Po pierwsze, Hana i James. Scena, w której chciał z nią uprawiać seks, na szczęście nie okazała się aż taka, jak w zwiastunie. Cieszę się bardzo, że Hana nie dała się namówić. Mam już powoli dość Jamesa i jego kłamstw, również to z wizytami u psychiatry. Pożegnałam go z ogromnym uczuciem ulgi.

Po drugie, Wiktoria i Przemo. Scena, gdy leżeli razem w łóżku szpitalnym była przeurocza. Mam skrytą nadzieję, że kiedyś znów się zejdą.

Szkoda, że ich tak poniosło na koniec.
Sambora 'kochanie' wypowiedziane do Niny i przytulas..

Dlaczego, dlaczego jest ich tak mało?
Co do sporu Niny i Wiktorii, to rozumiem obydwie i sama nie wiem, która ma więcej racji. Gdybym musiała wybierać, stanęłabym jednak po stronie Niny. Ona lepiej go zna, miała już z nim styczność, a poza tym odnoszę wrażenie, że to Wiktoria jest nieobiektywna (a nie Nina, jak jej zarzuciła). Natomiast zachowanie i odzywki Falkowicza chamskie. Gdybym miała takiego człowieka przed sobą, ciężko by mi było się powstrzymać i utrzymać emocje na wodzy.
Nina za to ma ciężko od samego początku przyjścia do szpitala. Ciągle jest o coś posądzana z powodu związku z Samborem. Najpierw gnębił ją Borys, teraz Falkowicz. Żal mi dziewczyny.

Gdzie ten Piotr?
