Autor Wątek: Filmowe wieczory...  (Przeczytany 21778 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline BlackTiger

  • Zaawansowany
  • ****
  • Wiadomości: 705
  • Wyróżnienia:
Odp: Filmowe wieczory...
« Odpowiedź #30 dnia: Wrzesień 13, 2014, 00:04:32 »
I po Armagedonie. Boski Bruce znów uratował świat.
I znów się spłakałam na pożegnaniu z córką.
I zachwyciłam moją ulubioną sceną z krakersowymi zwierzątkami.

ten film jest tak głupiutki, że aż fajny :D

Lubię ten zespół ich dogadywanki.... lubię ładnie pokazaną miłość ojca do córki.

No i w ogóle ten film jest taki hamerykański, kiczowaty, momentami patetyzmem hamerykańskim irutujący ale przyjemnie się za każdym razem przeżywa ratowanie świata. :D

Offline Jean

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 2669
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Filmowe wieczory...
« Odpowiedź #31 dnia: Wrzesień 13, 2014, 07:49:25 »
Nie Bruce uratował, ale po prostu Amerykanie.  :D Amerykański prezydent przemawiający do całego świata jest na to koronnym dowodem :D
Kiedyś ten film mnie fascynował, traktowałam go  nawet jako poważny film katastroficzny, ale potem nakręcili "Pojutrze" i kompletnie zmieniłam punkt widzenia, pomimo, że znowu rozwiązanie znajduje amerykański klimatolog.  ;D Dzisiaj Armagedon jest dla mnie lekkim filmem do pośmiania się. Chociaż asteroida nie jest powodem do śmiechu to jednak ja bardziej się boję konsekwencji działań człowieka.
W ogóle całe przygotowania do lotu w kosmos kompletnych laików - boki zrywać. Jednemu się wszystko kojarzyło  z kobietami a drugiemu  z teściem :D
Mnie się zawsze przypomina sceną z innego filmu, gdzie również przygotowywano do wylotu w kosmos panów  w wieku bardziej dojrzałym. Badano ich, między innymi wzrok. Dwóch nie mogło przeczytać z tablicy nawet tych większych liter, trzeci przeczytał nawet te najmniejsze. I jak potem wyjaśnił kolegom: "Wzrok mogę mieć kiepski, ale pamięć to ja mam dobrą" <hahaha> (nie wiem, pewnie tablicę wieszał nad łóżkiem  :D) No i właśnie dlatego ja lubię takie dowcipne przygotowania ludzi do czegoś, do czego się właściwie nie nadają.
Właściwe niemal cały film jest w żartobliwym tonie. Przecież nawet kiedy asteroida wysyłała swoje płonące zapowiedzi to reakcja nowojorczyków nie  przywiodła na myśl zadumy (to są chyba w ogóle ludzie oderwani od świata  <mysli>). Pewnie przy facecie z psem wiszącym nad kanałem i wzywającym karetkę powinnam się zatrwożyć i przypisać mu szok...ale no nie mogłam. Chyba jednak kiedyś odbierałam to całkiem inaczej :D
Ale za to uwielbiam Willisa, naprawdę! W każdej roli, w każdym wydaniu. Fenomen "Szklanej pułapki" wiecznie żywy. Mimika, gestykulacja, głos - kupuję wszystko  <zauroczony> Muzyka w filmie też mi odpowiada <lubieto>

Cytuj
I znów się spłakałam na pożegnaniu z córką

Fakt, tutaj przychodzi zaduma ;)

Cytuj
I zachwyciłam moją ulubioną sceną z krakersowymi zwierzątkami.

Która to? która?

