Mnie bardziej drażni to, że w serialu kompletnie nie ma zachowanej hierarchii statusu, pozycji majątkowej, zawodowej. Każdy jest "ubrany" "na bogato", modnie..
To akurat obecnie "zmora" wielu seriali - nieważne, czy według fabuły rodzina jest bogata czy biedna - każdy chodzi modnie ubrany, jeździ dobrym samochodem, ma olbrzymi apartament, wszędzie czysto, sterylnie itp. I tylko Rudowłosa Kobieta półleżąc na kanapie w wymiętym dresie i tłustych włosach wzdycha nie wiadomo do czego
Co tam wczoraj było....? Aha, pamiętam.
Jak po akcji z "prawie porwaniem" Antka Marek i Ewa się do siebie nie zbliżą, to publicznie powiem, że Marek to "miętki wacek" i "mamzela"
Akcja w pubie - Ulka jak zwykle daje "do pieca", gzi się z jakimiś gnojkami w podejrzanych okolicznościach. I pomyśleć, że to ona kiedyś, w dawnych czasach była tą rozsądną i mądrą. Marek tutaj akurat zachował się chytrze - dał kolesiowi pracę - no i dobrze, musi go mieć na oku.
A ja tej Edyty nie lubię bo będzie mieszać u mojej ulubionej pary, która jest już stabilna po kryzysie. Mnie ona denerwuje niby, nie kreują ją na czarny charakter, osobę która absolutnie nie chcę psuć związku swojego daawnego kochanka. Ale dla mnie to ona niezbyt szczere intencje. Pojawia się ni stąd, ni owąd, żali się starej Budzyńskiej i mówi, że ojciec dziecka absolutnie nie może się dowiedzieć, że jest biologicznym ojcem jej dziecka. Skoro Edzia dobrze, wie że jest nim Andrzej chce ukryć prawdę, to po jaką cholerę zwierza się właśnie matce biologicznego ojca swojego dziecka? Skoro już chce być taka w porządku, to mogła nie nasuwać myśli Wandzie, na Andrzeja, tylko jakoś to ładnie ominąć, jeśli już miała potrzebę wygadania się, a jeszcze większą uchowania tajemnicy Piotra.
Słuchaj, jeśli faktycznie "nie zależy jej na odzyskaniu Jędrzeja" i "nikt się nie może o tym dowiedzieć" - to po jasny grom ktoś taki w ogóle przyjeżdża z dzieckiem do matki swego byłego? Siedź kobito w domu z synem i ludziom nie mąć w życiu. Przecież wiadomo, że te gadki-szmatki to po to by podkręcić atmosferę bo wszyscy wiemy, że "oj, będzie się działo".
Żenująco to scenarzyści rozgrywają...... mogliby odejść od schematu "sinusoidy"* - bo już bez czytania streszczeń łatwo się można domyśleć co ma się stać z parą, której losy śledzimy.
* "serialowa sinusoida" - zasada, wedle której im gorzej się dzieje w życiu bohatera tym szybciej sytuacja odmieni się na dobre - i vice versa. Przykładowo, mamy małżeństwo - i jak np. mają długi, nie mają pracy itp - to nagle wygrywają milion w totka. Gdy jest już dobrze, są ustawieni, kochają się itp - pojawia się "dawna miłość" męża albo żony z celem rozwalenia tego do fundamentów. I tak dalej.