A ile Kalicińska tego napisała?
Ta ostatnia seria to też na podstawie Jej powieści czy już własna inwencja twórcza scenarzystów? Nie zwróciłam uwagi. Nie czytałam żadnej o rozlewisku i jeśli Kalicińska pisze tak jak w "Lilce" , to zdecydowanie wolę ekranizacje.
Cóż, zakończenie w porządku, Wszystkie wątki pozamykane, znamy losy głównych bohaterów. Maciek z Mirką zniknął gdzieś w przepaściach stolicowych. Paula z dzieciakami poleciała do Sławka, do Kanady. Małgosia uszła z życiem i wyszła ponownie za Konrada. Marysia została z Krzysztofem a Kubuś poderwał Agatę. Karol sam z Różą może nie zwariuje, trochę będzie tęsknił za Mackiem
ewentualnie . Orest z Elwirą zamieszkają w młynie, Wrońscy będą wychowywać dzieciaki, Karolak jednak nie umarł i droga szybkiego ruchu też nie powstanie.
Przy takim zakończeniu następna seria może powstać, ale wcale nie musi.
Mnie chyba lepiej oglądało się "Życie nad rozlewiskiem" - może dlatego, że było jeszcze sporo Sławka Maja.

Ania dowiedziała się o ciąży, Orest był jeszcze kontrowersyjny, Konrad zaczął się "nawracać" a nade wszystko mogłam jeszcze patrzeć na Maryśkę i Krzyśka.
Ok, Kuba był bardzo nie w porządku i generalnie nie dorósł do zakładania rodziny. Ok, nie pasowali do siebie. Ok, nawet dobrze, że się rozstali. Nie będę tutaj potępiać zdrady. ja po prostu nie mogę zrozumieć co może być niesamowitego w związku Maryśki i leśniczego. Owszem, na początku może było miło na nich popatrzeć. Młody leśniczy zobaczył w niedoszłej piosenkarce to, czego nie widział dawno (albo nigdy) Kuba. Kobietę. Może to i zbliżenie artystycznych dusz.
A potem...albo on miał skwaszoną minę albo ona. Maryśka to w ogóle wygląda jakby chciała a nie mogła - nie wiadomo o co chodzi. Tak jak w tej scenie z zupką chińską. Na końcówce już przełączałam, kiedy pojawiali się tylko na ekranie.
Ostatni odcinek był bajkowy ze względu za podwójny ślub - na to, jak widać, nigdy nie jest za późno.
Aha, i jeśli chodzi o "Niebiańskie gitary" - wyszło by dużo lepiej, gdyby skończyło się na duecie gitarowym. Maciek z Karolem grali fantastycznie

Ja się rozpływałam

A tak...Mirka zrobiła zespól discopolowy na festyny. A już najbardziej skręcało mnie przy śpiewającej Maryśce i, po prostu, "genialnych" tekstach. Chociaż te ostatnie były i tak o niebo lepsze od tych jakie Maria śpiewała po klubach

Serial ukazuje proste życie. Raz się jest na wozie, raz pod wozem - nie tylko w żarciku Piernackiego. Czasami problemy rozwiązują się same, wolniej czy szybciej. Tylko z tym Jean - Pierrem, który przyjechał po dziecko jakoś zbyt genialnie szybko poszło.
I jeszcze jedno, chyba jestem bardziej za Konradem niż byłam za Januszem. Chociaż też ciężko mi było wybaczyć jego romans z Adą.