Offline BlackTiger

  • Zaawansowany
  • ****
  • Wiadomości: 705
  • Wyróżnienia:
Odp: Filmowe wieczory...
« Odpowiedź #32 dnia: Wrzesień 13, 2014, 10:42:11 »
Ja lubię wszystkie filmy o końcu świata i złowrogich astreoidach tudziez innych rzeczach :P
I dla mnie one wszystkie są kiczowate, ale przyjemne do odbioru.
no wiadomo, ze to hamerykanie zawsze są najgenialniejsi, ale tu jak dla mnie śwoat ratuje bruce, bo tamci w NASA i od prezydenta byli niepoważni. A Bruce się wykazal bohaterstwem i honorem.

jeszcze ten od kobiet co pieniądze pozyczyl i noe chcial wracac hahaha
lubię taki humor.


Ta co Grace sobie lezy a jej narzeczony chodzi po jej brzuchu ciastkową gazelą i gepardem. To w momencie dnia wolnego przed wylotem. Lubię tę scenę od zawsze hehe..

Tak muzyka jest też spoko.

Offline Jean

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 2669
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Filmowe wieczory...
« Odpowiedź #33 dnia: Wrzesień 13, 2014, 12:07:06 »
 
Ja lubię wszystkie filmy o końcu świata i złowrogich astreoidach tudziez innych rzeczach :P

No ja też. Ale..nie wiem czy przyznasz mi rację, filmy katastroficzne powinny skłaniać do jakiejś refleksji.  <mysli> Poza tym, że bawić, rozrywać itd. Owszem to nie jest ani dokument ani program naukowy ani nawet film ambitny, ale jakieś wnioski można wyciągnąć chyba.
"Armagedon" jest super filmem - naprawdę! I oglądałam go nie pierwszy raz. Podoba mi się w nim szereg rzeczy - od muzyki, przez aktorów, po dialogi. Ale u mnie już teraz wywołuje salwy śmiechu :D


 

Offline BlackTiger

  • Zaawansowany
  • ****
  • Wiadomości: 705
  • Wyróżnienia:
Odp: Filmowe wieczory...
« Odpowiedź #34 dnia: Wrzesień 13, 2014, 20:06:42 »
Mnie filmy katastroficzne do refleksji nie skłaniają. Zawsze mam z nich ubaw.
Pojutrze nie widzialam, može on sklania do refleksji. Nie wiem.
ale zawsze bawi mnie to wymyślanie sposobów zagłady. Nie umiem przy nich oddawać się refleksji. One wszystkie są takie same, kiczowate. :)

Weź też pod uwagę to kiedy ten film powstał. To już dorosły film, hehe. Teraz są inne efekty, wiecej możliwości do zrealizowania czegoś by wyglądało bardziej serio.

Offline Jean

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 2669
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Filmowe wieczory...
« Odpowiedź #35 dnia: Wrzesień 13, 2014, 21:44:32 »
"Wymyślanie"? Przecież wiele tych scenariuszy jest realnych, na przykład taka asteroida. Ludzie już mają takę tendencję do chcenia przewidzenia wszystkiego. Te pragnienia robią się tak silne, że takie filmy trafiają na podatny grunt   :D Wcześniej w katastroficznych dziełach spadały samoloty, tonęły statki, ewentualnie trzęsła się zmienia. Całkowitą zagładą zajęto się stosunkowo niedawno (a im bliżej było do roku 2012 tym więcej arcydzieł powstawało:)) Jednocześnie nikt nie wie i wiedział nie będzie, w jaki sposób nastąpi koniec.   :)
Tu nie chodzi i efekty specjalne. Chodzi o wydobycie spod góry kiczu jednej myśli: "a co jeśli...". Ja kiedyś oglądając  "Armagedon" myśl  taką wysnułam ( wiem, że film jest wiekowy) - jednakowoż dzisiaj film mnie tylko bawi (poza dwiema wzruszającymi scenami), bowiem inny pan reżyser przedstawił mi inną wizję :D Asteroida może i kiedyś uderzy (chyba komuś się marzy podzielenie losu dinozaurów:)), ale najgorszym wrogiem dalszego istnienia ziemi jest człowiek.
Polecam "Pojutrze". Nie da się co prawda uniknąć kiczowatych przemówień, hamerykańskiego przeświadczenia o wszechmocy swej ani nie będzie bohatera, ale przynajmniej jest dramatyzm i kilka scen mrożących krew. Patrząc na bohaterów tego filmu raczej nie  chce się człekowi śmiać ;D (no chyba, że mi sie za 20 lat zechce)
 Chociaż i tak wolę asteroidę niż ufoludki  :P
Resumując, "Armagedon" już dawno przestał mnie straszyć (nad czym ubolewam) a zaczął totalnie bawić.   ;)
Koniec skomplikowanego wywodu:)

