Bo to się po prostu tworzy na siłę. Ja wiem, że są formy żeńskie niektórych rzeczowników i wspaniale się one komponują, ale w momencie, kiedy się chce wszystkie rzeczowniki tak przerobić to powstaje komedia, ale niezbyt śmieszna. Media mają pożywkę, bo podchwycą wszystko, ale jakiś problem jest, ponieważ piętnuje się osoby, które nie chcą iść z prądem i używać żeńskich form.
Dzień, w którym zabronią mi powiedzieć o sobie "historyk" a każą mówić "magisterka historyczka" będzie dla mnie dniem strasznym i chyba i jednym z ostatnich...

Bo o ile "premiera" na określenie prezeski (o właśnie) Rady Ministrów, śmieszy czy oburza to jednak jest szereg innych socjolożek, psycholożek, informatorek. Jest nawet ministra.

I słychać już to wszędzie. Kiedyś oglądałam specjalnie jakiś program śniadaniowy czekając, czy ktoś nazwie gościa " panią psycholog" - tak zamiennie...że raz psycholożka a raz pani psycholog. I z przerażeniem stwierdzić muszę, że się nie doczekałam.
Ja chcę tylko mówić po dawnemu i nie być przez to pożywką dla innych (chociaż jestem wrogiem...wróżką

...feministek jak mało kto...więc wcześniej czy później mi się za to oberwie) i skoro Bralczyk mnie uspokaja...to ja na razie jestem spokojna. I tyle.
Ale Bralczyk wieczny nie jest...a wśród feministek są też językoznawczynie ...brrr
