... czyli prawdy i legendy o ludziach ze świecznika, afery i skandale, ciekawostki z życia codziennego różnych grup społecznych na przestrzeni dziejów.
Mam nadzieję, że taka forma "nauki", jaką myślę uskuteczniać w tym wątku (do czego zapraszam również innych forumowiczów

), choć trochę ubarwi suche fakty historyczne podane na lekcjach w szkole

No to do dzieła...
W wątku o piosenkach wspominałam o pułkowniku
Bolesławie Wieniawie Długoszowskim i o jego rozrywkowym charakterze. Pierwszy Ułan Rzeczypospolitej, adiutant i ulubieniec Marszałka Piłsudskiego wyznawał bowiem zasadę trzech ?k?: uwielbiał kobiety, koniak i konie

. Nie był to jednak typ casanovy, czy pijusa. Wieniawa owszem korzystał z życia, ale z klasą.
Dziś wspomnę tylko o drugim ?k?, reszta innym razem.
Długoszowski był ułanem, a reguły ?międzynarodowego prawa kawalerskiego? nakazywały nie wzbraniać się od trunków. I choć Bolesław dość często brał sobie do serca ową zasadę, to dzięki niezwykłej odporności na działanie alkoholu, nigdy nie skończył ?pod stołem?. Co więcej, zabawa w jego towarzystwie zawsze była przednia

. Jeden z jego przyjaciół, Marian Hemar (najbardziej znany z tekstów największych, przedwojennych przebojów:
Ten wąsik, Czy pani Marta jest grzechu warta, Nikt, tylko ty, Upić się warto, itp.) mówił o nim:
?W towarzystwie Wieniawy było się w polu magnetycznym jego osoby ? w polu magnetycznym jego wdzięku, swady, polotu i humoru, jego niespożytej energii, jego ochoty do życia, głodu życia?.Zaś Kornel Makuszyński (tego pana chyba nie trzeba przedstawiać) dopowiadał:
?Jak wiatr z kadzidła rozwiewa, tak on wesołym, młodzieńczym śmiechem rozpraszał wszelką brodatą dostojność?.A kolejny druh Długoszowskiego, Antoni Słonimski taką o nim rymowankę ułożył:
"Dzwoniąc szablą od progu idzie piękny Bolek,
Ulubieniec Cezara i bożyszcze Polek". 
A towarzystwo bawić się umiało, oj umiało! Przygoda zaczynała się wieczorem w najlepszych z warszawskich lokalach (np. słynnej przedwojennej ?Adrii?), a kończyła rankiem w podrzędnych knajpach (jak chociażby ?U Joska? na Gnojnej)

. Oczywiście panom towarzyszyły często panie (żony i nie tylko żony), ale tylko do momentu zmiany lokalu. Przed kontynuacją restauracyjnych podróży były odwożone do domów

.
Wracając do Długoszowskiego: po jednej z takich eskapad Pierwszy Ułan Rzeczypospolitej wracał do domu? trzema dorożkami. W pierwszej jechał on, w drugiej jego szabla, a w trzeciej rękawiczki

. Fantazja Wieniawy nie miała końca i do Marszałka często dochodziły słuchy o kolejnych wybrykach podopiecznego, zazwyczaj kończyło się na małej reprymendzie. Ale jak tu się można było gniewać na łobuza, gdy stanął ci on przed obliczem zdenerwowanego przełożonego nie w mundurze a we fraku tak tłumacząc ów fakt:
?Komendancie, melduję posłusznie: wiem żem ciężko zawinił i powinienem dostać po pysku od Komendanta. Ale ponieważ bardzo szanuję swój mundur, przeto ubrałem się we frak. We fraku jakoś łatwiej to wytrzymam. Tym bardziej, że jak już mam dostać tak zwany cylinder (dziś mówimy ?w czapę?),
to jestem w odpowiednim stroju?.
Tymi słowami całkowicie Piłsudskiego rozbroił. Zresztą Marszałek doskonale znał także zalety swego ulubieńca, a te absolutnie przesłaniały jego małe potknięcia. Mówił o nim, że
?ceni w nim to, że gdy był mus, mógł na niego liczyć bez względu na położenie? albo
?to jest człowiek, któremu ja wierzę bezwzględnie, człowiek najbardziej honorowy w armii?. I nie były to gołosłowne opinie. Wieniawa zasłynął niejednokrotnie z udanych bohaterskich akcji bojowych, które jednoznacznie potwierdzały jego męstwo i rozwagę.
Biorąc pod uwagę owe zalety Długoszewskiego i chcąc nieco ukrócić jego swawole, Marszałek nominował go na dowódcę 1 pułku szwoleżerów (spełniając przy tym największe marzenie Bolesława), zastrzegając:
?- Słuchajcie Wieniawa, macie mi pilnować szwoleżerów, żeby za dużo nie pili!
- Rozkaz, Komendancie! Obiecuję posłusznie, że nie będą pili więcej ode mnie!
- To mnie wcale tak bardzo nie pociesza ? westchnął z rezygnacją Marszałek?

Jak się okazało, Wieniawa nie zawiódł Piłsudskiego. Rozumiejąc odpowiedzialność jaka na nim spoczęła sam przestał pić i wprowadził ?alkoholowy? rygor w pułku. Jednak swoich podkomendnych traktował jak własne dzieci, zawsze ich bronił. I za to wszyscy go szanowali.
Opowiastka może trochę przydługa, ale mam nadzieję, że nie nudnawa

. To tylko część obrazu człowieka, który był prawą ręką Józefa Piłsudskiego w sprawach wojskowo-polityczno-dyplomatycznych. Jednak nie był jedynie zwykłym podwładnym. Miedzy Marszałkiem a Długoszowskim można było zauważyć coś na wzór relacji ojcowsko-synowskich. Pierwszy niejednokrotnie podkreślał w rozmowach z córką, że ze wszystkich swoich podkomendnych Wieniawę lubił najbardziej, drugi zaś dałby się za ?Dziadka? żywcem pokroić na kawałki. Ogromnie przeżył jego śmierć. Był przy nim w ostatnich chwilach życia, brał udział w sekcji zwłok, załatwiał formalności pogrzebowe związane z pochówkiem na Wawelu, a przez cały warszawski pogrzeb oraz w trakcie konduktu do Krakowa stał przy trumnie z obnażoną szablą. Po raz pierwszy ludzie widzieli jak Bolesław Wieniawa Długoszowski płacze.
I na zakończenie parę fotografii z naszym dzisiejszym bohaterem, w tle prezentowana przeze mnie w innym temacie pieśń szwoleżerów, którymi Wieniawa dowodził...
http://www.youtube.com/watch?v=RSzX5aweYWw