Scen z Naszymi jest kilka i każda na swój sposób jest fajna, ale też inna
od siebie. W pierwszej Marysia dzwoni do Artura: wybiera tak czule numer byłego męża, jakby ekran komórki to był jego pycholek, a nie zwykłe urządzenie

, a szczerzy się przy tym jak sześciolatek bez jedynek do zdjęcia klasowego - uśmiech jest tak samo uroczy i niewinny. Artur dowiaduje się tymczasem, że diagnoza to borelioza, nie SM, o czym informuje go lekarz prowadzący. Spotyka się z Marysią, przekazuje wieści. Rogowska parska szczerym chichotem zmieszanym z ulgą. Nadmienia, że choroba byłego męża to nadal poważne schorzenie, ale nie może się to równać z tą pierwotną. Następnie Artur mówi jej, że chciał ją oszukać i powiedzieć, że to SM, ponieważ miło mu było ze świadomością, że martwi się o niego i ma poczucie, że jest dla niej kimś bliskim. Ona odpowiada, że bardzo się o niego bała - szczerze, nie kryjąc emocji. On mówi jej: wiem, że się o mnie martwiłaś, dlatego uznałem, że powiem ci prawdę. W całej tej scenie ona jest tak zrelaksowana, jakby jej dobry los robił masażcałej duszy - odprężający i relaksujący. Później idą do Pawła do pracy. Ta scena jest z kolei zabawna. Myślę, że Marysia jeszcze próbuje przez chwilkę wodzić go za nos, ale powtarzany argument, jakoby nigdy nie będą razem nie zadziała, bo jest zwyczajnie niewiarygodny i nieaktualny. Traci cały rezonans - jakby nie umiała się bronić przed uczuciem: pancerz został rozerwany. Przez drogę ustalają plan działania. Gdy wchodzą, Paweł jest arogancki i nieco złośliwy, ha, ciekawe po kim to ma

, gdy Maria próbuje atakować syna, on się pyta: "Wróciliście do siebie" - mina Marysi wtedy: bezcenna, jakby chciała powiedzieć: "O, mój Boże, nakryli nas...a raczej mnie

. Ale w tym momencie wchodzi Kalina, a później...Katia

, więc Rogowscy się urywają po angielsku, bo jakby nie było, nic tu po nich

. Scena nr 3 zdradza nam nieco zalążek relacji Agata, Marysia, Artur....będzie się działo, tak myślę. Rogowski proponuje Marysiu wyjazd na weekend do siostry, ta odpowiada, że jest w gorącej wodzie kąpany, a on jej na to, że z nią mógłby robić wszystko dzisiaj.....

. A ja, miałam wrażenie, jakby całe jej ciało mówiło: "ależ bym cię chciała schrupać, ale tak nagle, ciasteczko moje, to nie wypada

, choć ochota nie spada. Scena nr 4 Basia wita się z tatą. Marysia okłamuje Starskiego, że Artur jest ciężko chory, w sumie jest jej kompletnie obojętny. Zawożą Basię do koleżanki na noc, pod pretekstem szkolnego projektu. Gdy idą do samochodu, Maria uskarża się na swój wiek, Artur ją komplementuje, ale odgryza się celnie, że w kwiecie wieku..., ale piękną. Tutaj pada tekst o ostatniej prośbie skazańca...Maria natychmiast się zgadza. Wsiadają do samochodu. Gdy jadą, Rogowski pyta, czy się nie rozmyśli...ona zaprzecza: po raz pierwszy jej nie ma jakiś sens

, i jest wiarygodne. Artur jest nieco zbity z tropu, jakby się nieco zagalopował

, a ona siedzi i się uśmiecha zalotnie, a jej wzrok zdradza....jak bardzo niegrzeczne myśli ma teraz była pani doktorowa. Scena nr 6 Przychodzą do domu...Rogowska ma taką minę, jakby mówiła: "oj, robaczku, robaczku...ty jeszcze nie wiesz, ale już jesteś mój

. Oboje są zawstydzeni, Artur do tego jeszcze spięty...jak dzieci - droczyć to się mogli, ale jak przychodzi do konkretów, to ich trema dopada cosik

, ale po 3 podejściach Marysia duka swoje bardzo szczere: nadal cię kocham...jego autentycznie odrzuca do tyłu...po czym przytula się do niej...i autentycznie płacze

, a ona gładzi go czule po plecach

. Scena nr 7 Leżą w Marysinym łożu, jak ich bozia stworzyła, Rogowski pyta czy wróci do niego. Ona chichocze i mówi: naprawdę chcesz teraz o tym rozmawiać? Po czym uśmiecha się do niego i odpływa w jego ramionach - uśmiechnięta, zadowolona, połykająca go wzrokiem.
