesy ciągną się latami, komunistyczni sędziowie i prokuratorzy wciąż piastują wysokie stanowiska decyzyjne? Dlaczego wreszcie - słuszne żądania rozliczenia kacyków PRL za swoje przestępstwa - są na forum publicznym wyśmiewane i wyszydzane?
Zgoda - dyskusyjną sprawą jest Stan Wojenny z 1981. Stały wojska radzieckie na granicy, czy też Jaruzelski "wyskoczył pzed szereg"? Ale wciąż żyjący mordercy z 1956, 1970 itp. jakoś mają się dobrze i raczej nie sądzę, żeby ponieśli karę.
Całe zło komunizmu jest sukcesywnie pomniejszane. Dlaczego? Czy niedługo doczekamy się podręczników historii, w których będzie napisane, że w latach 1945-1989 Polska "miodem i mlekiem płynęła" a ludzie żyli w szczęściu, wolności i dobrobycie....?
"Kłótnia z idiotą jest jak gra w szachy z gołębiem. Możesz być lepszy ale gołąb i tak poprzewraca figury, nasra na szachownicę i będzie się cieszył, że wygrał"

Offline Little Anne

  • Art's Souls
  • *****
  • Wiadomości: 121
Odp: W poszukiwaniu tradycji... Ku historii Polski...
« Odpowiedź #38 dnia: Lipiec 10, 2012, 13:12:41 »
Historię uwielbiam od zawsze, więc jestem bardzo szczęśliwa, że powstał taki dział.

Wracając do tematu Napoleona. To jest moja ulubiona karta historii, ale nie patrzę na nią przez pryzmat oczekiwań, marzeń Polaków związanych z pokładaniem nadziei w Cesarzu Francuzów. Moim zdaniem, myślę, że nie tylko moim, Polacy od zawsze byli naiwni, zbyt ufni w stosunku do mocarstw. Nadzieje pokładane w Napoleonie były zbyt wygórowane. Polacy myśleli, że skoro taki człowiek obala rządy dyrektoriatu, hcce doprowadzić do pogodzenia różnych warstw społecznych we Francji, reformuje system oświaty, wprowadza kodeks cywilny i wygłasza takie hasła jak: "Wolność, równość, własność, tolerancja religijna", to również przyjdzie z pomocą takiej nieistniejącej już Polsce. Tak naprawdę mydlił oczy, bo chodziło mu o to, aby zwiększyć liczebność wojsk w wojnie z Rosją. Nawet, gdyby los potoczył się inaczej i Francja wygrała by wojnę, to nie wydaje mi się, aby Napoleon spełnił swoje obietnice w 100%.

Na kongresie Wiedeńskim powstało Królestwo Polskie i miało to niby zadowolić Polaków... Ale jak miało to zadowalać skoro Królestwo miałobyć związane unią personalną z Rosją. To postanowienie hamowało wszystko, zaczynając od polityki zagranicznej. A przecież dla cara Aleksandra I było to tylko eksperymentem dla "liberalnej polityki". Chciał uchodzić w oczach opinii europejskiej jako władca liberalny i oświecony, a po cichu robić swoje. I tak było przez kilkanaście lat.

Offline El

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1261
  • Płeć: Kobieta
  • zagubiona w czasie...
  • Wyróżnienia:
Odp: Na językach...
« Odpowiedź #39 dnia: Lipiec 13, 2012, 18:08:25 »
Cytuj
Długoszowski był ułanem, a reguły ?międzynarodowego prawa kawalerskiego? nakazywały nie wzbraniać się od trunków. I choć Bolesław dość często brał sobie do serca ową zasadę, to dzięki niezwykłej odporności na działanie alkoholu, nigdy nie skończył ?pod stołem?

Może oszukiwał? smilie_girl_149
Nawet gdyby, to musiałby tę umiejętność wyszkolić do perfekcji, bo kompanija jego raczej w końcu by się dojrzała. A okazji takich sporo miała, bowiem panowie nader często wspomniane wyżej podróże po tych  znaczniejszych i tych mniej "godnych" knajpach uskuteczniali. W "Ziemiańskiej" nawet stały kącik paczka owych "wesołków' miała, a wśród nich Tuwim, Słonimski no i oczywiście Wieniawa Długoszowski, wojskowym mundurem na tle eleganckich fraków swoich kompanów odznaczający się smilie_girl_307 A jakimże to gorącym afektem panowie pałali do tych spotkań "kulturalno-artystycznych", niech poświadczą słowa poety, naocznego świadka "stolikowych" posiedzeń smilie_girl_253:
"Hej, rozniesie się echo po szerokim rynku,
Kiedy mi buchnie z gardła pieśń pijacka szczera!
Pójdę dzisiaj wieczorem do dymnego szynku,
Uchleję się gorzałką, jak jasna cholera!"
(...)
A wypiję - potłukę wszystko! I zapłacę!
Sam zapłacę!Co nie stać mnie na bicie szklanek?
Stać mnie, wy, takie syny! Za swą czarną pracę
Mogę mieć dwa tuziny rublowych kochanek!

