W większości zgadzam się z Justkiem. Co my wczoraj przeżyłyśmy czekając na odcinek

Ze skrajności w skrajność. W końcu jednak zwyciężył smutek. Zakończenie tego wątku, jak dla mnie najlepszego i najpiękniejszego, jest bolesne. Trudno nie zgodzić się ze słowami p. Mikołajczaka. W życiu nie spodziewałam się, że można tak zżyć się z fikcyjnymi postaciami. Tyle serca włożyć w śledzenie losów bohaterów serialu. Oczywiście cała zasługa w tym p. Kasi i p. Jacka! Doskonale zagrali swoje role, będę im za to wdzięczna zawsze. Szkoda tylko, że w taki sposób wszystko się zakończyło. Płakałam, naprawdę płakałam. Niby wiedziałam, że zrobiła to z miłości, że musiała dać mu wolność, bo bycie razem przyniosło im wiele smutku i cierpienia. Oczywiście, że wolałabym, żeby pojechali razem. Niestety, scenarzyści zaplanowali im inaczej przyszłość. Okropnie było mi przykro patrzeć na tę scenę. Skoro już ją opuszczał, to mogli ładnie pokazać to pożegnanie. A nie scena ni z gruszki ni z pietruszki. Ot tak, nagle Otto spakowany i czeka na transport. Mogli się pożegnać, mogli się przytulić, o pocałunku nie wspomnę! Tak ostatni raz! Zupełnie inaczej ta scena by wyglądała. Chociaż pewnie, gdyby doszło do pocałunku, to trudniej byłoby im się rozstać. Widać było, że Maria chętnie rzuciłaby mu się w ramiona. I to jak trzyma go za rękę!

Byłam przekonana, że się odwróci, że przytuli, pocałuje... Naiwna... Pojechał. Słowa Marii? Mam wrażenie, że chciała mu powiedzieć przez to, że go kocha, ale będzie lepiej jak wyjedzie. Pewnie gdzieś w głębi duszy miała nadzieję, że się spotkają jeszcze kiedyś. On też bardzo chciał wierzyć, ze do tego spotkania dojdzie. Będzie na nią czekał... No co miał biedny powiedzieć. Pogodził się już z losem, będzie za nią tęsknił. A ja będę tęskniła za nimi. Przywiązałam się do nich i będzie mi tego wątku bardzo brakowało.

Nie rozumiem jednak tych ich uśmiechów? Może to była próba zamaskowania tego, że oboje cierpią?
Nawet teraz pisząc to wszystko, mam łzy w oczach.