Dziękuję Ci za filmik.

Co do Gosi: cóż, nie twierdzę, że wiem o niej cokolwiek. Tak ją odbieram. Pewnie jest nazbyt wrażliwa, a z racji posługi w hospicjum traktuję ludzi dobrze i staram się ich widzieć w dobrym świetle.
Tak czy inaczej: nie zazdroszczę jej. Tak po ludzku. Jej rola, gdyby nie Robert, byłaby nijaka - wystarczy wejść na forum, pierwsze lepsze, aby poczytać jaka Maryś jest diablo irytująca. Nawet, zakładając, że to świadomy pomysł Gosi i jest na tyle pewna siebie, iż uważa, że to ciekawe dla widza, i nie znosi, jak mówisz, Meg, krytyki, to prawda jest taka, że Maryś bez Artura jest drętwa, żeby nie powiedzieć bezpłciowa.
Pieńkowska musi oglądać na co dzień swojego byłego kochanka, który: " z niejednego pieca chleb jadł", do tego regularnie się błaźniła w Emce ostatnie 4 lata i musiała wrócić na stare śmieci po tym, jak z kariery nic jej nie wyszło.
Niemniej jednak lubię ją. Jako aktorka, potrafi zagrać. Jako osoba - myślę, że da się lubić, jeśli znaleźć do niej klucz. Uwierzcie mi, bądź nie - wolontariusz potrafi się dogadać z każdym

. Zawsze mi grzecznie odpisuje na Insta, i to do tego używa słów, nie tylko emotek.

.
Lubię też wątek Marysi i Artura. Po prostu.
A historię "szczęśliwego" małżeństwa Zduńskich odbieram nieco inaczej, niż Ty, Meg. Jak dla mnie Krzysiek był strasznym palantem nawet wcześniej zanim znalazł kochankę. Ostatnio oglądałam całkiem początkowe odcinki, kiedy bidulka ledwo się dowiedziała, że ma "nowego ojca", straciła córkę, a dla niego najważniejsza była przetwórnia.
Pamiętam scenę jak pakuje ciuszki od Marysi - robi to sama, bo w tym czasie Gazeli biznesu ciekła ślinka na świeże mięsko w postaci przetwórni. Wypłakiwała się w mankiet teściowej, że jej mąż to egoista.
A później to już popłynął - najpierw kochanka, a później pogotowie ratunkowe kochanki.
A jej żałoba? To raczej był strach przed nową miłością jak sama rozpacz po tym jełopie, na którego nie mogła liczyć nigdy. Marysia nie wiedziała jak ma się odnaleźć w sytuacji, kiedy to facet o nią zabiega, bo Krzysiek to co najwyżej tylko jej dokładał, a co gorsza, to najprzystojniejszych nie należał.
Ale każdy ma prawo mieć swoje zdanie, rozumiem, że odbierasz to inaczej.

Być może prawdą jest, że w swoim poczuciu "wielkości", Gośce do głowy nie przyjdzie jak wiele zawdzięcza Robertowi. I pewnie raczej jej nie przyjdzie, jeśli prawdą jest to, co napisałaś, Meg, że nasza aktorka lubi mieć rację.
No nic, nie będę więcej się rozpisywać, bo się kobiecie będzie czkało. Niech jej się wiedzie, tak czy inaczej. Nawet, jeśli lekcja pokory w postaci powrotu do Emki niczego jej nie nauczyła...