Autor Wątek: Małgorzata Pieńkowska/Robert Moskwa (M&Ar Forever)  (Przeczytany 531279 razy)

0 użytkowników i 15 Gości przegląda ten wątek.

Offline skajka31

  • Nowy użytkownik
  • *
  • Wiadomości: 4
Odp: Małgorzata Pieńkowska/Robert Moskwa (M&Ar Forever)
« Odpowiedź #915 dnia: Listopad 23, 2018, 14:29:15 »
Po prostu piękny, wspaniały odcinek. Jak dla mnie najlepszy odcinek ze wszystkich. Był taki naturalny, oni grali pięknie, tacy szczęśliwi, tacy wyluzowani, tacy można powiedzieć szaleni. Zero zahamowań typu nie wypada.. :D  :D  Po prostu te miłość dało się czuć, naprawdę...w końcu! <serduszko> Oglądam kolejny raz i napatrzeć się nie mogę!  <serce> Sceny w sadzie.. przepiękne... w kościele.. no brak słów! :) W gorszych czasach będzie co wspominać i oglądać! Jestem zauroczona odcinkiem i nimi.. A Pani Gosia wyglądała przecudnie, przeuroczo! Pan Robert też niczego sobie.. Super razem wyglądają!

Offline Sylwia_Kasia_Jot

  • M&Ar-forever!
  • *****
  • Wiadomości: 643
  • Płeć: Kobieta
  • Broni Ci ktoś walczyć o marzenia?
    • https://www.facebook.com/Bardzo-lubię-pisać-szukam-Czytelników-1280838065307799/?eid=ARAyXA_cBKooQ7s8JaJGA--ZBEwwE0Wcs6spINFY-tJlSTTk9SKGlNIdnDLJlf5G-fzUNGu4_WRYGwdM
Odp: Małgorzata Pieńkowska/Robert Moskwa (M&Ar Forever)
« Odpowiedź #916 dnia: Listopad 23, 2018, 21:58:00 »
Tak, dziewczyny, zgadzam się z Wami: to była po prostu najazd Dobrej Wróżki na Grabinę.

Spoiler
Małgosia naprawdę się postarała. Już pierwsza scena w sadzie pokazała, że jest zakochana po uszy w Arturze: jakby mu powiedziała całym sercem - JESTEM TWOJA i cokolwiek się nie stanie, przez życie będziemy iść razem. Nawet jak zobaczyła tę sukienkę, to nie wpadła w histerię, tylko się uśmiechała i żartowała. A jak mówiła: "jak ja mu powiem, że kiecka to koszmar", było jej naprawdę przykro. Od razu też, tak jak mówisz, Patrycjo, spontanicznie żartowała, ubierając welon na trzy sposoby i tej jej zniewalający, radosny szczebiot - jak zakochanej nastolatki. Nigdy jej takiej nie słyszałam. Tutaj naprawdę grała, co trzeba jej przyznać. Później, kiedy obie siostry ją malowały, śmiała się razem z nimi - każdy chyba marzy o takiej pewności w dniu ślubu, jaką miała Marysia względem Artura - nie musiała mówić, że go kocha. Pokazywała to całym sercem, gestem, spojrzeniem. Później, kiedy Artur pyta ją o sukienkę - tak "cudownie" kłamie, bo wie, jak ważne to było dla niego, jaki był z siebie dumny, nie chce go zranić - i to jej spojrzenie: ciepłe, rozgrzane do czerwoności  <na_poduszce> <serduszko>. Gdy Marysia wchodzi razem z Basią do salonu, podoba mi się, że przytula córeczkę, i mówi: "mój kochany krasnoludek" - chyba jedna z nielicznych scen, w której Gośka serio zagrała mamę dla dziecka. I wyszło to bardzo spontanicznie, wiarygodnie. Gdy Artur ją zobaczył już we właściwej kreacji, zapytał czy za niego wyjdzie....w jej uśmiechu zawarte było całe "tak" - ona cała się śmiała i promieniała zakochaniem. Gdy idzie do ołtarza i podchodzi do Artura, to patrzy na niego jak zaczarowana - jak na swojego słodkiego Cukiereczka - którego dostał od losu tylko dla siebie. Znów spojrzenie samo w sobie mówi: "jestem Twoja". Kazanie księdza jest takie proste, ale jednocześnie spełnia wszystkie kryteria, jakie powinno spełnić kazanie o miłości: bez przebaczenia człowiek nigdy nie zejdzie z drogi cierpienia, a puszczanie w niepamięć błędów to istota szczęścia. To też podsumowanie ich historii - nie mogli żyć osobno, bo rozłąka spowodowała, że pogubili się, a życie w pojedynkę bolało. To jak zakładali sobie obrączki - lekko drżąca ręka Artura i znów ta pewność siebie Marysi i spojrzenia w oczy... <serduszko>. Pocałunek przed ołtarzem był, że tak powiem....politycznie poprawny, wiadomo, w miejscu Sakrum nie wypada  <smiech>. Wyjście z kościoła....oni dwoje tacy uśmiechnięci, jakby na plecach i ramionach usiadło im całe Niebo na przedłużenie błogosławieństwa Boga <serduszko. Życzenia gości były słodkie - bo nikt nie ustawił się w rządku jak po swoją kolej na łychę zupy mlecznej na kolonii, tylko otoczyli ich z każdej strony i ta muzyka w tle....no i słynny buziak przez który przegrałam zakład - a byłam pewna, że na pewno to wytną - Gosia nie była przy tym sztywna, wręcz rozochocona - jakby preludium nocy poślubnej  <smiech>, pewnie sobie Maryś pomyślała, że zaliczkę mąż zapłacić sowitą  <smiech> - scena wyszła naturalnie. I ona nie była skwaszona, tylko naprawdę, ale tak naprawdę szczęśliwa. No i podobało mi się, jak przytuliła córeczkę, mówiąc do niech: "choć skarbie do mnie", czy jakosik tak  <slucha>. Ich pierwszy spacer w sadzie kiedy idą i Marysia mówi, że sprawił jej niespodziankę przyjęciem w sadzie jest taki słodki i znów patrzy tak, jakby chciała go schrupać. Gdyby tylko nie te adidasy, byłoby idealnie, ale cóż: po tym co prześliśmy, nie czepiam się szczegółów.  <smiech> Słowa Marysi: "jak w bajce" to potwierdzają.  <o_tak> Toasty...cudowne...i kolejny buziak  <serduszko>, kolejny....a potem płacz babci Basi...no i to, jak jej powiedzieli o tym, że zamieszkają razem - czując się jak u siebie. Ich taniec w sadzie: piękny, seksowny i uwodzicielski....a potem bieg w stronę słońca - jak takie nastoletnie zakochańce, a nie dziadkowie wnukom i rodzice dzieciom  <na_poduszce>. Później spacer kolejny, kiedy Marysia ma jego marynarkę i dziękuje za decyzję Artura....a później idą na parkiet....ona go tym tańcem zwyczajnie uwodzi, czaruje: ech, pięknie po prostu  <serduszko>

