A to akurat prawda. Ja na początku jeździłam, a potem... ech. Teraz wsiadam za kierownicę raz w roku, maks 2-3. I zawsze na początku się stresuję, muszę wszystko ogarniać, dopiero po jakimś czasie czuję się 'pewnie'. W sumie to chwilami czuję się jak 'kaleka' z tym, że muszę mieć K., żeby jechać gdzieś dalej, bo sama ze sobą to raczej nie pojadę. Z drugiej strony nie jestem uzależniona od samochodu - chodzę pieszo, używam komunikacji miejskiej. Tak, schodzi dłużej, ale też wychodzi mnie dużo taniej... no i kiedy przemierzam świat pieszo, to przynajmniej mam jakiś ruch.

Przy tym.. nie stoję w korkach, nie wściekam się na innych kierowców, mogę spokojnie oddać się książce (w komunikacji miejskiej, nie na spacerze

), albo uciec w świat marzeń. Dla mnie plusy przeważają
Co nie zmienia faktu, że będę musiała się z samochodem przeprosić, bo kiedy wrócę do pracy, to nie pozostanie mi nic innego, jak odwożenie Asi do babci. Albo do ciotki. Tak czy siak - jedyna opcja to samochód, bo autobusami i tramwajami schodziłoby mi strasznie, strasznie długo. Ech. Trzeba będzie, to będzie trzeba, ale nie cieszę się na to. Prowadzić nie lubię, za kierownicą czuję się źle, a i w ogóle bleeeh. Jestem przykładem królewny, która lubi mieć swojego szofera, który ją wszędzie zawiezie.

Nie no... tak serio, to jeden nie lubi chodzić po górach, drugi nie lubi gotować, trzeci nie lubi robić zakupów, a ja nie lubię prowadzić. I tyle
