Matka Smolnego to taka poczciwa kobieta, nie wydaje mi się, aby miała złe zamiary, chyba urzekła ją dobroć i naiwność Brzozowskiej, więc wolała ją okłamać niż stracić taką dobrą kandydatkę na synową. Tylko tak jak Jean piszesz, ten wątek pełen jest tajemnic, kłamstw, niedomówień. Nie chce mi się wierzyć, że to wszystko dobrze się skończy, nadal mam wrażenie, że to wszystko zmierza w stronę tego, aby ukazać, że Smoluch jest zły, a Kinga z Andrzejem od początku mieli rację i wszyscy dobrze Baśce życzyli, gdy ta się ślepo zakochała w młodszym od siebie facecie. Potem Baśka przejrzy na oczy, poryczy, poryczy, przyjdzie Andrzej ją pocieszyć i skończy się jak zwykle.