Moje ostanie odkrycie w tej materii to
Ludovico Einaudi, którego poznałam przy okazji najnowszej wersji
"Doktora Żywago" (tak nawiasem bardziej podobał mi się obraz z Omarem Sharifem i Julią Christie, film z 2002 "zepsuła" wg mnie Keira Knightley - jakoś nie pasowała mi do roli Lary, zresztą Jurij Sharifa też bardziej wyrazisty niż Hansa Mathesona).
Muzykę Einaudiego trudno sklasyfikować. To klasyka, lekko, delikatnie wzbogacona dźwiękami popowymi. Całość przepięknie skorelowana. Prosty, minimalistyczny styl a ileż emocji wyzwalający. Dzięki nieskomplikowanej, za to zrozumiałej dla przeciętnego odbiorcy kompozycji, Einaudi potrafi "namalować" prawdziwy smutek, radość, niepokój, żal, uniesienie, miłość... co w połączeniu z obrazem filmowym daje wspaniałe efekty, autentycznie wzmacnia percepcję obrazu. I nie potrzebne mu są muzyczne ozdobniki, jakieś ekstrawagancje, kosmiczne awangardy.
Oto dowody. Główna siła napędzająca emocje w poniższej kompozycji - jednego z tematów z
"Doktora Żywago"- to opowieść snuta przez fortepian, smyczki tę siłę potęgują.
Ludovico Einaudi - Love is a mystery (Dr. Zhivago)Ludovico Einaudi stworzył także muzykę do
"Nietykalnych", równie wspaniałą jak i pozostałe jego kompozycje. Sama filmu jeszcze nie oglądałam, ale znajomi, którzy się z nim już zaznajomili, zawsze w swoich wrażeniach wspominają także o emocjach związanych z soundtrackiem.
Ludovico Einaudi - FlyKompozytor tworzy muzykę także "poza filmową". Mam jego ostatni krążek
"In time lapse". Mogę słuchać bez końca, a zwłaszcza gdy potrzebuję wyciszenia, uspokojenia, albo... pocieszenia. Bo jest coś w tych kompozycjach, co daje nadzieję.
Poniżej jeden z utworów z tej płyty. Uwielbiam go
Ludovico Einaudi - Run