Post Merge: Listopad 23, 2018, 22:21:43
A tu mały bonusik z imprezy...
http://www.akpa.pl/imprezy.php?id=51244&type=0&width=2039&pageID=2

Wygląda na to, że "koledzy" z planu chyba się lubią, co?  <smiech>

Offline Patrycjaa

  • M&Ar-forever!
  • *****
  • Wiadomości: 423
  • Płeć: Kobieta
Odp: Małgorzata Pieńkowska/Robert Moskwa (M&Ar Forever)
« Odpowiedź #917 dnia: Listopad 26, 2018, 22:07:40 »
No nie wierzę!
Tka chwila w tv za nami a tu taka cisza? <hahaha>  <buja_w_oblokach>
Dobrze mi tutaj, dobrze mi tutaj z Tobą...

Offline Sylwia_Kasia_Jot

  • M&Ar-forever!
  • *****
  • Wiadomości: 643
  • Płeć: Kobieta
  • Broni Ci ktoś walczyć o marzenia?
    • https://www.facebook.com/Bardzo-lubię-pisać-szukam-Czytelników-1280838065307799/?eid=ARAyXA_cBKooQ7s8JaJGA--ZBEwwE0Wcs6spINFY-tJlSTTk9SKGlNIdnDLJlf5G-fzUNGu4_WRYGwdM
Odp: Małgorzata Pieńkowska/Robert Moskwa (M&Ar Forever)
« Odpowiedź #918 dnia: Listopad 26, 2018, 22:13:23 »
Patrycjo, chyba my dwie jesteśmy ostatnimi w tym bastionie: jedyne, które kochają tę parę bez względu na wszystko :).

Dla mnie odcinek był piękny.

Offline Cukierek

  • Czy te oczy mogą kłamać?
  • M&Ar-forever!
  • *****
  • Wiadomości: 296
  • Wyróżnienia:
Odp: Małgorzata Pieńkowska/Robert Moskwa (M&Ar Forever)
« Odpowiedź #919 dnia: Listopad 26, 2018, 22:44:07 »
Jestem i ja !   <zakochany> po prostu nadal jestem w szoku i buzia nie przestaje mi się uśmiechać.
Mnie najbardziej podobała się scena jak uciekają razem trzymając się za ręce oraz taniec  <serduszko>

Offline Patrycjaa

  • M&Ar-forever!
  • *****
  • Wiadomości: 423
  • Płeć: Kobieta
Odp: Małgorzata Pieńkowska/Robert Moskwa (M&Ar Forever)
« Odpowiedź #920 dnia: Listopad 26, 2018, 22:54:57 »
Mnie zauroczyła, jak już pisałam - scena pod kościołem. I wcale nie ze względu na ten pocałunek! <haha> Po prosu oni tam są tacy szczęśliwi... <serce> Artur ma minę jakby w ogóle nie dowierzał w to co się właśnie wydarzyło, a Marysia tryska radością i szczęściem zupełnie jakby jej ubyło jakieś 30 lat! W ogóle sceny z kościoła są wyjątkowe. To jak spotkali się przy ołtarzu i nakładanie obrączek. Marysia z jaką niezwykła pewnością siebie podała swoją dłoń. I moment, w którym zakładała obrączkę Arturowi - moim zdaniem tym, że chwilkę zatrzymała się i popatrzyła rozanielona na niego pokazała jak bardzo go kocha i jak bardzo jest pewna tego, co robi. <buja_w_oblokach>
Samo wesele to już pojedyncze perełki wśród scen.  <serduszko>

I mój hit!

"Matko Boska, Józefie Święty w takiej kiecce to ja kartofle obieram!"  <hahaha> <hahaha> <hahaha>
Dobrze mi tutaj, dobrze mi tutaj z Tobą...

Offline Sylwia_Kasia_Jot

  • M&Ar-forever!
  • *****
  • Wiadomości: 643
  • Płeć: Kobieta
  • Broni Ci ktoś walczyć o marzenia?
    • https://www.facebook.com/Bardzo-lubię-pisać-szukam-Czytelników-1280838065307799/?eid=ARAyXA_cBKooQ7s8JaJGA--ZBEwwE0Wcs6spINFY-tJlSTTk9SKGlNIdnDLJlf5G-fzUNGu4_WRYGwdM
Odp: Małgorzata Pieńkowska/Robert Moskwa (M&Ar Forever)
« Odpowiedź #921 dnia: Listopad 26, 2018, 23:08:08 »
Może znów wyjdę na gadułę: co mi tam, ale i tak mnie świerzbią palce, więc napiszę: mi podobało się wszystko.

Maria jest naprawdę szczęśliwa i taka słodka.

Cieszę się, że scena z pocałunkiem się pojawiła: perełka w koronie.

