Hm...
Pływanie - cały okres od pierwszej klasy podstawówki do pierwszej klasy gimnazjum przepływałam. Na treningach, na zawodach. Moją miłość przerwała kontuzja kolana. Nie chcecie wiedzieć, co robiłam, gdy dowiedziałam się od chirurga, że w trybie natychmiastowym muszę porzucić moje treningi pływackie. Nie wychodziłam z doła przez ponad trzy miesiące, nie potrafiłam się z tym pogodzić. Aczkolwiek po trzech latach stwierdziłam, że ja już tak dalej nie mogę. Bez pływania nie potrafiłam normalnie żyć. W styczniu postanowiłam zapisać się na siłownię, żeby zrzucić parę kg - i właściwie mama to uczyniła za mnie, mówiąc, że od tego dnia mam własną trenerkę - instruktorkę fitness. Wszystko super. Wtedy też postanowiłam wrócić do pływania, bez względu na to, co lekarze twierdzą. Okazało się, że moja Ewa (trenerka) jest też instruktorką pływania - na początku nie zwróciłam na ten fakt uwagi, stwierdziłam, że skoro ja z nią tylko na siłowni, ewentualnie na bieganiu w lesie, to nie będę jej mieszać w pływanie. Nawet nie chciałam, bo wiedziałam, że moja pływacka kondycja była wówczas daleko od ideału. Ale ona chciała. Pomogła mi wrócić do mojej miłości. Od lutego pływam codziennie, dosłownie codziennie. Pływanie to coś, co mnie uspakaja, coś, co powoduje, że zapominam o całym świecie, o szarej rzeczywistości, która niestety ostatnio daje mi ostro w kość. Więc... jestem tylko wdzięczna trenerce i mamie, za to, że mi pomogły. Teraz - na razie w myślach - zastanawiam się nad zapisaniem do jakiegoś klubu od września i jedyne co wciąż mnie powstrzymuje to fakt, że w siebie nie wierzę i jestem świadoma tego, że moja technika nie jest idealna... ale ja to zmienię! Bo w końcu chcieć to móc, prawda?
Fotografia & dziennikarstwo - nie będę się tutaj rozpisywać, bo ja myślę, że co najmniej połowa z użytkowników tego forum, a na pewno część odpadów ifilmowych wie, że są to moje pasje, które chcę połączyć w przyszłości - w roli fotoreporterki. Fotografia pozwala mi się spełniać artystycznie i twórczo, podobnie zresztą jak pisanie.