Macie rację: sceny z sąsiadem bardzo brakowało: w szpitalu Artur jej powiedział, że nie wyrwie się z pracy. Aż tu nagle: bach, wychodzi z walizkami do samochodu. Co to, Harry Potter, że się nagle teleportował czy jak?

.
Rozmowa w szpitalu: urocza. Plotkująca koleżanka nie wyprowadziła z równowagi naszej Maryś, a to znak, że znowu mu zaufała. Cały czas tylko się uśmiechała. Pani Rogowska - była i za niedługo przyszła

, właśnie skończyła nockę, a wtedy człowiek wygląda jak z krzyża zdjęty

, coś o tym wiem, bo moja siostra pracuje w systemie 3 zmian i wiem jaka ona jest nie do życia w tym tygodniu, kiedy jej przypadają nocne zmiany. A tu naszej bohaterce zafundowali jeszcze zalanie mieszkania. Cały czas patrzyła na naszego Doktorka zakochany wzrokiem, ale była zmęczona - ja to tak odebrałam. Nie dał jej się zdrzemnąć nawet wieczorem, bo mu się na amory zebrało

. Scena z małą Basią mi się podobała: współczesne, pewne siebie dziecko, które wali prawdę między oczy, i w sumie to im się ta prawda należała

. Duża Basia też była słodka. Do końca zachowała pokerową twarz, tylko Rogowski ją sypnął, że jednak spiskowali. Uśmiech córeczki świadczył o tym, że była we wszystko wtajemniczona na bieżąco

.Rozmowa Basi, to jak streściła ich wszystkie bolączki też była taka naturalna: na słowa - "śmierć Lucjana" oboje posmutnieli. Marysia przytuliła Basię - szczerze mówiąc, to chyba to była pierwsza scena, kiedy Rogowska była dla córki jak matka, a nie jak przyjaciółka ciotki sąsiadki

. Gdy gotowali obiadek i Artur powiedział: "kochanie", ona przyjęła to bardzo naturalnie, nie zjeżyła się, jak to ona. A w momencie, kiedy powiedział jej, że zajmie się mieszkaniem, uśmiechnęła się z wyrazem poczucia bezpieczeństwa, jakiego nigdy nie miała przy żadnym mężczyźnie, włączając w to "rekina biznesu" sp. Zduńskiego. Gdy przy stole rozmawiali, jedli kolację, też mi się fajnie i miło zrobiło na sercu - szczególnie wtedy, gdy patrzyłam na postać małej panienki Rogowskiej - była taka radosna, dziecięca, wpatrzona w rodziców jak w obrazek, chłonąca szczęście, którego jej oboje poskąpili. Gdy Marysia żegna córeczkę, która idzie spać, też mi się podoba - bo gra jej mamę, a nie nauczycielkę albo obcą kobietę i, poprawcie mnie, jeśli się mylę, po raz pierwszy powiedziała do córeczki, że ją kocha. Jej wyznanie do Artura: "moje serce drugi raz nie wytrzyma twojego skoku w boku, kończy ze łzami w oczach - pokazuje tym samym jak ważny jest dla niej. Scena z prezentem: remake poprzednich lat, wraz z tekstem, że po raz kolejny stała się jego marzeniem. Macie rację, trochę nuda. Ale z z drugiej strony - mimo wszystko jest urocza. Widać, że Rogowska pada już na twarz podkreślam, jest po nocnej zmianie

, ale mimo wszystko wie, że jeszcze nie pójdzie spać

. Ich pocałunek jest słodki - taki niewinny, ale widać, że to pocałunek, a nie dziobanie kurczaka w policzek czy szyjkę

. No dobra, koniec chwalenia. Co mi się nie podobało - to, że w tle ich sceny przy stole leciał warkot Kurdej. Ona niby miała pożegnać się z Tomkiem tą piosenką, a dali ją jako podkład pod pierwszy, wspólny posiłek na nowej drodze życia Rogowskich. Paranoja i brak sensu! No, że wycieli hydraulika a pokazywali, jak Kurdej wzdycha nad wierszem jakiejś grafomanki też jest bez sensu i pokazuje, jak ta bożal się Boże aktorzyna Play jest dla nich ważna. To aż razi po oczach. Julka masz rację, oni serio traktują widza jak debila. Zwłaszcza, że scenarzystką tego odcinka była Alina Puchała a ta baba już dawno się wypaliła, poza tym najchętniej by się Mostowiaków wszystkich pozbyła, a po drugie, reżysere był
Malec, czyli były partner od Pani Małgosi - gorzej dla naszej pary to już nie mogło być. Wolę, jak sceny im piszą młodsi scenarzyści a reżyseruje inna babeczka (tylko nie wiem dokładnie jak ona ma na imię, taka pulchna blondynka, bardzo ciepła - ona będzie reżyserowała zaręczyny, jest szansa, że tego nie spartolą. Niestety, ale jak Kurdej występuje w odcinku: reszta postaci występuje jako dekoracja, oni ją na chama pchają, nawet ten Malec ma na nią chrapkę, widać było to na nagraniu jej relacji z planu: facet patrzy na nią jak pies na świeżego kotleta. Prawda jest jednak taka, że nasza parka - przypomniałam sobie, ta reżyser to Kinga Lewińska - jest lubiana i budzi emocje. Tyle że jest skutecznie niszczona przez układy, o których istnieniu nie mamy pewnie pojęcia, i nawet lepiej, żebyśmy nie mieli! A jeśli nadal będą olewać Mostowiaków i pchać na siłę aktorów na pierwszy plan, którzy tylko występują, nie grają, to im serial padnie. Ale, póki co, są mądrzejsi od telewizora bo ciągle siedzieli na wysokim koniu, a z tej pozycji ciężko dostrzec gałąź, która może zabić lub strącić z miejsca dla lidera. Alina Puchała i ten Malec jadą na jednym wózku - są tak samo zadufani z sobie, i takimi samymi partaczami są, co pokazali montując odcinek 1389. Może nie powinnam tego pisać, ale: współczuję Gosi, że była z takim bucem, który zostawił ją, kiedy zachorowała na raka. Widocznie chłop jednak tak ma,że cierpi na nadruchliwość penisa - i na tym kończy się jego umiejętność bycia z związku. No to tyle, bo mi zaraz padniecie z nudów, o ile ktoś doczytał do końca