42) M jak miłość odcinek 463
Maria gości u siebie Martę i Anię. Dwa razy dzwoni do niej Artur, a ta spławia go, twierdząc, że ma zajęte popołudnie. Prosi, żeby odezwał się wieczorem.
Siostra próbuje delikatnie zasugerować jej, że nie powinna się zamykać w żałobie. Ewidentnie kibicuje Rogowskiemu.
Pielęgniarka przyznaje, że lubi spędzać czas w towarzystwie kolegi z pracy. Wojciechowska mówi wprost, że Artur nie jest jej obojętny.
Maria z przerażeniem odkrywa, że ta bliskość, którą bierze za koleżeństwo, wcale taka niewinna nie jest. Z lękiem patrzy na siostrę, zupełnie jakby nie dawała sobie prawa do uczuć wyższych względem płci odmiennej. Na koniec krewna prosi pielęgniarkę, żeby nie rezygnowała z miłości, bo nic ponad nią się nie liczy.
43) M jak miłość odcinek 464
Koleżeństwo spędza ze sobą cały dzień w Warszawie. Odwiedzają Pawła w Oazie oraz załatwiają sprawy służbowe związane z uruchomieniem laboratorium, jak również rozmawiają ze znajomym lekarzem Rogowskiego w sprawie leczenie Teresy.
Zaczynają swoją podróż od kawy w pobliskim zajeździe. Artur komplementuje Marysię, prosi ją, żeby zaczęła myśleć o sobie, ponieważ nie jest w wieku, w którym powinna całkowicie zamykać się na świat. Rozbawia ją i adoruje niemal w każdym słowie. Dopóki nie przypomni sobie, że przecież „wdowie nie wypada”, widać, że towarzystwo Rogowskiego sprawia jej ogromną przyjemność. Kiedy prosi o rachunek za napoje, kelner odpowiada jej: „Nie trzeba, Pani mąż już zapłacił”, na co Rogowski odgryza się, mówiąc: „Widzisz, wszyscy myślą tak samo, tylko Ty się bez sensu upierasz”. Uśmiech z twarzy pielęgniarki znika jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ale oczy nadal błyszczą blaskiem, który tylko ona boi się nazwać po imieniu.
Paweł zauważa, że kolega jego mamy to fajny gość i miło by było, gdyby połączyło ich coś więcej poza przyjaźnią.
Potem Artur zaprasza Marysię na spacer nad Wisłę. Siedzą na ławeczce, łapią ostatnie promienie słońca.
Dialog odcinka:
M: Zobacz, zobacz jaki ładny widok – kobieta patrzy na nurt rzeki, po czym zamyka oczy.
A: Widzę – mówi, nie odrywając wzroku od ukochanej.
Zbliża się do niej ostrożnie, po czym delikatnie całuje, a ona po raz pierwszy nie ucieka przed bliskością.
Rogowski czuje się w obowiązku wytłumaczyć przed pielęgniarką ze swojego „czynu”.
A: Jesteś na mnie zła?
M: Nie.
A: Ale uważasz, że to było nie w porządku.
Maria, zakłopotana niczym nastolatka, patrzy przyjacielowi głęboko w oczy i odpowiada:
M: Uważam, że pocałunek był w porządku.
Artur obejmuje jej policzek swoją dłoń i wyznaje:
A: Boże, jak ja Cię kocham.
Pielęgniarka, rzecz jasna, nie zdobywa się na podobną szczerość.
Buziak tak wytrąca Rogowskiego z równowagi, że ten nie jest w stanie prowadzić samochodu. Zatrzymuje się gwałtownie, zjeżdża na pobocze. Próbuje zrozumieć intencję koleżanki, boi się mieć nadzieję, ciągle przyzwyczajony do porażek w ich relacji.
Pyta, co dla Marysi oznacza bliskość, na którą mu pozwoliła. Ona prosi go, żeby nie kazał jej szukać słów dla poszczególnych uczuć, tylko dał jej, i sobie, żyć chwilą.
Po namyśle, Rogowski zgadza się na wszystko, mówiąc wyrozumiale: „przyjmę wszystko, cokolwiek mi zaoferujesz.”
Niestety, krew nie woda, i Artur zbyt śmiało przytula Zduńską, co kończy się tym, że kobieta chowa się z powrotem w swój kokon.