A oto moja bajka: wiem, że nikt nie przeczyta, ale niech chociaż będzie tutaj, gdzie są moje kochane dyskutanki :).  <zauroczony>


Jak zostać Bohaterem? - pyta Żuczek Rafał
Rafał mieszkał w niewielkiej, drewnianej chatce. Jego domek sąsiadował z łąką pełną dziwnych, fioletowych, cudnie pachnących kwiatów o rozłożystych, zakręconych kielichach, które wypuszczały słodkawy, lekko malinowy, czasem migdałowy zapach. Rozsiewały szczęście oraz pokój.
Każdy, kto znajdował się blisko dostojnych roślin, miał nieodparte wrażenie, że jest kimś wyjątkowym, jedynym i niepowtarzalnym. Chociaż wszystkie kwiatki były identyczne, to sprawiały swoją niespotykaną mocą, że zwierzątka czuły się cudownie.
Zaczarowany pyłek dziwnej substancji reguralnie tańcował w powietrzu oraz karmił tych, którzy byli na to gotowi.
Rafał nigdy nie poczuł się wyjątkowy. Przeciwnie - uważał, że nie ma na świecie bardziej pospolitego zwierzątka niż żuczek. A wśród innych żuczków, nie ma bardziej pospolitego żuczka od niego.
Chociaż miał dobre serduszko oraz mnóstwo miłości w sobie, trzymał się na uboczu życia: z daleka od szczęścia oraz migdałowej woni kwiatów. Po co mieć nadzieję? Przecież żuczkowy los jest już przesądzony. I to z góry!
Nigdy nie miał dziewczyny. Wszystkie żuczkowe panny na wydaniu darzyły go, owszem, sympatią, ale żadna nie chciała mieć takiego chłopaka czy w przyszłości męża.
Rafałek choć uczynny oraz łagodny, był potwornie gapowaty. Potrafił potknąć się o najdrobniejszy nawet kamyk. Nie raz dorobił się solidnej śliwy pod swoimi maleńkimi jak groszki oczkami.
Pech prześladował go niemal na okrągło. A to poparzył sobie łapki, kiedy zasnął na słońcu w pewien poranek, a to potłukł pancerzyk przy zbieraniu plonów na zimę, a to zadrapał się w chude czułki.
No, niezgraba jakich mało!
Żuczek uwielbiał marzyć, że świat jest pięknym miejscem, gdzie wszyscy są równi, a on jest bohaterem w lśniącej zbroi, który ratuje bajkowe księżniczki przed ogniem mściwego smoka.
Niestety, jeśli już żuczek postanowił kogoś wybawić z opresji, sam pakował się, przy okazji, w większe tarapaty. Tak było wtedy, kiedy spadła na niego pszczółka z ula: wprost na jego czułki, wypuszczając całkiem przypadkiem jad. Nieborak chodził potem po lesie w czułkami wielkości pomidora oraz z poczuciem, że śmieje się z niego cała łąka oraz wszyscy, bez wyjątku, sąsiedzi. Pszczółce absolutnie nic się nie stało. Innym razem mała biedroneczka potknęła się. Gdyby nie refleks Rafała, wykąpałaby się w zupełnie świeżym, i jakże nie aromatycznym...końskim łajnie. Żuczek, jak się domyślacie, kochani Czytelnicy, szczęścia tyle nie miał. Kilkukrotny prysznic, ziółka oraz maści - nic nie było w stanie zabić tej woni, jaka powstała na pancerzyku naszego pechowca. Złapał biedroneczkę w swoje łapki, postawił na ziemi, i niczym z górki na sanki, władował się z niezwykłą anty gracją w środek końskiej kupy. Co gorsza, przez to ominęła go wtedy żuczkowa studniówka - nikt nie chciał się bawić w otoczeniu Rafała, który nie dość, że okrutnie śmierdział, to jeszcze zwykł w przeszłości ściągać różne dziwne katastrofy na swoich znajomych, takie jak: brak prądu na sali sali weselnej, piosenkarz, który nagle traci głos czy też deszcz na imprezie na plaży. Czy wszystkie katastrofy były z winy Rafała - zapewne nie, ale jakoś tak się utarło, że żuczek był zawsze pierwszym podejrzanym.
Każdy, kto znał żuczka - unikał go jak przysłowiowego ognia, gdy tylko w planach były jakieś uroczystości. Inaczej rzecz się miała, kiedy potrzebna była żuczkowa pomoc. Wszyscy wtedy wiedzieli, gdzie go znaleźć. Zawsze można było na niego liczyć. Dosłownie w każdej sytuacji. Nawet tej z góry beznadziejnej.
Kiedy zwierzątko straciło poczucie spokoju oraz nadzieję na to, że kiedykolwiek będzie szczęśliwe, nadarzyła się okazja, która zmieniła wszystko.
Rafał wybrał się na spacer po lesie. Nie czuł, że wydarzy się coś wyjątkowego. Jego babcia miała coś takiego, co nazywała żuczkową intuicją. On nigdy nie wywróżył sobie niczego dobrego, raczej - przepiękną, żuczkową katastrofę.
Chciał po prostu zaczerpnąć świeżego powietrza. Lubił zapach lasu: słodycz żywicy, świeżość zieleni oraz cierpkość mchu. Tam mógł schować się gdzieś poza konarami drzew, odpocząć, nabrać dystansu do siebie oraz swojego pecha. Tutaj mógł także do woli marzyć.
Wszyscy go kochali jak brata, on chciał znaleźć kogoś jednego, wyjątkowego, specjalnie dla niego. Kogoś, kto zmieni żuczkowy, ponury świat, w kolorowy i tęczowy. Wierzył, że gdzieś kto taki istnieje.
Właśnie tego pięknego dnia zobaczył myszkę. Dostrzegł ją już z daleka. Jakaż ona była idealna!
Rafał pracował na miano fajtłapy niezwykle solidnie i szczególnie wtedy, kiedy było mu to szczególnie nie na rękę, robił sobie największy obciach.
