Nie mogę przeboleć dzisiaj Marty, jeja, to jest naprawdę jedna z tych postaci, którym powinno się już dać spokój. No i co teraz, znów Budzynowi wybaczy? Czy nie wybaczy i już razem nie będą? Szkoda gadać, taka kochana rodzina i tak ją rozwalić. Normalnie się przejęłam. 
A co Marta ma Andrzejowi wybaczyć?
To, że ją zdradził? Przecież Piotrek pojawił się na świcie, gdy oni się nawet nie znali. Ba! Sama Marta była może wtedy z innym facetem.
A może to, że jej nic nie powiedział o synu? Przecież Andrzej mówił jej, że o niczym nie wiedział. I tu mamy sedno sprawy. To Marta musi teraz coś udowodnić
Nie tak dawno zapewniała męża, że mu ufa. Powiedziała to już po całej aferze z Agnieszką, czyli Andrzej musiał odbudować to zaufanie. To ile warte są jej słowa teraz? Gdy było cacy, szczęście lało sę litrami, to ona mu ufa. Gdy pojawiła się trudna sytuacja, to gdzie podziało się jej zaufanie? Zostało rzucone na wiatr.
Dramat Marty to pikuś w porównaniu z dramatem Andrzeja.
Szczęście Marty zależy teraz tylko i wyłącznie od niej. Od tego, czy wspomniane wyżej "zaufanie" było zaufaniem.
Andrzej jest w dużo gorszej sytuacji. Gdy pogodził się już z tym, że nie będzie miał własnych dzieci, gdy pożegnał się z marzeniem o posiadaniu syna, jak grom z jasnego nieba spada na niego wiadomość, że syna już ma i to od 10 lat. Nie mógł uczestniczyć w jego wychowywaniu, bo mu o tym nikt nie powiedział. Nie widział jego pierwszych kroków, nie słyszał wypowiadanych pierwszych słów i prawdopodobnie już tego nie doświadczy. Być może to była jedyna okazja.
Druga kwestia jego dramatu dotyczy tego, że okłamywany był przez matkę. Tak, wiedziała od niedawna, ale jak się dowiedziała, to powinna mu powiedzieć. Nie czekać, aż to zrobi Edyta. To nie widzimisie obcej kobiety powinno być dla niej ważne, ale własny syn.
No i trzecia strona dramatu, facet może stracić rodzinę, osoby które kocha (Marta, Ania). I to przez coś, w czym jego winy absolutnie nie ma.
Kto to w ogóle jest ten Holtz? Gangster? Prawnik? Bo wygląda jak prawnik, zachowuje się jak gangster.
A bo to mafia nie ma swoich księgowych, lekarzy, czy prawników?
I żadna palestra nic tu nie wskóra, jeśli prawnik działa zgodnie z prawem. A doskonale wiemy o tym, że nasze prawo ma tyle niedociągnięć, że dobry "papuga" zawsze wynajdzie kruczek pozwalający na ominięcie tegoż prawa.
Widocznie wśród prawników pewnie też jest wielu gangsterów
.
Pytam bo w filmie pokazany jest że to niby adwokat, ale w rzeczywistości to wątpię czy nawet adwokat reprezentujący gangstera posunąłby się do zastraszania, szantażu, tekstów w stylu "My możemy wszystko" - bo raczej na pewno wybuchłaby gruba afera. W końcu jest jakaś tam Palestra i żaden adwokat nie jest "państwem w państwie". A tu pokazują jak Holtz normalnie zastrasza Jędrzeja i jego rodzinę a ten nic.
Żadna afera nie wybuchnie, bo on straszy faceta, na którego ma haki. Andrzej ma wiele do stracenia, jeśli sprawę ujawni (zlecenie podrzucenia dowodów, szefowi mafii, który z kolei szantażował lekarza operującego Anię).
Skąd Holtz dowiedział się o sekrecie, który znały jedynie Wanda i Edyta?
Myślę, że dla prawnika na usługach mafii, "grającego" nieczysto, to małe piwo znaleźć haki na delikwenta. Wystarczy pośledzić różne osoby, "zagadnąć" kogoś, na kogo też mają kwity, podpytać, zmanipulować, przekupić, podstawić kogoś, itp.
Oprócz Edyty i Wandy o sekrecie wiedzieli: mąż Edyty, lekarka, która przeprowadzała badania DNA, prawnik przygotowujący testament Wandy, chyba także Zuza (nie oglądałam tego odcinka, ale ona coś tam podsłuchała).
I od tych osób mogły wyciec informacje w sposób niewinny, całkiem nieświadomie mogli się do tego przyczynić (ktoś na zlecenie mafii, mógł się wkraść do laboratorium na przykład).
A tak z innej strony, tak o innym bohaterze, to podoba mi się "nowy" Irek. Kryminalne przeżycia, prawie zetknięcie się ze śmiercią sprawiły, że facet stał się bardziej dojrzały, taki niby wyciszony, ale przy tym intrygujący. No i wyprzystojniał. Ten zarost dodaje mu drapieżnego uroku
