Nie wiem, czy zwróciliście uwagę na to, ale ja gdzie się nie obrócę w muzycznym światku, to widzę dużo "powrotów" w przeszłe lata, nawet te przedwojenne. Sporo artystów sięga po taki repertuar. Zniechęcenie współczesnymi trendami, gdzie często gęsto panoszy się wokalny i wizualny kicz, obleśność, przerost formy nad treścią? Jakaś tęsknota za spokojem, za odrobiną romantyzmu?
Mnie osobiście taki come back stylu retro bardzo cieszy (nie tylko w zakresie muzyki

). Nie od dziś wiadomo, że to moja pasja. I z wielkim zapałem przeszukuje wszelkie wiadome mi źródła, aby coś tam dla siebie znaleźć, a moi bliscy i znajomi mają ułatwione zadanie w przygotowywaniu dla mnie... prezentów z różnych okazji

Wracając do muzycznych podróży w przeszłość. Jedną z nich zdecydowała się odbyć
Anita Lipnicka, która dołączyła do jednego z projektów grupy Voice Band "W siódmym niebie". Namówił ją do tego brat Arek Lipnicki, założyciel zespołu. Zresztą długo namawiać nie musiał, bowiem, jak się okazuje, rodzeństwo od lat miało "ciągoty" w tym kierunku. Arka fascynowały chóry męskie z okresu międzywojennego, zaś Anita deklaruje, iż kocha wszystko, co niedzisiejsze.
"Jestem entuzjastką vintage?owych brzmień, retro klimatów. Nie trzeba mnie było długo namawiać, bym zajęła się produkcją ?W siódmym niebie? mówi.
Z tego krążka pochodzą moje dwie propozycje. W
pierwszej mamy i chór męski w stylu jednego z najpopularniejszych polskich przedwojennych chórów i delikatny, jakże pasujący do tego typu piosenek wokal Anity.
Drugi to tango opowiadające o wzruszającej historii miłosnej. Wszystko tu (klip, muzyka, chór, "zaciągający" wokal Lipnickiej) dokładnie oddaje klimat kabaretu z lat trzydziestych. Sama Lipnicka przypomina gwiazdę kina z tamtych lat w kolorze.
"W siódmym niebie" dostałam od męża w prezencie, takim bez okazji

Przywiózł mi z pewnej podróży.
A sama ostatnio kupiłam sobie płytę
Diany Krall "Glad Rag Doll". Ta jazzowa wokalistka również sięgnęła po utwory, które mogłyby pamiętać początki fonografii.
?Jeśli miałabym wybrać, w jakiej epoce chciałabym żyć, wróciłabym do lat 20. z racji całej ich dzikości i niepohamowanej żywiołowości? ? wyznała artystka.
Klimat tamtej epoki (choć maluczką nutkę współczesności też tu dołożono, jak na przykład gitarowe brzmienia) czuć nie tylko w jej piosenkach, ale także w całej oprawie promującej krążek (sesje zdjęciowe, okładka płyty). Oto
utwór tytułowy. Najbardziej podoba mi się jednak "Just Like a Butterfly That's Caught In The Rain", niestety nie mogłam znaleźć linka.