Oczy zwierzątka zrobiły się wielkie i błyszczące jak gwiazdy na polarnym niebie, żołądek skurczył się jak suszone winogrono, serce wykonało saldo machowe, zatrzymując się w jednym miejscu, gdzieś pomiędzy magią a wszechświatem. A on znalazł się w bajce, z której nie chciał wyjść.
Nastała niezręczna cisza, której zwierzątka nie umiały przerwać.
Nie wiadomo było, kto wstydził się bardziej: on czy ona.
- Cześć, mam na imię Monika. A ciebie jak zwą?
W żołądku biednego zwierzątka się zagotowało po raz drugi, serduszko biło mu jak oszalałe. Język zamienił się w mały, zasznurowany supełek.
Był oczarowany słodkim głosikiem myszki, jej łagodnością. Zakochał się od pierwszego wejrzenia. Wystarczyło jedno spojrzenie małych jak groszki, czarnych jak smoła oczu, by żuczkowy rozsądek zniknął jak kamfora.
"A więc to tak wygląda ta słynna miłość. Mam tylko nadzieję, że z moim pechem nie uszkodzę nikogo, jeśli będę się tak czuł cały czas. Ale co mi tam...jest mi świetnie! Czuję się wręcz bosko, moja miłostko" - kontynuował wręcz śpiewne rozmyślania, nie mogąc oderwać wzroku od ślicznej nieznajomej.
I natychmiast z chmur słodkich marzeń sprowadził go na ziemię, i to dosłownie, konar drzewa, który odbił się na pancerzu wrażliwego Rafała jak żywy bolesny tatuaż.
"Co za obciach! Wyłożyć się jak długi, i to przy tak pięknej dziewczynie, która wygląda jakby ją Anioł wydziergał z rajskiego jedwabiu - oczy jak perły, uszka jak cukiereczki, łapki jak mięciusie podusie i delikatne jak puszek waty wąsiki...a zniewalający uśmiech to prostu dodatek - naturalny makijaż podkreślający jej zniewalającą urodę".
- Nic ci nie jest? - zapytała słodko, kiedy zwierzątko zbierało swoją dumę z podłogi razem ze zranionymi łapkami.
Wiatr delikatnie zawiał. Szum z głowy biednego żuczka nie zniknął.
Był środek lata. Wszystkie zwierzątka harcowały po lesie niczym gromada przedszkolaków.
"Gdyby nie to, że jestem cały czarny, byłbym cały czerwony" - pomyślał troszkę bez sensu Rafał. Serduszko waliło mu jak młoteczek.
- Nie, jasne, że nie - odparł żuczek z godnością na jaką go było stać, pomimo pękniętego pancerzyka, spuchniętych czółek oraz zranionej łapki. Zdobył się nawet na czarujący uśmiech.
W głowie mu przyjemnie wirowało. Wiedział doskonale, że jego miłość nie ma przyszłości. Myszka nigdy nie pokocha żuczka. Żuczek nigdy nie będzie dobrym mężem dla myszki. Tak już natura w swoim sprycie wymyśliła. I nie można tego było zmienić.
Najpierw zrobiło mu się przykro. Ale przykro tylko na chwilę. Później sobie przypomniał słowa i wszystkie dobre rady babci żuczkowej. Od razu zrobiło mu się jakoś lepiej i cieplej na serduszku.
W myszce Monice kochały się wszystkie zwierzątka. Miała niesamowitą urodę, ale także dużo wdzięku oraz ciepła w sobie. Nie była ładna tylko na zewnątrz, ale również w środku.
Ona czekała na tego jednego, jedynego...księcia myszowatego. Najbardziej myszowatego spośród wszystkich mysz.
Zasługiwała na wszystko, co najlepsze.
Życie żuczka od momentu, gdy poznał Monikę zamieniło się w pasmo słodkiej udręki oraz tęsknoty.
Cóż miał jednak poradzić? Byli z dwóch różnych światów. Spotykali się tylko jako przyjaciele. Serdeczni, ale jednak tylko kumple."Tylko" dla żuczka, i "aż" dla myszki.
Nadeszła jesień. Na łąkę sprowadzili się nowi sąsiedzi - rodzina jeżyków: mama, tata i 16 dzieci. Nazywały się: Nadia, Nikodem, Nikola, Natalia, Nataniel, Norman, Norbert, Nina, Piotrek, Paweł, Patrycja, Paulina, Przemek, Paula, Pola. No i najmłodsza Nadzieja.
Rodzinka była żywa i radosna jak wiosna.
Urządzili ognisko powitalne, przyrządzili pieczone jabłka, orzechy, kasztany.
Sowa zaczęła śpiewać serenadę, następnie symfonię. Było miło i rodzinnie.
Niestety, podczas zabawy, Nadzieja złamała łapkę. Tak niefortunnie, że cały grzbiet maluszka zaczął krwawić.
Groza owiała całą leśną i łąkową krainą.
Nie minęła minuta, zebrał się tłum gapiów.
Zwierzątka załamywały bezradnie łapki.
Rodzice lamentowali. Rodzeństwo płakało.
- Znam jedno lekarstwo - powiedziała odważnie Monika. - Niestety, niezwykle trudno je zdobyć.
- To nic, że trudno. Co to za lekarstwo? - zapytał odważnie żuczek. Na wszelki wypadek nie patrzył w oczy pięknej myszki. Teraz najważniejsza była Nadzieja. To właśnie ją trzeba było wesprzeć.
Monika nabrała powietrza. Jej uszka zafalowały na wietrze.
- Jest daleko w górach czerwony śnieg. Tylko w jednym miejscu, tuż za gniazdem strasznego sokoła, który pilnuje jego tajemnicy. Ale ptaszysko można namówić do współpracy. I ja wiem jak. Tylko potrzebuję jedno zwierzątko, które pójdzie ze mną. Ktoś chętny?
Nagle tłum gapiów rozstąpił się jak Morze Czerwone. Tuż obok Nadziei został tylko żuczek: zatroskany, z łezkami w oczkach - tak mu szkoda było niewinnego dziecka.