Co do następnego seansu, który z powodu niedogodności czasowych już zaczęłam oglądać, mogę powiedzieć, iż zbawienne może okazać się oglądanie po raz setny tego samego dzieła. Otóż dzisiaj, przed chwilą mnie olśniło - zawsze się zastawiałam, co się Solskiego z tymi butelkami "Żytniej" nie zgadzało. I już wiem - Maryśkę i Zenka policzył dwa razy <hahaha> I to są te dwie brakujące butelki (jedna poszła dla inseminatora). A wszystko to przez babkę Maliszewską :D

Offline BlackTiger

  • Zaawansowany
  • ****
  • Wiadomości: 705
  • Wyróżnienia:
Odp: Filmowe wieczory...
« Odpowiedź #36 dnia: Wrzesień 14, 2014, 20:06:23 »
No właśnie to wcale nie jest takie proste, by astreoida palnęła w ziemię. A na pewno nie... żeby wyrządzić szkody na zagładę całego świata. Części owszem, ale nie całego.
Zmiana klimatu owszem, ingerencja ludzka owszem, ale astreoida jest mniej prawdopodobna.

Podobnie jak wyprawa na astreoidę... Przecież ile oni razy tam dostawali czymś i kurcze herosi no zero większych obrażeń, część tylko dla pokazówy zginęła...

Jasne, że koniec świata zawsze jarał i będzie jarać ludzi, dlatego to fajnie się ogląda. I film może być mega przerysowany, mega tandetny i źle dopracowany a jednak każdy coś tam sobie w nim znajdzie.

Armagedon fakt ma kiepskie tło, w sensie statystów itp., ale no akurat w tym filmie nie o to chodzi, dlatego twórcy nie zwrócili na Ziemian większej uwagi. Tam jest tylko Astreoida (meteoryty spadające na Europę i Paryż <3 jakiś łoś ten scenariusz pisał :P ) , Bruce, grupka ludzi i wątek miłosny.
To całe Nasa, prezydent itp. to już totalny plan poboczny mało ważny. Jest, bo musi być.

Ogladając 2012 czy Armagedon nie mam większych przemyśleń... W obu widać np. że są różne typy ludzkiej natury, że warto czasem poświęcić się dla wyższych celów a nade wszystko najważniejsza i tak jest miłość, czy to rodzicielska czy między partnerami.

Może jak kiedyś obejrzę "Pojutrze", to zmieni mi się pogląd na filmy apokaliptyczne, ale jak na razie to ciągle widzę to samo, inaczej ubrane.

No może z wyjątkiem Elizjum czy jak mu tam, bo większej chały w życiu nie widziałam :D

Offline Jean

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 2669
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Filmowe wieczory...
« Odpowiedź #37 dnia: Wrzesień 15, 2014, 08:49:08 »
"Elizjum" nie wiedziałam, ale z tego co wiem dotyczy on przyszłości odległej przyszłości, więc to chyba bardziej apokaliptyczne s-f. Takie są zazwyczaj chałami - "Terminator" czy "Planeta małp" to chyba wyjątki. O właśnie, roboty (maszyny) przejmujące władzę nad człowiekiem to również ciekawa wizja apokaliptyczna ;D Pomijam już "świat według małpy" - książka mną wstrząsnęła  :o
Natomiast najbardziej irytująca mnie wizja końca nastąpiła w "Dniu niepodległości". Dlatego "Armagedon" się naprawdę w tym całym zestawie dobrze prezentuje.  <tak>
I owszem, uderzenie asteroidy nie powoduje od razu zagłady całej ludzkości, ale powoduje zmiany klimatyczne, które zabijają resztę ludzików w ciągu jakiegoś niedługiego czasu  <mysli>

[quoteTo całe Nasa, prezydent itp. to już totalny plan poboczny mało ważny. Jest, bo musi być.][/quote]

Bo nic się nie może stać bez instytucji państwowych? Zadaniem takich filmów jest też chyba ośmieszanie tychże - wielcy znawcy się nagle mylą aż przychodzi człowiek znikąd i wie jak trzeba problem rozwiązać. To stały, powtarzający się wątek.

