Wspominałam tutaj kilka stron temu, że zaopatrzyłam się w nowy aparat - Olympus PEN E-PL3. Cóż, niedługo cieszyłam się nowym zakupem i jego świetnością, bo kiedy tylko nadeszła osiemnastka koleżanki, poczułam się strasznie rozczarowana. Wiadomo, zdjęcia w pomieszczeniu, przy niezbyt dobrym świetle. Większość z nich była po prostu rozmazana. Wielu ludzi robiło te zdjęcia - jeden tańczył, drugi cykał fotki...

Przy wszystkich pojawiał się ten sam problem. W sklepie byli na tyle uprzejmi, że pomimo iż minął ponad tydzień od daty zakupu, zgodzili się na wymianę sprzętu ze względu na jego nienaganny stan. Opłacało się troszkę dopłacić, bo od tamtej chwili jestem posiadaczką lustrzanki - Canon EOS 550D to moje nowe cacko. Cieszę się, że tak się stało. Wtedy byłoby mi szkoda wydać tyle kasy, cena Olympusa była maksymalną jaką chciałam wydać, a tu przyszło mi jeszcze 300zł dopłacić...

Zgodzę się z opinią, że co lustrzanka, to lustrzanka. Zdecydowanie to inna historia w robieniu zdjęć.
Jak już przyszłam się zwierzyć, to może się czymś podzielę (po kliknięciu otwiera się zdjęcie w trochę większym formacie; taka wielkość ze względu na bezpośrednie odwołanie do bloga, nie do serwera dla grafik).