44) M jak miłość odcinek 465
Maria boi się odebrać telefon – wie, kto może być po drugiej stronie słuchawki. Rogowski nagrywa się na sekretarkę. Językiem zagubionego sztubaka, próbuje wyznać jej, jak ważna jest dla niego.
Zduńska, niestety, nie podziela entuzjazmu kolegi – ucieka do Grabiny, aby spędzić parę chwil z rodzicami.
Artur przychodzi z kwiatami do pracy...ale króliczek znów mu uciekł, i zielskiem go nie obdaruje

.
Ależ mi go szkoda – gdybym ja miała takiego adoratora – już bym mu dawno uległa.
Najwięcej wycierpiał ze wszystkich mężczyzn z okolic Marysi, i wystał najdłużej w kolejce do źródełka.
Dzięki Zduńskiej oboje duszą się w sosie niepewności, a miłość, która już stuka do drzwi, mocno się niecierpliwi.
Rogowski zwierza się Kotowiczowi ze swoich kłopotów sercowych. Głośno przyznaje, że od dawna jest zakochany z Marysi. Denerwuje się, że Maria cały czas od niego ucieka i odpycha go. Janusz mówi mu, żeby dał jej czas i nawet, jeśli pielęgniarka go kocha, to się nigdy do tego przed nim nie przyzna, ponieważ jest zbyt wcześnie.
Artur uparcie dzwoni do przyjaciółki, a ta konsekwentnie go ignoruje.
Wieczorem Marysia zwierza się mamie, że czuje się, jakby zdradziła Krzyśka. Staruszka mówi jej, że to nieprawda. Córka otwarcie przyznaje, że całowała się z Arturem, i mało brakowało, a doszło by do zbliżenia.
Ja wszystko rozumiem, ale: dlaczego my sobie mamy tę scenę dopowiadać?

Wiadomo jaka jest odpowiedź.
I, Patrycjo, coś w tym chyba jest, że Maria już wie, że kocha Rogowskiego, ale boi się, że to za wcześnie na amory.
Ciągle powtarza, że od śmierci Krzyśka nie minął rok, więc nie może. Cóż ona się tak uparła z tą arytmetyką?
45) M jak miłość odcinek 466
Basia Mostowiak znów namawia Marysię, żeby dała się ponieść uczuciu, które krąży w około niej jak meteoryt. Kobieta zbywa mamę półsłókwami.
Później idzie na grób Krzysztofa i zaczyna płakać. Na koniec zwierza się przyjaciółce, że chce odejść z przychodni ze względu na Artura. Renia mówi jej, że skoro ucieka, to znaczy, że jest przed czym.
Wszyscy wiedzą, że tych dwoje naprawdę się kocha, tylko Zduńska nie daje sobie prawa szczęścia.
46) M jak miłość odcinek 467
Artur pisze list z przeprosinami do Marysi w takim tonie, jakby się z nią żegnał. Zduńska wraca do pracy. Pierwsza rozmowa z Rogowskim to totalny dramat – oboje są spięci, lekko speszeni, smutni.
Robią wspólną specyfikację lekarstw. Internista jest przygaszony, jakby chciał zniknąć z powierzchni ziemi. Maria pyta, czy wszystko w porządku. Lekarz wymiguje się bólem głowy. Dostaje...witaminę C z aspiryną, na nieistniejący ból głowy. Pielęgniarka w końcu nie wytrzymuje, i prosi kolegę o spotkanie poza pracą, aby omówić szczegóły ich jakże skomplikowanych relacji.
Do MARIAMED-u dołącza Dorota – świeża krew, która jest wyraźne zainteresowana Arturem.
Marysi urosła konkurencja. Mam nawet wrażenie, że jest troszkę zazdrosna, że nowa koleżanka wodzi wzrokiem po klacie Rogowskiego, gotowa schowa się w jego opiekuńczych ramionach.
Wersja oficjalna jest jednak taka, że ona jest wdową, więc jedynym miejscem obok niej jest poczekalnia.
Wieczorem Maria zwierza się przyjacielowi, że jest dla niej kimś wyjątkowym, ale prosi go o chwilę czasu.
Mimochodem pyta o Dorotę, a kiedy otrzymuje lakoniczne odpowiedzi, czuje się wyraźnie zaniepokojona.