Cytuj
warto czasem poświęcić się dla wyższych celów

I to przesłanie uważam za bardzo ważne  <tak>  To co, że ubrane w kicz. Naprawdę czasami trzeb a i powinno się i dobrze, ze ciągle jest ktoś, kto poświęca swoje życie dla wyższych celów. To nie musi być zaraz ratowanie ziemi.  :)


Kto proponuje następny seans? Śmiało :) Chyba, że jeszcze o "Koglu - Moglu" ktoś chce rozmawiać, bo ja już próbowałam zacząć, ale nikt tematu nie podjął ;(
Proszę proponować filmy, bo ja niestety nie mogę ;)

Offline BlackTiger

  • Zaawansowany
  • ****
  • Wiadomości: 705
  • Wyróżnienia:
Odp: Filmowe wieczory...
« Odpowiedź #38 dnia: Wrzesień 15, 2014, 08:54:57 »
Cytuj
Bo nic się nie może stać bez instytucji państwowych? Zadaniem takich filmów jest też chyba ośmieszanie tychże - wielcy znawcy się nagle mylą aż przychodzi człowiek znikąd i wie jak trzeba problem rozwiązać. To stały, powtarzający się wątek.
Chyba właśnie są po to, by ich ośmieszyć. Jedynie w 2012 prezydent zostaje w mieście i ginie z ludźmi.
No a jeden zwykły bohater ratuje świat i nic mu nie straszne. :D :D
Cytuj

Kto proponuje następny seans? Śmiało :) Chyba, że jeszcze o "Koglu - Moglu" ktoś chce rozmawiać, bo ja już próbowałam zacząć, ale nikt tematu nie podjął ;(
Proszę proponować filmy, bo ja niestety nie mogę ;)
Albo inni bali się odezwać, albo nie mieli czasu obejrzeć, bo tak tylko my...
Ja Kogla nie zdołałam obejrzeć a myli mi się 1 z 2, więc nie pogadam :P
Wiem , że nadal uwielbiam Pusię :D

Przejrzałam trochę program nic nie wychwyciłam, ale może ktoś inny coś wynajdzie. :)

Offline Jean

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 2669
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Filmowe wieczory...
« Odpowiedź #39 dnia: Wrzesień 15, 2014, 09:05:23 »
Cytuj
Bo nic się nie może stać bez instytucji państwowych? Zadaniem takich filmów jest też chyba ośmieszanie tychże - wielcy znawcy się nagle mylą aż przychodzi człowiek znikąd i wie jak trzeba problem rozwiązać. To stały, powtarzający się wątek.
Chyba właśnie są po to, by ich ośmieszyć. Jedynie w 2012 prezydent zostaje w mieście i ginie z ludźmi.

W "Pojutrze" prezydent opuszcza miasto jako jeden z ostatnich i niestety nie zdąża się uratować, zamarza. Niepocieszona byłam, bo to Perry King był  <placze>

Jednakże w "Armagednie" gdzież prezydent miał się udać, skoro miała być totalna zagłada. Chyba, że w kosmos powinien był lecieć


Cytuj
Ja Kogla nie zdołałam obejrzeć a myli mi się 1 z 2, więc nie pogadam :P

To akurat nie problem. Będę ci mówić, z której to części. Pusia to jednak bohaterka bardziej 2 części akurat. W pierwszej się pojawia epizodycznie...w drugiej za to przeżywa ciekawsze przygody, jak pieski się z nią fajnie bawią etc. 

