PP jeszcze nie skończyłam, ale aktualnie jestem na etapie zaprzeczania i wypierania wiadomości, jakoby 6 sezon i to mający tylko 13 odcinków był końcem tego serialu...
Jeżeli idzie o PP, to sezon 6 jest genialny. Z 13 odcinków jeden, 5 chyba, był słabszy i taki, że miałam ochotę go przewijać... ale tylko dlatego, że nie lubię Sama, a był jemu poświęcony. A tak? Każdy jeden odcinek na naprawdę wysokim poziomie. Na dodatek każdy wątek pięknie zakończony - po tym, co generalnie nawiedzona Shonda lubi odwalać, myślałam, że coś schrzani, że pouśmierca, że będę na nią wściekła... a jednak nie. Wszystko zrobiła tak, jak trzeba.
A jeśli idzie o to, że koniec...no tak, to akurat prawda, szkoda... Ale jeśli mam być szczera, to na swój sposób się cieszę. GA mnie zirytowało, bo chociaż 8 i 9 sezon to ponoć dobre sezony, tak 5, 6 i 7, które oglądałam, to były porażki. Zniechęcili mnie w najwyższym stopniu. A tu.. po prostu ładnie opowiedzieli historię Addison i jej przyjaciół, zamknęli w kilkudziesięciu odcinkach... i już. Nie jestem zwolenniczką ciągnących się tasiemców i chociaż inne seriale też oglądam i naprawdę lubię, wręcz mogę zawsze, wszędzie i zaliczam do najulubieńszych, to z niesmakiem przyjmuję wiadomość, że dostały kolejny sezon (czyt. Bones).
Podobieństwa... hmmmm... PP jest zupełnie inna. GA to życie szpitala, to stado stażystów, lekarzy, szybkie akcje, przypadki od lekkich po bardzo skomplikowane, liczne operacje... Trzeba się dobrze skupić, żeby nadążyć za tym - kto z kim, gdzie, jak, po co, ilu jest pacjentów (kilku na odcinek), kto pod kim pracuje i inne. Zupełnie inna dynamika niż PP. PP jest spokojne... jest ich 6 (w porywach do 8, w zależności od sezonu), bardziej się snują po korytarzach niż działają szybko, akcji w szpitalu jest jak na lekarstwo, większy nacisk na prywatę... i inne takie

ALE! PP ma przewagę w jednym... kręci się dookoła ciąż, dzieci i osób z problemami, którzy potrzebują psychiatrów... I jasne, że w GA są i smutne przypadki, ale to PP jest najbardziej jadącym po emocjach serialem, bo to właśnie dzieci zawsze wzbudzają emocje

I wszystkie rozterki rodziców, zagrożone ciąże, wcześniaki, przypadki leczone przez Coopera, czyli dzieci większe, czy pacjenci Vi i Sheldona sprawiają, że dla mnie ten serial wygrywa. Inna sprawa, że spokój, który tam panuje bardziej mi pasuje od 'gwaru' GA
Ale nie zniechęcam tym samym do GA - wręcz przeciwnie. Bardzo lubię, cenię, wspominam z sentymentem - może kiedyś wrócę do oglądania, ale to chyba dopiero wtedy, kiedy w końcu postanowią skończyć. Uwielbiałam Marka i Lexie, uwielbiam Christinę, Owena... Najbardziej się zniechęciłam do MerDerków, których na przestrzeni serialu rozchodzą i schodzą tyle razy, że się słabo robi - chociaż Mer naprawdę bardzo, bardzo, bardzo lubię...

Fajny serial, na 100% warto pooglądać - a może oglądając ciągiem i wiedząc, że potem się robi fajnie, to i przed 6/7 serię idzie przejść jakoś bezstresowo i nie zniechęcając się