Tłukę, bo chcę! Bo fajrant! Wolność! Bo mam władzę!
Hulaj duszo, do rana! Z drogi! Dziś my pany!
A wyjdę z szynku - ręce do kieszeni wsadzę,
zatoczę się szeroko po ulicy pijanej"

Julian Tuwim "Pieśń sobotniego wieczoru"


:drunk:

Ha! I któż by pomyślał, że pan Tuwim od "Lokomotywy" wierszyki takie czasem popełniał? Chociaż, jakby się tak uważniej "tuwimowa" pani słowikowa przyjrzała słynnemu spóźnionemu panu słowikowi i przysłuchała jego wymówkom, to może kapnęłaby się, że coś kręci, że wcale nie zachwycał się pięknym wieczorkiem, a właśnie w drodze do domu o "Ziemiańską" zahaczył :laie_67:
I dobrze, że bez inszych przygód wrócił, bo po takich wojażach suto zakrapianych mógłby być łatwym celem praktyk uczniów ze szkół "specjalnych zawodów" smilie_girl_253. O czym często Kurier Warszawski donosił (1924 r.):

"Władze urzędu śledczego, z insp. Sonenbergiem na czele, tocząc od szeregu dni zaciekłą walkę z panoszącemi się zuchwale bandami złodziejskimi, natknęły się dziś w nocy, podczas obławy - na olbrzymie gniazdo złodziejskie przy ul. Krochmalnej Nr 11, będące jednocześnie "szkołą" zawodową dla złodziejów (...), produkującą coraz nowy element zbrodniczy. Adepci tej szkoły rekrutujący się z chłopców, wałęsających się po ulicach i pozbawionych opieki rodzicielskiej - kształcili się w sztuce złodziejskiej na manekinach, pod wodzą wytrawnych specjalistów. W momencie wkroczenia policji śledczej, w norach piwnicznych znajdował się cały zespół "właścicieli" i "profesorów" oraz kilku zawodowych złodziejów, w tem pewna liczba chłopców".
 :th_girl_haha:

Jednym z najsłynniejszych "dyrektorów" owych placówek edukacyjnych był niejaki pan H., który do programu nauczania włączył... naukę pisania, czytania  i rachunków, a przedmiotem praktycznym było oczywiście doliniarstwo, czyli wyciąganie z kieszeni portmonetek, zegarków, wyjmowanie z krawatów kosztownych szpilek. Warty podkreślenia jest fakt, że była to jedna z pierwszych szkół koedukacyjnych. Nauka trwała dwa lata i kończyła się egzaminem w terenie (zabawy i loterie publiczne, targowiska, dworce, itp). Oczywiście pod nadzorem "nauczycieli" :th_girl_haha:

No proszę, jakież postępowe było nasze przedwojenne społeczeństwo :laie_67:
Możemy nosić chińskie ciuchy, jeździć czeskimi autami, patrzeć w japońskie telewizory, gotować w niemieckich garnkach hiszpańskie pomidory i norweskie łososie. Co do kultury, to jednak wypadałoby mieć własną.
Andrzej Sapkowski

Offline Alden

  • HaPi
  • *****
  • Wiadomości: 755
Odp: W poszukiwaniu tradycji... Ku historii Polski...
« Odpowiedź #40 dnia: Sierpień 22, 2012, 13:05:36 »
Lisbeth marudziła, że nikt tu nie piszę więc ja coś spróbuje skrobnąć...

W sierpniu nasze wojsko obchodzi kilka ważnych świąt - wybuch powstania warszawskiego, którego to w tym roku obchodziliśmy 68 rocznicę, święto Wojska Polskiego (15.08) czy też rocznica cudu nad Wisłą. Jak pokazuje historia nasz naród w trudnych chwilach umie się jednoczyć (zabory, I, II wojna światowa), ale i też lubimy dbać głównie o własne interesy (demokracja szlachecka)...

A teraz od 2 wojny światowej odbiegając chciałbym się zapytać was o zdanie dt. króla Stanisława Augusta Poniatowskiego - czy to jest końcowy reformator czy raczej sługus carycy Rosji Katarzyny II? (Katarzyna II miała wielu faworytów w tym i właśnie S.A.Poniatowskiego, każdego obdarzała wielkimi dobrami...)

Offline Jean

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 2669
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Historia - świadek czasu, światło prawdy
« Odpowiedź #41 dnia: Wrzesień 04, 2012, 00:58:24 »
Co do Poniatowskiego to zdania są podzielone. Były reformy, ale za jego panowania nas doszczętnie rozebrali. Ale nie wieszam na nim psów przysłowiowych. Uważam, że trzeba pamiętać o tym, iż nie od zawsze był sługusem "Kaśki". Wręcz chyba starał się rządzić po swojemu a każdy ruch wywoływał zaniepokojenie strony rosyjskiej. Skończył jako sługus, bo nie miał żadnego poparcia wewnątrz.