Offline El

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1261
  • Płeć: Kobieta
  • zagubiona w czasie...
  • Wyróżnienia:
Odp: Filmowe wieczory...
« Odpowiedź #40 dnia: Wrzesień 15, 2014, 20:08:48 »
Przejrzałam trochę program nic nie wychwyciłam, ale może ktoś inny coś wynajdzie. :)

A może "Hanna" ? W Polsacie 16.09, czyli jutro (zbyt późna propozycja, ale nie mogłam wcześniej tu zajrzeć) o godz. 21.40.
To zwykły thriller, ale podobno (nie oglądałam, ale mi go polecono) ładny wizualnie i o dość wysokim poziomie napięcia. Reżyser - Joe Wright (m.in. Duma i uprzedzenie, Pokuta)

Szesnastoletnia Hanna (Saoirse Ronan) dorastała z dala od cywilizacji, w surowym klimacie na północy Finlandii. Wychował ją ojciec Erik (Eric Bana) - były komandos i agent CIA. Mężczyzna od najmłodszych lat szkolił córkę w sztuce walki i samoobrony. Poświęcił wszystko, żeby uczynić z niej perfekcyjną zabójczynię, która dokona zemsty za wszystkie krzywdy, jakich doznali przed laty jej najbliżsi. Niebawem Hanna wyrusza w świat, by wypełnić zleconą jej przez ojca misję. Śladem dziewczyny podąża tajemnicza i bezwzględna agentka CIA, Marrisa (Cate Blanchett). Podczas wędrówki Hanna odkrywa nieznane dotąd fakty ze swojej przeszłości.

Możemy nosić chińskie ciuchy, jeździć czeskimi autami, patrzeć w japońskie telewizory, gotować w niemieckich garnkach hiszpańskie pomidory i norweskie łososie. Co do kultury, to jednak wypadałoby mieć własną.
Andrzej Sapkowski

Offline Jean

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 2669
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Filmowe wieczory...
« Odpowiedź #41 dnia: Wrzesień 17, 2014, 00:15:01 »
To było niezłe kino z polskim akcentem, który chyba nie można uznać za chlubny <mysli> Nawet w teorii. Tym bardziej, że z tymi więzieniami CIA to wiadomo jak teraz jest :)
Zapowiadała się wielka, niewytłumaczalna i zawiła zagadka na temat przeszłości Hanny, a to tylko (chociaż "aż") eksperymenty na nienarodzonych dzieciach. Żal dziewczyny, została na koniec kompletnie sama w świecie, którego nie rozumie...
Czy wszystkie agentki amerykańskich służb muszą być rude? <mysli> No i wychodzi na to, że rude faktycznie jest wredne.  <jezyk> Nie dość, że wymyśliła ten cały program; nie dość, że potem go zamykając zleciła pozbycie się "produktów" to jeszcze ma po drodze parę trupów na sumieniu...i trudno to zaiste nazwać obrona własną.
Wizualnie najbardziej podobał mi się początek filmu w mroźnych, śnieżnych  klimatach.   <zauroczony> Gdyby Hanna tam została, byłaby bezpieczna i pewnie szczęśliwa, ale o tym musiała się przekonać wychodząc do świata.  A wszystko to chyba przez "połączenie dźwięku  z pięknem formy i wyrażaniem uczuć", którego Hanna w leśnej głuszy zaznać nie mogła.    <placze>

Offline El

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1261
  • Płeć: Kobieta
  • zagubiona w czasie...
  • Wyróżnienia:
Odp: Filmowe wieczory...
« Odpowiedź #42 dnia: Wrzesień 17, 2014, 19:18:02 »
Niestety nie rozpiszę się na temat filmu, bo leżę z gorączką w łóżku i nie mam na nic siły. Wpadłam, żeby dać znać, że oglądałam i może jutro dam radę coś skrobnąć.
Powiem tylko tyle, że film bardzo mi się podobał i że okazał się wcale nie tak zwykłym thrillerem.

