Czytam, czytam i oczom nie wierzę. Chciałoby się rzecz... "Boże widzisz i nie grzmisz..."
To tak głównie do postów pana A...
A ja chcę żyć przyszłością, nie zapominając o przeszłości.
Ja za to pragnę żyć teraźniejszością, nie zapominać o przeszłości i myśleć o przyszłości.
Nie... za czasów PRL nie było lepiej... A jeśli już to nie wszystkim. Co z tego, że każdy niby miał pracę? Niby była, ale tak naprawdę to było tzw. "ukryte bezrobocie". Nie powodowało to wzrostu produkcji, polepszenia bytu, nie prowadziło do żadnego rozwoju.
Owszem ludzie funkcjonowali w tym wszystkim, bo co mieli zrobić?
Moja babcia za czasów komuny musiała bardzo się starać by mieć pracę, by móc co do garnka włożyć, dzieci do przedszkola przyjąć nie chcieli... Miała wózek to jej ukradli, więc bliźniaki musiała nosić na rękach.
Druga babcia nie mogła dostac roboty, bo olaboga dziadek w AK służył... tak więc wróg ludu. Potem siedział do 1956 r. w więzieniu, przez co upadł na zdrowiu.
Drugi dziadek został rozpity, bo za tę pracę, która ponoć była wszędzie nie płacono mu pieniędzmi, tylko wódką.
I tak często było, że ludzie nie dostawali pieniędzy albo mieli marne grosze.
Owszem dla ludzi, którzy mają dziś 40, 50 lat momentami, może się wydawać to pozytywny okres, bo byli wtedy młodzi a wiadomo młodość zawsze miło się wspomina. Bo koledzy, bo imprezy, bo przygody jakies... Nie było telefonów komórkowych, inny kontakt, większa swoboda...
Poza tym trudno porównywać te dwa okresy, bo na przestrzeni tylu lat zmieniło się tempo życia. W czasie tamtej stagnacji, która rozpierdzieliła nam właściwie wszystko a zwłaszcza poczucie własnej wartości, jedności, godności, narodowości... nagle rzuciliśmy się w wir szalonego rozwoju, w którym tym bardziej pogubiły się kolejne rzeczy, bo chcieliśmy brać od życia, od tej wolności jak najwięcej.
To nie jest wina kapitalizmu, że jest jak jest. Wina leży po stronie kolesi, których ciągle wybieramy do Sejmu, a którym nie zalezy na dobru Państwa, a jedynie na dobru własnym.
To akurat od lat nie zmieniło się.
Tak samo jak winą nie jest to, że zapominamy o naszej kulturze, tym co u nas dobre i tylko skupiamy się na tym co hamerykańskie... to pokłosie właśnie komunizmu, który zniszczył w nas szacunek do swojej ojczyzny, do tego co u nas wypracowywano.
Ja jestem rozczarowana postawą wielu młodych ludzi, którzy całą historię mają w dupie... Nie musimy nie wiadomo jak przeżywac, nawet tego mesjanizmu Polski nie trzeba pielęgnować, ale pamięć o przodkach i o tym co tu się działo powinna być szanowana i przekazywana z pokolenia na pokolenie.
Jestem rozczarowana tym z jaką nostalgią wraca się do czasów PRLu. Owszem było momentami spoko, ale nie możemy zapominać o terrorze, cenzurze, dzieleniu na równych i równiejszych (dobra to jest cały czas ale jednak nie aż tak)...
Byłam kiedyś świadkiem takiej sceny. Gdy 1 marca czekałam pod urzędem miejskim na męża, który tam załatwiał sprawę, mijała mnie para - nastolatka ze starszym od siebie mężczyzną (chyba raczej ojciec, niż dziadek). Zdążyłam usłyszeć fragment rozmowy:
N: A co to za święto, że flagi biało-czerwone są wywieszone?
P: Jakichś tam żołnierzy.
Ech... Dobrze, że chociaż wiedziała, że "jakiś żołnierzy"
Ale... no straszne...
Poza tym po raz kolejny rozczarował mnie nasz Sejm tą ustawą o Wołyniu... Dobra rozumiem już nie chcą "drażnić" Ukraińcow niech nie nazywają tego wprost "ludobójstwem". Musielibyśmy sie wtedy z Ukrainą sądzić... Ale do cholerki... Co za problem było ustanowić ten 11 lipca dniem pamięci o ofiarach Wołynia? To akurat nikomu krzywdy by nie zrobiło a jest potrzebne... bo wybaczyc możemy, ale zapomnieć nie.
Rękę można sobie podać, a nawet powinno, bo współczesne oba narody nic do siebie nie powinni mieć. Ale nie tak, że my im przebaczamy, oni nam potakują, a Stepana Banderę na bohatera narodowego mianują, honorowe obywatelstwo miast mu nadają, pomniki mu wystawiają. Tym bardziej, że w rzezi wołyńskiej UPA także swoich, Ukraińców mordowali, bo Polakom na przykład pomagali.
Kto tu większą wolę pojednania przejawia?
Jak się nie sprzeciwimy, jak nie będziemy swego dochodzić, to potem świat będzie oglądał filmy podobne temu "Nasze matki, nasi ojcowie" i pomyślą sobie ludzie, skoro Polacy cichą siedzą, to tak musiało być.
Dokładnie El. I zwłaszcza, że to nie było w imię wolności a w imię czystej nienawiści. Od początku do konca perfidnie zaplanowana akcja wymordowania Polaków, ale także Zydów czy swoich za pomoc Polakom.
A niestety Polacy będą cicho siedzieć, bo Polacy nie mają jaj i wolą się podlizywac i nic nie robić, zamiast upominać się o swoje... A no niestety nie wszystko można puścić płazem... Jak słysze, że ten serial matki i ojcowie nie był zły, to naprawdę, zastanawiam się, gdzie ja żyję.
Obawiam się jednak, że dalej będzie ta historia wypaczana a my dla świętego spokoju bedziemy woleli milczeć. Bo po co mówić prawdę.