Nie Bruce uratował, ale po prostu Amerykanie.

Amerykański prezydent przemawiający do całego świata jest na to koronnym dowodem

Kiedyś ten film mnie fascynował, traktowałam go nawet jako poważny film katastroficzny, ale potem nakręcili "Pojutrze" i kompletnie zmieniłam punkt widzenia, pomimo, że znowu rozwiązanie znajduje amerykański klimatolog.

Dzisiaj Armagedon jest dla mnie lekkim filmem do pośmiania się. Chociaż asteroida nie jest powodem do śmiechu to jednak ja bardziej się boję konsekwencji działań człowieka.
W ogóle całe przygotowania do lotu w kosmos kompletnych laików - boki zrywać. Jednemu się wszystko kojarzyło z kobietami a drugiemu z teściem

Mnie się zawsze przypomina sceną z innego filmu, gdzie również przygotowywano do wylotu w kosmos panów w wieku bardziej dojrzałym. Badano ich, między innymi wzrok. Dwóch nie mogło przeczytać z tablicy nawet tych większych liter, trzeci przeczytał nawet te najmniejsze. I jak potem wyjaśnił kolegom: "Wzrok mogę mieć kiepski, ale pamięć to ja mam dobrą"

(nie wiem, pewnie tablicę wieszał nad łóżkiem

) No i właśnie dlatego ja lubię takie dowcipne przygotowania ludzi do czegoś, do czego się właściwie nie nadają.
Właściwe niemal cały film jest w żartobliwym tonie. Przecież nawet kiedy asteroida wysyłała swoje płonące zapowiedzi to reakcja nowojorczyków nie przywiodła na myśl zadumy (to są chyba w ogóle ludzie oderwani od świata

). Pewnie przy facecie z psem wiszącym nad kanałem i wzywającym karetkę powinnam się zatrwożyć i przypisać mu szok...ale no nie mogłam. Chyba jednak kiedyś odbierałam to całkiem inaczej
Ale za to uwielbiam Willisa, naprawdę! W każdej roli, w każdym wydaniu. Fenomen "Szklanej pułapki" wiecznie żywy. Mimika, gestykulacja, głos - kupuję wszystko

Muzyka w filmie też mi odpowiada

I znów się spłakałam na pożegnaniu z córką
Fakt, tutaj przychodzi zaduma

I zachwyciłam moją ulubioną sceną z krakersowymi zwierzątkami.
Która to? która?