Boże, Janowskiego nie poznałam

Jeszcze jakby mi ktoś powiedział, kim jest ten pan w okularach to bym wdzięczna była bardzo.
Piosenka, która...w końcu już wiem o czym jest. 
"Nie płacz Ewka"
W końcu jestem upewniona, że nie jest to tekst o rozstaniu, o pożegnaniu dwojga zakochanych ani też o trudach życia i zdobywania sprzętów gospodarstwa domowego w PRL-u.
Wszystko zaczęło się od pobytu w Stanach Hołdysa, któremu spodobały się ballady country, i w takim klimacie napisał sobie muzyczkę (ponoć potem gitarzysta - Sygitowicz - musiał naciskać struny plastikową zapalniczką by uzyskać odpowiedni, właściwy efekt).
Muzyczka trafiła do Olewicza, który był wtedy wielkim muzycznym guru, coby stworzył jakiś tekst. I stworzył (choć ponoć miał problemy, bo refren cały w jednosylabowcach) coś, co było jego osobistym wyznaniem, miłosnym pewnie też, ale w stosunku do czasów "dzieci kwiatów" i wielkimi muzykami - poetami tamtych czasów, jak Dylan czy Morrison. Wczesna ich śmierć, zdaniem Olewicza, nie pozwoliła im się zbrukać czy pozwolić, by szczytem ich marzeń było mieszkanie, meble...słowem, dobra materialne, do tego też byle jakie. Dawni idole obrastają w tłuszcza a współcześni szukają i natchnienia i pocieszenia w alkoholu. Dlatego Olewicz się żegna i chce iść, tam gdzie przyjaciół kilku ma, nawet jeśli to w zaświatach. Na szczęście skończyło się na tym tekście i nie przeszło w czyny...
Olewicz pisząc tekst tej piosenki, wzorował się trochę na innej.
Love Street - The Doors. Stąd ulica o nazwie: Miłość, po której hula wiatr wśród rozbitych szyb a nie ma już domku z ogródkiem ani sklepu, gdzie się spotykały istoty
wolno kochające (jak w piosence Doorsów).
A Ewka? Była, była a nawet były dwie. Obie w klasie licealnej, gdzie Olewicz uczył angielskiego, często przez studiowanie tekstów Boba Dylana. W celu lepszej ich prezentacji zapraszał Hołdysa na swoje zajęcia i wtedy jedna z uczennic ponoć zakochała się z nim z wzajemnością. To pierwsza Ewka...bo druga pojawiała się w klasie trochę później, po wielu latach spędzonych w Stanach. I ta druga miała ciekawe i często krytyczne uwagi, była natchnieniem dla Olewicza (choć ani słowa nie było o kochaniu

) i najprawdopodobniej jest z niej więcej w Ewce z piosenki
Ubóstwiam takie historie...prawdziwe, a jest jeszcze tyle kawałków, tekstów, które mi spać czasami nie dają