Podróż w nieznane po lekarstwo wydawała mu się czymś skomplikowanym, wręcz niewykonalnym. Zwłaszcza spotkanie z mrocznym ptaszyskiem.
Ale postanowił spróbować. Bo od czego są lęki? Gdy był mały mówił, że lęki są po to, aby się zwierzątka bały. A wtedy żuczkowa babcia odpowiadała, że lęki są po to, aby je zwierzątka pokonywały.
Rafał poprawił pancerzyk. Mało w tym było gracji. Coś mu gruchnęło i strzyknęło. Powiedział piskliwym głosikiem:
- Ja z tobą pójdę, myszko. Nic się nie bój.
Monika nie martwiła się. Po prostu się przeraziła. Tyle wspaniałych, dzielnych zwierzątek, a jej się trafił rycerz z nadwyrężonym pancerzem. Nic, tylko ratować z nim świat.
- Nie, no skąd, ja się nie boję. Ani troszkę. Nawet pół milimetra.
-To dobrze, to dobrze. A więc komu w drogę, temu....
-....temu kanapki - wtrąciła się mała pchełka Basia. Z workiem, która przewyższała ją jakieś 50 razy frunęła w stronę wędrowców.
- Dziękuję - uśmiechnął się żuczek.
-Nie ma za co, nie ma za co. Jeszcze kiedyś mi za to podziękujecie - dodała, kiedy dostrzegła kwaśną minę Moniki.
Żuczek ucieszył się, że ma taką wspaniałą koleżankę, która myśli za niego wcześniej, niż on sam ma czas pomyśleć w swoim imieniu.
Kochana, wierna pchełka!
A więc ruszyli po czerwony płatek śniegu w nieznane. Mała myszka, wytrwały żuczek.
&&&&&
Droga była trudna oraz wyboista. Szli dniami i nocami. Żuczek dbał, aby Monika się nie przemęczała. Gotował jej zupki z mchu, piekł ciasteczka, chronił przed kaprysami natury.
Każdy dzień przybliżał ich do czerwonego płatka śniegu.
Myszka lubiła towarzystwo zwierzątka. Był taki słodki i uczynny.
Pewnej bardzo mroźnej nocy rozpalili ognisko. Ogień przyjemnie ogrzewał ich łapki - zmęczone, zziębnięte.
Przyzwyczaili się do siebie nawzajem. Poczuli się dobrymi kolegami.
- Myszko, czy mogę ci zadać pytanie?
- No pewnie, że możesz, śmiało.
- Czy my się przyjaźnimy?
- Oczywiście, że tak - powiedziała Monika bez zastanowienia. W mięciutkich uszkach zrobiło jej się przyjemnie ciepło.
- Ale czy tak naprawdę, naprawdę my się lubimy?
- Tak naprawdę, naprawdę. Skąd te wątpliwości? - niemal zasmuciła się Monika.
- Moja babcia powiedziała, że przyjaźnić się, to jakby powiedzieć kocham do kwadratu. - Zastanawiam się, czy my właśnie tak się lubimy?
Monika popijała sok z kasztanów specjalnej receptury babci wiewiórki. Ognisko i gwiazdy służyło im za jedyne światło. I może to i dobrze, bo nie było widać ogromnych rumieńców na pyszczku małej myszki.
Przyjaciel był tak troskliwy, że zrobił jej kocyk z listków sklejonych żywicą. Jak prawdziwy, zaradny mężczyzna.
- To fajnie....no bo to ogólnie fajnie jest być kimś wyjątkowym.
- Fajnie, to jest być fajnym, żuczku - rzekła szczerze Monika.
Zwierzątku zrobiło się przykro. Co mu po "fajności", kiedy tak smutno jest żyć w samotności.
- Wiesz - powiedział żuczek - moja babcia powtarzała, że lepiej być ładniejszym w środku niż na zewnątrz. Ale to nieprawda. Tak do końca to nie jest prawda. Ale tak chyba najbardziej i najładniej to zwierzątku jest to twarzy, jest w parze.
Dziewczyna zamyśliła się. Po chwili pokiwała główką na znak, że zgadza się z tą tezą.
- Miałeś bardzo mądrą babcię - odrzekła. Zanurzyła pyszczek w soku z kasztanów, który smakował cudownie.
- Tak, zawsze mi tak powtarzała, bo śmiano się ze mnie w szkole, że jestem brzydal. A jak to babcia, musiała mnie jakoś pocieszyć - odpowiedział wesołym głosem. Ale w tę pozorną radość wpleciona była nutka żalu.
Monika popatrzyła na niego. Nigdy jeszcze nie była taka poważna jak tamtej nocy.
- Wiesz co, żuczku?
- No, co, myszko? - uśmiechnął się łagodnie.
Zaczerpnęła tchu.
- Lepiej być ładnym w środku niż na zewnątrz, bo ta pierwsza uroda zostaje na dłużej, jeśli nie na całe życie. To drugie piękno z czasem powszednieje. I myślę, że dwóm zwierzątkom tak dobrze jest w parze, bo właśnie oni są tacy ładni w środku. A nie ładni na zewnątrz.
- Być może. Prawda jest jednak taka, że nawet zwierzątka zwracają większą uwagę na to, co widać, a nie na to, co się odczuwa. Bo tej wewnętrznej urody nie widać. Wiem co mówię, myszko. Wszyscy mnie tak traktują. Widzą we mnie przyjaciela, ale jeszcze żadna, absolutnie żadna panna nawet jednym łaskawym okiem na mnie nie spojrzała.
Ognień trzaskał przyjemnie, mieszając się z ciszą nocy. Myszka zastanawiała się, co odpowiedzieć, aby nie zranić swojego ukochanego kolegi. Chciała, żeby był szczęśliwy. Bo przecież na to zasługiwał. Ona również na to zasługiwała. Gdzieś przecież czeka na nią najbardziej myszowata mysz, która sprawi, że jej życie zamieni się w bajkę. A więc na żuczka też gdzieś musiał czekać najbardziej żuczkowaty żuk, który odmieni jego smutny los.
