Tak, odcinek 464 oglądałam chyba z 1000 razy

, zwłaszcza scenę pocałunku, i tę później, gdy Marysia jest zawstydzona jak mała dziewczynka, a Artur tak słodko i seksownie do niej mówi - bez żalu, pretensji, w trosce o nią: "Czy żałuje tego, że się całowali". Nie myślał o sobie. Ona mu wtedy popatrzyła w oczy i rzekła: "Nie, uważam, że pocałunek był w porządku". Wyznanie dra Rogowskiego..."Boże, jak ja Cię kocham", jego dłoń obejmująca policzek Zduńskiej oraz...ciepłe, wiosenne powietrze, które wzbudziło szczere: "Dobrze mi tutaj, dobrze mi tutaj z Tobą". Chyba te słowa tak ośmieliły heroicznie wręcz cierpliwego doktorka do pierwszego całusa "za przyzwoleniem", że tak powiem, bo ten "pod gwiazdami" był co prawda pierwszy ich, ale Maria wtedy była zajęta, więc raczej się nie liczy. I oni naprawdę się całowali, a nie tylko dziobali jak kurczaki, jak nie przymierzając po ślubie. Sam pocałunek był delikatny, czuły i taki cieplutki jak świeże ciasto drożdżowe wyjęte z pieca.
Marysia była taka zarumieniona wtedy, i przez chwilę nie chciała spojrzeć w oczy doktorkowi - to było cudowne, ciepełko: w powietrzu, między nimi i w nich

.

Później <serduszko>biedni Arti nie mógł prowadzić z wrażenia

. Ich rozmowa też przepełniona jest emocjami - ogniste uczucie Rogowskiego i ledwo tlące się uczucie Zduńskiej. I jego desperackie pytanie: "Co to dla Ciebie znaczy....aż boję się zapytać" i jej jak zwykle do bólu szczera odpowiedź: "Czy wszystko trzeba nazywać...dobrze mi z Tobą, to wiem na pewno. Czy to nie może wystarczyć?". Tutaj utknął mi w pamięci jego głęboki odddech i słodkie: "Dobrze niech będzie, przyjmę wszystko, cokolwiek mi dasz".
UWIELBIAM CAŁĄ TĘ SCENĘ.

Drugą słodką sceną, było jak Marysia przyszła mu podziękować, i zamiast buziaka w policzek, dostał prawdziwego buziaka. I to jej zalotne: "A kto powiedział, że ja się chcę uwolnić". To było dla Artura jak zaproszenie kota na ucztę pełną śmietanki...w jakieś niedalekiej przyszłości

. Również tutaj tak wiele jest między nimi cukrowej chemii, niewinności oraz piękna - myślę, że ten jeden buziaczek mógły wyprodukować sporą dawkę dobra.

Trzecia scena, która jest majstersztykiem - wiadomo, jeszcze gwiazda pióra ją pisała (czyli Łepkowska) to wtedy, gdy siedzą sobie na kocyku w Grabinie i Rogowski pyta, co dalej. Marysia z pełną premedytacją mówi lekką domieszką pieprzu: "Zobaczymy jak akcja się rozwinie, bo sama jestem ciekawa zakończenia"

. Rogowski na to: "Jak zwykle: złośliwa, fałszywa i zła". A ona z miną mini diablicy: "Może właśnie to na Ciebie działa". Później...mega zmiana u doktorka: "Prowokujesz mnie"...ona gwałtownie się odwraca i mówi śmiałe: "Może!"...i gdyby senior nie było mistrzem wyczucia chwili, to wtedy mielibyśmy kolejny pocałunek a tak było....lekko ironiczne Zduńskiej: "Tata się obudził". Zresztą to, jak Artur desperacko tuli się do jej głowy, opłakując straconą okazję, też ma coś z erotycznego napięcia.
Późniejsza scena, kiedy Lucek mówi: "Oj nieładnie, córeczko, zdradzasz rodzinne tajemnice doktorowi. Zastanówmy się dlaczego". I to jej: "Oj tato"...jakby mówiła: "To nie fair, ty teraz zdradzasz moją tajemnicę. Tajemnicę, którą widać jak na dłoni - że jestem zakochana jak nastolatka w tym przystojnym i cierpliwym medyku".
POLECAM POWRÓCIĆ

Kolejna scena, do której powracam to zazdrość doktorka o wycieczkę do Francji i propozycję małżeństwa. Biedactwo, nawet sobie rączkę skaleczył. A Maria z jednej strony zapewniła go, że o żadnym zamążpójściu nie myśli, z drugiej strony troszeczkę jej zaimponowało, że się tak przejął jej potencjalną zmianą stanu cywilnego. Ulga doktorka - bezcenna

, nie wiedział jak ją ukryć. Rzucone do niego: "Jak wyjdę za mąż to tylko za faceta, którego będę kochała" było bardzo wymowne, jakby chciała dodać: jesteś pierwszy na liście, jakby mi to kiedyś przyszło do głowy

.
Dobra na razie kończę, bo Was zanudzę.