A ja nie wiem czy znajdę tu z kimś nić porozumienia. Jestem z jednej strony liryczna bardzo (Miśkiewicz, Turnau, Badach), a z drugiej hardziorem (Metallica, Coma, O.N.A. , Iron Maiden, KoRn i inne takie "szarpidruty"). 
Piątka, Dodi!

Plus: wielkie uwielbienie w Twoją stronę za wymienienie Comy!
A taki podział na bieguny wynika, tak myślę, z faktu, że słuchamy muzyki, a nie fatunków.

Chociaż przyznaję, że do dwóch gatunków jestem uprzedzona, no i trudno. Jestem otwarta na każdy typ muzyki poza hip-hopem i reagge. Te dwa nurty, choćby w najlepszym wykonaniu, drażnią mnie niesamowicie, nie mogę ich na dłuższą metę słuchać.
A co do ulubionych zespołów... gustuję bardziej w muzyce polskiej, niż zagranicznej i takich też jest na mojej liście znacznie więcej.

Niezmiennie, od pięciu lat, numerem jeden na mojej liście są
Bracia. Przede wszystkim za głos Piotrka i za to, że ich muzyka jest energetyczna, daje kopa. No i za ich koncerty!
Od pewnego czasu na miejscu pierwszym, obok Braci, jest też duet
Riffertone. To zupełnie inna bajka. Spokojna, liryczna, akustyczna muzyka, głównie ballady, głównie o miłości. Niesamowity głos wokalisty, Jarka Krużołka, oraz to, co Albert Kokoszewski wyprawia z gitarą - tempo, w jakim porusza palcami i jakie dźwięki wydobywa ze "zwykłej klasycznej gitary" - magia. No i uwielbiam fragmenty które śpiewają dwugłosem. To jest dla mnie ten typ muzyki, który powoduje ciary.
A poza tym, z wielką przyjemnością słucham też:
- Comy
- Piotra Lisieckiego
- Budki Suflera
- Hey
- Iry
- Maanamu i Kory
- Eneja
- Pearl Jam
- Florence and the Machine
- Guns n' Roses
- Whitesnake
- The Who