- Może to głupie, ale wierzę, żuczku, naprawdę w to wierzę, że spotkasz kiedyś miłość swojego życia.
Serduszko biednego zwierzątka skurczyło się w bólu. Totalna porażka! Jego ukochana właśnie daje mu kosza, nie zdając sobie nawet z tego sprawy! No nic, tylko utopić się w strumyku!
- Dziękuję. To było bardzo miłe. I naprawdę mam głupią nadzieję, że się to kiedyś spełni. A jeśli nie, to nie będę płakał, a wiesz dlaczego?
Monika zaśmiała się pod nosem.
- Oczywiście, że wiem. Bo przyjaźń to miłość do kwadratu. Nie bardzo rozumiem jednak, dlaczego akurat do kwadratu? - myszka rozłożyła bezradnie przednie łapki. Na języczku czuła jeszcze smak soczku z kasztanów.
- Bo przyjacielowi daje się wolność, nie licząc na to, że do nas wróci. I chcemy dla niego jak najlepiej. Odnajdujemy swoje szczęście w jego sercu. Zagubione 5% własnego szczęścia.
- Co? - zaśmiała się po raz kolejny tego wieczoru myszka. Żuczek był czasami taki zabawny.
- Żuczkowa babuleńka zawsze powtarzała, że człowiek, jeśli nie ma chociaż jednego, prawdziwego przyjaciela, nigdy nie będzie szczęśliwy w 100%, bo kiedy się rodzimy, każdy otrzymuje swój przydział dobrych chwil. Ale są takie chwile, które w pojedynkę odczuwane nie są szczęściem, tylko cierpieniem. I chodzi się po tej ziemi tak długo, aż się znajdzie swój procent na piątkę.
Myszka poczuła, że serce zaraz wyskoczy jej z piersi. Zaczął sunąć po torach teraźniejszości jak pendolino. Z prędkością niemal światła.
Zabrakło jej tchu.
Co za dziwne uczucie!
Żuczkowe słowa są takie piękne. Nagle zniknął obraz niezdarnego ciałka Rafała. Madzia widziała tylko jego urodę wewnętrzną.
Również i ona wpadła jak śliwka w kompot.
No, i cóż: sama tego jeszcze nie wiedziała, ale się zakochała. Jej oczka rozświetlił blask gwiazd, które były niezwykle wyraźne.
Zbliżali się do końca swojej misji. Jeszcze jeden zakręt....dzielił ich od czerwonego płatka śniegu.
Na szczycie skamieliny wędrowcy spotkali jastrzębia. Myszka już sama siebie widziała jako przekąskę w jego wielkim dziobie.
Ogromne, mroczne ptaszysko było wiernym przyjacielem Rafała - przecież kiedyś pomógł mu, zupełnie bezinteresownie, kiedy był małym, bezradnym pisklakiem.
Dlatego, nie tylko przywitał się z nim przyjaźnie, ale także zdobył jeden płatek śniegu - potrzebny do sporządzenia magicznego lekarstwa dla Nadziei.
- Jak ci się udało przekonać strażnika, żeby ci go podarował? - zdziwiła się Monika.
Jastrząb uśmiechnął się uroczo.
- To proste. Po prostu powiedziałem, że tu chodzi o miłość. I o przyjaźń też.
- I to wystarczyło? - oczy Moniki zrobiły się wielkie jak spodki.
- Nie co dzień zwierzątko spotyka na swojej drodze miłość. Lub przyjaźń. A dla tych dwóch warto poświecić wiele. Albo nawet i wszystko.
- To prawda - rzekł żuczek smutnym głosem. Przyszedł kres pięknej przygody.
Wrócili na grzbiecie jastrzębia do domu, wtuleni w jego czarne, pachnące ziemią pióra. Dumni z siebie, ale jacyś tacy smutni.
Rozstali się. Każde poszło w swoją stronę. Myszka powróciła do dawnego życia pełnego adoratorów.
Żuczek, jak zwykle pakował się w nowe kłopoty. I zawsze, każdy może na niego liczyć. Jego serduszko się nie zmieniło.
Myszka czuła się źle. Jakby ktoś ukradł jej połowę serca.
Mijały tygodnie. Z jesieni zrobiła się zima. Tęsknota była ogromna. Strach jeszcze większy. Smutek zawiesił się na wąsikach płochliwego zwierzątka, sprawiając, że jej uśmiech, chociaż nadal szczery, był zgaszony.
Nie była taka dzielna, jak się wszystkim wydawało. Pewna siebie też nie.
Coś, sama nie wiedziała co, sprawiało, że świetnie czuła się w towarzystwie Rafała.
Fantastyczna, pełna przygód podróż zakończyła się zbyt szybko, powodując niedosyt.
Myszka chciała zostać obok żuczka. Nieważne, że było to nielogiczne. Że nie miało to sensu.
I kiedy wydawało się, że już nie będzie dobrze i każde będzie żyło osobno, oboje wybrali się na spacer.
Dokładnie w to samo miejsce, w którym poznali się po raz pierwszy.
Myszka przygotowała sobie do termosu soczek z kasztanów.
Żuczek patrzył w gwiazdy. W oczekiwaniu na swoje pięć procent szczęścia zamyślił się.
Tym razem to myszka zagapiła się i potknęła. Słodki soczek rozlał się na czułki zwierzątka.
Pszczoły zebrały się w nadziei na łakomy kąsek. Ale gdy zobaczyły, że słodko jest tak naprawdę w uczuciach, nie w soczkach, oddaliły się dyskretnie, zostawiając zwierzątka same.
....a później cała łąka bawiła się na weselu młodej pary. Gdzie lał się kasztanowy sok, grała miłość i zasiadała przyjaźń.
Bo ważne jest to, co jest w środku. A gdy w środku jest miłość, to i żuczka oraz myszki będzie piękna para. Para, która została bohaterką bajki. Bajki o nadziei, która nie gaśnie.
Bo czy to żuczkowa, czy myszowata nadzieja - gdy jest prawdziwa, nie umiera.

