Grandt1: ty i ten twój "optymizm"

, dobra byś była w pisaniu kina akcji

.
Zdjęcia są słodkie i urocze. Myślę, że w scenie Maria, Artur, Barbara chodziło o to, że ta wszędzie wścibiająca nos Marysia, wiedząca wszystko i znająca się na wszystkim nagle została, hmm..."pominięta" w planach i postawiona pod ścianą. Ale nie powiedziała "nie". Raczej to było takie droczenie się, oni sobie lubili dogryzać. Zauważ, że w scenie tej babcia Basia i Artur odchodzą: i w sumie Maria nie ma nic do powiedzenia. Ale zagrane to było z humorem. Gosia jest dobra w takich scenach, podobnie jak jest córka Inka. Nareszcie dali dziewczynie szansę.
Najlepszym dowodem na brak konsekwencji jest postać Otara. Jeszcze na kolacji u Pawła Katia tłumaczyła ich rozmowę....miesiąc minął, i Otar nauczył się polskiego. Zdolna bestia

.
I nie zgadzam się, że została zmuszona do ślubu: jak słusznie zauważyła Patrycja, to Marysia "zaczęła" - sama zaciągnęła go do łóżka i spróbowała, czy nadal Arturek smakuje tak samo jak dawniej

. I jak leżała tam taka rozanielona, nie chcąca mówić o niczym, to nie wyglądało to ani na litość, ani na mus. I nie leżeli metr od siebie, tylko tuliła się do jego gołej klaty. Nie mów mi, że "po koleżeńsku".
Zresztą, współczesna Maria nie da sobą sterować. Przez cztery lata robiła sobie z niego wycieraczkę, jakby chciała, to by mu dała kosza już na zaręczynach. I to bez skrupułów. Rodzina by jej w tym nie przeszkodziła, wbrew zapewnieniom Basi.
Zresztą, Aśka też miała przed ślubem z supergliną Tomkiem pokusę w postaci milionera Jacka, i potem też temat...utopił się, bo ludzie byli za gliną i blondyną. W Emce nie ma konsekwencji, a Alina pewnie sobie myśli, że z niej taka druga J.K. Rowling, która świetnie buduje napięcie...tylko ciągle stosuje to samo "zaklęcie", aż do porzygu.
Trochę byłam zła na Gośkę. Doszłam do wniosku, że zupełnie niepotrzebnie. Gra tak, jak jej na to pozwalają. Nie ja jestem jej pracodawcą. Według ich kryteriów jest ok.
Ale ona naprawdę się stara grać to zakochanie wiarygodnie. Podoba mi się, że to nie jest miłość bliskości, ale miłość zagrana i pokazana w zakamarkach życia - zwłaszcza w jej pięknym uśmiechu, który przecież nie pokazywała od wielu miesięcy w Emce.
Ja to kupuję.
Starskiego - nie.
Ale jak zrobią - to już ich broszka.
Odnośnie rozmowy telefonicznej: te pisarki od siedmiu boleści można posądzić o wszystko, tylko nie o konsekwencje

, nie spodziewaj się logiki, Grandt, no błagam, po Emce?
Patrycjo, jeśli chodzi o scenę Starski Rogowski - szkoda, że jej nie było. Doktorek ze swoim spokojem na pewno by mu umiejętnie dogryzł, bo Starski to furiat, byle czego dziób rozdziera jakby mu się wszystko od życia należało.
A Basieńka mała się wyrobiła - w tej scenie z Moskwa była boska

. Ona nie tylko sobie grała, ale mu też partnerowała. Jak na tak małe dziecko, to cudownie wręcz zagrane

.