 Ps dla Jean - nie chce mi się zaglądać do działu "smaczków", więc tu wspomnę, że przepis na cukierkową nalewkę już mam i też dam jutro. Sorry, ze tutaj o tym mówię, ale nie mam siły "stukać" po całym forum.
Możemy nosić chińskie ciuchy, jeździć czeskimi autami, patrzeć w japońskie telewizory, gotować w niemieckich garnkach hiszpańskie pomidory i norweskie łososie. Co do kultury, to jednak wypadałoby mieć własną.
Andrzej Sapkowski

Offline Jean

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 2669
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Filmowe wieczory...
« Odpowiedź #43 dnia: Wrzesień 17, 2014, 19:41:41 »
Zdrowiej. Dobrzej  <na_poduszce> Poczekam. Na wszystko :)
To co ja mogę dodać na temat filmu to moja wielka sympatia dla głównej bohaterki. Wyjątkowo inteligentna, sprawna, co z pewnością jest efektem eksperymentu, ale też i przygotowania przez ojca. Dzięki ojcu też wykazuje się empatią a tego  z kolei eksperyment miał    jej pozbawić. Gdyby było inaczej chyba zbyt szybko (a raczej nawet nigdy) nie zdobyłaby przyjaciółki.  <calusek>
Ironią losu jest fakt, że eksperyment uratował jej życie - inaczej zginęłaby w wyniku aborcji.  <placze>
Bardzo współczułam jej w scenie, kiedy zewsząd dopada ją elektryczność. Straszne.
A ta ruda zdzira skończyła tak jak powinna. Po co zabijała babkę Hanny to ciągle nie wiem <bezradny>

Offline 007

  • Użytkownik
  • **
  • Wiadomości: 76
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Filmowe wieczory...
« Odpowiedź #44 dnia: Wrzesień 18, 2014, 14:21:59 »
Hanna to w moim odczuciu film naszpikowany symboliką, który w dodatku każdy może interpretować jak chce.  Dla jednych może to być przeciętne kino akcji, dla innych film o wkraczaniu w dorosłość, tutaj akurat połączona z wkraczaniem do cywilizacji :)
Mnie z kolei nie opuszczało wrażenie, że jestem w bardziej dorosłej wersji bajek braci Grimm ;) I jakież było moje zdziwienie, kiedy się okazało, że nie tylko odniosłem takie wrażenie. 
 
To się po prostu samo nasuwa - jest domek braci Grimm, jest domek babci, ostoja spokoju, ale babcię zabija zła, ruda!,  wiedźma i na koniec jest jeszcze tunel, którego wlot i wylot dziwnym trafem ma kształt paszczy wilka :D
Poza tym, naprawdę...wielu rzeczy można nauczyć przyszłą maszynę do zabijania, ale Hanna podróżująca  przyczepiona do podwozia, co zresztą dzieje się w mgnieniu oka, podobnie jak Hanna ukrywająca się pod łóżkiem w baśniowym domku, kiedy zjawia się tam ruda wiedźma, to elementy tak prawdopodobne jak minus 20 w lipcu.

Eksperyment to też część  bajkowa. Nauka dużo  może, zwłaszcza w nieodpowiednich rękach, jednak tutaj możliwości zostały przesadzone, chociaż, owszem przyznam to, można wymowę potraktować jako ostrzeżenie.
Duży plus filmu to montaż i muzyka.

Bardzo współczułam jej w scenie, kiedy zewsząd dopada ją elektryczność. Straszne.

Zgadzam się, dość wstrząsająca scena. Mnie jednak poruszyła ostania scena ojca i córki i ostatnie poświęcenie ojca dla córki. Wydaje się, że człowiek był z emocjonalnie związany ze swoim dzieckiem. Najpierw uratował ją od śmierci w łonie matki po to by poddać eksperymentowi, po czym pozwolił uniknąć likwidacji a na koniec przygotował do zemsty...ale i do przetrwania. Dlatego trudno mi jest oceniać go wyłącznie negatywnie. Ba, w ogóle nie potrafię go tak ocenić.  :)