Źródło: https://www.facebook.com/Bardzo-lubi%C4%99-pisa%C4%87-szukam-Czytelnik%C3%B3w-1280838065307799/?__tn__=%2CdK-R-R&eid=ARDNyccSLQzpNS09IMvnvnuUovoBgImss_g2duTS4BZu5884z6IXQPS1-o4DmVfs_is8EiX4y2mbmbNo&fref=mentions

Autor: znany nieznany  <haha>, a tak naprawdę wiecie kto :D

Buziaki  <zez>

Post Merge: Listopad 28, 2018, 21:44:38
Polecam odcinek 1404: powiem tylko tyle - "Mańce służy wiejskie powietrze"  <haha>, i to bardzo!
« Ostatnia zmiana: Listopad 28, 2018, 21:44:38 wysłana przez Sylwia_Kasia_Jot »

Offline Cukierek

  • Czy te oczy mogą kłamać?
  • M&Ar-forever!
  • *****
  • Wiadomości: 296
  • Wyróżnienia:
Odp: Małgorzata Pieńkowska/Robert Moskwa (M&Ar Forever)
« Odpowiedź #922 dnia: Listopad 29, 2018, 18:49:37 »
Sylwia_Kasia_Jot a może coś więcej?  ;D chętnie poczytam spoilery

Offline Sylwia_Kasia_Jot

  • M&Ar-forever!
  • *****
  • Wiadomości: 643
  • Płeć: Kobieta
  • Broni Ci ktoś walczyć o marzenia?
    • https://www.facebook.com/Bardzo-lubię-pisać-szukam-Czytelników-1280838065307799/?eid=ARAyXA_cBKooQ7s8JaJGA--ZBEwwE0Wcs6spINFY-tJlSTTk9SKGlNIdnDLJlf5G-fzUNGu4_WRYGwdM
Odp: Małgorzata Pieńkowska/Robert Moskwa (M&Ar Forever)
« Odpowiedź #923 dnia: Listopad 29, 2018, 19:07:53 »
Mówisz im masz, słodki Cukierku :).
Spoiler
Marysia i Artur objęci, spacerują po ogrodzie w Grabinie. Zakochani, szczęśliwi i tacy słodcy, aż miło  <serduszko>. Rogowska jest wdzięczna, że Artur pozwolił jej spełnić największe marzenie - powrót w rodzinne strony. Miejsce, które kocha i mężczyzna, za którym szaleje  <na_poduszce>. No, idealny poranek. Rogowski z kolei mówi, że jego marzenie również się spełniło, ale nie będzie się powtarzał jakie. Obraca Marię w swoją stronę, i chce ją pocałować. Mam wrażenie, że jak zwykle, w policzek. Jego żona jest taka rozpromieniona, szczęśliwa - no, aż niemożliwe, że ona może być taka radosna.  <na_poduszce> Ale...przerywa im Kisielowa. Z błyskiem ironii w głosie mówi: "A wy ciągle zakochani...po takich przejściach. Niejeden młody mógłby Wam pozazdrościć takiej miłości w takim wieku  <haha>. Oni milczą, chyba lekko skonfundowani, że ktoś im przerwał w "buziakowaniu". Kiedy przyjaciółka domu oddala się do swoich sprawa, Marysia pyta: "W naszym wieku, nie wypada"? po czym....i to piszę serio: bo jak to pierwszy raz zobaczyłam, to wierzyć mi się nie chciało...po prostu się na Artura rzuciła i go pocowałowała. Sama go pocałowała, podkreślam: SAMA. A ten miał taką wystraszoną minę, jakby się nie spodziewał  <smiech>. Potem, kiedy się od niego oderwała, mówi do niej: "To chyba miał być żart"...i on całuje z kolei ją. I to nie są cmoki jak dla starej ciotki, tylko oni tutaj serio się całują. Jak na naszą parę, to był jawny wręcz erotyk  <smiech>, a przynajmniej dobry epilog  <tancze>. Serio, jak żyję, nie widziałam między nimi takiej sceny. Co więcej, Gosia wcale nie wyglądała na "zmuszoną" czy cosik w ten deseń. Podobało jej się to. Może nawet wyszło by jeszcze lepiej, ale Robert podszedł do niej jak do porcelany, pewnie i tak nie dowierzał, że mogli w końcu "zaszaleć", ale nie zachowywać się jak poprawne politycznie stare pryki. Mańka dostaje list od Starskiego z USA i butelki wina od Gruzina. Artur o wszystkim się dowiaduje od Agaty. Zrywa dla Mańki polne kwiaty i przynosi do domu. Przytulają się, a ona go spojrzeniem uwodzi i śmieje sie, kiedy on jest zazdrosny o dwóch rywali. Ale to jej spojrzenie każe sądzić: świata poza tobą nie widzę, mój drogi. Bo Artur dał jej coś, czego żaden inny facet nie dał - nie tylko całego siebie fizycznie, ale i wszystkie jego plany zawodowe. A Gośka, jak pisała wcześniej Meg, już nie traktuje Roberta jak brata, tylko jak faceta. Swoją drogą: nie dziwię jej się, teraz po tych ćwiczeniach na siłowni wygląda niczego sobie, pewnie się miło przytula do takiego misia  <haha>, że już o buziakach nie wspomnę. Pozostałe sceny grają osobno. Ale te dwie są boskie

Offline Niebieskooka

  • M&Ar-forever!
  • *****
  • Wiadomości: 155
Odp: Małgorzata Pieńkowska/Robert Moskwa (M&Ar Forever)
« Odpowiedź #924 dnia: Listopad 29, 2018, 22:01:58 »
Cześć,
obserwuję Was już od dość dawna ale jakoś tak po cichutku  ;) Oczywiście jestem Wielką Fanką Naszej Pary!  <buja_w_oblokach> I rzeczywiście w ostatnich odcinkach Nas mocno rozpieszczają pięknymi scenami! Jestem zupełnie zaskoczona cudowną grą P.Małgosi! Jest taka szczęsliwa i rozanielona!  <serce> A na ślubie wyglądała ślicznie! I te sceny ślubu na pewno chciałabym oglądać w kółko! Czy jest szansa aby pojawiły się sceny ze ślubu? Jakbym umiała sama bym powycinała ale niestety  :-\ Byłabym bardzo uszczęśliwiona i mega wdzięczna! 

Offline Meg

  • Zaawansowany
  • ****
  • Wiadomości: 593
Odp: Małgorzata Pieńkowska/Robert Moskwa (M&Ar Forever)
« Odpowiedź #925 dnia: Listopad 29, 2018, 22:07:46 »
1404.
https://fileshark.pl/pobierz/27194393/3cabd/odc-1404-wmv

Jest co pooglądać. Dawno nie widziałam normalnej,naturalnej gry Pieńkowskiej. Ciekawe czy wydarzenia z życia prywatnego ,które miały mieć miejsce we wrześniu miały na tę grę wpływ?  Gra fajnie,ogólnie całość. sympatycznie się ogląda. Tylu pocałunków między nimi to my przez 10 sezonów nie widzieliśmy. Ogólnie sympatyczne sceny.
Oby tak dalej.

