A mnie przybyło, żeby nie powiedzieć wróciło.
Nie jest tego tyle ile było kiedyś ale w część rzeczy niestety się już nie mieszczę. I wiecie co? Nie jest mi z tym źle. Po raz pierwszy w życiu nie mam z tego powodu wielkich kompleksów. Pewnie, że chce wrócić do starej wagi, ale jak mi się to nie uda to tragedii nie będzie.
Niestety cierpi na tym mój kręgosłup. Od jakiegoś czasu notorycznie mnie boli. Cóż, jak się powiększało to wszystko...i teraz trzeba to dźwigać.
Obiecałam sobie, że znowu zacznę chodzić na siłownię. Idealnie widać po mnie skutki siedzącej pracy. Jem tyle samo - no może trochę częściej wieczorem coś skubnę. Ale brak ruchu niestety jest coraz bardziej widoczny. Także trzeba wprowadzić plan w życie - siłownia 2 razy w tygodniu.
