To nawet nie chodzi o komentarze w necie. Ogólnie ludzie twierdzą, że nauczyciele mają najlepiej... Może i mają, ale kurcze kształcą przyszłe pokolenia, pracują w trudnych warunkach, operują głosem... Zamiast pluć o ich przywileje może lepiej pomyśleć nad jakością, bo są fajne przedszkolanki jak El a są takie co nie robią nic a zajmują etat komuś, kto w roli przedszkolanki czy nauczycielki polskiego spełniałby się.
Obecnie nauczyciel znów jest funkcjonariuszem państwowym (o ile się nie mylę) i mnie to bardzo cieszy. Należy im się ten przywilej i pewnie stąd ta zazdrość. A te bajońskie pensje? Tak jak El mówi... 1700zł- 2000zł to dużo? Nie powiedziałabym.
Lepiej narzekać na ogół. Na tych na dole najlepiej. Bo np. po co ponarzekać na panią/pana minister, która/y wymyśla coraz bardziej beznadziejny program nauczania. Bo to obciążenie uczniów to też przecież często nie wina nauczycieli, ale programu jako takiego... tego co muszą nauczyć, wyłożyć, zrealizować... A czasem to są zupełnie chore nieprzydatne dzieciakom rzeczy. Znajoma kiedyś na facebooku zamieściła taką bajkę:
Szkoła leśnych zwierząt
Pewnego razu zwierzęta postanowiły założyć szkołę.
"Dosyć już- zgodnie stwierdzono biegania samopas po lesie. Młode zwierzęta muszą być porządnie przygotowane do życia!"
Ale kto będzie uczył dzieci?- zapytała zatroskana wilczyca.
Będziemy uczyć tego, co potrafimy najlepiej i tego, co jest niezbędne w życiu!- zadecydowała Rada.
I tak zrobiono...
Rada przygotowała program nauczania. Do przedmiotów obowiązkowych wprowadzono: bieganie, wspinanie, pływanie i latanie.
Nauczyciele przystąpili do pracy, a uczniowie do nauki...
Kaczka wykazywała niezwykłe zdolności w pływaniu. Była zawsze najlepsza. Była nawet lepsza od swojego nauczyciela. Natomiast jej osiągnięcia w bieganiu i wspinaniu się na drzewa były mizerniutkie. Zadecydowano, że musi poświęcić więcej czasu na trening tych umiejętności. W efekcie zaniedbała pływanie, przestała też wierzyć, ze umie pływać. Za to uwierzyła, że jest niezdolna i niczego nie potrafi. Smutna patrzyła na zajączka , który biegał na krótkie i długie dystanse, wyprzedzając innych. Chociaż i on z czasem stał się markotny. Było to zaraz potem jak dostał polecenie dodatkowych lekcji fruwania. Ambitny zajączek ćwiczył całymi godzinami wzlatywanie w powietrze, powtarzał na pamięć wszystkie instrukcje, wykonywał coraz dłuższe skoki (mając nadzieję, że zostanie to uznane za lot) ale nigdy nie spotkał się z aprobatą nauczyciela. Posmutniał i nawet już go tak nie cieszyło to, co lubił najbardziej.
Z wiewiórką - mistrzynią wspinania, stało się tak samo. Po kilku lekcjach pływania i latania, na których dowiedziała się, że jest absolutnym beztalenciem i będzie musiała powtarzać klasę, zaczęła chodzić na wagary. Wkrótce dołączył do niej orzeł, który wzlatywał inaczej niż oczekiwał nauczyciel. Był też mierny w innych przedmiotach...
Dorosłe zwierzęta zebrały się na radę. Podsumowały wyniki nauczania. Zgodnie stwierdzono, że dzieci są mało zdolne, nie dość pilnie się uczą, sprawiają duże trudności wychowawcze. Uchwalono, że Rada spotka się z rodzicami i zaleci większa współpracę ze szkołą oraz zaostrzenie dyscypliny.
Opatrzyła to komentarzem:
PS. Jeśli przeczytałeś (aś), cieszę się bardzo. Teraz porozmawiajmy o nas (nauczycielach, instruktorach, wychowawcach). Do dyskusji zapraszam nie tylko koleżanki i kolegów po fachu.
Ta bajeczka pokazuje mądrą rzecz. Czasem nie chodzi o złych nauczycieli czy niezdolnych uczniów a po prostu kiepski program nauczania. Po co kaczce bieganie a zajączkowi latanie? Każdy jest mistrzem w czym innym.Trzeba się uczyć wszystkiego, mieć ogólną wiedzę, ale nie można zabijać w dzieciach/ młodzieży tego czym naprawdę sie pasjonują i w czym są dobre na korzyść tego w czym są słabsze.
Myślę, że nasze szkoły coraz bardziej mają beznadziejny program nauczania..., posiadają kadrę, która nie jest rozliczana z efektów swej pracy . Często słabi nauczyciele są wręcz nie do usunięcia ze szkoły. Dobrzy są niedoceniani. Owszem drugą stronę medalu stanowią uczniowie, którzy są coraz bardziej rozbestwieni, ale nie zawsze. Czasem wynika to po prostu z przeładowania obowiązkami szkolnymi i nadmiarem często zbędnej wiedzy. Uczniowie zamiast zachęceni do rozwoju są gdzieś gaszeni...
Niemniej powinno do szkół wrócić coś takiego, że co powie nauczyciel to świętość i rodzic nie ma prawa przychodzić i robić awantury o jedynkę, bo Wojtusiowi nie chciało odrobić się pracy domowej. Jednak powinna być duża kontrola pracy nauczycieli. Ich praca powinna przynosić efekty, powinni zachęcać uczniów do działania, rozwoju tak żeby po latach powiedzieli: "Ta Pani/Ten Pan byli wymagający ale dzięki nim jestem dziś kimś"
Ponadto trochę zanikła współpraca rodzic- nauczyciel. Coraz częściej to wrogowie a tak nie powinno być. Jeden powinien wspierać drugiego. A oboje ucznia.
Taki komentarz wtedy zamieściłam. Może jest on trochę gorzki, ale nadal uważam, że winny jest przede wszystkim system.
Ostatnio w TOK FM Tadeusz Mosz bronił też nauczycieli. Powiedział m.in., że poszedł do dziecka czy wnuka ostatnio do szkoły i wyszedł stamtąd chory. Nie miał ochoty wracać z powrotem. Hałas, zachowania na korytarzu itp. dobiły go. Stwierdził, że podziwia nauczycieli. I ja go w pełni popieram.

No ale dopóki nie zmienimy systemu edukacji nie zmieni się jej poziom, nie zmieni się podejście uczniów do szkoły i do nauczycieli...
Nie wiem czy nie wyszło masło maślane..., ale może zorientujecie się o co mi łazikuje.