1401.

https://fileshark.pl/pobierz/27088436/0de1b/odc-1401-wmv

Offline rozaz07

  • M&Ar-forever!
  • *****
  • Wiadomości: 141
Odp: Małgorzata Pieńkowska/Robert Moskwa (M&Ar Forever)
« Odpowiedź #926 dnia: Listopad 29, 2018, 22:47:28 »
Meg o jakich wydarzeniach mówisz??? Z czyjego życia prywatnego??

Offline Sylwia_Kasia_Jot

  • M&Ar-forever!
  • *****
  • Wiadomości: 643
  • Płeć: Kobieta
  • Broni Ci ktoś walczyć o marzenia?
    • https://www.facebook.com/Bardzo-lubię-pisać-szukam-Czytelników-1280838065307799/?eid=ARAyXA_cBKooQ7s8JaJGA--ZBEwwE0Wcs6spINFY-tJlSTTk9SKGlNIdnDLJlf5G-fzUNGu4_WRYGwdM
Odp: Małgorzata Pieńkowska/Robert Moskwa (M&Ar Forever)
« Odpowiedź #927 dnia: Listopad 30, 2018, 13:13:12 »
Rozez07, a jak Ci się odcinek podobał? Co do prywatnego życia aktorów chyba lepiej zachować je w spokoju, bo tak naprawdę ani media , ani m6 nie mamy o nim pojęcia.

Niestety, nie znamy ich jako Gosi i Roberta. A fragmenty wywiadów to zdecydowanie  za mało, przynajmniej dla mnie, aby wyrobić sobie opinie.
Ważne, że pieknie grają i słodko razem wyglądają  <serce>. Cała reszta nie ma znaczenia. Fajnie widzieć zakochaną jak dziecko Marysię. Ma naprawdę czarujący, zaraźliwy śmiech i aktorka dodała jej chyba troszkę pewności siebie w uwodzeniu ♥️❤❤❤❤❤. 
Niebieskooka, witaj w rodzinie 😍. Odzywaj się częściewj.

Offline rozaz07

  • M&Ar-forever!
  • *****
  • Wiadomości: 141
Odp: Małgorzata Pieńkowska/Robert Moskwa (M&Ar Forever)
« Odpowiedź #928 dnia: Listopad 30, 2018, 18:03:59 »
Kochane! Jestem tutaj cały czas co prawda nie pismem ale duchem  <hahaha>. Zaglądam tu nawet kilka razy dziennie a na pisanie nie mam czasu. Odcinek ślubny był piękny cudowny taki o jakim każda z nas dla tej pary marzyła. Nie poskąpiono nam czasu scen buziaków czułych spojrzeń i Gosia rzeczywiście wyglądała na szczęśliwą. Buty adidasy - podobno sprawa miała się wyjaśnić w następnym odcinku niestety z braku czasu oglądałam od połowy.
A co do września to ja nie mam pojęcia co Meg miała na myśli i jeśli któraś z Was chciałaby mnie oświecić to będę wdzięczna <serduszko>.
Gosia ewidentnie zmieniła stosunek do serialowego partnera. Świadczą o tym zarówno ilość i jakość pocałunków oraz sojrzeń i przytuleń. Bo żadne inne wytłumaczenie sensowne w przypadku tej samej serialowej pary nie przychodzi mi do głowy. Tym bardziej jak kiedyś mówił Robert to ona nie zgadzała się na inne sceny.

Post Merge: Listopad 30, 2018, 18:05:50
O jakie wydarzenia z życia prywatnego chodzi i czyjego życia prywatnego <mysli> <mysli> <mysli>

Offline Sylwia_Kasia_Jot

  • M&Ar-forever!
  • *****
  • Wiadomości: 643
  • Płeć: Kobieta
  • Broni Ci ktoś walczyć o marzenia?
    • https://www.facebook.com/Bardzo-lubię-pisać-szukam-Czytelników-1280838065307799/?eid=ARAyXA_cBKooQ7s8JaJGA--ZBEwwE0Wcs6spINFY-tJlSTTk9SKGlNIdnDLJlf5G-fzUNGu4_WRYGwdM
Odp: Małgorzata Pieńkowska/Robert Moskwa (M&Ar Forever)
« Odpowiedź #929 dnia: Listopad 30, 2018, 20:14:38 »
Gosia ogólnie grała w scenach intymnych z każdym partnerem nieco sztywno. Przynajmniej ja takie mam odczucie.

Ostatnio jednak, serio zmienił się jej stosunek do "tych scen".

Być może coś lub ktoś jej pomógł zrozumieć, że powinna się poprawić, bo źle to wygląda.

Gosia zawsze lubiła Roberta. I nawet pamiętam jakieś ich zdjęcia z balu/imprezy, gdzie dają sobie buziaka, i jakoś wtedy kobieta na przymuszoną  <serduszko> nie wyglądała.

Być może miała inny powód aby grać sceny w ten sposób, aby budziły litości, a nie tkliwość. Jaki? Tego nie wiem. I pewnie się nie dowiemy  <calusek>.

Co do jej życia prywatnego? Nie mam pojęcia co się w nim wydarzyło. Być może Meg wie, ale ja nie wiem. To, że media przebąkują o tym czy innym kryzysie/rozstaniu/romansie dzielę przez 100 i jeszcze troszkę odejmuję. Zatem, moje informacje o jej życiu są tylko takie. To zbyt mało, aby chociaż przypuszczać, jak wygląda jej prywatność na co dzień. Jeszcze czasem zobaczę Instagrama od Gosi i od Roberta. I z tego wiem jedynie, że ona ma dwa psy, lubi mleczną słabą kawę, on -ćwiczy na siłowni, i ma śliczną córeczkę. I tyle.

Swoją drogą, Meg pisała coś o wrześniu, a sceny w Grabinie i sceny ślubu były nagrywane w lipcu.

Co do adidasów: nic się nie wyjaśniło w kolejnym odcinku. Pewnie znów jakąś scenę wycieli  <slucha>.

Tak, Pieńkowska naprawdę gra. I jest tak słodka i urocza, że aż miło popatrzeć.