Stworzą w Grabinie nastoletniego potwora, czy co?

To może dlatego kombinują romans matki z młodym lekarzem: ktoś się musi zająć wychowaniem Basi, jak Mańce zaczynają parować resztki rozumu?

Dobra, koniec żartów, prawda jest taka, moje drogie, że dla Emki nie jest ważna logika, ani sens wątków, tylko kontrowersja i sensacja: i albo im ona wyjdzie, wtedy ciągną ją do wymiotów, albo i nie, wtedy zostawiają wątek w...miejscu, gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
Przykład: kolejny romans Olszewskiej z następnym Chodakowskim. Walach to dobra aktorka, a do grania dostaje ochłapy. Ale na FB, Instagramie aż wrze, i tym sposobem cel został osiągnięty, a że sensu to nie ma żadnego, nie ma dla naszych pisarek znaczenia.
Prawniczka tak "kocha" nieboszczka Tomka, że każdy, nawet najbardziej kryształowy facet ma co najmniej jedną rysę - nie jest nieodżałowanym ojcem jej córeczki, ale pewnego dnia po prostu ląduje w łóżku z ortopedą, bo...czemu nie? Skoro danie główne w zaświatach, to chociaż "zakąska" świeża, i od biedy się nada.
Nie oczekujcie więc, że cokolwiek będzie tam miało sens.
Jeśli o mnie chodzi, to tak sobie to interpretuje (bo jakoś muszę): mała Basia czuje się osamotniona w nowym środowisku. Ma dopiero 10 lat, a już 5. raz zmienia miejsce zamieszkania (w tym zmieniała kraj, później skład osobowy rodziny i wreszcie miasto na wieś) - to trochę sporo jak na takiego małego szkraba. Po drodze matula przygruchała sobie gangstera, którego dwa razy przyjmowana pod swoje "hojne" łono, nieustannie upokarzała jej ojca i ot tak sobie - zamknęła przychodnię, która dawała jej źródło dochodów. Miała w ciągu 3 lat nieustannie dwa domy, ale żaden, tak naprawdę nie był jej, bo miała po kawałku rodziny w każdym z nich.
Być może małe dziecko ma szybką zdolność do adaptacji, ale akurat młoda Rogowska już jest w takim wieku, kiedy głowa zaczyna jej pracować i zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, co się dzieje w około niej.
To wszystko sprawia, że stała się łatwym łupem dla pedofila, który wykorzystuje dziecko i nim manipuluje - ona zdaje się być do tego idealna. Z Lenką poszłoby mu znacznie trudniej.
Rogowska nieustannie płacze nad losem swoich synów - rozbuchanego seksualnie Pawła i Piotra z całą jego trzódką. Zdaje się nie zauważać przy tym, że to teraz mała Basia potrzebuje najwięcej uwagi, jest tylko dziewczynką, nie dorosłą kobietą, jak jej bracia.
I mimo, że Rogowscy podejmują pozorne działania mające na celu pomoc córce, to nadal Maryś lata jak z piórkiem w wiadomym miejscu do Warszawy, aby wygłaszać swoje standardowe mowy o macierzyństwie bliźniaków, knuje w sprawie chorej psychicznie siostry oraz ma skurcze macicy z powodu młodych adoratorów...i wszelkich innych adoratorów.
To wszystko powoduje, że mała Basia może liczyć tylko na ojca, który dał się wyprowadzić w pole, bo na matkę to już nieszczególnie, bo ta ostatnia grafik ma napięty.
Swoją drogą, niby Maryś kreują na nową Basię, ale baba się do tego kompletnie nie nadaje - z prostej przyczyny, Mostowiak zawsze pytała o radę męża, a ta zdaje się być najmądrzejsza i wszystkowiedząca - a tak naprawdę jest katem własnej córki.
Każda pisarka, która włada jako tako piórem, postawiłaby w epicentrum uczucia i horror dziecka, ja do tej pory dostrzegam tylko skrajną nieodpowiedzialność matki. Przykro mi tylko, że nie doczeka się refleksji z jej strony...są inne, "cenniejsze" wątki w Grabinie....