Offline Jean

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 2669
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Historia - świadek czasu, światło prawdy
« Odpowiedź #42 dnia: Listopad 27, 2012, 09:28:15 »
Nie Niemcy! Zapamiętaj! Chyba nie chcesz, żeby Niemcy poczuli się urażeni - zarówno w Katyniu jak i w całej Europie bestialstwa czynili NAZIŚCI, wojnę wywołali NAZIŚCI, Żydów mordowali NAZIŚCI. A to nie to samo co Niemcy ;)
Zresztą - podobnie jak w dobrym tonie jest mówienie "rom" a nie "cygan", "gej" a nie "pederasta" - to ludzi, którzy napadli na Polskę w 1939 raczej nie należy nazywać "Niemcami" tylko "nazistami".

Jacy naziści? Młode pokolenie w ogóle nie zna tego pojęcia, podobnie jak PZPR to dla nich Polski Związek Piłki Ręcznej. Zaczynam wierzyć, ze te sondy uliczne są ustawiane. Po  prostu ktoś komuś wcześniej mówi, co ten ma powiedzieć. Nie wierze, że są aż tak tępi ludzie - nie wierzę i już  :(

Odsyłam do definicji komunizmu - sam w sobie zakłada równość klas nie ma lepszych i gorszych. No i poza tym z drugiej strony czy ludziom źle żyło się za komuny? nikt przynajmniej nie musiał po śmietnikach chodzić jak teraz...Nie chcę by wyszło nagle, że jestem wielkim obrońcą komunizmu, bo nie popieram jego zbrodni, za które odpowiedzialny był Stalin, nie popieram też represji komunistów polskich wobec wszelakiego oporu, próbuje tylko pokazać, że komunizm w życiu codziennym nie był aż taki zły

Czy się stoi czy się leży to każdemu się należy :-)

Offline BlackTiger

  • Zaawansowany
  • ****
  • Wiadomości: 705
  • Wyróżnienia:
Odp: Historia - świadek czasu, światło prawdy
« Odpowiedź #43 dnia: Czerwiec 29, 2013, 22:41:48 »
Szukając sobie różnych informacji o ludziach związanych z AK i NSZ wpisałam w przeglądarkę imię i nazwisko dziadka, który w tychże organizacjach służył.
I wyskoczyła mi dość interesująca rzecz. Mianowicie artykuł z 2005 roku, zamieszczony w Gazecie Pomorskiej. Napisany przez brata dziadka o ubiorze szkolnym młodzieży w dwudziestoleciu międzywojennym. :)
http://www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20050908/ALBUMBYDGOSKI/50908006



Po lewej stronie mój dziadek Zygmunt. Swoją drogą przystojniak był z niego. <haha>

Offline Jean

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 2669
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Historia - świadek czasu, światło prawdy
« Odpowiedź #44 dnia: Czerwiec 30, 2013, 16:32:44 »
Coś wspaniałego! Mam na myśli głównie stare fotografie, na których czas się zatrzymał. Nie wiem czy tylko ludzie ze zboczeniem historycznym tak mają czy wszyscy, ale w starych fotografiach, zapiskach mogłabym grzebać godzinami. Kiedyś nie spałam cała noc, tylko po to, żeby przestudiować sobie historię rodziny aptekarzy z mojego miasteczka rodzinnego. Przestudiować oczywiście dla własnego hobby - nikt mi nie kazał i nie wymagał tego ode mnie.
Może fotografii nie zachowało się jakoś szczególnie wiele, zwłaszcza, że w wielkim pożarze na początku XX wieku w ciągu paru godzin spaliło się całe miasto (doszczętnie), ale to co zostało (cudem) tworzy niesamowity obraz ludzi GENIALNYCH. Ludzie biedni, bez domu, bez niczego potrafili nie tylko odbudować miasto ale wznieść jeszcze neogotycki kościół, architektoniczne cudo. Kamieniczki, które pamiętają wiele. Kapliczki i każda ma swoją legendę.  Dlatego ciągle się ma wrażenie długu do spłacenia wobec swoich praojców.
Swoją drogą, zawsze mnie zastanawiało, dlaczego dziadek od małego powtarzał mi, że wszystkiego się nie trzyma w jednym miejscu...ciekawe czy to ma związek z pożarem? <slucha>

No i to co nas "wyróżnia" w pewien sposób...
Pamiętam dzień, w którym przyjechała po raz pierwszy ekipa  do ekshumacji, kiedy pierwszy raz zobaczyłam na żywo ludzką czaszkę (chociaż z pewnej odległości) i każda ta czaszka potem otrzymała nazwisko. Byłam wtedy VIII klasie, ale już wiedziałam gdzie po maturze wylądują moje papiery.
Popularyzacją a może bardziej przypominaniem tego miejsca zajmuje się mój kolega, który, w przeciwieństwie do mnie, nie stracił nic ze swojej wielkiej pasji.

 http://www.polskaniezwykla.pl/web/place/22382,turza-maly-katyn-kolo-sokolowa-malopolskiego.html

Przepraszam, tak mnie jakoś naszło... :-\