Obejrzałam odcinek 1351, i wiecie co? Zachęcam Was do oglądania, jako fani tej pary nie będziecie żałowały.
Artur i Marysia wystąpili w kilku scenach - jak na serial: było ich dużo, choć ja mam niedosyt - chciałabym więcej.
Pierwsza scena: jest cudowna w swej prostocie. Marysia siedzi przy stole w kuchni w Grabinie, czyta gazetę. Obok niej stoi filiżanka kawy. Artur podchodzi i szybko zabiera jej napój i zaczyna się nim delektować. Rogowska ni to groźnie, ni to zaczepnie sugeruje, żeby mężczyzna sam sobie zrobił kawę, skoro potrzebuje kofeiny. Doktor jednak jasno wyjaśnia, że Marysina kawka jest o niebo lepsza od tej, którą by sam zrobił, poza tym są kwita - bo Rogowska czyta jego medyczny periodyk. Maria odpuszcza temat przywłaszczenia kawy i zaczynają dyskusję nad przypadkiem pionierskiej operacji, która przywróciła jakiemuś mężczyźnie władzę w nogach. Maria jest pełna nadziei, Rogowski studzi jej entuzjazm mówiąc, że jedna udana operacja to żaden dowód na odkrycie skutecznej walki z ciężkimi uszkodzeniami rdzenia kręgowego.
Widać w tej scenie, jak Artur się spina na każde wspomnienie imienia Kamil, zupełnie jakby już widział Marynię i Starskiego przed ołtarzem. Kiedy tak sobie gawędzą, do pomieszczenia wchodzi Seniorka i obie panie udają się na cmentarz.
Przy grobie Lucjana babcia Mostowiak jeszcze raz daje do zrozumienia córce jak wspaniałym człowiekiem jest Rogowski, a Maria powinna to docenić. Zamiast zaprzeczyć, Rogowska tylko potakująco kiwa głową.
W drodze do domu Basia i Marysia spotykają księdza z parafii. Wdowa po zmarłym Lucjanie w obecności kapłana chwali Rogowskiego, że zięć bardzo jej pomaga. Na to Rogowska prostuje z tą swoją zbolałą miną - "Były zięć, mamo". Ale Mostowiak nie daje się zbić z pantalonu własnego planu i celnie ripostuje: "Artur to dobry chłopak. I wspiera mnie". Księdzu jest z lekka głupio, Marysia - zdaje się być załatwiona. Szarej Królowej Focha zabrakło argumentów, więc już tylko się uśmiechała bez sensu - jej mina bezcenna. Ale moje drogie: to, mam nadzieję, były ostatnie podrygiwania zołzy, bo dalej już było tylko cieplej....
Scena nr 2 Artur i Marysia
Maria odnajduje Starskiego nieprzytomnego na podłodze. Od razu dzwoni po Artura. Opowiada mu ze szczegółami stan chorego. Medyk rusza do akcji (akurat był wtedy na grzybach z Basią). Przyjeżdża do wilii przedsiębiorcy przed karetką, podaje adrenalinę. Chwilę później wchodzi ekipa ratowników medycznych. Rogowski relacjonuje wykonane czynności, podkreślając, że jest lekarzem

. Później sanitariusze zabierają chorego do szpitala, a Rogowski podchodzi do Marysi i delikatnie, uspokajająco gładzi ramiona byłej żony. Kobieta się nie odsuwa.
Scena nr 3 Artur i Marysia
Maria wybiega za wychodzącymi Arturem i ich wspólną córeczką, żeby podziękować mężczyźnie za szybkie przybycie i pomoc. Jej uśmiech, w ogóle cała rozpromieniona twarz są pucharem dla jednego, jedynego zwycięscy tego dnia - dra Rogowskiego

. Minka biednego Artiego jest również urocza - pewnie biedaczysko sobie myśli, że właśnie uratował rywala. Uwaga pielęgniarki była skupiona na nim. Dla Rogowskiego ratowanie ludzkiego życia to chleb powszedni, dla Rogowskiej - gest niezwykły. Artur skromnie mówi, że to Marysia uratowała swojego pracodawcę, ale ona już wie - bohater jest tylko jeden i jest nim ojciec Basi

.
Scena nr 4 Artur i Marysia
Znów przy stole, tym razem w duży pokoju. Artur czyta książkę, Maria wyciąga z kredensu serwis, nalewa coś ciepłego do szklanki i siada. Bardzo blisko swojego bohatera

. Rozmawiają o Starskim. Artur jest wobec niego krytyczny, Maria - nazbyt wyrozumiała, co oczywiście wzbudza podejrzenia naszego Styranego Romea

. Z kamienną twarzą przyznaje, że ocenia biznesmena surowo i zapewne jest do niego uprzedzony, ale on się martwi o Marysię - żeby nie cierpiała z powodu swojego dobrego serca. Słuchajcie...jakbyście widziały minę Rogowskiej - Artur w tym czasie mógłby rozprawiać o czymkolwiek, dosłownie, a ona i tak patrzyła by na niego w ten magnetyczny sposób. Jakby mówiła całą sobą: "Rozgryzłam Cię, robaczku, jesteś zwyczajnie zazdrosny, ale nie masz o co".
Po tym, jak Rogowski wyjawia swoje wątpliwości, Marysia chwyta go za ręce - oplata jego dłonie swoimi, na znak solidarności, może pojednania. On ją całuje w te dłonie - tak wiem co sobie pomyślicie - szału nie ma, erotyka to tutaj na poziomie klasztornym (choć pewnie i tam panuje większa swoboda), ale za to ciut później Rogowska czule głaszcze czoło "byłego" męża i patrzy....na swojego bohatera

. Na tę scenę, a jakże, wchodzi mamusia

, która uśmiecha się szelmowsko i wycofuje się po angielsku. A nasza parka nawet jej nie zauważa, zajęta sobą

.
